Zjednoczone Królestwo - 01

01 ENYA

 

Enya szła wzdłuż malowniczych zatoczek Fennu. Trzciny, śpiewające w nich ptaki, inne stworzenie dające znać o swoim istnieniu dźwiękiem, ruchem czy szelestem.

Późno wiosenne słońce miło grzało. Od czasu do czasu powiewał delikatny wiatr, niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Nie dawał on jednak ochłody, choć od czasu do czasu mógł poruszyć włosami. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki. Niebo było czyste. Choć nie było aż tak gorąco by temperatura wywoływała dyskomfort, dziewczyna czuła podniecenie obecnością ukochanego mężczyzny znajdującego się tuż obok. Lars Astorio, wysoki jak dąb, potężnie zbudowany. O włosach brązowego koloru mimo że były krótko przystrzyżone. Był On następcom tronu w Nortgardzie, rozległej krainie w północnej części Królestwa Erdu. Jego ojciec Helm był szanowanym przez swych chorążych dowódcom, ale i wojownikiem, ponieważ nie obce mu było stawanie do walki ramię w ramię z jego ludźmi. Enya czuła wielki respekt do lorda Nortgardu. Podobne wrażenie wywoływał jego syn Lars. Dla większości ludzi był żywą kopią ojca. Waleczny jak On, a do tego zdobywający szlify w strategii i sztuce dowodzenia pod okiem ojca. Nortgard w przyszłości mógł liczyć na wspaniałego przywódcę. Lata dobrobytu jakie rozpoczęły się gdy władzę w Nortgardzie objął Helm miały wielką szansę trwać nadal pod rządami jego syna. Nieco mniejsza była szansa na spokój od miecza dla ziem podległych rodowi Astorio. O ile Helm będąc wielkim wojownikiem

i dowódcom dał już dowody swego kunsztu, o tyle jego syn, choć miał wszelkie predyspozycje by dorównać ojcu, musiał dopiero udowodnić czy jest ulepiony z tej samej, twardej, żylastej gliny Nortgardu z jakiej był ulepiony jego Ojciec, czy jednak, jak wróżyli mu nieprzychylni, różnica między ojcem, a synem będzie znaczniejsza niż tylko wiek. Dla niej jednak, dla Enyi Lars był czuły i opiekuńczy. Poznali się około roku temu podczas turnieju na zamku Bayweth w Dorzeczu, rodzinnym regionie z którego pochodziła Enya. Jej ojciec Arthur Roxley, lord Dorzecza organizował ten turniej na cześć Najwyższego Króla Erdu. Lars dotarł do finału. Zgodnie ze zwyczajem, każdy walczący w oficjalnych turniejach odbywających się w Erdu, wybierał swoją damę, spośród obecnych podczas walk dziewcząt,

najczęściej na wydaniu – córek obecnych na turnieju lordów. Oficjalnie, kim ona jest pozostawało tajemnicą. Oficjalnie żadna z kobiet nie wiedziała który rycerz ją wybrał. Oficjalnie żaden uczestnik nie mógł wyjawić tożsamości swojej wybranki. Według zwyczaju mógł tego dokonać tylko jeśli odniósł zwycięstwo. Podczas tamtego turnieju Lars Astorio dotarł do samego finału, podczas którego po długiej walce pokonał swojego oponenta, bliżej nieznanego rycerza z Ashdale na południowo wschodnim krańcu kontynentu. Po walce, Lars ocierając pot i krew z rany na czole, jaką zadał mu Ashdalczyk, potoczył wzrokiem po szlachetnie urodzonych zasiadających na widowni. Gdy jego wzrok spoczął na tej jedynej, jego damie,wybrance upatrzonej jeszcze przedwczoraj, nim turniej w ogóle się rozpoczął, nabrał powietrza i donośnym głosem wykrzyknął.

- Enya Roxley, moją damą którą wybrałem, jest Enya Roxley, córka lorda Arthura Roxleya władcy Dorzecza. Po tych słowach Lars padł na ziemię. Jego ciało wzbiło tuman kurzu. Pognieciony gdzieniegdzie przez drewniany miecz pancerz ćwiczebny, pokrył się pyłem. Przyszły lord Nortgardu nie mógł w tym momencie wiedzieć, że pierwszą osobą jaka dopadła do jego ciała była jego dama. Teraz, po roku od nawiązania znajomości, szli razem nad Fennem, ciesząc się swoim towarzystwem i okolicznościami które temu towarzyszyły.

- Kocham Cię wiesz? - powiedziała Enya

- Coś tam słyszałem - Dziewczyna dała mu sójkę w bok. Udał że to bardzo go boli.

- Ała, Ała, Pani nie bij swego uniżonego sługi.

- Lars, proszę nie wygłupiaj się, chcę z tobą o czymś porozmawiać.

- Zamieniam się w słuch - Lars nadal miał szelmowski uśmiech, jednak patrząc w poważne już, stalowo szare oczy Enyi natychmiast spoważniał. W tym momencie przestał być wesołym młodzieńcem na spacerze nad rzeką ze swoją ukochaną. Teraz był poważnym Larsem Astorio, synem wielkiego Helma.

- Mów proszę - powiedział łagodnie.

Dziewczyna spojrzała na niego, w jej oczach stanęły łzy. Jedna z nich potoczyła się po policzku znacząc go wilgotnym śladem. Lekki powiew wiatru zsunął na jej śliczną twarz kosmyk włosów tak czarnych że smoła wydawała się przy nich biała jak mleko. Lars wsunął za ucho ozdobiono długimi złotymi kolczykami jej niesforne włosy których zapach tak uwielbiał. Czekał aż dziewczyna powie co ją zasmuciło.

- Boję się - wyszeptała.

Lars ze zdziwieniem spojrzał na nią

- Czego?

- Boję się że twój ojciec mnie nie zaakceptuje.

Lars na chwilę się zamyślił. Blizna na czole po drewnianym mieczu Ashdalczyka poruszyła się.

- Rozważałem to. Albo zgodzi się na nasz ślub, a jeśli tego nie zrobi, zrezygnuję z tronu.

Dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy

- Nie możesz tego uczynić

- Dlaczego - milczała - no powiedz mi dlaczego. Kto mnie powstrzyma.

- Tak nie wolno, odpowiedzialność.. - nie dał jej dokończyć.

- Chcę Ciebie za żonę. Dla mnie nie liczy się nic więcej. Nortgard nie jest wart tego bym miał zrezygnować z uczucia do mojej damy. Kocham moją ojczyznę, kocham mój lud, chce go bronić, chce być godnym następcom ojca, ale to wszystko, nie jest warte garści piachu jeśli miałbym zrezygnować z ciebie.

Dziewczyna patrzyła na niego z uwielbieniem. Kochała go za tą pewność, za tą siłę jaka od niego biła. Wiedziała że nie kłamie Padła mu w ramiona wtulając się jego tunikę. Czuła pod nią potężne mięśnie. Wiedziała że jednym ruchem ramion, muskularnych i

twardych niczym konary wielkiego drzewa, mógłby ją zgruchotać. Dla niej jednak był niezwykle delikatny. Ogromne dłonie przywykłe do trzymania miecza, spoczęły delikatnie na jej plecach i ostrożnie je gładziły. Dziewczyna czuła falę tkliwości wobec tego mężczyzny. Podniosła głowę. Stojąc blisko Larsa musiała wysoką ją unieść. Spoglądała na nią spokojna twarz przyszłego lorda Nortgardu. Lars pocałował ją w czoło.

- Nie bój się. Wszystko się ułoży. Trzeba tylko trochę cierpliwość. Gdy wrócę do Whitehall pomówię z ojcem. Najdalej za dwa miesiące zostaniesz moją żoną, panią Whitehallu.

Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.

- Najdroższa, będę musiał wracać do domu. Przyjechałem tu w tajemnicy. Ojciec myśli że jestem na inspekcji naszych fortów obronnych przy granicy z Północną Marchią.

- Wiem, rozumiem. Mój ojciec także nie wie o naszym spotkaniu. Uważa że jeszcze mam czas na ślub, a przynajmniej tak mówi.

Enya wydęła policzki, płatki małego noska się poruszyły gdy parsknęła ze złością.

- Czasem czuje się jak klacz na końskim targu. Tu nie chodzi o czas, tylko o to by trafiła się jak

najlepsza partia. Jak by mógł, to by mnie wydał za Najwyższego Króla

Lars przygarnął ją do siebie ponownie. Wyglądała ślicznie gdy się złościła.

- Dwa tygodnie, obiecuję.

Lars odsunął się od niej.

- Czas mi w drogę. Do zobaczenia kochana.

Ruszył do swoich ludzi czekających kilkanaście minut drogi o brzegów Fennu.

- Pamiętaj, dwa tygodnie, obiecałeś - krzyknęła za nim Enya

- Przysięgam - powiedział i oddalił tak że dziewczyna już go nie widziała.

Następne częściZjednoczone Królestwo - 02

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Morus 3 tygodnie temu
    Niby fantastyka, a czyta się jak stary romans rycerski, pieśń o Rollandzie, albo cuś. Masz trochę błędów, zarówno stylistycznych, brakuje nieco przecinków i parę grubszych błędów, ale są tu lepsi specjaliści ode mnie, przed którymi chylę czoła, którzy ci je wypiszą.

    Tekst czytało się dość płynnie, przynajmniej dla mnie jest on ciekawy. Pierwsza część, więc pewnie można spodziewać się niespodzianek. Podr.
  • Rafał Łoboda 3 tygodnie temu
    Cóż, chciałbym przeczytać, niestety, absolutnie fatalna interpunkcja i problemy z formatowaniem tekstu bardzo w tym przeszkadzają. Sugeruję poprawki.
    Tak na szybko: masz sporo "purpury" i niepotrzebnych opisów, zaimki osobowe piszemy w prozie małą literą.
    Pozdrawiam
  • Marek Adam Grabowski 3 tygodnie temu
    W sumie zgadzam się z Morusem, iż jest to eklektyczny tekst; ale to w sumie zaleta. Pióro masz dobre, chociaż nieco archaiczne. Sama fabuła nie powala, ale trzeba poznać dalsze części żeby ocenić całość. Parę razy zrobiłeś enter w środku zdania. Pozdrawiam Zasługujesz na 3 (to nie jest zła ocena), ale żeby nie obniżać nic nie stawiam
  • Matt Onn 2 tygodnie temu
    Bardzo dziękuję za opinie. Co błędów interpunkcyjnych i wszystkich innych jakie się pojawiają, na swoją obronę mam tylko dwie rzeczy. Po pierwsze mam dysleksję, z dyktand w szkole wiecznie wyłapywałem pały. Po drugie word nie wyłapie wszystkiego. Mam cichą nadzieję, że zadziała to na moją obronę i że osoby które przez błędy jakie koledzy powyżej słusznie z resztą zauważyli, zechcą jednak przeczytać kolejne części tej historii.
  • Zaciekawiony 2 tygodnie temu
    "Późno wiosenne słońce" - późnowiosenne

    "Od czasu do czasu powiewał delikatny wiatr(...) choć od czasu do czasu" - akurat tutaj za często. Powtórzenie

    "Na niebie nie było widać ani jednej chmurki. Niebo było czyste." - masło było maślane. A w dodatku miało smak masła. Dwa razy napisałeś to samo.

    "temperatura wywoływała dyskomfort" - na wskutek podwyższenia energii wewnętrznej... Bardziej bezosobowo się nie dało? Zgrzyta to w tym opisie, który raczej nie dotyczy współczesności.

    "O włosach brązowego koloru mimo że były krótko przystrzyżone." - gdyż albowiem zazwyczaj włosy zmieniały odcień w miarę strzyżenia... Czy włosy krótkie powinny mieć inny kolor niż brązowy, skoro stawiasz w zdaniu taki warunek?

    "Był On następcom " i nosił krótkom czapkem, bo pochodził ze wsi. Następcą.

    "tronu w Nortgardzie, rozległej krainie w północnej części Królestwa Erdu. (...) respekt do lorda Nortgardu." - lord, który zasiada na tronie? A to nie było dawniej tak, że lord to był tylko tytuł i nie miał on żadnego tronu, bo ten był zarezerwowany dla króla lub księcia?

    "Jego ojciec Helm był szanowanym przez swych chorążych dowódcom" - i walczył krótkOM broniOM i też mazurzył.

    Pisanie od dużej litery określeń osób On, Ona, Ty, Ciebie itd. jest w opowiadaniach niepotrzebne, bo to nie list grzecznościowy.

    "Lata dobrobytu[,] jakie rozpoczęły się[,] gdy władzę w Nortgardzie objął Helm[,] miały wielką szansę trwać nadal pod rządami jego syna."

    "Nieco mniejsza była szansa na spokój od miecza dla ziem podległych rodowi Astorio." - a to w razie problemów nie mógł im pomóc na przykład taki jeden facet - władca Królestwa Erdu? Skoro są tylko prowincją królestwa a nie jakimś księstwem federacyjnym czy czymś takim, to ich ziemie są ziemiami Erdu i powinny istnieć jakieś erdańskie wojska od trzymania porządku. Chyba, że rzuciłeś sobie te nazwy "królestwo" i "lord" ot tak, nie sprawdzając, co właściwie znaczą i dalej opisujesz faktyczne Królestwo Nortgard z koronowanym władcą, który musi bronić się przed sąsiadami...

    Ludzie mieli tam bardzo delikatną skórę, skoro można ją rozciąć drewnianym mieczem...

    Generalnie widzę tutaj dużo błędów początkujących. Zaczęcie od długiego i szczegółowego opisu kto jest kim, zamiast pokazania tego w akcji

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania