Poprzednie częściZapał (1)

Zapał (2)

Przecież... Przecież to nie tak miało być! Czerwony jaszczur miał rozkoszować się kształtowaniem podczas sztormów istnienia zamiast płynąć z nurtem tego płytkiego bagna, miał biegać dalej, skakać wyżej, lecieć prędzej a jednak... A jednak dlaczego? I tak każdy niewinny wróbelek zmieni się ostatecznie w piach... Co dopiero on! Źle umierać, źle żyć wiecznie także. Czyżby wola była sama w sobie wewnętrzną walką kolidujących kontrastów z których żadne nie jest idealne i pewników niezbędnych do przetrwania? Bynajmniej. Wyłącznie z podstawowych potrzeb niezbędnych do przeżycia można wybrać tą lepszą bez dwóch zdań. Każdy woli być pełny od głodnego, jednak dlaczego każdy miałby woleć zło od dobra? Pośród konstruktów antagonistyczntch nie można wybrać idealnego. Dla przyjaciół przyjaciel, dla wrogów wróg. Pora wracać do historii głównego bohatera, pamiętasz jak się nazywał?

Wtem Azuaga zauważył kątem oka coś... Sztylet wzroku, złapany za ostrze ukazał wyrytą najzwyczajniejszym ręcznie wykonanym nożem notkę na tyle oskórowanej książki. Aletry odleciały w mgnieniu oka przenieniając się w wstęgi jasnoniebieskich cząstek.

"Ejłaz Hir

w kręgu własnej krwi

Razy trzy

losuje statystyki"

Momentalnie podskoczył, próbując nie nie wytrzymać z radości pierwszy raz od zawsze, choć jeszcze chwilę przed tym rozmyślał o wystrzeleniu się w kosmos. Miejąc rację, pomimo swych zwatpień odnalazł... Czego szukał. Blasku nad kopułą niebiańską. Wiecznego orzecha dla najmniejszej wiewiórki. Najlepszej przyjemności, teraźniejszej gdyż jako jedyna jest pewna.

Instrukcja specyficzna, takie lubi najbardziej, nadal pamiętając gdy próbował ze wszystkich sił zostać uderzony przez naturalną błyskawicę w Bezerowicach aby rzucić urok na pewnego, martwego już gościa. Eh, te czasy przed Kataklizmem! Zawsze może znów stworzyć ludzkość od początku ale wątpię, że dorównałaby wcześniejszej. Szkoda mówić, a na pewno już pytać o "znajomość" z Azazelem, który teraz pod postacią posągu jednen do jednego strzeże drzwi wejściowych.

Wiem, że to takie powtarzalne lecz muszę zawiadomić; emocje opadły. Taki już ich los, wznoszą się, potem opadając jak jesienne liście na wciąż ciepłą poręcz dywanem przy schodach prowadzących na kamienną wieżę na szczycie gdzie mnożą się choroby, szczury i pleśń.

Nadal lekko podekscytowany faktem możliwości zachowania jaźni jednocześnie rzucając teraźniejszą na stos, lepiej nawet jeżeli zapomi o tej, po chwili zastanowienia niewinnie popodskakiwał do Inkantorka, innymi słowy do tego pokoju od przewróconego stołu z początku histori, zwinnie przeciskając się pomiędzy ciągami innych, jednakże możliwych zdarzeń. Co ciekawe spadający na dach monstrualny kawał lodu, mordujący głównego bohatera był jednym z nich

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • 00.00 ponad tydzień temu
    To już koniec?
  • Liqueru ponad tydzień temu
    Oczywiście że nie
  • 00.00 ponad tydzień temu
    Liqueru 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania