Zośka i parasol
nie potrafiłem odpowiedzieć wywołany do szatni
kiedy stanęła przede mną jak dedykacja
kilka klas później wychodziliśmy pod zadaszenie mroku
domigani w przekładzie wolnego tańca w progu poczułem
uderzenie jednego z dwóch padających na dechy
pierwszy raz szczeniaka chronił rodzony brat zdyszany
spytał ktoś jeszcze bo z dwoma nie lubi się bić
być może nazajutrz paliliśmy koło kiosku stali wopiści
ulicą przechodził nasz stary sto trzydzieści kilo jeden
zaśmiał się niewybrednie jak z pokonanego rywala w sumo
i wtedy usłyszał to może spróbujesz się ze mną
i jak w powiedzeniu piorun strzelił wojska nie ma
kilku mówiło o mnie że mam te same pociągnięcie
może kiedyś w przejściu podziemnym
jako ten lepszy w życiu powiem mu
że nie miałem szczęścia tak się zachować
Komentarze (5)
Językowo nie podoba mi się twój wiersz (m.in rzucasz neologizmami tak, gdzie nie powinno ich być), ale sam pomysł opisania odwagi uważa za ciekawy. Pozdrawiam 3
nie ma neologizmów - domigani od jezyka migowego
A kto dla Powstańców był "starszym bratem" że nienachalnie zapytam?
Totalnie nieuprawniony tytuł dla wspomnień podmiotu.
Bez oceny.
A są tutaj jacyś powstańcy. Nie napisałem tytułu Zośka i Parasol. Nienachalnie sugeruję o cenę biustu Pameli.
Ci którzy ocaleli ale ich już i tak nie ma. Zostało po nich wspomnienie. Mieli nieszczęście żyć w czasie kiedy dowodem było zachować się tak by dziś można było powiedzieć że mieli to szczęście. A jednak kiosk z piwem może też być miejscem gdzie można dać świadectwo wyboru. 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania