Za kurtyną

wszędzie była ciemność. Nic dziwnego, za kurtyną zawsze panował mrok. Mrok i ból...nie, nie chcę o myśleć o tym drugim, jeszcze nie. Zza kurtyny dobiegają śmiechy i oklaski. Przedstawienie musi się im naprawdę podobać. Jak zwykle zresztą. Po raz nie wiadomo który dziwię się jak łatwo zadowolić ludzi. Czy wiedzą że ja także tutaj jestem? Tutaj, za kurtyną, ukryty pośród mroku z pięściami kurczowo zaciśniętymi z bólu? Myślę że nie wiedzą. A nawet jeśli, dlaczego mieli by o to dbać? Mają swoje przedstawienie, reszta ich nie interesuje. Najważniejsze że to nie oni cierpią. Zalewa mnie gniew, mam ochotę krzyknąć. Nie potrafię jednak tego zrobić. Dlaczego? Czy za bardzo się boję? A może moje struny głosowe zanikły? Wykrzywiam twarz i ponownie skupiam się na dźwiękach dobiegających zza kurtyny. Śmiechy i oklaski, oklaski i śmiechy. Ludzi zawsze interesuje wyłącznie pierwszy plan, klaszczą kiedy wymaga sytuacja i śmieją się kiedy jest to od nich wyczekiwane. Nigdy nie odczuwają potrzeby aby zbadać kulisy. Bo i po co? Przecież aktorzy są tacy mili i przyjaźni...nie, nie mogę tak myśleć. Co jeśli to odkryją? Za kilka minut, gdy przedstawienie dobiegnie końca i ludzie rozejdą się do domów, kurtyna odsłoni się lekko wpuszczając parę promieni sztucznego światła które porazi moje oczy. A potem...potem zacznie się ból. Nie! Nie chcę go czuć! Mam go dość! Czy zostałem stworzony wyłącznie po to aby odczuwać to przerażające cierpienie? Czy ból jest nieodłączną częścią mojego życia? A może to moje życie jest nieodłączną częścią bólu? Rozglądam się po raz tysięczny wokół siebie. Na deskach leżą setki ciał. W tej ciemności widzę wyłącznie ich zarysy. Mimo to, wiem jak wyglądają. Mają na sobie szary, wymięty garnitur...zupełnie jak ja...oraz nijaką, pozbawioną wszelkich uczuć twarz...zupełnie jak ja. Jestem pewien że myśleli dokładnie tak samo jak ja. Zastanawiali się kiedy ten koszmar w końcu dobiegnie końca, zapewniali siebie że kolejny raz będzie tym...a jeśli nie, to na pewno będzie boleć o wiele mniej. Co by pomyśleli gdyby dowiedzieli się że mimo setek prób, nic się nie zmieniło? Prawdopodobnie usiedli by pod ścianą, tak jak ja, i wpatrywali się zrozpaczeni w mrok...zupełnie jak ja. Sala za kurtyną opustoszała. Już za kilka minut, za kilka minut przez kurtynę przejdzie wiecznie uśmiechnięty i przyjazny aktor. Stanie przede mną a potem...nie, nie chcę o tym myśleć. Tym razem nie będę błagał o litość, wytrzymam! A kiedy t o dobiegnie końca, aktor wyjdzie na scenę, gotowy na kolejny spektakl. Ponownie zabawi niczego nieświadomy tłum i znów zawita na zaplecze. A ja będę cierpieć i w nieskończoność rozmyślać i życiu jakie mógłby mieć. Jak wygląda świat na zewnątrz? Czy za tą kurtyną istnieje w ogóle jakiś świat? Być może kiedyś będzie dane mi to sprawdzić. Lecz na razie żyję po to, by zabawiać bezrozumny tłum. Czy kiedyś byłem taki jak oni? Czy siedziałem na tylnych trybunach i śmiałem się z napisanego scenariusza, nie wiedząc że jest on okupiony ludzką krwią i łzami? Nie...nie chcę tak myśleć. Ja jestem inny, nie jestem jak ci wszyscy ludzie siedzący na trybunach, klaskający i śmiejący się na zawołanie. ja...jestem tu od wieczności i spędzę tu wieczność. Będę zabawiał ludzi którymi gardzę i nie będę miał z tego żadnego profitu poza bólem i łzami. Będę umierał i rodził się na nowo patrząc na nowe ciała, leżące bez życia na deskach. Ciała o twarzach bez wyrazu, pozbawionych nadziei. Czy kiedy na podłodze nie będzie już więcej miejsca, ból minie? Nie, nie mogę tak myśleć. Ból jest częścią mnie, a ja jestem częścią bólu. Razem uda nam się przetrwać, razem będziemy kąsać się do krwi zachowując przy tym zdrowe zmysły. Kotara odsunęła się z cichym szelestem wpuszczając parę promieni światła. Przymknąłem z bólu oczy. Kiedy ponownie je otworzyłem, dostrzegłem stojący przede mną ciemny kształt. Nie wiedziałem jak wygląda. Wiedziałem jednak że jego szczęście jest zbudowane na moim cierpieniu. Nie miałem siły wściekać się na mojego oprawcę, nie miałem siły nawet go o to obwiniać. Kształt uśmiechnął się, ukazując w mroku idealnie białe i równe zęby. Chwilę później ból zalał moje ciało z przerażającą falą. Choć myślałem że nie potrafię, krzyczałem. Choć obiecywałem sobie co innego, błagałem o litość. Kształt pozostawał niewzruszony. Czułem jak z mojego ciała ucieka wszystko co dobre. Ponownie został tylko ból. Byłem pustą skorupą, wyzutą ze wszystkiego. Nigdy już nie odczuję szczęścia...jednak dobrze wiedziałem że gdy po kolejnym przedstawieniu znów spotkam się z tym ciemnym zarysem człowieka, znów będę napełniony i gotowy do ponownego opróżnienia. Jednak to nie potrwa wiecznie. Ile razy będę mógł t o jeszcze wytrzymać? Za którymś razem umrę. Śmierć jednak nie była ucieczką. Kiedy umierałem, moja dusza pływała pośród mroku, podobnego do tego zza kulis, i rozpaczliwie szukała wyjścia. Wyjścia które nie istniało. I znów otwierałem oczy, i znów przede mną stał ten ciemny potwór. Na deskach kulis leżał jeden trup więcej. Różnicą było tylko to, że miałem więcej siły by krzyczeć.

Czy kiedy umrę po raz ostateczny, pójdę do nieba? Czy swoim cierpieniem nie spłaciłem wszystkich grzechów? A jeśli bramy raju stanął przede mną otworem, czy o n także tam będzie? Nasze grzechy nie są oceniane przez Boga, a przez ludzi. To dlatego oprawcy dostają honorowe pogrzeby i pieśni upamiętniające a kości bohaterów są obgryzane przez obrzydliwe białe glisty w niezapamiętanych przez nikogo grobach. Czasami, gdy jestem u kresu wytrzymałości, nachodzi mnie myśl: Może ja już jestem w piekle?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • il cuore pół roku temu
    /nie, nie chcę o myśleć/ – o tym

    Ambitny tekst lecz brudny zapis: przecinaki! tendencyjnie nie smarujesz przed /że/ jakby specjalnie, spacje, których nie powinno być i takie, których brakuje.
    cul8r
  • pankw4 pół roku temu
    Dzięki! Rzeczywiście wkradło się parę błędów. A co do interpunkcji, to zawsze mam z nią problem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania