Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Chce mi się srać, a nie mam dupy - Wersja Nuncjusza - cz. 4 [ostatnia]

Poród

 

Przeniesiono mnie na inną salę. Byłem sam. Podeszła siostra i zainstalowała mi kroplówkę.

- To konieczne?

- Proszę się nie niepokoić, to tylko sól fizjologiczna. Musimy pana nawodnić. - Pielęgniarka uśmiechnęła się do mnie, ale tak jakoś sztucznie. No tak, rutyna, uśmiech dla każdego pacjenta. Jak stewardessa, uśmiech ma wliczony w koszty. Pomajstrowała chwilę przy wężyku, coś tam podkręciła i oddaliła się ze stukotem pantofelków. Zapadłem się w ciemność. Usnąłem tak nagle, że nawet nie wiedziałem kiedy. A sny miałem dziwne.

Leżałem w ciemnościach, byłem sparaliżowany. Zebrały się wokół mnie bulwy ziemniaczane i coś gadały między sobą. Miałem nieodparte wrażenie, że mówiły o mnie.

- Śpi?

- Śpi.

- To co o tym myślicie?

- Hmm.

- Hmm.

- Hmm.

- No panowie! Więcej zdecydowania.

- Hmm, ja myślę, że to jakiś pasożyt

- Pasożyt? Też mi odkrycie. W sumie, każdy płód można uznać za pasożyta.

- No paanie...

- Co panie? Płód, sensu stricte, to pasożyt w ciele matki, proste i logiczne.

- Ale tu mamy do czynienia z inna sytuacją, przede wszystkim to samiec..

- Samiec? Ha ha ha

- Paanowie. Proszę o powstrzymanie emocji! Kolega słusznie zauważył, że mamy tu do czynienia z płodem w ciele mężczyzny. Jak to tłumaczyć?

- A na pewno śpi?

Chwila milczenia.

- Śpi jak suseł. Dobra, co robimy?

- Nie zapominajmy, że ten osobnik w dzieciństwie dostał spora dawkę promieniowania. Radioaktywne izotopy cezu, strontu, jodu i cholera wie czego jeszcze.

- A matka?

- Co matka? Matka zmarła kilka lat temu. Nie mieszajmy faktów.

- Może to genetyczne?

- Taa. Poszatkowane geny na amen. Z takiego koktajlu mogło powstać wszystko.

- Panowie, ale konkrety! Popatrzcie na jego odbyt. Co robimy? Moim zdaniem cesarka, a potem się zobaczy.

- Taa genialny plan. "A potem się zobaczy".

- Ale nie ma nad czym medytować. Wyciągamy robala i tomografia.

- Robala? Bardziej mi przypomina obcego z tego filmu...wiecie, chyba Camerona, nie pamiętam kurwa.

- Alien, Ridleya Scotta, świetny film, notabene.

- No mam nadzieję, że to jednak nie takie coś..

- Dobra, idziemy, zaraz się chyba obudzi.

 

Śniło mi się cos tam jeszcze, jakieś zamglone obrazy Czarnobyla, ale z tych półsnów i majaczeń nie pamiętałem nic.

 

Obudziłem się na sali operacyjnej. W ustach miałem rurę, podłączoną kroplówkę i aparaturę migającą zielonymi wykresami, po chwili znów usnąłem, tym razem bez snów. Zapadłem się w ciemność niczym w śmierć. Lampka zgasła.

 

Dziecko Sergieja

 

Ocknąłem się w ciemnej piwnicy, ledwo rozjarzonej zielonkawym światełkiem aparatury umieszczonej na drewnianym, prostym stole. Leżałem na boku i ostro bolała mnie dupa. Jęknąłem, chciałem się położyć na wznak, jednak nie mogłem, byłem czymś skrępowany. Jedynym efektem tego próżnego wysiłku, było zaświecenie się czerwonej lampki i rozdygotanie zielonego wykresu na monitorze aparatury. Zaraz też ktoś pojawił się, skrzypnęły drzwi, pomieszczenie zalała struga światła i mym oczom ukazał się Nuncjusz we własnej, pokracznej osobie.

- Ty chuju... - jęknąłem tylko słabo.

Nuncjusz nie zrażony tym tak mało eleganckim powitaniem, uśmiechnął się promiennie, przysunął zydel do mojego łoża i siadł na nim ciężko.

- Mój drogi przyjacielu - Nadal się uśmiechał - Wineneś mi wdzięczność, uratowałem ciebie i twojego bachora z niezłych tarapatów.

- Mojego bachora?

- Ach, no tak, ty dalej nic nie wiesz. - Uśmiechnął się. - Przyprowadzę go do ciebie. Za rączkę.

Roześmiał się i wyszedł.

 

No i przyprowadził jakiegoś stworka-potworka. Było to mniej więcej wielkości kurczaka, wlekło coś za sobą, ni to ogon, ni to pępowinę, zostawiając pasemko krwistego śluzu. Cały nim zresztą był pokryty. Wyglądał jak obdarty żywcem ze skóry, mała główka, wielkości piąstki dziecka, kurze ślepia i wyłażące z ust? mordki? drobne zęby. Skrzeczał ohydnie w jakimś języku, a może to był tylko nieartykułowany charkot. Miał drobne, chude nóżki i podobnie szczupłe rączki, ale za to niezmiernie długie. Nuncjusz wlókł go za sobą, wyraźnie się opierającego. Jakoś nie miał ochoty zobaczyć tatusia. Tak, tatusia, albo tatusiomamusia, cholera wie co to było i kim ja byłem dla niego, ale faktem jest, że wylazł z mojej dupy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    tytuł zapowiadał pierdoły, a to jest dobrze napisane.
  • Nuncjusz 2 miesiące temu
    Tytuł był mi narzucony z tą właśnie myślą, że napiszę pierdoły. Ale miałem inny na to koncept. Dzięki
  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    Nuncjusz nie ma za co
  • fanthomas 2 miesiące temu
    Florian Konrad tytuł odgrywał bardzo ważna rolę
  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    fanthomas wiem, czytałem powyższy tekst

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania