Poprzednie częściKorepetytor - część 1  

Korepetytor - część 2

- Załatwiłem Ci nauczanie domowe. Twój nowy korepetytor pomoże Ci z zaległościami i przygotuje do matury. Uwierz mi, Landon Hunt jest najlepszy. - stałam jak słup soli. Nie wiedziałam, co on mówi, więc zaczęłam się śmiać.

- Hahaha. Dobry żart.

-To nie jest żart Kylie. Dzisiaj macie pierwsze spotkanie o 13, więc lepiej się przygotuj. Ja muszę teraz wyjść, ale wrócę przed jego przyjściem, a Jane... cóż no Jane pewnie pójdzie do jakiegoś baru. - Jane pewnie się teraz obraziła. Mogę się założyć, że stoi za drzwiami i podsłuchuje, bo przecież ja nie mogę porozmawiać z ojcem na osobności.

- Tato przecież ja się staram. Ciężko mi po prostu, a z resztą będę pracowała u ciebie w firmie. Nie muszę chodzić do szkoły. To bezsensu... poza tym umówiłam się z Amy na spotkanie.

- Rozumiem, że jest ci ciężko, ale szkoła jest konieczna. Co się stało z tą małą dziewczynką, która za wszelką cenę próbowała udowodnić, że sama dojdzie do celu?

- Ona już od dawna nie istnieje...- wyszeptałam tak cicho, że sama ledwo usłyszałam.

- Proszę? Co mówiłaś?

- Nic. Nieważne.

- A spotkanie odwołaj. Na razie masz szlaban, dopóki nie usłyszę od dyrektorki, że chodzisz regularnie na zajęcia. Oceny też mają być dobre. - powiedział, zatrzaskując za sobą drzwi.

Wróciłam więc do kuchni i napiłam się już zimnej kawy. Siorbałam z kubka do 12:10, zastanawiając się, jak może wyglądać ten korepetytor. Pewnie ma z 70 lat i ledwo widzi na oczy. To będzie masakra. Myślałam tak o nim, aż zasnęłam na kanapie.

Obudził mnie czyiś krzyk. Nie mogłam się zorientować, kto mnie woła. Dopiero po chwili stało się jasne, że to tata z jakimś mężczyzną. Patrzyli na mnie, każdy w inny sposób. Ojciec był zły i poirytowany, natomiast ten facet wydawał się nie przejmować sytuacją. Zaczęłam mu się przyglądać i doszłam do wniosku, że ma około 25 lat. Był wysoki i raczej umięśniony. Jego włosy były prawie białe, jak śnieg zimą. Oczy miały dość nietypowy kolor, były bowiem żółte. Pasowały do jego bladej karnacji. Ponadto zauważyłam, że ma w uchu kolczyk. Był dobrze ukryty pod rozczochranymi włosami. Miał na sobie garnitur. Dlaczego profesor uczący matematyki, fizyki, języków i historii ma kolczyk? To trochę dziwaczne, biorąc pod uwagę fakt, że nauczyciele "chcą dawać dobry przykład". A uwierzcie mi, że to nie jest jeden z nich.

- KYLIE! - ojciec krzyknął tak głośno, że wyrwał mnie ze wszystkich przemyśleń. Chociaż może to i lepiej, biorąc pod uwagę fakt, że gapiłam się na tego faceta dłużej niż minutę.

-Tak? - zapytałam cichutko i w tym momencie odezwał się ten mężczyzna.

- Panno Reynolds niezmiernie mi miło panią poznać. Nazywam się Landon Hunt i będę panią przygotowywał do matury. Będziemy się spotykać codziennie po zajęciach szkolnych. Oczekuję od pani punktualności. Po każdej naszej lekcji pani ojciec dostanie dokładny jej przebieg i informacje o pani pracy. Pilnuj się i ucz. - jego głos był surowy. Jedno jest pewne, ten facet jest bardzo tajemniczy, ale i tak dowiem się, co z nim nie tak.

- No także, zostawiam was samych i lecę do pracy. Miłej lekcji. - tata podał rękę profesorowi Huntowi i wyszedł.

My poszliśmy do pokoju, który nazywamy gabinetem. Znajduje się tam duże biurko z komputerem, kilka regałów z książkami. Jest to także jedyny pokój (nie licząc łazienek), który można zamknąć na klucz. Nawet własnego pokoju nie mogę zamknąć na klucz.

Profesor Hunt stał przy biurku i dyktował notatki. Starałam się na niego nie patrzeć, ale chyba nie wyszło tak, jak planowałam. Z minuty na minutę przyglądałam mu się coraz bardziej. Zauważyłam, że ma piękne usta. Delikatnie zaróżowione. Wiem! Jestem dziwna. Na swojej pierwszej lekcji nie mogę zdjąć oczu z nauczyciela. Powiem wam, że to nie jest takie łatwe, kiedy wygląda on jak bóg...

- Skup się! - warknął.

Ponownie zaczęłam pisać, ale i ten stan nie trwał długo. Podczas gdy on patrzył na monitor, ja nadal go obserwowałam. Widać było, że pod marynarką ma mięśnie. Nie był to jakiś paker, który całe swoje życie spędza na siłowni, ale raczej osoba, która dba o zdrowy tryb życia i własny wygląd.

-Ok Kylie. Teraz mały quiz na zakończenie naszego spotkania. Kiedy zmarł Albert Einstein?

- 18 kwietnia 1955 roku.

-A Isaac Newton?

- 31 marca 1727.

- Gdzie zmarła Amelia Earhart?

- Dokładnie nie wiadomo, ale źródła podają, że podczas lotu dookoła świata, jej samolot rozbił się na odizolowanej wyspie na Oceanie Spokojnym.

- Hmm, dobrze. Uważam, że dzisiejsza lekcja przyniosła rezultaty. Pracuj dalej. - pomimo zadowolenia, o którym mówił, nie wyczułam ani sympatii, ani zadowolenia, ani nic. Pustka.

-Zrobić panu kawę? - zapytałam, mając nadzieję, że uda nam się jakoś dogadać. Może wtedy lekcje stały by się ciekawsze.

- Nie, dziękuję. Poradzę sobie.

Weszliśmy do kuchni, gdzie stała Jane. Miałą na sobie spódnicę, która nie przykrywała jej tyłka, biustonosz i kurtkę, która raczej nie spełniała swojej pracy. Po minie na jej twarzy, domyśliłam się, że jest pijana. Świetnie. Już czuję zapach masakry. Landon włączył ekspres, nacisnął przycisk i podłożył kubek pod rurkę, z której płynęła kawa. Nie wydawał się interesować pijaną Jane. Ona natomiast od razu poprawiła sobie włosy, wypięła pierś do przodu i podeszła do niego baaaardzo blisko.

- Nooo witaaam panaaaaa. Czyyy mógłbyyyy mi paaaaan poooomóc w przeeeeebraaaniu sięeee w piżamę?

- Przykro mi, ale nie jestem zainteresowany. - chyba się w nim zakochałam. HA -HA. Jane została odrzucona, przez swój obiekt westchnień. Zanim skończy się to katastrofą, spróbuję naprawić sytuację.

- Jane idź na górę, połóż się do łóżka. Zaraz przyjdę i ci pomogę. - kurde to chyba jedna z moich najmilszych rozmów z Jane.

- Tyy się nie odzywaj, gówniaro! - jednak chyba nie. - Jesteś taką kulą u nogi, że twoja matka się zabiła, a twój ojciec śpi w pracy, żeby nie musieć cię oglądać!!! - Rany jak to bolało. Mówię poważnie. Zawsze, kiedy ktoś wspomni mamę, chce mi się płakać. Może Jane ma rację. Może faktycznie miała mnie dość. Może tata też ma mnie dość.

- Byłbym wdzięczny, gdyby poszła pani na górę, położyła się spać, a rano przeprosiła moją studentkę.- to pierwszy raz kiedy słyszę w jego głosie jakieś emocje. Wcześniej jakbym słyszała robota, a teraz chyba się przejął. Pewnie nadał bym rozmyślała nad jego tonem, ale wydarzyło się coś dziwnego. Jane wyszła z kuchni bez słowa, nawet nie popatrzyła na Landona. Tak z tym gościem na pewno jest coś nie tak, ale pasowałoby mu podziękować. No Kylie rusz się!

-Yyy... Ja... dziękuję, że stanął pan w mojej obronie.

- Nie schlebiaj sobie. Zrobiłbym to dla każdego studenta. Wszyscy zasługują na szacunek. - i znów brak emocji .- Widzimy się jutro o 15. Nie spóźnij się. - i wyszedł.

No cóż znowu jestem sama. Jak palec...Amy już pewnie wróciła do domu... ale jest ten szlaban. Hmm mam pomysł. Gdzie ten telefon...Ok wiadomość do taty...

Wiem, że mam szlaban, ale muszę iść do Amy po materiały do szkoły. Odpiszę kilka zadań itp. Wrócę niedługo. Zgadasz się?

wyślij... No to teraz tylko chwilę poczekać. I jest odpowiedź...Tak! Mogę iść. Yessss. Do Aimz jest 15 min spacerkiem, ale kupię po drodze ciastka.

Po 20 minutach była już pod domem Amy, ale drzwi otworzył Tom. Mój wieczór zaczął się od słów:

- Hej maleńka! Przybyłaś z innej planety? Bo twój tyłek jest nieziemski. - po tych słowach uśmiechnął się chamsko i puścił mi oczko.

- Hej Tom. Amy w domu?

-Tak jest na górze, kochanie. Uczy się na jakiś test czy coś.

- Ok, a i jeszcze jedno, traktując dziewczynę, jak przedmiot nie zdobędziesz jej serca. To tak na przyszłość.- przeszłam obok Toma, który najwyraźniej próbował zrozumieć, co zrobił nie tak i pobiegłam na górę do pokoju Aimz. Uchyliłam lekko drzwi i krzyknęłam na całe gardło:

- Hej Aimz!

Ona od razu podskoczyła w miejscu. Wzięła do ręki zeszyt i rzuciła go we mnie.

- Kylie!!! Jak mogłaś mi to zrobić?! Chcesz, żebym dostała zawału?! - krzyczała tak cały czas, ale potem podniosła lekko rękę do góry, a na niej zawieszona była reklamówka z pudełkiem z ciastkami. - Ooo, to moje ulubione!

Tacy właśnie są najlepsi przyjaciele. Straszą się na zawał, a potem razem jedzą ciastka haha. Oczywiście bez pogaduch się nie obejdzie, więc opowiedziałam jej, co się dzisiaj wydarzyło i liczyłam, że da mi jakąś poradę, ale się przeliczyłam.

- Jeśli jest przystojny to w czym problem?

- Przecież jest moim nauczycielem Aimz. Nie może mi się podobać, a właściwie nie powinien. Tylko, że...

- Tylko, że co?...

- No sama nie wiem, kiedy jestem z nim, to czuję się inaczej. Wiem, że jest taki tajemniczy i nic o nim nie wiem, ale czuję, że znam go od lat...

-Hmm, faktycznie jesteś dziwna Kylie...

-HEJ! Miałaś mnie pocieszyć.

-Dobra ,dobra.

- Oj niedobrze. Muszę wracać. Za 20 minut tata będzie w domu. - wyszłam z pokoju Aimz i poszłam w stronę drzwi wyjściowych. - Pa Aimz, pa Tom.

Na dworze było ciepło. Jedyny problem to, to że na ulicy nie ma nikogo. Może i nie zwracałabym na to uwagi, ale będąc kobietą jest to dużo bardziej niebezpieczne niż się wydaje. Nie chciałam się przejmować, więc włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam piosenkę I Spy Mikhaela Paskaleva. Szłam podśpiewując sobie, dopóki nie usłyszałam krzyku.

- NIEEEEE. Nie, proszę. Zostaw mnie!

Głos dochodził z ciemnej alejki. Nie chciałam tam wchodzić, więc stojąc na głównej ulicy krzyknęłam:

- Halo? Czy ktoś tam jest?! - nie słyszałam żadnej odpowiedzi. Uwagę moją przykuło coś czerwonego. Były to oczy. Twarz ukryta w ciemnościach, ale te oczy. Takie dzikie, nieprzewidywalne, tajemnicze. Chciałam krzyczeć, biec, uciekać, ale byłam jak zahipnotyzowana. Nie mogłam się ruszyć, ale ktoś zza moich pleców krzyknął:

- Jest tu ktoś?

I wtedy istota o czerwonych oczach po prostu zniknęła. Zrozumiałam, że ja też muszę zniknąć, więc zaczęłam biec jak najszybciej potrafiłam. Jakby zależało od tego moje życie.

Dobiegłam do domu i stanęłam na chwilę przed drzwiami, żeby ochłonąć.

Powolutku wślizgnęłam się do środka w nadziei, że taty nie ma w domu. Poszłam na górę i zajrzałam do pokoju Jane. Spała spokojnie, ale taty nie było. Pewnie zasnął w biurze. Ja natomiast byłam zmęczona. Marzyłam o tym, aby pójść spać.

Leżąc na łóżku, zastanawiałam się, czym była czerwonooka istota i dlaczego w naszym mieście coś takiego nie zostało jeszcze złapane? Może jutro uda mi się dowiedzieć więcej...

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Beti72 3 miesiące temu
    Dobrze się czyta i co ważne..... Wciąga... Czekam na ciąg dalszy
  • Jules 3 miesiące temu
    Dziękuję :-)
  • Gregory Heyno 2 miesiące temu
    "- No także, zostawiam was samych i lecę do pracy. Miłej lekcji. - tata podał rękę profesorowi Huntowi i wyszedł." - trochę wyszło jakby profesor mu tej ręki nie oddał, ;), powoli do przodu o/

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania