Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Zawieszenie wzroku
Nie jestem pedofilem.
Powtarzam to tak często, że zdanie straciło sens.
Powtarzam też: patrzenie to jeszcze nie czyn.
Ostatni przystanek sto piętnaście. Dalej pola, asfalt i rozstaj: w prawo Kamieniec, w lewo Dobrzykowice i mój dom.
Zobaczyłem ją przy ścieżce.
Tornister. Śmiech bez rachunku strat. Słowa lecące szybciej niż czas.
Wiatr uniósł spódnicę na ułamek sekundy. Jasność rajstop mignęła i zgasła.
Mogłem skręcić w lewo.
Nie skręciłem.
Zostawiałem cztery–pięć kroków odstępu.
Wmawiałem sobie: bezwiedne zatrzymanie oka – nic złego. Odruch. Ciekawość.
W lustrze wciąż widzę siebie sprzed lat. Jestem młody.
Przykucnąłem, niby wiążąc sznurówkę.
Świat zawęził się do kolan i kostek.
Usłyszałem własny oddech.
Obcy. Zbyt głośny.
Dłonie drżały w powietrzu, jakby nie moje.
I wtedy zobaczyłem siebie — mężczyznę w średnim wieku, klęczącego przy drodze.
Obcego.
Zbyt uważnego.
Zbyt długo patrzącego.
Wstałem.
Odwróciłem się w stronę Dobrzykowic.
Dom wygrał.
Czasem nie wraca jej sylwetka.
Wraca tamto zawieszenie na rozstaju — chwila, w której wzrok przestał być niewinny.
Granica nie biegnie między wsiami.
Biegnie o całe centymetry bliżej.
Pod skórą.
Komentarze (15)
Dlaczego więc inni wybierają inaczej, co nimi powoduje? Bezsilność ofiary? Dziecko nie ma szans z dorosłym...
To nie jest niesmaczne, to jest zagłębienie się w najtrudniejszy temat... to otwarta droga do dialogu.
Nade wszystko to jest tekst napisany niezwykle poprawnie. I to należy docenić...
Miałem też takie no...
Aeliora, to tylko fikcja literacka. Ale też jednocześnie próba przeanalizowania problemu.
„Rozstaje”
Nie jestem pedofilem. Jestem podglądaczem, który wie, gdzie kończy się dziecko, a zaczyna ciało gotowe do grzechu.
Lubię je dokładnie w tym wieku – szesnaście, siedemnaście, osiemnaście. Jeszcze pachną szkołą, już pachną sobą. Lolity, które nie wiedzą, jak bardzo są niebezpieczne.
Ostatni przystanek sto piętnastki. Pętla. Dalej tylko pola, asfalt i rozstaj: w prawo Kamieniec, w lewo Dobrzykowice. Dom po lewej.
Zobaczyłem ją przy ścieżkach. Sukienka w drobną kratkę, rajstopy czterdzieści DEN, tornister zsunięty z jednego ramienia i zahaczony o rąbek – tak, że materiał podjechał prawie do pasa. Tyłek jak dwa małe, jeszcze nie w pełni uformowane jabłka. Koleżanka w spodniach była niewidzialna.
Mogłem skręcić w lewo. Nie skręciłem.
Szedłem za nimi. Kilkaset metrów. Wzrok wbity w nogi. Wiatr raz podniósł sukienkę – DEN-y błysnęły bielą. Przykucnąłem, udając, że wiążę but. Z tej wysokości wszystko stało się obsceniczne: linia majtek, delikatne wgłębienie między pośladkami, ciepło, które niemal czułem na twarzy.
I wtedy zobaczyłem siebie. Mężczyznę w średnim wieku, przydrożnego wilka, który właśnie przekroczył granicę nie między wsiami, tylko między „patrzeć” a „nie patrzeć”.
Coś we mnie pękło czysto i głośno. „Dość.”
Wstałem. Zawróciłem w stronę Dobrzykowic. Dom wygrał.
Żałuję tylko jednego: że nie wyciągnąłem telefonu. Że nie zrobiłem zdjęcia. Że nie zatrzymałem tego widoku na zawsze.
Nie mam prywatnej wyspy. Nie mam łodzi Epsteina. Mam tylko wspomnienie i gorąco, które czasem wraca tak mocno, że muszę zacisnąć zęby.
Granica nigdy nie biegła między Kamieńcem a Dobrzykowicami. Ona biegnie tuż pod skórą. I jest cieńsza, niż by się wydawało.
Gdybyś nie dodał drugiej wersji pewnie bym odpuściła, a jednak nie mogę powstrzymać się od komentarza.
Zupełnie pomijam wersję techniczno- literacką wpisu, którą już tutaj kilka osób skomentowało. Mnie interesuje treść i przekaz.
Ktoś może powiedzieć, że temat kontrowersyjny, czy niesmaczny, a ja nazywam takie treści po prostu Niebezpiecznie chore.
Pierwsze zdania mówią wyraźnie, że mamy do czynienia z pedofilem, w którym później odzywa się sumienie, albo coś z czym walczył i wygrał i odpuścił. Bzdura. Pedofilia jako zaburzenie preferencji seksualnych jest nieuleczalna.
Tak wiem, są terapie dla takich osób i widać efekty. Mężczyzna skazany na np. 20 lat za kontakt z małoletnim, po wzorowym zachowaniu wychodzi na wolność po 15 latach i pierwszą rzeczą jaką robi, nie za tydzień, miesiąc, ale w ten sam dzień albo następny wyszukuje ofiary i wraca na stare tory. W jego celi znajdują gruby zeszyt zapełniany rysunkami dzieci, ubranych i nagich. Cały czas pielęgnował to w sobie. Lata terapii za kratami z psychologiem, seksuologiem, psychiatrą itd i zerowy efekt.
Prawo w tym temacie, również nieudolne.
Zdanie z drugiej wersji "Nie jestem pedofilem. Jestem podglądaczem, który wie, gdzie kończy się dziecko, a zaczyna ciało gotowe do grzechu." - o co tutaj chodzi?
Następne "Żałuję tylko jednego: że nie wyciągnąłem telefonu. Że nie zrobiłem zdjęcia. Że nie zatrzymałem tego widoku na zawsze" - powiesiłby w sypialni i co dalej?
Pedofil nie działa z biegu. Podgląda, obserwuje, śledzi, by w końcu dokonać czynu i dopiero czyn jest karalny. Co z przygotowaniami do tego czynu? są naganne, bezpieczne, niewinne?
Naprawdę nie chcę tutaj polemiki, a nawet konwersacji. To moje osobiste odczucia po przeczytaniu opowiadania, które autor zalicza do fikcji literackiej, a jednak przemyca w nim, to co dokładnie pragnie zawoalować.
Dla mnie osobiście tekst manipuluje odbiorcą. Druga wersja bardzo słaba.
Jestem szczera. Wpis na Duże NIE.
Pozdrawiam.
ps. proszę odpisuj na komentarze przyciskając napis "Odpowiedz" W przeciwnym razie osoba komentująca nie dostaje powiadomień :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania