Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wspomnienia byłej mężatki – historia zdrad Część 2. Powrót z Hiszpanii

Wspomnienia byłej mężatki – historia zdrad

Część 2. Powrót z Hiszpanii

 

Po powrocie z Hiszpanii długo nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Trudno było mi znowu wejść w prozę codziennego życia.

Przez ostatni rok żyłam trochę zastępczym życiem. I ten rok bardzo dużo we mnie zmienił. Przede wszystkim pokazał mi, czego tak naprawdę mi brakuje. Obnażył też rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam albo których po prostu nie chciałam dostrzegać.

Przez pewien czas miałam w głowie milion różnych scenariuszy dotyczących tego, co dalej ze sobą zrobić. Żaden nie wydawał mi się jednak właściwy.

Z drugiej strony bardzo cieszyłam się z powrotu na stałe. Wreszcie nie musiałam zostawiać córki na dwa tygodnie. Niby nie jest to długo, ale bardzo za nią tęskniłam.

Miałam też nadzieję, że może uda mi się odbudować życie z mężem. Może jeszcze raz pojawi się między nami to coś, co kiedyś nas łączyło.

Jak wspominałam w poprzedniej części — mój mąż nie był złym człowiekiem. Nie był alkoholikiem, nie upijał się, nie urządzał awantur. Z zewnątrz wszystko wyglądało naprawdę dobrze.

Były jednak dwie rzeczy, które coraz bardziej mi przeszkadzały.

Jego lenistwo i obojętność.

Nie pracował na etacie. Prowadził swój mały biznes, ale na zasadzie: jak trzeba, to się zajmę, a jak mi się nie chce — to nie.

Zdarzało się, że spał do jedenastej, a w domu nie zrobił kompletnie nic.

Odbiór córki ze szkoły i zawiezienie jej na zajęcia pozalekcyjne zawsze stanowiły problem, bo „nie miał czasu”. Co było dla mnie o tyle dziwne, że paradoksalnie był naprawdę dobrym ojcem i zbudował z córką bardzo silną więź.

Cała reszta była jednak na mojej głowie.

Opłaty, kredyt, zakupy, organizacja życia, a nawet takie rzeczy jak koszenie trawy.

Kiedy zwracałam mu uwagę, odpowiadał:

— W końcu to ja zbudowałem ten dom. Mnie już się należy odpoczynek.

Druga rzecz irytowała mnie chyba jeszcze bardziej.

Jego obojętność.

Z jego strony praktycznie nigdy nie wychodziła żadna inicjatywa.

Kino?

Nie.

Sauna?

Po co?

Kolacja?

Bez sensu.

Wspólny weekend?

Też niepotrzebny.

Nic.

To zawsze ja próbowałam coś organizować.

Raz udało mi się go namówić na wspólny wyjazd. Córkę zostawiłam u przyjaciółki i pojechaliśmy na romantyczny weekend do Zakopanego.

W mojej głowie wyglądało to zupełnie inaczej.

Wyobrażałam sobie, że w końcu będziemy mieli czas tylko dla siebie. Że nadrobimy to, czego brakowało nam na co dzień. Że może przez te kilka dni znowu poczujemy się jak para.

Tymczasem mój „romantyczny weekend” wyglądał tak, że mąż oglądał mecze w telewizji.

Ja myślałam, że nie wypuści mnie z łóżka.

Skończyło się na jednym seksie.

Bierność i obojętność mojego męża doprowadzały mnie do szału.

Ktoś z boku mógłby powiedzieć:

„Przecież masz dobre życie. Czego jeszcze chcesz?”

Tylko że ja naprawdę bardzo się starałam.

Chciałam, żeby było jak kiedyś.

A moje starania najczęściej kończyły się jednym zdaniem:

— Aaa, bez sensu tam jechać.

Sycylia

Pewnego dnia siedziałam w pracy i postanowiłam zrobić im niespodziankę.

Kupiłam wakacje na tydzień na Sycylii.

Nie mogłam się doczekać, kiedy im o tym powiem.

Pomyślałam:

Może właśnie tego potrzebujemy. Może wspólny wyjazd znowu nas do siebie zbliży.

Nic bardziej mylnego.

Kiedy powiedziałam mężowi o wyjeździe, pierwsze pytanie brzmiało:

— Ile to kosztuje?

A potem oznajmił, że on nie chce lecieć. Żebym poleciała sama z córką, a jego część pieniędzy po prostu mu oddała.

Do dziś nie wiem, co wtedy bardziej mnie zabolało — złość czy zwykły smutek.

Ostatecznie poleciałam sama z córką.

I paradoksalnie spędziłyśmy naprawdę wspaniały czas.

Na miejscu oczywiście pojawiały się różne pokusy. Przystojni Włosi nie mieli problemu, żeby do mnie zagadać.

Ale byłam z córką.

Nie chciałam jej zostawiać samej w hotelu.

Tym razem więc nie skorzystałam z żadnej z tych propozycji.

Po powrocie wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam.

Mąż zaczął zachowywać się inaczej.

Był milszy.

Czulszy.

Normalnie ze mną rozmawiał.

Sam proponował kino, teatr czy wyjście do knajpy.

Chyba zdał sobie sprawę, że z tym wyjazdem naprawdę przesadził.

Zaczął się starać.

Nasze relacje się poprawiły, a oczywiście przełożyło się to również na częstszy seks.

Taki stan trwał mniej więcej pół roku.

Aż pewnego dnia mąż oznajmił mi:

— Jadę z kolegami na ryby do Norwegii.

Nie miałam nic przeciwko.

Miało go nie być dziesięć dni.

Nie wiedziałam wtedy, że po powrocie wszystko znowu się zmieni.

Znowu to samo

Wrócił inny.

A właściwie wrócił dokładnie taki, jak wcześniej.

Obojętny.

Bierny.

Niezaangażowany.

Myślałam, że może tym razem coś się zmieni.

Nie zmieniło się.

Z dnia na dzień coraz bardziej się mijaliśmy.

Bywały dni, kiedy praktycznie nie zamienialiśmy ze sobą ani słowa.

Czasami rozmawialiśmy wyłącznie o sprawach związanych z córką:

— Kto zawiezie ją na basen?

— Kto odbierze ją z tenisa?

— O której wrócisz?

I tyle.

Minął prawie rok od mojego powrotu z Hiszpanii.

Atmosfera w domu znowu była bardzo chłodna.

A moje życie seksualne praktycznie przestało istnieć.

Uprawialiśmy seks może dwa razy w miesiącu.

Dla mnie było to zdecydowanie za mało.

Oczywiście próbowałam radzić sobie sama, ale to nie dawało mi tego, czego potrzebowałam.

To trochę jak zjedzenie czegoś, czego się nie lubi, tylko po to, żeby nie być głodną.

Kochanek również nie wchodził w grę.

Nadal byłam mężatką, a takie rzeczy prędzej czy później wychodzą na jaw.

Poza tym znałam swojego męża.

Wiedziałam, jak bardzo jest materialistyczny i ile mogłabym stracić, gdyby dowiedział się o romansie.

A na wszystko, co mieliśmy, ciężko pracowałam.

Pozostały więc przygody.

No cóż.

Zasmakowałam ich w Hiszpanii.

I wiedziałam jedno:

Jeśli zacznę, będzie kolejna. I kolejna.

Przez kilka miesięcy walczyłam sama ze sobą.

Praktycznie bez seksu.

Z mężem zdarzało się sporadycznie i właściwie tylko wtedy, kiedy on był w dobrym humorze.

Wiedziałam już, że to tylko kwestia czasu.

Przygoda musiała się wydarzyć.

Kołobrzeg

Pewnego dnia zostałam wysłana na trzydniowe szkolenie z nowego programu do Kołobrzegu.

Szkolenie zaczynało się w poniedziałek i kończyło w środę, więc postanowiłam pojechać już w piątek i spędzić tam cały weekend.

Wynajęłam apartament i ruszyłam nad morze.

Piątkowy wieczór spędziłam sama, z winem i moimi ulubionymi lodami.

W sobotę postanowiłam jednak wyjść na miasto.

Ubrałam seksowną sukienkę z dużym dekoltem, założyłam szpilki i ruszyłam na imprezę.

Byłam w trzech knajpach.

Niestety, nikogo nie poznałam.

W końcu zrezygnowana wracałam taksówką.

Taksówkarz był ode mnie sporo starszy — miał około pięćdziesięciu lat. Był sympatyczny i dobrze nam się rozmawiało.

Po drodze zawiózł mnie nawet do sklepu po wino, a później pod mój apartament.

Na koniec wręczył mi wizytówkę.

Wróciłam do mieszkania, ale czułam niedosyt.

Włączyłam jakiś film, jednak moje myśli były zupełnie gdzie indziej.

Spojrzałam na wizytówkę.

I zadzwoniłam.

Powiedziałam, że chciałabym, żeby pokazał mi jeszcze trochę Kołobrzegu.

Zgodził się.

Zabrał mnie do kolejnej knajpy.

Po jakimś czasie zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że chciałabym już wrócić do apartamentu.

W drodze powrotnej postanowiłam zaryzykować.

Zaproponowałam mu wino.

Odmówił, ale powiedział, że może wejść na chwilę.

I wszedł.

Tamtej nocy wydarzyło się dokładnie to, czego tak długo mi brakowało.

Okazał się świetnym kochankiem.

Tego właśnie potrzebowałam.

Bardzo.

To była moja pierwsza przygoda w Polsce.

Szkolenie

W poniedziałek zaczęło się szkolenie.

Około stu uczestników z różnych firm.

Miałam wtedy jedną zasadę:

Zero seksu wewnątrz korporacji.

Ale osoby z innych firm?

To już była zupełnie inna historia.

Podczas tego szkolenia poznałam dwóch mężczyzn.

Jeden pojawił się w moim życiu jednej nocy.

Drugi — następnej.

Po powrocie do domu rzuciłam się w wir pracy i codziennych obowiązków.

Przez jakiś czas byłam, powiedzmy, nasycona.

Ale oczywiście nie trwało to wiecznie.

Park

Około miesiąca później poszłam na imprezę z przyjaciółką.

Ona zawsze bardzo działała na facetów.

Kiedy dosiadł się do nas pewien mężczyzna, byłam przekonana, że będzie podrywał właśnie ją.

Ku mojemu zdziwieniu zainteresował się mną.

Poszliśmy tańczyć.

Piliśmy wino.

Dobrze się bawiliśmy.

W pewnym momencie moja przyjaciółka była już zajęta rozmową z innym mężczyzną, więc postanowiłam się zbierać.

Zapytałam mojego nowego znajomego, czy odprowadzi mnie do taksówki.

Zgodził się.

Droga prowadziła przez park.

Rozmowa robiła się coraz bardziej erotyczna.

Flirt przerodził się w coś znacznie bardziej bezpośredniego.

I zanim dotarliśmy do taksówki, kolejna granica została przekroczona.

Po wszystkim pożegnałam się z nim, wsiadłam do taksówki i wróciłam do domu.

Wzięłam prysznic i poszłam spać.

Lanzarote

Po tej przygodzie przez około trzy miesiące nic się nie wydarzyło.

Był tylko sporadyczny seks z mężem.

Potem nadszedł kolejny wyjazd.

Tym razem razem z przyjaciółką poleciałyśmy na tydzień na Lanzarote.

Ironia losu — znowu Hiszpania.

Mężczyzn poznałyśmy już na Okęciu.

Przed lotem wypiliśmy wspólnie butelkę wina.

Okazało się, że lecimy do tej samej miejscowości, chociaż do różnych hoteli.

W samolocie usiadłam obok jednego z nich, a przyjaciółka obok drugiego.

Między mną a moim towarzyszem od początku było wyczuwalne napięcie.

Po przylocie umówiłyśmy się, że każda spędzi wieczór ze swoim nowym znajomym.

Po kolacji poszłam do jego hotelu.

Moja przyjaciółka zrobiła to samo ze swoim.

Oczywiście noc zakończyła się bardzo bliskim spotkaniem.

Rano wróciłam do siebie.

I wtedy poczułam, że to jednak nie jest to, czego szukam.

Chciałam poznać kogoś na miejscu.

Z chłopakami z lotniska umówiłyśmy się więc dopiero za dwa dni.

Drugą noc spędziłam z mężczyzną poznanym na miejscu.

Kolejnej nocy poznałam następnego.

Każda noc przynosiła nową historię.

A później, aż do końca wyjazdu, spotykałyśmy się z naszymi znajomymi z lotniska.

Kolejne miesiące

Następne miesiące również upływały mi na przygodnych znajomościach.

Najczęściej były to weekendowe wyjazdy, przypadkowo poznani mężczyźni, spotkania w knajpach.

Było tego naprawdę sporo. Bardzo sporo.

Seks z mężem zdarzał się już tylko incydentalnie.

Aż poznałam Szweda.

I tym razem było inaczej.

To nie była jedna noc.

To była kilkumiesięczna relacja.

Latałam do niego do Sztokholmu, a on przylatywał do Warszawy.

W pewnym momencie jednak napisał, że musi to zakończyć.

Poznał kogoś.

Uszanowałam jego decyzję.

Góry

Przed świętami Bożego Narodzenia 2017 roku pojechałam z koleżankami w góry.

W tym samym hotelu odbywała się firmowa wigilia, na której był również mężczyzna, którego tam poznałam.

Tańczyliśmy.

Piliśmy wino.

Bawiliśmy się świetnie.

W pewnym momencie zaproponował mi, żebym poszła z nim do pokoju.

Odmówiłam.

Podał mi jednak numer pokoju.

Później wróciłam do pokoju swoich koleżanek.

Wzięłam prysznic.

Dziewczyny zasnęły.

A ja długo siedziałam i myślałam.

W końcu podjęłam decyzję.

Wstałam, narzuciłam szlafrok i poszłam do jego pokoju.

Długo nie otwierał.

W końcu drzwi się uchyliły.

Spojrzałam na niego i powiedziałam:

— Chcę tego. Teraz.

Tamta noc była długa, intensywna i zupełnie inna od wszystkich wcześniejszych przygód.

Nie wiedziałam jeszcze, że właśnie poznałam człowieka, który zostanie w moim życiu na długo.

Koniec małżeństwa

Po świętach wróciłam do domu.

I niemal od razu podjęłam decyzję.

Złożyłam pozew o rozwód.

Nie była to decyzja podjęta jednej nocy.

Dojrzewała we mnie przez lata.

Hiszpania tylko pokazała mi to, czego wcześniej nie chciałam widzieć.

Wiedziałam już, że nie chcę dalej żyć w małżeństwie, w którym czuję się przede wszystkim sponsorką wszystkiego.

Chciałam czegoś więcej.

Chciałam być kobietą.

Partnerką.

Kimś ważnym dla drugiej osoby.

A on?

Z mężczyzną poznanym w górach spotykamy się do dziś.

Oczywiście nie zawsze jest idealnie.

Czasami denerwuje mnie jego zazdrość.

Czasami się kłócimy.

Ale jest jedna zasadnicza różnica.

On nie widzi we mnie tylko sponsorki wszystkiego.

Nie widzi we mnie również tylko kobiety do seksu.

Mamy prawdziwą relację.

Jeździmy razem na wakacje.

Jeździmy na narty.

On przyjeżdża do mnie.

Ja jeżdżę do niego.

To relacja na odległość — każde z nas ma swoje życie, swoje miejsce i swoje obowiązki.

Ale ta relacja jest.

Spotykamy się, kiedy tylko mamy taką możliwość.

I chyba właśnie tego przez tyle lat szukałam.

Nie kolejnego romansu.

Nie kolejnego mężczyzny.

Tylko kogoś, przy kim nie będę musiała być ani sponsorką, ani żoną z obowiązku.

Po prostu sobą.

Dziękuję za przeczytanie.

 

Może nastąpi trzecia część.... Wspólne eksperymenty z chłopakiem z gór (swingers club itp)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania