Korepetytor - część 4

Piątek zaczął się inaczej niż zwykle. Zazwyczaj wstawałam o 12 ewentualnie 11 i nie wychodziłam z domu, aż do wieczora, by następnie móc iść do Amy na noc. Dzisiaj natomiast wstałam o 6. Nie mogłam spać, bo rozmyślałam, jak będzie wyglądać moja konwersacja z Landonem. Jednego byłam pewna...nie będzie łatwo.

W szkole było raczej nudno. Spędziłam trochę czasu z Aimz, poszłam na obiad z Markiem. Właściwie to oni pomogli mi przetrwać ten dzień bez większych zmartwień. Ale nie mogłam stchórzyć. Moim zadaniem było dowiedzieć się, co jest nie tak z profesorem Huntem. I właśnie to zamierzałam zrobić.

Do domu wróciłam przed 14:40. Spieszyłam się, aby odpowiednio się przygotować. W gabineciku ustawiłam wszystko tak, jak na każdej naszej lekcji. Włączyłam program, na którym zazwyczaj piszemy notatki, ale także stronę internetową, z której korzystałam wczoraj w poszukiwaniu odpowiedzi.

- Zeszyt... jest. Komputer... włączony. Wszystko będzie dobrze. - pocieszałam się, mówiąc do siebie. Nie skupiałam się na niczym innym, tylko na spokojnym oddechu.

- Witaj Kylie. - ten głos. Jak zwykle bez emocji. Taki tajemniczy. - Widzę, że już wszystko przygotowane. Zaczynajmy więc.- siedziałam oparta o biurko, a on stał przy drzwiach, ale po chwili zaczął kierować się w moją stronę, więc nie wytrzymałam i krzyknęłam:

- Wiem, czym jesteś!- Landon patrzył na mnie przez chwilę zaskoczony, a potem zobaczyłam, że na jego twarzy maluje się uśmieszek.

- Tak? To czym, w takim razie jestem? - udaje, że nie wie, a wie doskonale. Podszedł do mnie i powoli wziął moją dłoń w swoje ręce. Uśmiechał się cały czas, patrząc na moją rękę. Potem podniósł ją do ust.

- Jesteś... wampirem...Wtedy w kuchni...z Jane użyłeś hipnozy. - gdy ja mówiłam, on wgryzł się w moją dłoń. - Nie mogłeś powstrzymać się od widoku krwi wczoraj... i zmienił ci się kolor oczu...poza tym jesteś bardzo szybki. - nie wiem dlaczego, ale nie bałam się, gdy on pił moją krew. To tak jakby wiedzieć, że coś może cię zabić, ale tego nie robi. Jednakże niedługo po tym, jak skończyłam mówić, on przestał pić. Popatrzył na mnie i powiedział:

-Widzę, że odrobiłaś zadanie. Jesteś ambitna. - jego oczy zmieniły kolor z żółtego na czerwony.

- Oczy ci się zmieniły...- on nie odpowiedział. Wyszedł bardzo szybko z pokoju. Myślałam, że już nigdy go nie zobaczę, po tym, jak odkryłam prawdę, ale on po chwili wrócił. Trzymał w rękach apteczkę. Wyciągnął z niej bandaż i zaczął owijać mi rękę w miejscu ugryzienia. Owijał delikatnie. Jakby bał się mnie zranić. Gdy już skończył, zamknął apteczkę i wyciągnął z kieszeni kartkę. Była mała, jak wizytówka.

- Jeśli chcesz wiedzieć więcej, przyjdź pod wskazany adres.

Była tam nazwa ulicy BOLD STREET. Na samym dole widniał odręczny napis: " Wyjaśnię ci wszystko na miejscu. Bądź tam o 17. Na pewno zorientujesz się, który to dom."

Czyli za pół godziny mam tam być. Ciekawe, co zrobi. Może mnie zabije, zakopie w jakimś dole, a potem użyje hipnozy na ludziach, których znam. Chociaż nie wydaje mi się, żeby coś mi się stało. Jak do tej pory, jeszcze żyję. Lepiej zadzwonić po taxi. Tak będzie chyba najlepiej...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania