Wszystko poza jej dłońmi

czasem myślę

że to nie była miłość

tylko jakaś choroba

która wyglądała jak czułość

z daleka.

jej głos zostawał mi w klatce piersiowej

na długo po tym, jak wychodziła.

jakby mówiła:

„nie licz na nic, idioto,

ale spróbuj sobie z tym poradzić”.

miała śmiech, który rozcinał mnie

na pół.

i uśmiech,

którym mogła zabijać dusze.

a ja

drżałem przy niej jak pies

zamarzający przy cudzych drzwiach.

chciałem tylko

jej dłoń

na moim karku

raz.

jeden pieprzony raz.

ale nawet jej cień

był dla mnie

za drogi.

napisałem tysiąc wierszy

których nigdy nie przeczyta.

kupiłem kwiaty,

które zgniły

na parapecie.

i nocami

śniła mi się taka

jaką nigdy nie była.

tak się kończą wojny,

których nikt nie ogłasza.

tak się kocha

kogoś,

kto nawet nie zauważył,

że właśnie zrujnował ci

wszystko.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • próżnia 7 miesięcy temu
    Fajne i ciekawe, bardzo podoba mi się ta metafora z psem. Tylko te wulgaryzmy mi tu nie pasują ,,jeden pieprzony raz", osobiście bym zmieniła na po prostu ,,jeden raz". 5
  • aksolotl 7 miesięcy temu
    fajne. dobrze się czyta.
    ale ta jednotematyczność zaczyna nudzić.
    :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania