ZAKON WILKA Rozdział 1
ROZDZIAŁ 1
Jakieś parę dni temu rozpoczęłam naukę w pierwszej liceum. Na rozpoczęciu czułam się odosobniona i zagubiona, nie widziałam nikogo znajomego z którym mogłabym porozmawiać. Załamało mnie też to, że skończyły się wakacje i trzeba zacząć się uczyć. Szkoła była niewielka w porównaniu do mojego starego gimnazjum. Mieściła się niedaleko centrum miasta, wcześniej w budynku szkoły odbywały się zajęcia z samoobrony a reszta sal była pustych lub przeznaczonych na biura. Można powiedzieć że to nowa szkoła choć już działała wcześniej w starej kamienicy na obrzeżach miasta, ponad dziesięć lat. Budynek jest wyremontowany , ale kolory nie były zbyt trafnie wybrane. Dominowały tu kolory jasny żółty, niebieski i gdzie nie gdzie biały. Sale są małe i byle jak urządzone. Ławki i krzesła, które swoje przeszły, stare plakaty itd. Ogólnie jednak nie była aż taka zła. Problemem chyba byli tu ludzie. Nauczyciele choć mieli dobre chęci nie zagrzewali uczniów do walki o dobre oceny , a uczniowie załamani końcem wakacji woleli rozmawiać z rówieśnikami niż z nauczycielami. Na początku ciężko była się przystosować do tych warunków ale po tygodniu zaczęto się przyzwyczajać do ocen, sprawdzianów, czy kartkówek. W klasie jest nas dwudziestu, zdążyłam się zaprzyjaźnić z Moniką przewodniczącą klasy i siedzącą ze mną w ławce Eleną miłą , entuzjastyczną gotką. W klasie mamy tak zwaną grupę plastików, motocyklistów i normalnych albo nienormalnych inaczej. Jestem w trzeciej grupie razem z Kornelem, Moniką i Eleną a także jej dziewczyną Zosią. Grupą plastików przewodzi Marianna która nosi się jak panna lekkich obyczajów i jest głupia jak but. Trzymają z nią wszystkie pozostałe dziewczyny. Jeśli chodzi o chłopców mamy trzech, o Kornelu już wspomniałam, został Sebastian i Hubert, motocykliści przyjeżdżają swoimi harleyami i łapią co tydzień nową naiwną dziewczynę. Najbardziej rozwiązły jest Hubert, Sebastian woli stały związek choć nie powiem swoje za uszami na pewno ma. Każdy ma swoje zainteresowania i charaktery. W klasie już zdecydował chyba każdy co robić w życiu, ja jednak się do nich nie zaliczam. Kiedy myślę o przyszłości zupełne mnie to przeraża. Jedyną osobą ,która mnie rozumiała była Ewelina która wyjechała do innej szkoły i teraz uczy się na pielęgniarkę. Myślałam nad tym żeby iść na medycynę ale rozmyśliłam się ,kiedy pomyślałam o chorych ludziach i tych którzy są blisko śmierci. Myśl jednak odrodziła się kiedy oglądałam film dokumentalny. A może zostałabym położną? Z resztą ciągnęło mnie do dzieci od dość dawna. Postanowiłam się jeszcze nad tym zastanowić. Teraz jednak musiałam się nauczyć na test z historii , Pani Janikowska nie lubiła kiedy się nie uczymy. Czasem odpytuje wybraną osobę z dziennika wstawia nawet po dwie jedynki ,choć człowiek jeszcze się dobrze nie zastanowi. Nie wiem czy to zgodne z regulaminem ale wole nie pytać, jeszcze zarobię parę. Wzięłam do ręki podręcznik z historii już miałam otworzyć ją, gdy z dołu usłyszałam pisk mojej macochy:
• Klara do mnie!- Zamknęłam książkę i położyłam ją na stoliku nocnym, otworzyłam mahoniowe drzwi zeszłam ciemnymi schodami na dół. Kuchnia była połączona z salonem jedynie odgrodzona wysokim stołem barowym. Moja macocha Karolina wyszła za mojego ojca cztery lata temu, myślę że dla wygodnego życia ,bo sama nigdy nie pracowała, jak się okazała skończyła zawodówkę ,ale nie kwapiła się do pracy. Karolin to ruda kobieta w średnim wieku dziś miała na sobie jeansy i różową bluzkę z ogromnym dekoltem, stała na środku kuchni i obrzucała ją krzywym spojrzeniem. Po chwili spojrzała na mnie a w jej oczach widać było nieprzyjemną iskrę. Wzięłam głęboki wdech i zapytałam:
• Co się stało?- Znów obrzuciła mnie drwiącym spojrzeniem:
• Jeszcze mnie pytasz Klaro tu jest jak w chlewie zrób coś pożytecznego i posprzątaj, twój ojciec wraca dzisiaj.- Powiedziała to a potem poszła do swojej sypialni. Jak brudno skoro dzisiaj jakieś półgodziny temu sprzątałam cały dom. Ale co się dziwić Karolina mnie nie znosi , raz nawet próbowała się mnie pozbyć kiedy ojca nie było. Szybko wróciłam do pokoju zamknęłam je od środka i zaczęłam uczyć się historii. Po kilku godzinach oczy same mi się zamykały więc umyłam się zjadłam lekką kolacje. Włączyłam radio i wsłuchałam się w piękny głos Lany del rey. Około 22 usłyszałam hałas na dole. Tata wrócił i jak zwykle całują się przy drzwiach raz nawet się pieprzyli kiedy ja oglądałam film w salonie. Nie zapomnę, niestety ,tego do końca życia, Usłyszałam kroki na schodach więc zgasiłam radio i przykryłam się pierzyną. Myślałam że ojciec wejdzie tak jak zawsze do pokoju i pocałuje mnie w czoło .On jednak tego nie zrobił. Zapadłam w płytki sen czując rozczarowanie.
• Następnego ranka jak zwykle najpierw umyłam twarz i zęby , potem ubrałam się w wygodne rzeczy, spakowałam plecak i poszłam na przystanek autobusowy. Nigdy nie jadłam śniadań, każdy jednak mi mówi, że to nie zdrowe, naprawdę uwierzcie mi próbowałam ale szybko wróciłam do starego nawyku nie jedzenia .Szybko weszłam do autobusu numer 12 i usiadłam przy oknie. Włożyłam do uszu słuchawki i słuchałam moją ulubioną piosenkę z repertuary The Gazette, świetnego rokowego zespołu pochodzącego z Japonii. Do szkoły jadę mniej więcej dwadzieścia minut, wiezie mnie praktycznie pod samą szkołę. Przy wejściu witam się z Eleną i oby dwie idziemy do sali lekcyjnej. Nie będę was zanudzała co tam było, prostu nudy na pudy. Po lekcjach z Moniką postanowiłyśmy iść na gorącą czekoladę. Elena jednak nie mogła iść ponieważ zawsze przyjeżdża po nią ojciec. Kawiarnia gdzie podają najlepszą gorącą czekoladę jest oddalona 15 minut od szkoły. Weszłyśmy do kolorowej kawiarni wzięłyśmy po gorącej czekoladzie i usiadłyśmy w najdalszej części kawiarni. Monika zdjęła czarny płaszcz a ja niebieską kurtkę. Objęłam kubek dłońmi i powiedziałam:
• Mój tata wczoraj wrócił, jak zwykle Karolina mnie zaganiała do roboty. Coraz mniej uśmiecha mi się tam mieszkać.-Monika pociągła łyk czekolady:
• Mnie też nie uśmiecha się życie z matką ,która chce wszystko kontrolować. Mam powyżej uszu jej narzekań, w końcu jestem już duża.-Pociągnęła łyk czekolady i rozchmurzyła się:
• Nie długo wyjadę na studia i papa odjadę w siną dal.-Uśmiechnęła się i rozejrzała się po kawiarni. Poszłam za nią wzrokiem, niedaleko siedziała starsza babcia, nastolatek był może z naszej szkoły i jakaś rodzina z dziećmi .Uśmiechnęłam się gdy zauważyłam że dziewczynka umorusała się lodami czekoladowymi. Jej mama ze śmiechem wycierała ją mokrą chusteczką. Wróciłam wzrokiem do Moniki jej włosy były idealnie ułożone w kok. W tym świetle miały odcień czekolady deserowej. Miała na sobie lekki makijaż, oraz pasującą do koloru jej oczu zieloną bluzkę. Wyglądała jak bardzo drogi kaszmirowy sweter i taki z pewnością był .Jej matka, miła kobieta była dziennikarką a ojciec pracował jako biznesmen w centrum miasta. Miała ułożone życie, choć mama jest bardzo nadopiekuńcza, dzwoni co kilka godzin i pyta gdzie jest i co robi. Trochę zbyt nadopiekuńcza ale co ja tam wiem. Na dworze zrobiło się ciemno, zapaliły się latarnie. Usłyszałam dzwonek telefonu. Monika miała zabawny dzwonek :”Stara dzwoni”. Monika wyciągnęła LG i jak zwykle uspokajała mamę że nic jej nie jest . Gdy się rozłączyła powiedziałam:
• Powinniśmy już iść do domu robi się ciemno a ja mam autobus za 5 minut.- Ubrałyśmy się i pożegnałyśmy. W drodze na przystanek autobusowy musiałam przejść przez kilka ciemnych uliczek. Kiedyś bałam się, dlatego nigdy nie zostawałam długo w mieści ale z czasem strach minął. Jednak dzisiaj spotkało mnie coś dziwnego. Musiałam przejść jeszcze kilka uliczek gdy w jednej z nich usłyszałam bijatykę szybko schowałam się za kontenerem i rozejrzałam się. W uliczce świeciła tylko jedna lampa więc słabo widziałam twarze oraz ubiór. Biło się sześciu ludzi. Troje wyglądali na nastolatków a pozostali na bandytów. Nie widziałam doskonale ale młodsi mieli kolorowe kurtki, jeansy i czapli. Za to przewyższający ich o głowę mężczyźni mieli ciemne stroje i kominiarki. Słyszałam uderzenia i kopniaki. Usłyszałam stękania i wrzaski, nagle jeden z zamaskowanych złapał jednego chłopaka. Miał niebieską kurtkę z pod czapki zauważyłam rude włosy. Facet w kominiarce powiedział:
• Coraz młodszych biorą w szeregi.- Zarechotał. Nastolatek próbował się wyrwać. Nagle za mną usłyszałam bieg. Skuliłam się bardziej, tak by cień mnie bardziej ukrył. Byłam przerażona nie powinnam w ogóle tu być. Podeszło trzech mężczyzn. Mieli czarne stroje, zlewali się z otoczeniem. Gdy weszli w światło latarni, oniemiałam. Pierwszy ukazał się Kornel, miał na sobie czarny długi płaszcz jak i pozostali przybyli. Miał także buty z stalowymi podkuwkami, inni mieli podobne. Jako drugi w strumień światła wszedł mężczyzna o brązowych włosach, taki sam ubiór jak Kornel jednak ze sobą miał czarny dość spory plecak. Jednak, gdy wszedł trzeci szamotanina ucichła. Był to blondyn o tym samym odzieniu lecz czuć było od niego niebezpieczeństwo ,dziką i nieokiełznaną a do tego przystojny jak diabli. Panowie Kominiarki puścili młodych, chłopaki zamiast uciec pobiegli w stronę pięknego nieznajomego. Podeszli do niego i opuścili głowy jak małe dzieci ,które nabroiły. Brązowowłosy z plecakiem powiedział:
• Nagrabiliście sobie młodziki.- Chłopcy pokręcili się w miejscu. Powiedzieli:
• Przepraszamy.-Blondyn dotkną ramienia jednego z nich i rzekł:
• Następnym razem zadzwońcie od razu, to rozkaz.- Młodzi podnieśli głowy i rzekli:
• Tak jest.-Panowie Kominiarki w tym czasie próbowały się zwinąć ,ale Kornel zastąpił im drogę. Nawet nie zauważyłam jego ruchu:
• Lepiej nie uciekajcie.- powiedział tak cicho ,że ledwo dosłyszałam. Kominiarki stanęły. Blondyn nie ruszając się z miejsca zapytał:
• Kto wam przewodniczy?- Kominiarki spojrzały się na niego i zaśmiały szyderczo.:
• Myślisz że ci powiemy? Jesteś głupi.--- Blondyn uśmiechnął się tak, że widać było jego prawy dołeczek. Za nim się obejrzałam dwóch mężczyzn leżało na ziemi a trzeci został w objęciach Kornela. Skąd on się nauczył tych chwytów? Blondyn podszedł do Kominiarki i powiedział groźnie:
• Powiecie mi prędzej czy później. Zabrać ich !- krzykną. Po chwili Kornel i reszta ludzi z kominiarkami wyszli z zaułka. Mój autobus przepadł więc całą drogę musiałam iść pieszo. Do domu dotarłam o 23.46. Nie miałam siły robić lekcji a że była jutro sobota, poszłam spać nie martwiąc się o to. Jednak długo nie mogłam zasnąć przez sytuacje w zaułku. Potem jednak zmęczenie wzięło górę, zasnęłam w niespokojny sen.
Komentarze (4)
Wyłapałam też trochę powtórzeń, a treść sama w sobie jakoś mnie nie porwał.
Cyferki zapisujemy słownie: nie " za 5 minut" - tylko " za pięć minut".
Zostawiam bez oceny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania