No właśnie, świetna seria, a odzew mizerny, jeden komentarz przez dziesięć miesięcy. Zastanawiam się nieraz, dlaczego niektóre, publikowane tu gówienka, mają po kilkadziesiąt komentarzy, a u Ciebie zawsze cisza? Twoje pisanie bije na głowę wiele tutejszych publikacji. I co? I nic! Rozumiem, że dla mnie gówienko, może dla kogoś innego być arcy, ale, kurna, kometarz nic nie kosztuje. Dwa, trzy zdania wystarczą, mogą dodać skrzydeł, zwrócić uwagę na jakieś błędy (choć błędów nie widzę). Ech, rozpisałem się. Pięć :))
Oxley i Tussenvoegsel gdzieś się zahaczają, jakimś czymś, podobnym. Zauważam taką, póki co, lekko zdystansowaną relację między nimi, wzajemny szacunek na pewno plus służbowa sympatia plus ostrożne badanie "terenu" i wszystko idzie w kierunku diarchii wręcz.
"Oxley przyglądał się Holendrowi z ostrożną fascynacją, jakby widział pangolina ziejącego ogniem i się wahał, czy go pogłaskać. " :)
Nom, a co do jaskini - przywaliłabym z armaty ;D Cinque.
"-To wszystko, co wydobyliście?- zapytał Oxley, patrząc na każdego po kolei. - Nie, żebym miał coś przeciwko małym suwenirom, wiecie... Pamiątkom, ale raczej interesuje mnie kwestia pochodzenia tego bogactwa, a także dokładne miejsce ich odnalezienia. No? - spytał." -zaczynasz "zapytał, a kończysz: "spytał" Może w drugim: dodał?
"-I trzeba było zrobić obliczenia... - Dodał Roxford." - dodał
"-Haha - powiedział grzecznie Oxley. Sam o tym pomyślał, ale nie zdradził się z tą myślą." - może powtórzył albo co?
" A potem za plecami usłyszeli gromkie chrząknięcie, jakby największy odyniec świata postanowił kichnąć. Odwrócili się. Nawet Penwith się ocknął." - fajne. Mała perełka.
"-A dlaczego by nie jebnąć, verdomme, z armaty, panie Oxley? To nie tak, że to nie pańska wyspa i ktoś może pana opieprzyć za robienie hałasu... - Powiedział Tussenvoegsel, z zatkniętymi za pas kciukami." - powiedział.
"-Dzięki, panie Tussenvoegsel. Widział pan kiedyś coś takiego? - Spytał Oxley, podając mu łańcuch z rubinem i inskrypcją" - spytał.
"-Ile osób pan potrzebuje? - spytał Oxley, jakby myślał o tym samym. Sam nie był typem wojownika, a Snood najwyraźniej nie był zainteresowany górnictwem, geologią, inżynierią i wydobyciem złota." 2x nie był.
"-Tak? - zatrzymał się w miejscu." - zatrzymał z wielkiej.
Jeśli coś mam, a tego pożądasz, piękny kawalerze, starczy powiedzieć, nie musisz-li komplenentami, niby kwieciem polnym obsypywać mnie, tako przy publiczności. Słówko szepnij szczerze, miast w bawełnę słowa owijać, kuglarzu.
Okropny, nie marudnym ino nieco zlęknionym Twą nagłą brawurą. Recytatorskim orężem dziś władasz, jakbyś niechcący otworzył list Lema do Mrożka i się obłuczył, co do ostatniej kropki.
Canulas posądzasz mnie, dandysie, o znajomość literatury wyższego, lepszego sortu, a jam co najwyżej godzien kurz ścierać z tejże. Gdzie mnie, prostaczkowi? Czegóż mi życzysz, Cycero? Bym do reszty okazał się zagubion w tej sytuacyji?
Nie stać mnie na takie literackie przedsięwzięcia, ma kiesa pusta, wszelki grosz odłożon na czarną godzinę, gdy wehikuł mój zażąda wymiany oleju, przeglądu i Versicherung, żarówek i bóg wie czego, a wiedz, że na mej siwiejacej zgoła prędko głowie bez liku innej maści odpowiedzialności majątkowych w tym roku.
A sztuka, niechby ją, nie niesie w mą stronę zarobku, gdyż umiłowałem sobie literaturę. Trzeba mi pokutować w nędzy.
Komentarze (32)
Bardzo mi się podoba jak spłacasz wszystkie historie w całość. Widać ze wszystko miałaś dokładnie przemyślane. Naprawdę świetna seria.
No właśnie, świetna seria, a odzew mizerny, jeden komentarz przez dziesięć miesięcy. Zastanawiam się nieraz, dlaczego niektóre, publikowane tu gówienka, mają po kilkadziesiąt komentarzy, a u Ciebie zawsze cisza? Twoje pisanie bije na głowę wiele tutejszych publikacji. I co? I nic! Rozumiem, że dla mnie gówienko, może dla kogoś innego być arcy, ale, kurna, kometarz nic nie kosztuje. Dwa, trzy zdania wystarczą, mogą dodać skrzydeł, zwrócić uwagę na jakieś błędy (choć błędów nie widzę). Ech, rozpisałem się. Pięć :))
Ach, dziękuję, Adamie! Bardzo mi słodzisz :)
Oxley i Tussenvoegsel gdzieś się zahaczają, jakimś czymś, podobnym. Zauważam taką, póki co, lekko zdystansowaną relację między nimi, wzajemny szacunek na pewno plus służbowa sympatia plus ostrożne badanie "terenu" i wszystko idzie w kierunku diarchii wręcz.
"Oxley przyglądał się Holendrowi z ostrożną fascynacją, jakby widział pangolina ziejącego ogniem i się wahał, czy go pogłaskać. " :)
Nom, a co do jaskini - przywaliłabym z armaty ;D Cinque.
"-To wszystko, co wydobyliście?- zapytał Oxley, patrząc na każdego po kolei. - Nie, żebym miał coś przeciwko małym suwenirom, wiecie... Pamiątkom, ale raczej interesuje mnie kwestia pochodzenia tego bogactwa, a także dokładne miejsce ich odnalezienia. No? - spytał." -zaczynasz "zapytał, a kończysz: "spytał" Może w drugim: dodał?
"-I trzeba było zrobić obliczenia... - Dodał Roxford." - dodał
"-Haha - powiedział grzecznie Oxley. Sam o tym pomyślał, ale nie zdradził się z tą myślą." - może powtórzył albo co?
" A potem za plecami usłyszeli gromkie chrząknięcie, jakby największy odyniec świata postanowił kichnąć. Odwrócili się. Nawet Penwith się ocknął." - fajne. Mała perełka.
"-A dlaczego by nie jebnąć, verdomme, z armaty, panie Oxley? To nie tak, że to nie pańska wyspa i ktoś może pana opieprzyć za robienie hałasu... - Powiedział Tussenvoegsel, z zatkniętymi za pas kciukami." - powiedział.
"-Dzięki, panie Tussenvoegsel. Widział pan kiedyś coś takiego? - Spytał Oxley, podając mu łańcuch z rubinem i inskrypcją" - spytał.
"-Ile osób pan potrzebuje? - spytał Oxley, jakby myślał o tym samym. Sam nie był typem wojownika, a Snood najwyraźniej nie był zainteresowany górnictwem, geologią, inżynierią i wydobyciem złota." 2x nie był.
"-Tak? - zatrzymał się w miejscu." - zatrzymał z wielkiej.
no ok. Słowo, którego było zbyt dużo, to: Oxley
Część lepsz, trochę. Nie wkurwiła mnie.
Uff, a już się bałem, że
Okropny, że co?
Canulas że znów się wkurwisz i zaś będzie dramatyczne poszukiwania odpowiedzi na pytanie
Lubię wiedzieć, ale nie musżę. Jednak czułem, że srogą oceną byłem CI winien dojasnienie, a nie chciałem dojaśniać na odpierdol. Nie w tym rzecz.
Canulas doceniam twe zaangażowanie, Rafaelu.
Rafaelu - od anioła albo turtlesa, ale chyba anioła.
Canulas od białego słodycza, otulonego wiórkami kokosowymi wafelka z pysznym nadzieniem i twardym migdałem
Okropny , grubo się wieziesz. Na takie spoglądałem tylko przez sklepową szybę.
Wiadomka, że od tego, ze jeszcze jak dotąd Rafała nie polubiłem (mówię o imieniu), więc szukam dobrej jakości zamienników w podobnej cenie
Canulas żadnej pani nigdy nie zanabyłeś?
Okropny, nabyłem, nabyłem
Canulas kłamczuszkujesz wujciowi Okropnemu, czy tylko,zatajasz plamę na majtkach prawdy piwotami?
myliony utracilem na te pierdolone czekoladki, wujciu Okropny
Canulas to tęgie babiny musiałeś-li tym futrować
Respektuje to
Okropny, eh. Śmieszek i śmieszek
Canulas raczej chuj i logik.
Hmmm, wybieram bramkę numer jeden
A sądziłem, żeś nie w stronę homo, a tu proszę, chujaś wybrał.
Ach, nic, co ludzkie, itd
Okropny, eh. Jak, kurwa Obeliks, tylko do kotła ze złośliwością wpadł.
Jeśli coś mam, a tego pożądasz, piękny kawalerze, starczy powiedzieć, nie musisz-li komplenentami, niby kwieciem polnym obsypywać mnie, tako przy publiczności. Słówko szepnij szczerze, miast w bawełnę słowa owijać, kuglarzu.
Canulas pierwej kurwa, po tym Obeliks, dwakroć miodem do uszuś mych sutą kopyścią nałożył.
Okropny , zbyt kwieciście się dziś wypowiadasz, by stawać z Tobą w słowne szranki.
Idę przeczekać
Canulas marudnyś, boski chłopcze, mniej ci w tym do twarzy, niż w kwiecistym czepcu, który winieneś nosić z dumą aniżeli wstydem
Okropny, nie marudnym ino nieco zlęknionym Twą nagłą brawurą. Recytatorskim orężem dziś władasz, jakbyś niechcący otworzył list Lema do Mrożka i się obłuczył, co do ostatniej kropki.
Canulas posądzasz mnie, dandysie, o znajomość literatury wyższego, lepszego sortu, a jam co najwyżej godzien kurz ścierać z tejże. Gdzie mnie, prostaczkowi? Czegóż mi życzysz, Cycero? Bym do reszty okazał się zagubion w tej sytuacyji?
Nie stać mnie na takie literackie przedsięwzięcia, ma kiesa pusta, wszelki grosz odłożon na czarną godzinę, gdy wehikuł mój zażąda wymiany oleju, przeglądu i Versicherung, żarówek i bóg wie czego, a wiedz, że na mej siwiejacej zgoła prędko głowie bez liku innej maści odpowiedzialności majątkowych w tym roku.
A sztuka, niechby ją, nie niesie w mą stronę zarobku, gdyż umiłowałem sobie literaturę. Trzeba mi pokutować w nędzy.
Okropny , przeczytałbym coś takiego - w sensie, takim językiem
"taki inżynieryjny żarcik, haha." — zajebiste ;))
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania