ZAPROSZENIE DO RETORYCZNEJ DYSKUSJI
W czasach nieważnych, czyli odległych od współczesności, istniały środki plastycznego demonstrowania uczuć. Ich różnorodność i wielobarwność zapaskudziły obrazki; Emotikony opanowały uczuciowy rynek i w spadku po byłej ekspresji mamy istne zestawy buziek i łapek z kciukami namawiającymi nas na polubienia; obrazek ląduje w odpowiedniej przegródce grymasowej i tym sposobem analfabeta – o ile się nim posłuży – uchodzi za człowieka piśmiennego. Co go z automatu zwalnia z wytężania mózgownicy i marudnego szukania własnych określeń.
Uproszczony sposób komunikowania wżarł się w naszą mentalność, zatem nie zdumiewa mnie fakt, że tekstów np. Olgi Tokarczuk sprawiających nam percepcyjny ambaras, nie trawimy tak chętnie i od razu, jak teksty nietknięte przez pomyślunek.
*
Cofanie się w rozwoju i triumfalny powrót do jaskiń nie jest wynalazkiem naszych dni. Od czasów neandertalskich, cyklicznie zawala się i odrasta nasz obyczajowy wszechświat. A to słyszymy narzekania na „współczesną młodzież”, że zamiast do gwiazd, sięga dna, a to rozlegają się onomatopeje, że skapcaniały język puszcza mało ekskluzywne bąki.
Ale niekiedy odpływ przekształca się w przypływ i nie wiadomo skąd pojawia się w ludzkich sercach zapomniana otucha i nie wiadomo jak, znajdują niewykorzystane jeszcze pokłady nadziei: odkrywają w sobie ochotę na ponowny bunt i następne zmierzenie się z przeciwnościami losu.
Lecz nowe tendencje nie należą do mojego pokolenia. Byłoby więc dobrze, bym uświadomił sobie, czy mam, lub nie mam prawa oburzać się na niepasującą mi jakość rzeczywistości. Dostosowywać ją do swojego wczorajszego gustu.
Komentarze (5)
Teraz, na starą modłę robisz za guru.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania