Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Wszystko po sąsiedzku. Wstęp. Część druga.
– Chyba wiecie, co robicie. – powiedział pod nosem gdy Duży wszedł do salonu, niosąc dwie kawki.
– Rozpuszczalna, to z mlekiem. A Ty co, do siebie napierdalasz czy się modlisz?
– Napierdalam. Się z Ciebie, parasolu. Dobra, weź jakieś wiadro i budź go.
Duży wziął wazon ze stolika, wyjął z niego kwiatki i odłożył je na parapet, robiąc kółko po salonie. Chlust. Cała zawartość wazonu wylądowała na głowie śpioszka. Ocknął się i zeszczał w spodnie. Jego oczy zaczęły latać między ładnym, brzydkim a plamą w kroczu. Jeszcze nie do końca wrócił, ale wiedział na czym stanęło gdy w końcu zawiesił wzrok na brzesczocie leżącym kilkanaście centymetrów od jego głowy. Elegancik pstryknął palcami, by zainteresować delikwenta, cel osiągnął.
– Sytuacja wygląda tak. Ten tutaj Duży, dżentelmen, pragnie zabrać żonkę na wakacje. Dobra kobitka, w pełni zasłużyła. Wiesz, ona zapierdala w domu, więc Duży zapierdala dla niej. Ale widzisz, jak w biznesie. Gdy właściciel knajpy nie płaci za towar dostawcy, dostawca nie ma jak zapłacić pracownikom. Kurwa, nie wstyd Ci, że ktoś na wypłatę przez Ciebie musi czekać? Duży chciał Ci z miejsca nogę upierdolić, ale przekonałem go, by się wstrzymał.
– Mmm-mmmf, yyyh, mmmmmh. – delikwent w końcu zaczął sensownie jojczeć.
– Weź mu zdejmij to z gęby. – Elegancik zwrócił się do Dużego, a ten sprawnym ruchem wyjął scyzoryk z kieszeni, otworzył go i chlasnął taśmę na potylicy, o dziwo, nie nacinając skóry głowy.
– Jebaniutki. – stwierdził z podziwem Elegancik – Z przyjemnością ogląda się rzemieślnika przy pracy.
– Nie musisz się podlizywać, ruchać się nie będziemy. – obaj się zaśmiali. Trzeciemu jednak do śmiechu nie było. Nadal leżał przerażony i najwidoczniej zapomniał, co chciał powiedzieć. Elegancik wrócił do niego.
– To jest tak. Za trzy dni jedna trzecia plus 35 procent. Gdyby to ode mnie zależało, to byłaby całość, ale komuś tam jest Ciebie żal. To jak będzie?
– Za trzy dni rata. – odezwał się dłużnik po chwili zastanowienia, spokojny, jak na obecną sytuację.
– Za trzy. Nie musisz dzwonić, pytać. Wpadniemy na kawę, jak dziś. Pół godziny po wyjściu twojej żonki z synem. Właśnie, za to też mógłbyś podziękować, że nie widzieli tej sytuacji. Ona wie w ogóle?
– Nie.
– W sumie w tej sytuacji chuj wie kogo się bać. Nas, czy jej? – na te słowa Elegancika, Duży zareagował cichym chichotem. – I wiesz, cała ta sytuacja, to co tu robisz, a wiemy co robisz, to jest w kurwę nieodpowiedzialne. Biznesy robi się zdala od rodziny.
Elegancik wstał, poprawił koszulkę i sportową marynarkę, skinął w stronę Dużego dając znać, że czas się zabierać. Ten jeszcze rzucił na odchodne
– Kawę kup normalną a nie jakieś pedalstwo pijesz. Jak ciota.
***
– Chuja tam odda. – stwierdził Duży, gdy stali jeszcze chwilę.
– Odda. – odpowiedział pewnie szef, jak go Duży nazywał – Ja się przygotowałem. Ćpunów z okolicy znam całe życie. Wystarczyło popytać co, kto, kiedy i ile. Przyjeżdżają też z innych rejonów, podobno ze Skierniewic ktoś był ostatnio. Popyt ma, podaż też. Ładnie się rozkręcił, fundusz pomnożył. Tylko nie wiem gdzie go trzyma.
– Masz ten łeb, Sadoś.
– Z obserwacji płynie nauka. Dobra, masz wolne na dziś, spierdalaj.
– Podrzucić Cię gdzieś?
– Nie, pogoda ładna, przejdę się na spacer.
– To z fartem.
– Wawrot! – rzucił Elegancik, gdy Duży był w pół drogi do Golfa – Bądź z rana pod telefonem.
Duży skinął głową, wsiadł do samochodu i odjechał. Sadoś stał jeszcze chwilę sam, zastanawiając się nad planem na jutrzejszy dzień. Nic w grafiku. Nic w notesie. Ale to chwilowe "nic" może zmienić się zaraz w długotrwałe "coś". Na co liczył. Czekał tylko na telefon.
Komentarze (2)
Raport detektywa Fugi
Przeprowadziłem oględziny tekstu. Na miejscu zastano dwóch gangsterów, jednego zasikanego dłużnika i całkiem sporo dobrego dialogu.
Materiał dowodowy wskazuje na wyraźne inspiracje Tarantino: czarny humor, brutalność podana z nonszalancją i rozmowy, które bywają ciekawsze niż sama akcja.
Elegancik kradnie scenę, Duży robi za solidny argument siłowy, a Sadoś zapowiada się na mózg całej operacji. Dialogi są najmocniejszą stroną utworu, postacie mają charakter, a napięcie jest umiejętnie dawkowane.
Są jednak ślady niedbałości: potknięcia językowe, kilka niezgrabnych opisów i druga scena, która bardziej informuje, niż wciąga.
Werdykt Kugi: podejrzany ma talent, motyw i narzędzia. Na razie nie ma dowodów na mistrzostwo, ale sprawę zdecydowanie należy prowadzić dalej.
Ocena: 7/10. Nie zamykać akt. Obserwować delikwenta. 😉
ale wiesz co , te potknięcia językowe to też atut, jeszcze nie wiem co o tym myśleć, będę czytała dalej, to wiem napewno.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania