Z nosem w szpargałach
Po pamiętniku zostały tylko okładki, wspomnienia przepadły. Nie został nawet ślad łez ani uszminkowanych ust. Intymne słowa „kocham”, „ja i ty zawsze razem”, „odgryzę ci język, ty głuptasie” poszły w zapomnienie. Zniknęły sekrety nieśmiało wyznawane, „ochy i achy”, a nawet „aaa psik!”. Nie ma zagiętych rogów kartek ani w nich zapisanych przepowiedni, nie ma kleksów przerobionych w potworki. Nawet śladu byka w pisowni i dopisku „o, kurczę blade!”. Z malowanych uśmiechów, przymrużeń oczu i buziaków nic nie przetrwało.
Zeszyt w pięciolinię uchował się czysty, niezapisany, bo krzyków łamania kości i terkotu broni nie sposób nutami utrwalić. Na okładce pozostał napis kredką: „Preludium”.
Brulion w sztywnej oprawie nosi tytuł „Mój ty brudnopisie”. Na pierwszej stronie widnieje zapis o bolesnym ciąganiu za ucho w razie stawiania koślawych liter.
Kartki przesiąkły zapachem cynamonu, a ten wiedzie do Podwala w Drohobyczu. Tam w szkle witryny, odbija się duch Prousta, który ślini się na widok pyszności. Już czuje w ustach smak magdalenki, maczanej w herbacie i hokus-pokus wraca do swojego dzieciństwa.
Coś, co miało umknąć, zachowało się w starym kuferku, jak zapiski Anny Frank.
Słowa wyryte w skale skruszeją, atrament wyblaknie, a papier rozpadnie się w pył.
Niech pamięć trwa i trwa przez wieki.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania