Wredne lato ułomne

Lato to nie lato. Lato to sprawdzian moralny.

Codziennie rano wychodzę z domu i wiem, że polegnę. Za najbliższym zakrętem. Za progiem sklepu „U Marcina”.

Ja do Marcina nic nie mam. Spoko chłop. Ale nazwa jest trochę myląca. Powinna brzmieć: „U Marcina i jego córki, która mi się podoba, choć wcale nie powinna, bo to nieprzyzwoite. I bęc”. Taki szyld bym widział. Taki szyld bardzo, ale to bardzo by mi się podobał.

Potem idę.

Pojawia się ona.

Potem druga ona. Trzecia ona, bo czemu by nie.

Potykając się, walę w latarnie. Zawsze walę. Walę na całego. Szyję mam, niestety, długaśną, a na niej znajduje się głowa. I nią to walę. Walę równo, a ona i tak nie myśli.

Czy ktoś specjalnie ustawia mi te obiekty na linii mojego chodu? – pytam sam siebie, bo nie mam śmiałości pytać nikogo poza mną i sztuczną inteligencją.

Lato jest piękne, ale wredne do kwadratu. Pojawiają się Perseidy, świetliki i odsłonięte ramiona, nie wspominając o stanikach, zwiewnych kieckach i lepkich mackach. Moich oczywiście, he, he.

Ale to Lovecraft, więc w te góry nie skręcamy. Może w inne, ale nie dziś.

Czekam na jesień. Na maskujące sylwetkę swetry, na kurtki maskujące, na czapki. Bo to strasznie nieprzyzwoite, żebym ja, dziad średniowieczny, a konkretnie pięćdziesięcioletni, ślinił się na widok młodzieży płci przeciwnej.

Boże – myślę sobie – przecież kiedy zdawałem maturę, tych tu jeszcze nie było.

To już bliżej mi do Piłsudskiego i Rydza-Śmigłego niż do Zetek, Betek, Alfek.

Oto jestem. Czekam na czas powrotu do domu, bo tylko doń można wracać naprawdę.

Wracając, uważam na latarnie, myśląc o latarniach i o bólu, jaki mi sprawiły. Na odchodne żegnam się z widokami. Ja się żegnam, a zdradzieckie oczy wciąż węszą i węszą. Psy pieprzone!

Panienka zauważa i już wie.

Ja wiem, że ona wie. Ona wie, że ja wiem, że ona wie.

Wie, wie... wiejemy. Ja i me oczęta-pacholęta.

Do domu. Byle jak najdalej stąd.

I na koniec najważniejsze, choć mam z tym problem i nie wiem, jak to powiedzieć. Wygląd mam dość straszny, dość przeciętnie straszny. Zapamiętywalny, ale nie celebrycki. Nikt o mnie nie powie: „Och, ten okropny brzydal”. Jestem pospolity, wcale się swej pospolitości nie wstydząc.

I tak, jestem ogrem.

Może powinienem zacząć szukać ogrzycy?

„U Marcina”.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • il cuore

    Taka mentalność jest dziwną, ponieważ w Raju wszyscy są czy też będą golasami...
    Taką przyszłość nam obiecano, więc warto się przysposobić, żeby nie było nadmiernego szoku.
    Jednakże gołej dupy Jahwe czy Jezusa wolałbym nie oglądać 🚑🦍🌈

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania