Złośliwostki
– Trzymaj, weź kawę ode mnie. Skurcz. – rzucił, a naczynie niebezpiecznie przechyliło się nad jasnym parkietem.
– Nie chciałam – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od okna. Głos miała płaski, wyprany z jakiejkolwiek chęci współpracy.
– Dobrze, ale możesz wziąć? Teraz?
– Nie, nie chciałam.
Powietrze w salonie zgęstniało od niewypowiedzianych pretensji. On poczuł, jak pod skórą pulsuje mu ta znajoma, irytująca bezsilność.
– Kurwa, no. Czemu ty taka złośliwa jesteś?
– Nie jestem – rzuciła szeptem, który ciął ostrzej niż krzyk.
Zacisnął palce na uchu kubka tak mocno, aż pobielały mu kłykcie. Czuł, że zaraz coś pęknie – albo porcelana, albo jego cierpliwość.
– Wynoszę to do kuchni, zanim pierdolnie w drewno. Nie będę podłogi wymieniał.
Odszedł, zostawiając za sobą zapach palonych ziaren i ciężkie echo kroków. W kuchni odstawił kubek na blat z przesadną ostrożnością, jakby rozbrajał bombę.
Minęły dokładnie trzy minuty.
Weszła do kuchni boso, cicho jak cień. Podeszła do blatu, ujęła kubek obiema dłońmi i upiła łyk. Kawa była już tylko letnia. Ale słodka.
Wielowymiarowo.
Komentarze (13)
Czy brzydko pierdzieć będziesz?
Bardzo dobry tekst.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania