Chce mi się srać, a nie mam dupy - Wersja Nuncjusza - cz. 3

Ponownie u lekarza

 

Nałożono mi to gustowne wdzianko w postaci kaftanika bezpieczeństwa, ale stało się to niejako z rozpędu. Więzienny felczer kłaniał się w pas i przepraszał gęsto, że to z nawyku, z regulaminowych wymogów, taka tu rutyna i obyczaje panują, że on wie doskonale, ze się nie klasyfikuję, że u mnie wszystko w normie, no może jakaś tylko drobnostka nie gra, ale poza tym wszystko super i wspaniale po prostu, ale kaftanika nie ściągał. Gadał jak najęty, machał rękami,ze dwa razy się przedstawił, nie kurwa, trzy razy! Doktor Marek Marok jestem. Do usług szanownego pana pacjenta. Pan tu sobie odpocznie, przebadamy pana dokładnie. Co prawda, jest pan zdrów jak ryba, ale przebadać przecież nie zaszkodzi. No i po co te kwaśne miny? Przebadamy, poleży pan sobie w ciszy i spokoju. Odpręży się pan po ostatnich wypadkach. Ci służbiści więzienni, to chłopaki dobre, ale takie trochę nieokrzesane i żarty ich się trzymają. Ale to na skutek lat służby. Ciężkiej i mozolnej, i co tu dużo ukrywać, nudnej na dłuższą metę, więc tak z nudów czasami coś palną głupiego. Ja tu zaraz panu skierowanie wypiszę, na badania wszechstronne. Bez kolejek i w ramach posługi medycznej. Bo pacjent dla nas jest najważniejszy.

A co mi tam? Niech mnie badają. W końcu, rzeczywiście coś ze mną nie tak. Poza tym, ten doktorek, ten Marok, wzbudza zaufanie. Jest sympatyczny, ładnie się uśmiecha, widać inteligencję i oczytanie. To nie taki burak jak Nuncjusz, który chleje, klnie, wysłowić się poprawnie nie umie i co tu dużo gadać - jest obmierzły po prostu. Gruby, nadęty, braki w uzębieniu, szmatława broda, jak u lumpa, resztki na niej z kilku co najmniej obiadów, nie myje się, więc śmierdzi i ogólnie jest do dupy. To ma być lekarz? No doprawdy, to jakaś kpina a nie lekarz. Kpina z tak szanowanego społecznie zawodu. Co tam zawodu! To misja i powołanie, a nie profesja.

Tak sobie monologowałem w duchu, a tymczasem, uśmiechnięty doktor Marek Marok powiózł mnie w kaftanie do specjalistycznego gabinetu.

 

Przeanalizowano mnie wzdłuż i wszerz. Aparaty furczały, skanowały, badały. Robiły zdjęcia, analizowały wydzieliny, a miny specjalistów były co raz bardziej ponure. Łypano na mnie z ukosa, podejrzliwie, niechętnie. Drapano się po głowach, porozumiewali szeptem, poty ciekły ciurkiem, lica bladły, ale mi ani mru mru. Jakaś zmowa milczenia panowała wśród specjalistów.

Koniec końców odwieziono mnie na oddział ginekologiczno-położniczy, co mnie nieco zdziwiło, ale miałem pełne zaufanie do specjalistów. Jako jedyny facet wśród ciężarnych kobiet, musiałem stanowić dla nich nie lada ewenement, bo zamilkły jak rażone piorunem, nagle ich zwykły swarliwy i rozgdakany jazgot został amputowany moją obecnością niczym rachu-ciachu skalpelem chirurgicznym.

Przybył zaraz też do mnie doktor o długiej, koziej brodzie, gładził się w nią statecznie i szeptem, po cichutku zagdakał mi do ucha intymnie, że salka operacyjna będzie wnet gotowa.

Trochę mnie to zmroziło, co nie ukryło się pod czujnym okiem specjalisty. Uspokoił mnie od razu, to rutynowy zabieg, takie tam, byle co, nawet nie jak wycięcie wyrostka, a gdzieżby! Zwykła prosta operacyjka, tu trochę natną, tam trochę wytną i będzie pięknie. Uścisnął mi dłoń, spojrzał w oczy głęboko, poklepał delikatnie po ramieniu i oddalił się pospiesznie. Z jakimś takim nerwem się oddalił.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • 00.00 4 miesiące temu
    Ufff bo już myślałam, że zaleję się łzami. :)))
    Pokroją jak kurczaka. :) Z miejscowym znieczuleniem. :)
  • Nuncjusz 4 miesiące temu
    Tak będzie, albo trochę inaczej :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania