Łzy duszy II

Nie zaczynam od części pierwszej, gdyż uważam, że drugi rozdział jest ciekawszy. Z góry dziękuję za komentarze.

 

***

 

Dni, które pozostały do soboty, mijały w żółwim tempie. W piątek wieczorem nie mogłam się doczekać kolejnego dnia. Aby nie siedzieć bezczynnie, wertowałam zawzięcie strony internetowe na temat fotografii. Wiedziałam, że dowiem się tego wszystkiego na zajęciach, jednak chciałam mieć choć niewielkie rozeznanie w temacie. Dlatego też pochylałam się nad ekranem komputera i uważnie czytałam artykuły. Pamiętam, że w liceum byłam uważana za pilną uczennicę, więc i tym razem chciałam zabłysnąć wiedzą. Cóż, najwyraźniej przez ostatnie lata nie utraciłam ambicji i wciąż chciałam być we wszystkim najlepsza.

 

W piątek wieczorem byłam niesamowicie podekscytowana. Do tego stopnia, że udało mi się zasnąć dopiero około północy. Byłam niezmiernie ciekawa, jak będą wyglądały zajęcia. Interesowało mnie również, z jakimi ludźmi będę się uczyć. Wyobrażałam sobie, jak będzie prezentował się mój wykładowca. Oj, kłębiło mi się w głowie od przeróżnych myśli. W końcu jednak, wyczerpana intensywnym myśleniem, pogrążyłam się we śnie.

 

Obudziłam się o piątej pięćdziesiąt, dziesięć minut przed budzikiem. Cieszyłam się, że znów mam powód, aby wstawać tak wcześnie. Zjadłam kromkę chleba z serem żółtym i pomidorem, wypiłam kawę, zajrzałam do łazienki i udałam się do garderoby, żeby się ubrać. Hm, nie miałam pojęcia, co mam na siebie włożyć. Nie wiedziałam, co należy przywdziać na takie zajęcia. W końcu jednak znalazłam koszulę w kolorze kości słoniowej i ołówkową spódniczkę. Przejrzałam się w lustrze, by stwierdzić, czy mogę pokazać się w tym stroju publicznie. Po chwili doszłam do wniosku, że tak. Jak zwykle pokazałam mojemu odbiciu język, po czym obróciłam się na pięcie i wyszłam z garderoby.

 

Zbliżała się ósma. Zapamiętałam adres ośrodka, w którym miały się odbywać zajęcia. Kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie znajduje się ta ulica. Zadecydowałam więc, że zawołam taksówkę.

 

Taksówkarz usiłował nawiązać ze mną rozmowę, ale ja byłam myślami daleko stąd. Tępym wzrokiem gapiłam się na boczną szybę. Ściskając leżącą na kolanach torebkę, w której znajdował się notatnik z długopisem, czułam, że dopada mnie trema. Miałam wrażenie, jakbym udawała się na rozpoczęcie roku szkolnego. Wszystko, co na mnie czekało, było kompletnie nowe. Dlatego też obawiałam się, czy moja grupa mnie polubi.

 

Z zamyślenia wyrwał mnie szorstki głos kierowcy. Oznajmił, że znajdujemy się na miejscu. Wyjęłam z torebki portfel i zapłaciłam taksiarzowi. Życząc mu miłego dnia, wyślizgnęłam się z samochodu.

 

Zapamiętałam, że sala wykładowa znajduje się na pierwszym piętrze budynku, przed którym właśnie stałam. Minęłam więc automatycznie rozsuwane, przeszklone drzwi i zaczęłam wspinać się po schodach. Zerknęłam na zegarek na moim nadgarstku – zbliżała się ósma czterdzieści pięć, więc do rozpoczęcia lekcji pozostało zaledwie piętnaście minut. Na tę myśl poczułam przykry uścisk z okolicach żołądka.

 

Gdy wtoczyłam się wreszcie na to pierwsze piętro, rozejrzałam się po miejscu, w którym się znalazłam. Stwierdziłam, że pod salą czeka już parę osób. Gdy pokonałam ostatni stopień, wszyscy zgromadzeni zwrócili ku mnie głowy. Usiłowałam przybrać w miarę przyjazny wyraz twarzy, ale byłam mocno zestresowana.

 

I wtedy zobaczyłam go. Chłopaka, który różnił się od stłoczonych pod drzwiami sali ludzi. Młodzieniec miał półdługie, czarne włosy, z grzywką opadającą na prawe oko. W brwi i dolnej wardze miał kolczyki. Jego oczy były obrysowane czarną kredką. Strój chłopaka także był osobliwy – miał na sobie obcisłe, czarne spodnie rurki i bluzkę w czarno-białe pasy.

 

Moją uwagę zaabsorbowało głównie zachowanie chłopaka. Wyraźnie usiłował trzymać się z dala od innych ludzi. Stał z boku, z pochyloną głową, wpatrując się w podłogę u swoich stóp. Od czasu do czasu nerwowym gestem poprawiał grzywkę i strzepywał z ubrania niewidoczne pyłki.

 

Nagle chłopak uniósł głowę. Nasze spojrzenia się spotkały. Stwierdziłam, że jego oczy mają ładny, fiołkowy kolor. Chłopak odwrócił po chwili wzrok, jednak coś sprawiło, że zerknął na mnie po raz drugi. I tym razem patrzyliśmy sobie w oczy nieco dłużej. Poczułam, jak momentalnie wyschło mi w gardle. W końcu jednak chłopak wrócił do kontemplacji posadzki.

 

Dziesięć minut później zjawił się wykładowca i przy pomocy klucza otworzył nam drzwi, zapraszając do środka. Wybrałam ławkę z tyłu sali, abym mogła mieć dobry widok. Gdy usiadłam na niezbyt wygodnym krześle i wydostałam z torebki notes z długopisem, usłyszałam nagle czyjś niezwykle aksamitny głos. Podniosłam gwałtownie głowę i zobaczyłam go. Obok mojej ławki stał ten chłopak i prosił, czy może usiąść obok mnie. Wahałam się przez moment, ale wreszcie zaprosiłam gestem chłopaka, by zajął miejsce u mojego boku. Chłopak usiadł na krawędzi krzesła i podał mi rękę, która drżała i była śliska od potu. Powiedział, że nazywa się Mateusz. Ja również mu się przedstawiłam i mruknęłam, że bardzo miło mi go poznać.

 

Rozpoczęły się zajęcia. Stwierdziłam, że ten kurs był strzałem w dziesiątkę. Wykładowca był niezwykle kompetentny i potrafił zainteresować słuchaczy tematem. Jednak to, o czym obecnie mówił, przeczytałam już wczoraj w Internecie. Nie nudziłam się jednak, absolutnie! Spijałam z ust wykładowcy każde słowo. Cieszyłam się, że poszerzam moje horyzonty myślowe. Że uczę się czegoś nowego. Że mam szansę się rozwijać.

 

Czterdzieści pięć minut później wykładowca ogłosił dziesięciominutową przerwę. Zastanawiałam się, czy opuścić na ten czas salę, ale ostatecznie postanowiłam, że zostanę na swoim miejscu. Mateusz również nie ruszył się z miejsca.

 

Chciałam nawiązać z nim rozmowę, ale było w nim coś takiego, co niesamowicie mnie onieśmielało. Owszem, na co dzień również byłam bardzo nieśmiała i obcy ludzie bardzo mnie peszyli, jednak od bardzo dawna nie czułam się tak, jak w tej chwili. Poczułam, jak marzną mi dłonie, jak palce zaczynają drżeć.

 

Usiłowałam ubrać rozgorączkowane myśli w słowa, ale wyręczył mnie Mateusz. Bez ceregieli, z dziecięcą naiwnością oznajmił, że wyglądam na bardzo samotną. Ja? Na samotną? Przecież byłam mężatką. Nie doskwierała mi samotność.

 

Chłopak jednak się nie poddawał. Dodał, że dostrzega w moich czarnych oczach bezkresny smutek, którego do końca nie rozumiem. Smutek? Przecież byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie!

 

Mateusz zwrócił uwagę również na fakt, że nie da się ukryć, że boję się życia. Że ciągle przed nim uciekam, z marnym skutkiem. Powiedział, że widzi mój strach, moją niepewność, moje cierpienie. Moja dusza nie przestawała krwawić. Spostrzegł, że nie patrzę ludziom w oczy, by czuję się od nich gorsza. A nie powinnam, zarzekł się. Taka urocza kobieta nie ma powodów, aby być nieśmiałą. Że powinnam w siebie uwierzyć.

 

Chłopak zamilkł równie niespodziewanie, jak się odezwał. Musiałam przyznać, że mimo wszystko jego słowa wywarły na mnie wrażenie. To, co powiedział Mateusz, było niezwykle piękne. Przesycone wrażliwością. Od razu zrozumiałam, że chłopak ma niezwykle światłoczułą duszę. Sposób, w jaki się do mnie zwracał, świadczył o jego niepewności i szczerości. Chciałam jakoś skomentować jego spostrzeżenia, ale nagle zabrakło mi słów. Otworzyłam usta, usiłując coś powiedzieć, ale zamknęłam je po chwili. Wtedy chłopak pochylił się ku mnie i wyszeptał, że moje oczy mówią wszystko. Że nie muszę niczego dodawać, gdyż wszystko można było odczytać z wyrazu mojej twarzy.

 

Chciałam… Pragnęłam coś powiedzieć, ale przerwa w zajęciach dobiegła końca. Wykładowca wrócił do sali, słuchacze na powrót zajęli swoje miejsca.

 

Jednak to, co się przed momentem wydarzyło, nie pozwalało mi się skupić na zajęciach. Co rusz wracałam myślami do tego, co usłyszałam od tajemniczego chłopaka. Starałam się bronić przed tym, co powiedział, ale… głos wewnętrzny podpowiadał mi, że Mateusz może mieć rację. To prawda, że czułam się samotna, bo byłeś kilka tysięcy kilometrów stąd. Nie widzieliśmy się od kilku tygodni. Smutek w moich oczach mógł wziąć się z tęsknoty, która mnie wciąż trawiła…

 

Zanim się obejrzałam, zajęcia dobiegły końca. Zamierzałam udać się do wyjścia z sali, ale Mateusz dogonił mnie i poprosił, abym zaczekała. Cóż, donikąd mi się nie spieszyło, więc zwolniłam kroku. Gdy opuściliśmy salę, chłopak spojrzał mi ponownie w oczy i zapytał, czy znajdę dla niego chwilę czasu. Pomyślałam, że mam tego czasu aż nadto, więc kiwnęłam potakująco głową. Mateusz poprawił opadającą mu na oko grzywkę, po czym gestem zasugerował, żebyśmy udali się do wyjścia.

 

Gdy wyszliśmy z budynku, chłopak znienacka przystanął. Położył mi dłonie na ramionach i wyszeptał, że dawno nie czuł się tak szczęśliwy. Odparłam, że nie rozumiem, co ma na myśli. Chłopak rzekł, że po raz pierwszy widzi tak cudowną duszę. Tak niesamowitą osobowość, tak ogromną wrażliwość. Dodał, że szczęściarzem jest mężczyzna, do którego należę. Następnie, prosto z mostu zapytał, jak daleko stąd mieszkam. Wciąż zdumiona całą tą sytuacją odparłam, że trzy kilometry stąd. Oczy chłopaka nagle rozbłysły. Po chwili wymamrotał, że prosi, aby mógł mnie odprowadzić. Zacisnęłam usta i zamyśliłam się na chwilę. Dlaczego nie, pomyślałam. Przecież nie zdradzę cię w ten sposób…

 

Gdy szliśmy, ramię w ramię, chłopak zapytał, co uważam za swoją największą zaletę. Stwierdziłam, że Mateusz zadaje bardzo interesujące pytania. Zadumałam się i wkrótce odparłam, że chyba cierpliwość. Byłam bardzo wyrozumiała dla innych ludzi. Uważałam, że każdy zasługuje na drugą szansę. Że nikt nie jest idealny i czasem trzeba czasu, aby doszedł do konkretnych wniosków…

 

To samo pytanie zadałam Mateuszowi. Stwierdził, że jego największą zaletą jest niepewność. Wyjaśnił, że dzięki tej czesze zawsze musiał głęboko się zastanowić, zanim postanowił coś powiedzieć bądź zrobić. Oczywiście, to również sprawiało, że nie wierzył w siebie i wątpił w swoją wartość. Zacytował pewnego mądrego człowieka, który stwierdził, że to smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości. Mateusz oznajmił, że woli mówić mniej, ale z sensem.

 

Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu. Stwierdziłam jednak z zaskoczeniem, że nie było to krępujące myślenie. Aby spojrzeć w oczy Mateuszowi, musiałam zadrzeć głowę. Mimowolnie pomyślałam o tobie, że byłeś niewiele wyższy ode mnie…

 

Mateusz zapytał, czym się interesuję. Oczywiście, poza fotografią. Odrzekłam, że lubię czytać książki, słuchać muzyki, od czasu do czasu piszę wiersze. Kocham też długie spacery i interesujące rozmowy. Gdy chciałam coś jeszcze dodać, Mateusz spojrzał na mnie tak, jak nigdy nikt na mnie nie patrzył. Spoglądał na mnie tak, jakbym była ósmym cudem świata. Nie wykonał jednak żadnego gestu, jego ramiona ściśle przylegały do ciała. Jego oczy jednak… Wydawało mi się, jakbym już je kiedyś widziała… I w tej jednej chwili zrozumiałam, że będę chciała zobaczyć je jeszcze raz.

Następne częściŁzy duszy III  Łzy duszy IV  Łzy duszy I  

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Katarzyna Koziorowska 2 miesiące temu
    Przepraszam za pomyłkę, miało być "ósmym cudem świata". :)
  • Katarzyna Koziorowska 2 miesiące temu
    Już poprawiłam. :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Właśnie Ci pisałem, że masz możliwość edycji tekstu, ale sprawdziłem i u Ciebie (sprawdzam na telefonie) nie ma. Normalnie to wchodzisz w swój profil - publikacje i prawa strona. Może na kompie masz. A może jest tak, że Ci to od 5 publikacji odblokują. Nie wiem, ale normalnie jest.

    PS. Zaczynać od serii i to od 2 rozdziału... dość, ekhm, ryzykownie.

    Pozdrox

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania