Bzdurny Stek - rozdział 1.5

Kolejne dni mijały Januszowi zupełnie zwyczajnie. W pracy ciągle płatano mu figle, a w domu musiał znosić szykany ze strony rodziny. Mimo wszystko nie tracił pogody ducha, wierzył, że los się musi odmienić. No i nie omylił się, choć z pewnością nie poszło to w kierunku, o którym marzył.

W Agencji wdrażano akurat nowy projekt utrudniania ruchu drogowego. Polegał on na wyszukaniu w mieście, najlepiej na jezdniach dwu i trzypasmowych, studzienek kanalizacyjnych i wydaniu oceny czy w danym przypadku lepiej podnieść je kilka centymetrów ponad poziom asfaltu, czy może wpuścić nieco je poniżej. Później, po ukończeniu trwających wiele tygodni remontów, gdy popłyną pierwsze skargi od kierowców, uszkadzających zawieszenia na tak przygotowanych wybojach, Agencja ustawi ograniczenia prędkości do 20 km/h i wypłaci sobie pokaźne premie.

Podczas prac terenowych, zespół, którego członkiem był Janusz, postanowił spłatać mu figla. W czasie inspekcji jednej ze studzienek kanalizacyjnych, ojciec Marcina został doń brutalnie wepchnięty. Otwór następnie przyłożono włazem i koledzy odjechali. Janusz wydostał się dopiero po dwóch godzinach, cały brudny i przemoczony. Uznał, że nie będzie już wracał do biura, tylko pójdzie prosto do domu. Spacer przez park poprawił mu nieco nastrój, ale i uśpił czujność.

 

Mimo, iż nie było jeszcze 16:13, godziny o której Marcin wyznaczył ojcu powroty do domu, Janusz postanowił wejść do mieszkania. Było puste. Zmęczony upokorzeniami, chciał chwilkę odpocząć, więc korzystając z nieobecności pozostałych domowników, wziął szybki prysznic i położył się na sofie. Zasnął, sam nie wiedząc kiedy...

Obudziło go lekkie szturchnięcie w ramię i spokojny, bardzo zdziwiony głos mówiący:

– Ty leżysz na sofie?

– Cicho...chcę spać – odburknął Janusz nie bacząc, do kogo mówi.

– Tyyyyy!!! Jazda...!!! – Głos stał się nagle wściekły i brutalny.

Janusz nie zdążył nawet otworzyć oczu, a już spadły na niego pierwsze ciosy. Przerażony zerwał się z sofy i w panice uciekł do kuchni, kryjąc się w szafce pod zlewem, gdzie w większości mieszkań zwykle stoi kubeł na śmieci.

– Tam będziesz mieszkał! – odezwał się ponownie głos, który jak się okazało należał do Marcina.

 

Janusz, w gruncie rzeczy zadowolony, iż skończyło się bez większych obrażeń, drżał jeszcze, kiedy do mieszkania wróciła Halina. Była pełna gniewu, gdyż rano zauważyła obsikaną deskę klozetową w ubikacji. Oczywiście całą winą od razu obarczyła męża, nie wiedząc, że to Marcin nalał, jak wrócił w nocy pijany.

– Gdzie jest ojciec? – zapytała, rozglądając się po mieszkaniu. – Znów się spóźnia?

– Nie, jest w kuchni, pod zlewem – odpowiedział syn.

Halina otworzyła drzwiczki od szafki i przystąpiła do wyciągania konsekwencji.

– Naiszczałeś rano na deskę w ubikacji! – krzyknęła oskarżycielsko tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Od dziś jak chcesz iść do kibla, musisz mieć przepustkę z dwoma podpisami! Marcin będzie sprawdzał!

Na wszelki wypadek spoliczkowała męża, gdyby ten próbował się w jakiś sposób tłumaczyć. Jak na złość, chwilę później Janusz poczuł pilną potrzebę. Zaczął błagać żonę o wystawienie zezwolenia. Ta łaskawie się zgodziła, choć po długich namowach. Patrzenie na skręcającego się męża sprawiało jej perwersyjną przyjemność. Wypisała stosowną karteczkę i nakazała iść po drugi podpis do Pauliny. Córki akurat nie było w domu, gdyż szlajała się gdzieś po kolegach. Janusz czuł, że długo nie wytrzyma. Na kolanach prosił Halinę, aby nieco złagodziła warunki. Żona w drodze wyjątku zezwoliła, żeby drugi podpis pochodził od innej osoby niż Paulina. Janusz wybiegł do kuchni i rzucił się na stertę starych gazet leżących pod zlewem. Nerwowo przeszukiwał makulaturę, aż wreszcie znalazł to, czego szukał. Wyciął paseczek, nakleił na kartkę i pobiegł pokazać Halinie. Ta zdziwiona, skąd nagle śp. Michael Jackson podpisuje jej mężowi przepustki do kibla, zezwoliła na skorzystanie z toalety. Janusz, najwyższą siłą woli powstrzymując parcie, dotarł do WC. Okazał zezwolenie Marcinowi, a syn po przeprowadzeniu rewizji, przypieczętował je stemplem wyciętym z ziemniaka. Następnie wydzieliwszy ojcu siedemdziesiąt centymetrów papieru toaletowego, pozwolił załatwić potrzebę.

 

***

 

Wieczorem w telewizji nadano drugi odcinek tak wyczekiwanego przez Marcina serialu pt. "Ballada o Dziekanie i Krysiaku". Profesorowi, podobnie jak Januszowi, los również zaczął się odmieniać inaczej, niż mógłby to sobie wyobrazić.

 

Odcinek 2 "Dzień z nowego życia Dziekana"

 

O Dziekanie to piosenka;

I o Krysiaku, i o Krysiaku;

Bo o Dziekanie to... i o Krysiaku pieśń;

A zwłaszcza o tym drugim.

 

Wieczorem Dziekan powrócił do swego jednopiętrowego, sześciopokojowego domu na przedmieściach. Krysiak czekał na niego już przy bramie. Otworzył ją, pomógł profesorowi wjechać do salonu i zaparkować przy kominku. Następnie z miłym uśmiechem podał herbatę, pytając jak jego nowy przyjaciel się czuje.

DZIEKAN (trochę z irytacją)

Ja się świetnie czuję. Ale co ty robisz w moim domu? Proszę wyjść, bo zawołam policję!

KRYSIAK (wyjaśniając)

Nigdzie nie pójdę, bo jak mówi pierwsza zasada: Dziekan to Krysiak. Jestem twoim alter ego, twoją mroczną stroną. Jednocześnie spełniam rolę rozkapryszonego syna, którego nigdy nie miałeś, a także jedynego przyjaciela. Przecież wiesz, że nikt cię nie lubi. Jesteś nudny i bezlitosny, jak to Dziekan. Nie masz wyjścia, stanowimy jedność. Z racji jednak tego, że nie jestem nierealnym wytworem wyobraźni, ale człowiekiem z krwi i kości, musisz mnie u siebie zameldować i wypisać pełnomocnictwo na nieograniczony dostęp do twojego konta. Jasne?

DZIEKAN (nie wierzy)

No chyba żeś na głowę upadł! Co ty w ogóle wygadujesz?! Dzwonię na policję.

KRYSIAK (spokojnie, z uśmiechem)

Dzwoń.

Dziekan wziął telefon i wybrał numer 112. Dyspozytorce krótko nakreślił problem, prosząc o niezwłoczną interwencję. W odpowiedzi usłyszał jednak tylko, że Krysiak ma rację, ma się mu podporządkować i nie zawracać głowy. Po tych słowach połączenie zostało przerwane.

KRYSIAK (dobrotliwie)

Nagadałeś się? To teraz pisz upoważnienie i wniosek meldunkowy.

DZIEKAN (zupełnie ogłupiały)

No, dobrze… Ale co ja z tego będę niby miał?

KRYSIAK (promiennie)

Ubarwię twoje szare życie i zapewnię trochę rozrywki. No, nie cieszysz się?

DZIEKAN (z rezygnacją)

Cieszę, cieszę…

KRYSIAK (zacierając ręce)

Świetnie, zaraz podam kolację.

Dziekan mimowolnie uśmiechnął się z wdzięcznością, bo do tej pory wieczorami jadał w domu najwyżej zupkę chińską. Podjechał do stołu i ze zdumieniem zauważył, że nogi zostały przycięte, tak by wysokość pasowała do jego samochodziku. Nie wiedział, co ma o tym myśleć, ale wątpliwości zostały zaraz przyćmione wspaniałymi zapachami wykwintnych dań, które serwował nowy współlokator. Gdy wszystko było już gotowe, Krysiak złapał się za głowę i zawołał:

KRYSIAK (z zakłopotaniem)

Zapomniałem o kompocie! Mógłbyś przywieźć z kuchni? Ja tymczasem pokroję pieczyste.

 

Profesor skinął głową i pojechał do kuchni. Po kilku sekundach dał się słyszeć odgłos straszliwej eksplozji spowodowanej najechaniem przez samochodzik na zastawioną minę-pułapkę. Gdy rozwiały się dymy oczom rechoczącego Krysiaka ukazał się pogruchotany pojazd z kierowcą nienaturalnie przewieszonym przez boczną szybę.

Dziekan pozostawał nieprzytomny przez całą noc, a kiedy doszedł do siebie był już poranek. Jego współlokator, nieznoszącym sprzeciwu głosem, nakazał mu niezwłoczne udanie się do pracy, a sam poszedł na trening.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Clariosis 2 miesiące temu
    Agencja Utrudniania Ruchu Drogowego znów w akcji, jak tutaj by podnieść swoje premię. Mądrzy biznesmeni. ;)
    Biedny Januszek, skazany za niewinność, ale przynajmniej Michael Jackson zza grobu mu przepustkę podpisał. Stempel z ziemniaka to powinien być używany w urzędach, a nie jakieś tam nieekologiczne tusze, brawo Marcinku, że tak się starasz dla tej planety!
    A Krysiak i Dziekan to teraz oficjalnie i mój ulubiony serial. ;) 5/5

    Tylko tutaj się błędzik mały wkradł:– Naiszczałeś rano na deskę w ubikacji! Chyba, że to gwara Haliny, to wtedy zwracam honor. ;)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Dziękuję! Jak do słowa "naszczałeś" dodasz odpowiednio dużo pogardy i gniewu, tak jak uczyniła to Halina, wówczas "i" samo się wstawia. Spróbuj na głos :)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Dziękuję! Jak do słowa "naszczałeś" dodasz odpowiednio dużo pogardy i gniewu, tak jak uczyniła to Halina, wówczas "i" samo się wstawia. Spróbuj na głos :)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Nie no naprawdę jest coraz bardziej absurdalnie i zabawnie. Szkoda mi Janusza, chłop nic złego nie zrobił, a mimo to został ukarany. Gdzie to sprawiedliwość się podziała? :D No nic, czekam z wyczekiwaniem na jakiś przebłyski siły u Janusza, jeśli w ogóle się pojawi, gdyż jestem ciekaw co by się stało :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Dzięki! Cóż, świat takich postaci jak Marcin, Siwy i Krysiak nie jest sprawiedliwy, ale przypływ będzie. Tylko jeszcze trzeba poczekać ;) Tryumfy rodzą się w bólach.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Bajkopisarz święta prawda. Będę czytał i czekał na tryumf :D
  • pasja miesiąc temu
    Kapitalne testowanie ulicznych studzienek w zależności od urwanych zawieszeń. Co za tym idzie nagradzanie twórców pomysłu. Pierwszym testerem na wydostanie się ze studzienki okazał biedny Janusz. Nawet wydostał się przed czasem. W domu czekały go nadal upokorzenia. Kozioł ofiarny. Cichy kącik pod zlewozmywakiem miał ogromne znaczenie, bo dzięki temu uzyskał podpis nieżyjącego Jacksona. Co do deski klozetowej problem stary jak świat i chyba niekończący się nigdy. Pomysł przepustki do skorzystania z toalety w kwestii zdrowotnej podbiega pod paragraf. W ogóle cały ten system domowy przypomina mi dawne wojskowe rejony. Natomiast serial o Dziekanie i Krysiaku przypomina szafę Krysiaka. Wjazd samochodem do stołu super. Pokręcone, ale nie do końca absurdalne przypadki.
    Pozdrawiam
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Dzięki ;) Skoro mówi się: "Otwieram lodówkę a tam XXX - nazwisko będącego akurat na topie celebryty/polityka" to czemu nie: otwieram szafkę pod zlewozmywakiem, a tam Janusz.
    Celna uwaga z wojskowym rygorem, ta instytucja będzie wielokrotnie jeszcze wspominana, jako kwintesencja absurdu.
  • Akwadar miesiąc temu
    Ale osobliwy tekst... ;)
    Trzeba go trochę poprawić, sporo w nim takich "kwiatków":
    "Mimo, iż nie było jeszcze..." - "mimo iż" - Autorze naprawdę?! Przecinek stawia sie przed całym wyrażeniem, a nigdy rozdziela.
    "Obudziło go lekkie szturchnięcie w ramię i spokojny, bardzo zdziwiony głos mówiący:" - zastanowiłbym się nad tym zdaniem ;)
    Interpunkcja aż się prosi o zastosowanie w tym zdaniu:
    "Gdy rozwiały się dymy oczom rechoczącego Krysiaka ukazał się pogruchotany pojazd z kierowcą nienaturalnie przewieszonym przez boczną szybę."
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Dzięki. Interpunkcja to niestety moja ogromna słabostka.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania