ZIELONY KAPTUREK (HISTORIA PRAWDZIWA)
las był stary był tak gęsty że promienie słońca dotykały ziemi tylko na nielicznie występujących w nim polanach wszechobecna zieleń zieleń liści i igieł zieleń omszałych z braku słońca pni zieleń poszycia przytłaczała w sposób wręcz psychodeliczny mieszkające w tym lesie zwierzęta żyły one jakby na zwolnionych obrotach wiewiórki z zaciekawieniem przyglądały się łasicom a łasice patrzyły na nie nie mając pewności czy są głodne ryś nie postrzegał młodej sarny jako źródła strawy a sarenka zastanawiała się czy przyjaźń z rysiem jest możliwa nie dotyczyło to tylko ptaków które egzystując w górnych partiach lasu częściej doświadczały światła i miały wgląd na szerszą gamę kolorów niż zieleń co sprawiało że w większym stopniu zachowały swoje pierwotne instynkty zielona ciemność starego lasu największy wpływ miała na mieszkających w nim odwiecznych rywali ludzi i wilki chociaż darzyli się wzajemnym szacunkiem i niechętnie wchodzili w konflikt to jednak czasami ich ścieżki przecinały się co prowadziło do konfrontacji najczęściej jednak po okazaniu sobie nawzajem oznak siły i wyższości nad przeciwnikiem rozchodzili się w pokoju i z godnością do czasu na jednej z polan dość blisko skraju puszczy stał niewielki dom wokół którego można było dostrzec zadbany ogródek ogrodzony starannie wyplecionym płotkiem z chrustu i zioła i warzywa i kwiaty czego tam nie było a wszystko to staraniem Małgorzaty Małgorzata mieszkała w lesie od lat początkowo z mężem Zenonem on jednak nie sprostał mentalnie wszechogarniającej zieloności i chociaż był drwalem opuścił las a wraz z nim żonę i córeczkę gdy dziecko się urodziło Małgorzata i Zenon nie mogli się zgodzić co do imienia córki ojciec chciał żeby miała na imię Usagi a matka wolała imię Atylda ostatecznie nadali jej oba imiona ale po odejściu męża Małgorzata używała już tylko jednego jedynie babcia dziewczynki przewrotnie nazywała ją Margorzatką wiodły więc one swoje samotne bo bez męskiej ręki życie ale mimo wszelkich przeciwności starały się czerpać od świata wszystko to co mógł on im zaoferować pewnego dnia Małgorzata rzekła do swojej córeczki babcia zaniemogła i trudno jej krzątać się wokół siebie pójdź więc do niej dziecko i zanieś w koszyku ciasto kompot i syrop Atylda na to że nie ma wierzchniego okrycia a zmierzch z pewnością ją zastanie w drodze powrotnej niewiele myśląc Małgorzata sięgnęła do przepastnej skrzyni i wydobyła z niej kupon pięknego zielonego materiału siadła do pedałowej maszyny marki Singer bo jakiejże innej i w chwilę uszyła córeczce przepiękną zieloną pelerynę z kapturem nie powinna być czerwona spytała Atylda przymierzając ją przed lustrem to oklepany kolor ty jesteś inna będzie z ciebie prawdziwy zielony kapturek uśmiechnęła się mama tak wyposażona w nowej pelerynce z koszykiem wypełnionym wiktuałami wyruszyła Atylda do babci babcia mieszkała na skraju wioski przylegającym do lasu droga niedługa ale las ciemny ponury i niesprzyjający wędrówkom prawie już było widać zabudowania wsi kiedy Atylda nieomal potknęła się o śpiącego w poprzek ścieżki wilka stanęła jak wryta wszak natknęła się na odwiecznego wroga zwierz gdy ocknął się z drzemki w pierwszej chwili pomyślał nie powinna być czerwona zaraz potem poczuł na sierści delikatny kojący dotyk dziecięcych dłoni zbyt późno wszakże zorientował się że te zaciskają się na jego krtani gdy jednocześnie kolana oprawczyni dociskają jego tułów do ziemi w ostatnim mgnieniu świadomości pomyślał o przyszłości trzech młodych wilczków które pozostały w gnieździe i polecił ich los Jackowi Kaczmarskiemu och jakże pochopnie Usagi tymczasem nieświadoma wagi czynu dotarła do domku babci było źle babcia mając już swoje lata powoli odchodziła żaden kompot syrop czy ciasto nie mogły jej uratować gdy zobaczyła wnuczkę radość odmalowała się na jej obliczu nie mogła niestety wiedzieć że w swej miłości do babci Usagi odkryje błogosławieństwo eutanazji wróciła do domu szczęśliwie dla młodych wilczków Obława wciąż się nie rozpoczęła nieszczęśliwie zaś dla Małgorzaty Usagi zorientowała się że jest jedyną spadkobierczynią swojej ukochanej mamusi i że w poczet spadku wchodzi również zagroda babci razem lekko licząc na polskie warunki jakieś półtora miliona i żyła długo szczęśliwie i dostatnio
Poniżej znaki interpunkcyjne do samodzielnego wstawienia. Wielkie litery też…
…………?????? !!!!!!!!!!!!!,,,,,,,,,,,,, (((((((((((( )))))))))))) ::::::::::: --------- ;;;;;;;;;;;;;;;;;
Komentarze (25)
…………?????? !!!!!!!!!!!!!,,,,,,,,,,,,, (((((((((((( )))))))))))) ::::::::::: --------- ;;;;;;;;;;;;;;;;;" -> to jest kpina z czytelnika.
NO!
na tekst. Też tak chyba będę robić : )))
Pisałeś z interpunkcją i usunąłeś czy od zera bez? Jeśli to drugie, to jak Twoje wrażenia z procesu? Wiem, że historia niezbyt skomplikowana i w ogóle, ale czy nieużywanie znaków interpunkcyjnych bardzo utrudnia pisanie? A może miałeś tak wywalone, że w sumie bez różnicy?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania