Wyobraźnia

Jak to? Zrobiłem przecież, czego żądał!

Dlaczego nie mogę mieć chwili spokoju?! Znowu mnie zatrzymał.

Cholera jasna!

Uparł się, żeby ukarać. Nie lubi mnie? Nic mu nie zrobiłem. Drugi raz w tym tygodniu, a przecież dziś mamy środę… a może czwartek? Nie… chyba nie. Na pewno środę. Żona nie da mi żyć, znowu będzie biadolić, że tyle rachunków, a mamy wydatki. Te raty za dom wykończą nas, albo raczej mnie. Pracuję na dwa etaty i zmieniłem nawet środek transportu, aby taniej, aby szybciej.

Co za życie!

Czego znowu ode mnie chce? Jak śmie grzebać mi po kieszeniach? Oni sobie już za dużo pozwalają. Jutro wniosę skargę, wykorzystam znajomości. Psia mać, nie może tak być! W końcu nie jestem byle chłystkiem. Będzie mi bezczelnie, gamoń, nogi rozsuwał! Chyba mu przypieprzę, dość tego, albo nie… Zrobi się chryja, a ja muszę, jak najszybciej do domu wrócić. I jeszcze ta głowa. Ból się nasilił, wiec wolę nie poruszać łepetyną, jak wrócę wezmę procha. Tylko ten dupek wciąż mnie obmacuje. Zbok jakiś czy co, do cholery?! Kogoś mi przypominał. Odnoszę wrażenie, jakbym człowieka znał. W sumie, tyle ludzi się obraca wokół mnie, że mogliśmy się spotkać kiedyś, gdzieś… Jakiś grill przyszedł mi do głowy. Pewnie na jakiejś imprezie się spotkaliśmy. Ale, to absolutnie nie upo… upo…, no, słowo wypadło mi teraz z głowy. Pewnie przez te nerwy. O! Nie upoważnia go!

Zaraz temu dryblasowi wygarnę. Albo nie, a właściwie nie chce mi się i nie mam już sił na przepychanki.

Przymknąłem oczy, trzeba przetrwać, taki mamy teraz czas. Mundurowi mają większe prawa. Stan wyjątkowy i wolno im. Huk! Tylko, dlaczego nie ścigają tych, co naprawdę łamią prawo, a czepiają się spokojnych i poważanych obywateli?

Do czego ten świat zmierza?

Ciekawe, jak długo będzie mnie tak trzymał na tej masce, jak bandytę jakiegoś!

I jeszcze mój telefon dzwoni. Uwielbiam tę melodię.

„Ty po polu nieś mnie

Po bezkresnym moim polu

Po bezkresnym moim polu

… „ *

Pozwoli mi odebrać? Moja połówka zapewne. Gdzie jestem i dlaczego tak długo, przecież martwi się o mnie.

Z kim on gada? Niech sprawdza te dokumenty i niech mnie puści. Zdrętwiałem na tej masce i robi mi się zimno. Nic niewarty ten kombinezon, a zapłaciłem kilka tysięcy… bez sensu. Dobrze, że Lila nie wie, ile kosztował. Uśmiechnąłem się w duchu, jej gospodarność była godna podziwu… a może jednak wie? I nic by nie powiedziała? Diabli wiedzą, przecież niejednokrotnie przekonałem się, że jest czegoś świadoma, ale przemilcza. To mądra kobieta! Jak tylko wrócę, zajmę się młodym, niech ma trochę czasu dla siebie. Wprawdzie, to nie mój dzień na zajmowaniem się dzieckiem, ale wezmę Antka do warsztatu i wyczyścimy rowery… rowery… Jakie rowery?

Jezu! Człowieku, szybciej! Nogi mi zdrętwiały! A oni o czymś sobie rozprawiają, przecież wszystko jest w porządku.

Kurczę, zostawiłem otwartą puszkę farby w kotłowni, może mój szkrab tam nie dotrze? Czterolatek, a już tak bardzo świata ciekawy. Wszędzie zajrzy, wszystkiego dotknie, wszędzie go pełno. Trzeba mieć oczy z tyłu głowy… Tak, jak teraz! Mama znów za nim nie nadąża, a on zasuwa po salonie małym rowerkiem biegowym. A, te rowery!

O, ktoś stłukł szklankę i szkło leży na podłodze. Niech Lila sprzątnie, bo Antek wejdzie i będzie szycie, jak wtedy, gdy u sąsiada na działce zaczepił o wystający pręt. Dobrze, że ma tatę chirurga. Szczęściarz!

Skąd te obrazy? Przecież nie wiem, co się dzieje teraz w domu. No, tak. Zmęczony organizm potrafi płatać figle, a wyobraźni nigdy mi nie brakowało. Dwa dyżury pod rząd, hektolitry kawy i seans gotowy.

Najważniejsze, że udało się dzisiaj uratować tego chłopaka z bijatyki. Nieźle ktoś go urządził. Dosłownie centymetr wyżej i trafiłby w tętnicę udową. Jutro z samego rana musi do niego zajrzeć. Przypominał mi brata, którego ktoś zaatakował dwa lat temu centrum miasta, w biały dzień i który nie miał tyle szczęścia. Nawet nie zdążył zobaczyć napastnika, pożądającego jedynej dwusetki jaką posiadał w portfelu i zegarka za drugie dwieście złotych.

No i jeszcze zaczynał padać śnieg!

Koniec kwietnia i zima. Naprawdę wszystko rozregulowało się, nawet pogoda. Płatki wirowały przed oczami i zasłaniały rozbitą szybę…

Co jest?!

Przed nosem miał maskę granatowego auta. Nie, nie maskę, to klapa audi. I szyba pęknięta… O nie, nie! Nie będzie płacił za rozbicie szyby. Mógł go ten gliniarz, tak brutalnie nie traktować. Żeby kaskiem rozbić szybę, coś nieprawdopodobnego! Stąd ten ból. Nie zostawi tak tej sprawy. Nie można w ten sposób postępować z obywatelami. Absolutnie!

Dobrze, że Lila jest prawniczką, będzie wiedziała, jak postąpić.

Zaraz, ale co ona tu robi? Dlaczego taka zdenerwowana?

Pieprzony śnieg. Niewiele widać. Oczywiście, nie pozwalają jej podejść do mnie. Jestem przecież jakimś strasznym przestępcą, bo w terenie zabudowanym jechałem dziewięćdziesiąt na godzinę. Spieszyłem się, ale zaraz w ten sposób?

Co za ludzie?!

Śmieszne… spać mi się zachciało. Ostatnio jestem już tak przemęczony, że usnąłbym wszędzie i na wszystkim. Gdyby jeszcze nie ten tępy ból w lędźwiach. Stanowczo za długo jestem na nogach; te kilometry pokonywane po korytarzach, i godziny przy stole dają się we znaki. Nie na darmo ukuto powiedzenie: „ Jeżeli coś cię boli – dobra wiadomość, żyjesz; zła wiadomość – ból odczuwasz tylko ty”.

Ciekawe, kto jej doniósł, że męża znowu zatrzymała policja? Pewnie sąsiadka z naprzeciwka, ona o wszystkim jest najlepiej poinformowana i wszystko widzi. O innych wie więcej, niż oni sami o sobie.

Kurczę, jak zimno… i ta cholerna śnieżyca! Bardzo szybko zrobiło się biało, oby tylko ten biały puch nie zaszkodził roślinkom, które wczoraj sadzili. I jeszcze zdjęli już chochoła z kalmi szerokolistnej… No, nic, zobaczy się, będzie jak będzie.

Lila płacze. To moje Szczęście, jest takie wrażliwe.

Wszystkim się przejmuje, zupełnie niepotrzebnie. Powtarzam jej, że będzie dobrze, że pieniądze to nie wszystko i spokojnie zarobię na naszą rodzinę. Mamy piękny dom, zadbany ogród i moi rodzice nam pomagają. Nawet teraz - dziadek biegnie przez trawnik do Antka stojącego w oknie tarasowym. Antek, Antoś, Antoni! Nasze oczko w głowie jedyne. Największe szczęście w świecie, czego chcieć więcej? Czym się przejmować? Mandat - nie koniec świata.

Widać dzieci z domu dziecka tak mają, o wszystko się martwią. Zaraz ją przytulę i uspokoję. Rozumiem, własny facet oparty na masce, z rozstawionymi nogami i kręcącymi się wokół policjantami, nie jest fajnym obrazkiem. I to niemal pod samym domem, na oczach wścibskich sąsiadów. No, ale też bez przesady, żadna z tego tragedia.

Ociepliło się jakoś… I głowa przestała boleć. Wreszcie mogę się wyprostować. Alleluja! Znajomy nieznajomy policjant ujął mnie za ramię, właściwie pod ramię…

Najwyższy czas!

Tylko powiek nie mogłem otworzyć, przez ten śnieg zapewne… Podniosłem dłoń, aby przetrzeć oczy. No, zasypało wszystko dookoła. Biel… Bielsza odcień bieli… I cisza. Wszystko zamilkło, jakby… skąd nagle te słowa…?

„… pewna wizja, zakradła się… Gdy spałem, zostawiła swoje ziarna… Zasiana kiedyś w mym umyśle, wciąż tam jest… I nagle ujrzałem dziesiątki twarzy może więcej… Rozmawiali bez mówienia… Nikt nie odważył się przerwać ciszy…”**

 

- I jak, doktorze?

- Przykro mi, objawy sztywności odmóżdżeniowej wskazują na poważne uszkodzenie układu nerwowego. – Uniósł tomogram, na którym widniał krwiak uciskający tkankę mózgową. - Przy takim obrzęku zapewne doszło do wklinowania pnia. Trafione jest wszystko, od płatów czołowych po ciemieniowe. Jego ośrodki świadomości uległy zniszczeniu. Już się nie obudzi - spokojnie tłumaczył lekarz. - Mózg powoli wyłącza funkcje życiowe. Prawdopodobnie nawet nie wiedział, co się stało.

- W portfelu znalazłem oświadczenie o woli oddania organów. – Policjant podał małą plastikową kartę. - Idzie wiosna, będą warzywa… - wymamrotał, spoglądając gdzieś przed siebie. - Tylko, to nie była, kurwa, jego wina! I taki piękny słoneczny dzień.

- Mógłby się pan powstrzymać od takich komentarzy – wycedził z zaciśniętymi zębami mężczyzna i spojrzał z ukosa na mundurowego. – To mój kolega po fachu… - Wewnętrzną stroną dłoni, potarł czoło i dodał: - W chwili, gdy auto, przez które przeleciał, przycisnęło nogi ofiary do tego audi, nastąpiło tak silne uderzenie, że jego narządy są na pewno w opłakanym stanie. W końcu przeleciał przez samochód przed nim, a jeszcze dostał uderzenie z tyłu… Niech pan nie opowiada głupot, sierżancie, że motocykliści są dawcami organów, to bzdura.

- Pewnie tak, ale co to zmieni? – Trzymany w dłoni długopis trzasnął, a zamyślony policjant ze ściśniętym gardłem, dodał:

- A, to jest… był… to jest mój sąsiad zza ogrodzenia, właściwie, nawet nie mamy ogrodzenia… znaczy taki mały murek… Rozumie, doktor?

Lekarz skinął głową, rozumiał, ich gabinety sąsiadowały ze sobą w przychodni. Nagle obaj spojrzeli na siebie, a w ich oczach można było wyczytać:

A ja swojemu gówniarzowi kupiłem motor. Chyba, mam jakiś defekt mózgu…

 

*Fragment tekstu pieśni "Kon" zespołu Lube

 

**Fragmenty tekstu piosenki "The sound of silence" zespołu Simon&Garfunkel

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (33)

  • kigja ponad rok temu
    Czytałam i nie odgadłam autora i przestałam zgadywać. Dobrze ujęty temat.
    Pozdrawiam
  • Akwadar ponad rok temu
    Tylko po temu przestałaś?!
    Dziękuję, Kigjo. ;)
  • kigja ponad rok temu
    Akwadar Tak , bo tylko Dekaos Dondi potrafiłam odgadnąć. To było szalenie frustrujące.
    Pozdrawiam
  • Akwadar ponad rok temu
    kigja nie łąm się, jesteś jedną z paru... też nie trafiam :) ;)
  • kigja to tak jak z totolotkiem ale bawimy się
  • Shogun ponad rok temu
    Widzę tekst również z Niepowtarzalnego :D No, ale teraz już przynajmniej teksty Ci będą wchodzić z automatu ;)
  • Akwadar ponad rok temu
    i o to chodziło ;)
  • Shogun ponad rok temu
    Akwadar czyżbyś planował nareszcie wstawiać teksty częściej? :D
  • Akwadar ponad rok temu
    Shogun niewykluczone...
  • Shogun ponad rok temu
    Akwadar hmm... w takim razie wyczekuję "niewykluczonego" ;D
  • Zabrania się kradziejstwa hej
  • Akwadar ponad rok temu
    A czemuż to nie wykorzystać w niecnych celach podbićia ilości publikacji? A!
  • Akwadar przecie żartowałem. A tak po za to jestem Ojcem Chrzestnym.
  • Akwadar ponad rok temu
    Niepowtarzalny Styl z Opowi Ty?! Nic mnie nie wiadomo...
  • Akwadar no tego profilu a co za tym idzie też waszej weny ha
  • Akwadar ponad rok temu
    Niepowtarzalny Styl z Opowi dobra, dobra niech Ci będzie Niepowtarzalny :)
    Chylę czoła :)
  • Angela ponad rok temu
    Ha, czytałam wcześniej i miałam przeczucie?. Dobry tekst, który przyjemnie się czytało.
    Pozdrawiam.
  • Akwadar ponad rok temu
    Kłaniam sie, Pani! :)
  • Angela ponad rok temu
    Akwadar Witam Cię, Panie! :)
    Wpadłam tylko się przywitać i znikam.
  • Akwadar ponad rok temu
    Angela sprawilaś mi ogromną przyjemność obecnością pod moim tekstem :)
  • JamCi ponad rok temu
    Też go pamiętam i tam już chyba komentowałam.
  • Grzegory ponad rok temu
    No przyjacielu już ci mówiłem, żeś Wielki jest hihihi
  • Akwadar ponad rok temu
    Jak na drabinę wejdę ha, ha, ha
  • Grzegory ponad rok temu
    Akwadar tylko trzymaj się mocno powietrza hihihi
  • Akwadar ponad rok temu
    Grzegory spoko, złapię się skrzydła ;)
  • Dekaos Dondi ponad rok temu
    Jam przeczytał całością mą, z większym zaangażowaniem naocznym i żym nie żałuję:)↔5
  • Akwadar ponad rok temu
    DD to git, nie chcialbym mieć Twego spokoju wewnętrznego na sumieniu ;)
  • Szpilka ponad rok temu
    Dobre, dobre i trzyma w napięciu, zaskakująca puenta ??
  • Akwadar ponad rok temu
    Kłaniam się, Szpileczko ;)
  • Nefer rok temu
    Dobrze napisane, krótkie opowiadanie, z zaskakującą puentą i głębszym przesłaniem. Językowo bez zarzutu.
    Pozdrawiam
  • Akwadar rok temu
    Dziękuję za komentarz.
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Ciekawe i wciągające. W pewnym momencie mozna domyslic sie co sie stalo, a mimo to dalej chce sie cxytac by poznac szczegóły.
    Pozdro Aq ;-)
  • Akwadar 7 miesięcy temu
    Jaka niezwykle miła wizyta :) Kłaniam się nisko, Babo i bardzo dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania