Korepetytor - część 3

Obudziłam się chyba w nocy. Jak można wstawać o 6:30? Ja mam czasem problem ze wstaniem o 9. Niestety teraz nie mogę odpuścić. Jestem z każdej strony pilnowana. Nawet jeśli tata nie zobaczy mnie w domu, zrobi to Jane, a jeśli nie ona, to po szkole będę musiała porozmawiać z profesorem Huntem. Lepiej więc nie ryzykować i jak najszybciej zwlec się z łóżka.

Po odbyciu codziennej rutyny, poszłam na dół, jak zwykle napić się kawy. Nie wiem, czy już wszyscy wiedzą, ale kawa to napój bogów. Nie jakiś tam nektar czy miód, o nie to wszystko kawa. Liczyłam, że w kuchni będę sama, ale była tam też Jane. Gdy ją zobaczyłam, opadła mi szczęka... Stała przy kuchence, robiąc naleśniki. Ona nigdy nie gotowała. Nie potrafiła nawet zrobić jajecznicy. Co się stało tym razem? Ubrana też, jak nie ona. Miała na sobie białą koszulę, czarne leginsy i chyba... biustonosz? Wow. Jestem w szoku. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę ją w takim stanie.

Podeszłam do niej i zapytałam z grzeczności:

- Jane... czy wszystko w porządku?

- Kylie. Przepraszam Cię, za moje wczorajsze zachowanie. Zrobiłam naleśniki na zgodę. - mówiła, jak robot. W jej wypowiedzi nie było, ani grama emocji. To zupełnie tak, jak...u Landona wczoraj... I wtedy do mnie dotarło. Jej przeprosiny brzmiały jak sugestia Hunta:

-"Byłbym wdzięczny, gdyby poszła pani na górę, położyła się spać, a rano przeprosiła moją studentkę."

To chyba niemożliwe. Może wykorzystał jakiś trik na niej... Z moich głębokich przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Amy przyszła, żeby zabrać mnie do szkoły(mam szlaban, nawet na samochód). Zaprosiłam ją do środka na kawę i naleśniki zrobione przez Jane. Głupio by było gdyby się zmarnowały. Nie powiedziałam jej o podejrzeniach w sprawie profesora Hunta. Na razie mogą okazać się bezpodstawne. Muszę dowiedzieć się czegoś więcej.

- To jak, idziemy? - Amy znowu wyrwała mnie z obłoków.

- Jasne!- krzyknęłam ochoczo, ale pod szkoła dotarło do mnie coś ważnego. Przez to całe opuszczanie lekcji, nie znam ludzi. Kojarzę mniej więcej osoby, z którymi mam zajęcia, ale nawet nie pamiętam ich imion. Na moje nieszczęście nie mam lekcji z Aimz. Pierwsza jest matematyka i fizyka. Ekstra. Nie można było zacząć gorzej. Dobrze, że Landon jakoś mnie przygotował na tą lekcję.

Na planie jest napisane, że mam teraz w sali 109. Na pewno panna James nie daruje sobie komentarzy na mój temat, gdy tylko wejdę do jej sali. I tak też się stało.

- O Kylie. Zaszczyciłaś nas nareszcie swoją obecnością. Myślałam, że już Cię tutaj nie zobaczymy. - ironia, sarkazm i dokuczliwość to jej drugie imię.

- Ja też tak myślałam, ale plany się zmieniły panno James.- na koniec się uśmiechnęłam. Przecież nie dam jej wygrać. Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego ona dalej każe mówić do siebie panno. Babeczka ma ze 4 dychy na karku jak nic. Wszyscy to wiedzą. Po co się tak oszukiwać?

Lekcja była nudna tak, jak ją sobie wyobrażałam. Na dodatek panna James cały czas "sprawdzała moją wiedzę". No błagam wolą tak nazwać udupienie kogoś... Ok. Skoro tak chcą. Po 25 minutach katuszy, do sali wszedł jakiś chłopak. Miał na sobie czarne jeansy, jasny T-shirt, czapeczkę typu beanie i kolczyk w uchu. Może nawet tunel.

- No no no. Pan Jordan. Jak miło, że nas pan zaszczycił. - widzicie? Jędza...

- Przepraszam najmocniej za spóźnienie panno James. - uśmiechnął się do niej i puścił oczko. Chyba mu wybaczyła spóźnienie, bo odwróciła się do tablicy bez słowa.

Chłopak natomiast usiadł koło mnie i od razu zapytał:

- Hej! Jesteś tu nowa? Nigdy wcześniej cię nie widziałem, a zapamiętałbym taką twarz.

- Hej. Nie. Chodzę tutaj od początku liceum. A właściwie to miałam dość długą labę.- uśmiechnęłam się zawstydzona.

I tak właśnie wyglądały dwie godziny matematyki. Chłopak nazywa się Mark Jordan. Jest naprawdę bardzo miły i uroczy, mimo że wygląda jak typowy bad boy. Jest wolnym duchem. Najbardziej lubi malować i tworzyć, ale rodzice zmuszają go do zostania lekarzem. On jednak nie rezygnuje ze swoich marzeń. Musi tylko uczęszczać na zajęcia szkolne związane z tym zawodem. Szkoda mi go. W sumie to ja nie mam tak najgorzej. Tata nie zmusza mnie do podjęcia decyzji, których nie chce, ani nie jest jakiś bardzo wymagający. Teraz to rozumiem, bo mam porównanie. No, ale tyle tych smutków. Umówiłam się z Markiem po szkole, że odprowadzi mnie do domu. Skończyłam lekcje o 14:20 i czekałam na placu na Marka. Miałam już do niego pisać, gdy kątem oka zobaczyłam, że idzie w moją stronę z kubkiem kawy.

- Zapamiętałem, że na zajęciach powiedziałaś o napoju bogów, więc wykorzystałem fakt, że lekcje się wcześniej skończyły i przyniosłem. - jego uśmiech był taki ciepły. Sprawiał, że świat miał tęczowe barwy.

Szliśmy do mnie powoli, popijając kawkę. Rozmawialiśmy na różne tematy, np. o nauczycielach. Kiedy doszliśmy na miejsce, była już 14:50. Mam jeszcze chwilkę przed przyjściem Landona, a jego samochodu nie widzę. Mark cały czas mnie rozśmieszał, aż nagle zamilkł. Wtedy domyśliłam się, że ktoś musi za mną stać. Oczywiście wiadomo, kto to był.

- Mówiłem ci, że nie toleruję spóźnialstwa.- miał taki lodowaty głos. Nie jestem pewna, ale może był... zazdrosny? Nie. Pewnie mi się tylko wydawało.

-Właściwie panie Hunt, to jestem przed czasem.- powiedziałam ze spokojem w głosie, patrząc na jego piękne, żółte oczy. - No to do zobaczenia w szkole Mark!- przytuliłam go i weszłam do środka.

Nasza lekcja zaczęła się tak, jak zwykle. Notatka, kilka pytań, rozmowa, pięciominutowa przerwa, a na koniec Landon wymyślił quiz. Podał mi kartkę z pytaniami, ale oczywiście Kylie Reynolds nie może być normalna i musi zrobić coś głupiego. Przecięłam się w rękę kartką, którą mi podał. Nie bolało, ale automatycznie z moich ust wyszło ciche Auć!

- Co się stało? - zapytał spokojnie.

- Nic. To tylko małe skaleczenie. -on trzymał delikatnie moją dłoń w swoich rękach. Gdy tylko zobaczył ranę, odwrócił się do tyłu i zaczął ciężej oddychać. - Wszystko w porządku profesorze Hunt?

- Tak - wydyszał. - Wszystko dobrze.

Landon powoli się odwrócił, a gdy stał do mnie bokiem, zauważyłam, że jego oczy zmieniły kolor na czerwony. Wyglądały zupełnie, jak te, które widziałam zeszłej nocy w alejce.

- Profesorze, pana oczy... są... czerwone!- odwrócił się znów tyłem do mnie, wziął kilka głębszych wdechów i ponownie na mnie spojrzał.

- Widzisz. To tylko światło się tak odbija. A co do twojej rany, to uważam, że powinnaś ją zakleić. - już miałam mu odpowiedzieć, ale jego w pokoju nie było. Jak to w ogóle możliwe, żeby człowiek tak szybko się poruszał? I dlaczego jego oczy zmieniły kolor? A co z moją raną... może po prostu nie lubi widoku krwi... Tyle pytań, a odpowiedzi brak, więc czas dowiedzieć się, co skrywa profesorek.

Cały wieczór spędziłam na szukaniu informacji o dziwnych zachowaniach, zmianie koloru oczu, czymś w rodzaju hipnozy i super szybkości. I w końcu zrozumiałam z kim tak naprawdę mam do czynienia. A jutro, jutro jest ten dzień, w którym to wszystko się potwierdzi lub całkowicie zaprzeczy...

Następne częściKorepetytor - część 4  

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Gregory Heyno pół roku temu
    Akcja leci do przodu i nie owijasz, tylko walisz prosto jak leci też fajnie, ;) przynajmniej nie trzeba za dużo myśleć tylko można się wczuć w przygodę,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania