Córa Midgardu |4 "Loki brał chyba udział w edukacji prawników."

  Kilka minut (czyt. kilkanaście) później byłam gotowa. Wyszłam z komnaty i nagle kilka centymetrów od mojej twarzy nóż wbił się w drzwi.

 

- Znów próbujesz mnie zabić, czy po prostu ci się nie podobają? – wskazałam na drzwi.

 

  Próbowałam wyciągnąć ostrze, ale było to trudniejsze niż myślałam. Jednak w końcu udało mi się, lecz poleciałam do tyłu, a Loki zamiast mnie złapać tylko się odsunął, uśmiechając się ironicznie.

 

- Zastanawiałem się czy byś nie chciała nauczyć się samoobrony prawdziwą bronią, a nie jakimiś ludzkimi zabawkami.

 

- Tak, a jak wrócę na Ziemię, to strzeżcie się sąsiadki bo wam rabatki toporkiem poucinam.

 

Szliśmy dalej w milczeniu złotymi korytarzami. Straże ubrani w złote zbroje kiwali nam głowami, po czym odprowadzali nas wzrokiem. Przypomniało mi się coś ważnego.

 

- Dlaczego obcięliście mi włosy?

 

- Thor prawie cię podpalił, możesz mu podziękować. Medyczki uleczyły twoje oparzenia, ale włosów nie uratowały, więc je obcięły.

 

- Dobrze sobie poradziły, nie uważasz?

 

- Nie wiem, nie znam się i mało mnie obchodzi jak wyglądasz.

 

- Delikatność tira towarowego na autostradzie... - posumowałam.

 

   Zaprowadził mnie pod wielkie drzwi. Gdy tylko pod nimi stanęliśmy, straże uderzyły włóczniami, które dzierżyli w dłoni o podłogę i wrota otworzyły się. Moim oczom ukazała się ogromna sala tronowa. Po obu jej bokach były ustawione złote, dziesięciometrowe kolumny, które łączyły sklepienie, na którym były różnego rodzaju freski. Na końcu stał nawet skromny tyle, że złoty tron na (nie zgadniecie) złotych stopniach. Dopiero później ujrzałam siwego mężczyznę, który to siedział na tym tronie. Był w pełnej zbroi i z przepaską na oku. Mimo swojego wieku staruszek był dobrze zbudowany i miał włócznie w dłoni.

 

- Odynie. –rzekł mój bóg.

 

- Loki. – odpowiedział mu władca.

 

Ta dwójka chyba nie za bardzo się lubi. Król przeniósł spojrzenie na mnie.

 

- Wiktoria Szczecińska z Polski.

 

O dziwo wypowiedział moje nazwisko bardzo dobrze, we wszechświecie nie obowiązuje chyba klątwa wierzy Babel, no bo to inna religia. Powoli ukłoniłam się.

 

- Chciałbym wiedzieć jak to się stało, że przeżyłaś?

 

To jest naprawdę dobre pytanie.

 

- Ja nie wiem, pamiętam tylko światło i ból.

 

Loki spojrzał gdzieś w bok, splatając ręce za plecami. Niecierpliwił się.

 

- Ojcze przyszedłem przekazać ci, że Wiktoria zostanie w Asgardzie na dużej. Już przydzieliłem jej komnatę. Chyba śmiertelniczka może tu zostać, czy nie?

 

Mówił uśmiechając się kpiąco i patrząc wyzywająco na władcę. Loki brał chyba udział w edukacji prawników. Odyn kiwnął głową.

 

   Nagle do sali wparowała czarnowłosa kobieta w zbroi. Wysoka i dobrze zbudowana. Z bladą karnacją, zielonymi oczami i wysoko uniesioną brodą. Nie spojrzawszy na mnie, puściła oczko Lokiemu, ukłoniła się przed Odynem i zaczęła z nim rozmawiać.

 

- Musisz się na nią tak patrzeć? –zapytałam.

 

Niebieskooki bóg faktycznie nie odrywał spojrzenia od kobiety. Może i jest ładna, może i jest wojowniczką, a może ja się sama dobijam. Ale to nie jest zazdrość... To jest... Wyczuwanie przeciwnika obcego gatunku wyżej postawionego w hierarchii, co prowadzi do konkurencji zewnętrzogatunkowej.

 

- A co mam patrzeć na ciebie? – zapytał.

 

- Miło by było.

 

   W tym samym czasie spojrzeliśmy sobie w oczy. Ja w jego jasnoniebieskie, a on w moje ciemnozielone. Naprawdę nie był zły, ale to bóg oni po prostu nie mogą być brzydcy. Jego wzrok przewiercał mnie i pierwszy raz cieszę się, ze nie mam detencji do rumienienia się.

 

- To się nazywa gra na spojrzenie. – powiedziałam cichym głosem by tylko on mnie usłyszał – Przegrywa ten, który pierwszy odwróci wzrok.

 

- Podoba mi się. – zmrużył oczy – Zdajesz sobie sprawę, że tę bitwę wygram ja?

 

Poczułam dreszcze na karku i musiałam odwrócić głowę. Tego było za wiele i czemu tu jest tak mało powietrza? Loki zaśmiał się i odwrócił twarz.

 

Odyn wstał i skierował się do wyjścia. Tajemnicza kobieta zatrzymała się przy nas.

 

- Zobaczymy się później? – zapytała Lokiego, a on kiwnął głową i odeszła.

 

- Kto to?

 

- Lady Sif. Razem z trzema wojami walczy u boku Thora. Mój brat wybrał śmiertelniczkę, więc Sif może zostanie moją żoną, a wtedy łatwiej będzie mi zdobyć tron.

 

- Biedna kobieta. – podsumowałam.

 

Loki spojrzał na mnie urażony. Szybko pospieszyłam z wyjaśnieniem.

 

-Będzie musiała żyć z tobą przez całą wieczność. – uśmiechnęłam się do niego.

 

- Miałem rację. Inteligencją to ty nie grzeszysz. Nie jesteś świadoma tego, że rozmawiasz z bogiem, który jednym ruchem może zamienić cię w proch.

 

- To była groźba?

 

- Potraktuj to jako ostrzeżenie.

 

- Kretyn...

 

Mój przyszły zabójca zaczął się donoście śmiać.

 

- Co takiego się stało, że mój brat się śmieje?

 

   Drzwi za nami się otworzyły i wszedł Thor, a za nim drobna dziewczyna w niebieskiej sukni. On jak zwykle w zbroi, czerwonej pelerynie z młotkiem i uśmiechem na twarzy. Ona przy nim wyglądała jak dziecko. Miała ładne brązowe oczy i włosy, to ta śmiertelniczka.

 

- Ty jesteś Wiktoria? – zapytała.

 

- Tak, a ty to ukochana tego tu osiłka?

 

- Jane Foster. Miło w końcu zobaczyć kogoś normalnego w Asgardzie.

 

- A ja niby to kto? – oburzył się Thor.

 

- Chodzi mi o człowieka. Słyszałam o wszystkim, jak się czujesz?

 

- Jakby ktoś ją podpalił. – wtrącił się Loki, za co brat storpedował go wzrokiem.

 

- Akurat nie. Bardzo dobrze. – uśmiechnęłam się do blondyna.

 

- Ja nie chciałem, a potem było już za późno. Mjolnira nie da się zatrzymać.

 

Thor spojrzał z uwielbieniem na młotek i pogłaskał go czule. Wolę nawet nie pytać.

 

- Przecież żyję.

 

- Ledwo. – wtrącił się bóg kłamstw.

 

- Siedź cicho i opowiedz mi o Asgardzie.

 

Thor zaśmiał się i wziął za rękę Jane, po czym odeszli w stronę zachodzącego Słońca. My poszliśmy w przeciwną. Zachodzące Słońce?

 

- Ile leżałam nieprzytomna?

 

- W sumie cztery dni. Może bliscy mają nadzieję, że nie żyjesz?

 

- Wow, musiałam mocno dostać, a i nie mam nikogo, kto by się o mnie martwił.

 

- No to coś nas łączy. – powiedział cicho.

 

- Hej, zwolni. Jesteś ostatnim facetem, z którym chciałabym się umówić.

 

- Spokojnie, gdybym miał propozycje umówienie się z tobą, jako ostatnią kobietą we wszechświecie, to wybrałbym psa, nawet kundla. – powiedział.

 

Zmrużyłam oczy i pokazałam mu język. Ten znów zaczął się śmiać.

 

- Jesteś strasznie irytująca.

 

- Dlaczego? – oburzyłam się.

 

- Bo przy tobie za często się śmieję, a to mi psuje reputacje, więc łaskawie siedź cicho.

 

Stanęliśmy przed kolejnymi wielkimi drzwiami.

 

- Tam jest cała historia dziewięciu światów. – powiedział.

 

- A więc chodźmy.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • befana_di_campi 2 miesiące temu
    "Straże ubrani w złote zbroje kiwali nam głowami, po czym odprowadzali nas wzrokiem [...]"

    Byłoby lepiej, "strażnicy", bowiem straże mają być "ubrane" oraz "kiwały" [one, ponieważ jest to ta sama odmiana co "dzieci"].
    Tego rodzaju niekonsekwencję zauważyłam w dalszej części opowiadania. W jednym ze zdań zaszwankował także styl :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania