Poprzednie częściŁzy duszy II  

Łzy duszy III

Im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej nam się wydawało, że na taką rozmowę czekaliśmy lata. Jakbyśmy marzyli o niej od dawna. Zwolniliśmy kroku, gdyż nie miałam jeszcze ochoty wracać do domu.

 

W pewnym momencie Mateusz zapytał mnie, która z epok literackich jest moją ulubioną. Bez namysłu odparłam, że zdecydowanie romantyzm. Chłopak spojrzał na mnie, jakby zobaczył ukochaną kobietę po wieloletnim rozstaniu. Odparł, że on również jest zakochany w romantyzmie. Zgodnie stwierdziliśmy, że najdoskonalszym literackim owocem tej epoki są „Cierpienia młodego Wertera”. Mateusz przyznał, że doskonale identyfikował się z głównym bohaterem; rozumiał, o czym nieszczęśnik myślał i co czuł. Nie obchodziło mojego nowego kolegi, że podczas lekcji uczniowie szydzili i kpili z wyolbrzymionych uczuć Wertera. Mateusz stwierdził, że wrażliwe dusze zawsze pozostaną niezrozumiałe. Prosty człowiek nigdy nie pojmie, co się dzieje w takim delikatnym wnętrzu. Nikt nie zrozumie, czego doświadcza nadwrażliwe serce, kiedy życie wymierzy mu tak potężny cios.

 

Zapadła cisza, ale nie na długo. Mateusz skwitował znienacka, że chciałby umrzeć w dniu swoich urodzin. Gdy to powiedział, poczułam ciarki na plecach. Chłopak dodał, że byłaby to ogromna ironia losu. Wciąż nie nadążając za jego osobliwymi uwagami, ukrywając swoje prawdziwe myśli skinęłam głową. Stwierdziłam, że faktycznie, to byłoby istne szyderstwo losu. Mateusz, dostrzegłszy we mnie świetną kompankę do rozmów, ponownie obdarzył mnie tym niewyjaśnionym spojrzeniem. Źrenice chłopaka były rozszerzone do granic możliwości, choć świeciło rzęsiste słońce.

 

Mateusz był dziwną postacią, to musiałam przyznać. Nie byłam do końca przekonana, czy chcę, by został moim przyjacielem. Chłopakowi najwyraźniej na tym zależało. Jednak, gdy spoglądałam w jego fiołkowe oczy, mimowolnie przypominałeś mi się ty. Głos wewnętrzny podpowiadał mi, abym do relacji z Mateuszem podchodziła z pewną rezerwą. Nie chciałam, aby żywił wobec mnie jakiekolwiek nadzieje. Przecież byłam mężatką, i to świeżo upieczoną! Nie mogłabym zranić cię tak dotkliwie! Nie pozwoliłyby mi na to wyrzuty sumienia.

 

Coś jednak sprawiało, że nie mogłam przestać gapić się na Mateusza. Kątem oka podziwiałam jego wysokie kości policzkowe. Gdy chłopak się uśmiechał – a czynił to niezwykle rzadko – w jednym z jego policzków powstawał uroczy dołek. Jakoś niespecjalnie mi przeszkadzało, że Mateusz należał do subkultury emo. Owszem, nie rozumiałam jej do końca, jednak wolałam, żeby Mateusz był emo, a nie dresiarzem.

 

W pewnym momencie zmienił temat naszej rozmowy. Zapytał, czy pozwoliłabym mu zostać moim przyjacielem, gdyż czuje się niezwykle samotny. Tak, użył słowa „pozwoliłabym”. Jego pytanie było tak pełne dziecięcej szczerości i naiwności, że nie mogłam odpowiedzieć inaczej. Uśmiechając się szeroko odparłam, że oczywiście, możemy zostać przyjaciółmi. Chciałam dodać, że wyłącznie przyjaciółmi, ale w porę ugryzłam się w język. Po raz drugi oblicze Mateusza nagle się rozjaśniło. Mimo woli stwierdziłam, że ładnie mu z uśmiechem. Chciałam zauważyć, że powinien uśmiechać się częściej, ale po raz kolejny zadecydowałam, że będę trzymała język za zębami. Mateusz wciąż patrzył na mnie jak w tęczę.

 

Niestety, godzinę później dotarliśmy do bramy mojego domu. Mateusz podniósł głowę i zlustrował jego fasadę. Skonstatował, że mój dom jest naprawdę piękny. Że musiałam czuć się cudownie, mieszkając tutaj. Dodał, że on sam jest zmuszony dusić się w dziupli, czyli w swojej kawalerce. Kiedy wypowiedział słowo „kawalerka”, mimowolnie przypomniałam sobie, że ja również mieszkałam kiedyś w jednopokojowym mieszkaniu. Podzieliłam się tym wspomnieniem z Mateuszem. Oczy chłopaka rozbłysły jeszcze intensywniej. Stwierdził przyciszonym głosem, że oto kolejna rzecz, która nas łączy. Nic nie odpowiedziałam na jego uwagę.

 

Nadszedł czas rozstania. Musiałam przyznać, że czułam się swobodnie w towarzystwie Mateusza. Przyjemnie mi się z nim rozmawiało, choć czasami ubierał swoje myśli w osobliwe metafory. Chłopak był zdecydowanie ciekawą, tajemniczą osobowością. Pomyślałam, że przyjemnie będzie mieć takiego przyjaciela. TYLKO przyjaciela, dodał mój wewnętrzny głos.

 

Mateusz zapytał niezwykle nieśmiało, czy mogłabym podać mu swój numer telefonu. Prędko dorzucił, że nie będzie zasypywał mnie SMS-ami. Nie odpowiedziałam od razu, a Mateusz źle zinterpretował moje milczenie. Dotknął dłonią potylicy i przyglądając się żwirowanej ścieżce u swych stóp wymamrotał, że w porządku, że nie ma zamiaru na mnie naciskać. Że doskonale mnie rozumie, że mam prawo być ostrożna i mu nie ufać. W końcu znamy się dopiero od kilku godzin. Wybełkotał, żebym zapomniała o jego pytaniu.

 

Mateusz zamierzał obrócić się na pięcie i odejść, lecz w ostatniej chwili złapałam go za nadgarstek. Nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu oznajmiłam, że z przyjemnością podam mu swój numer. Mateusz spojrzał na mnie tak, jakbym była zwycięskim losem na loterii. Gdy się odezwał, jego głos drżał i łamał się. Chłopak, najwyraźniej nie posiadając się ze szczęścia, wyjął z kieszeni czarnych rurek smartfona. Gdy zapisałam na liście kontaktów jego numer i podałam mu swój, Mateusz sprawiał wrażenie, jakby zamierzał się zaraz rozpłakać. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, kiedy Mateusz zapytał znienacka, czy mógłby mnie przytulić. Po raz kolejny rozbroiła mnie jego nieśmiałość i delikatność. Nic nie mówiąc, rozłożyłam ręce. Chłopak postawił do przodu niepewny krok i ostrożnie otoczył mnie ramionami. Przez cienki materiał czarno-białej koszulki usłyszałam ciche stąpanie serca Mateusza. Nagle głos wewnętrzny przypomniał mi o tobie. Tak, tak, odparłam mu bezgłośnie. Wciąż pamiętam, że jestem twoją żoną. Nie widziałam nic zdrożnego w tym, że znalazłam przyjaciela. Wierzyłam, że istnieją damsko-męskie przyjaźnie.

 

Mateusz wypuścił mnie z objęć i ponownie zapatrzył na ścieżkę u swoich stóp. Oznajmił, że musi już wracać. Powiedział to jednak w taki sposób, iż byłam pewna, że donikąd mu się nie spieszy. Postanowiłam jednak to przemilczeć. Przez głowę przemknęła mi myśl, żeby zaprosić Mateusza do środka, ale pomyślałam jednocześnie, że jest na to jeszcze zbyt wcześnie. Dlatego też uśmiechnęłam się do strapionego, przerażonego Mateusza. Dodałam, że przecież widzimy się jutro na zajęciach. W fiołkowych oczach chłopaka zajaśniało światło nadziei. Wciąż pocierając tył głowy mruknął bardzo nieodważne: „Do widzenia”, po czym odwrócił się i ruszył ku bramie. Zrobiło mi się osobliwe smutno, gdy się nie obejrzał. Wyjęłam więc klucze z torebki i udałam się ku drzwiom wejściowym.

 

Uch, w domu panowała rozkoszna cisza. Potrzebowałam jej, aby nieco ochłonąć po dzisiejszym dniu. Tak, wreszcie zaczęło coś się dziać. Nie musiałam siedzieć bezczynnie w domu i czekać, aż postanowisz wrócić. No i zyskałam nową znajomość.

 

Wysunęłam stopy z pantofli i rzuciłam torebkę na kanapę w salonie. Poczułam, jak w moim brzuchu burczy donośnie, więc udałam się do kuchni, aby coś naprędce przekąsić. W lodówce znalazłam sałatkę grecką, za którą wprost przepadałam. Zasiadłam do stołu i zabrałam się za posiłek. W międzyczasie czekałam, aż zagotuje się woda na herbatę.

 

Puste pudełko po sałatce wrzuciłam do kosza na śmieci. Ujmując kubek z herbatą za ucho, udałam się do salonu. Opadłam na kanapę, podciągając po siebie nogi. Cieszyłam się, że mogę być sama, bo potrzebowałam chwili wytchnienia i samotności, aby uporządkować rozgorączkowane myśli.

 

Mateusz… Ciekawy, tajemniczy chłopak. W jego osobowości czaiło się coś, co mocno mnie intrygowało. Nie potrafiłam do końca wyjaśnić, czym to było. Może jego skromność i ciągła uwaga, aby nie zranić osoby, z którą rozmawiał? Może jego delikatność i niepewność siebie sprawiły, że nie umiałam wyrzucić go ze swoich myśli? Tak, nieczęsto spotyka się takich ludzi jak Mateusz. Nie żebym miała na myśli jego sposób ubierania się i gatunek muzyki, której słucha. Pociągała mnie jego ostrożność w nadawaniu kształtów myślom. Chłopak uważał na to, co mówił, bo bardzo się bał, że jego słowa mogą skrzywdzić rozmówcę.

 

Wciąż nie przestając myśleć o wydarzeniach dzisiejszego dnia, odstawiłam kubek z herbatą na stół i sięgnęłam po torebkę. Wydostałam z niej telefon, mając nadzieję, że ktoś próbował się ze mną skontaktować. Wbrew sobie pomyślałam o Mateuszu, nie o tobie… Ach, złajałam się w duchu, usiłując odpędzić się od tych myśli. Głos wewnętrzny jednak postanowił się ze mnie ponaśmiewać. Usilnie przypominał mi o fiołkowych oczach Mateusza, o jego rozkosznym, choć tak rzadko pojawiającym się uśmiechu, o jego subtelności i delikatności… Dość! Dość, krzyczałam do samej siebie. Za kilka godzin pewnie zadzwonisz ty i zapytasz, jak minął mi pierwszy dzień kursu. I co ja ci powiem? Że pod twoją nieobecność gapię się w oczy innego faceta?

 

Mateusz… Tak bardzo pragnęłam go bliżej poznać. Wiedziałam, że ma złożoną, intrygującą osobowość. Zresztą, mieliśmy te same zainteresowania. Mateusz również czytał zaciekle książki, słuchał muzyki, fotografował i usiłował pisać wiersze. Tak jak ja kochał długie przechadzki i niekończące się, rozwijające rozmowy. Tak… Mateusz mógłby być świetnym przyjacielem. TYLKO przyjacielem, zaznaczył mój głos rozsądku. Moje serce wybuchło w odpowiedzi gromkim śmiechem.

 

Trzymałam smartfona w dłoni, zastanawiając się, czy napisać do Mateusza. Podziękować mu, że mnie odprowadził. Po chwili jednak stwierdziłam, że zaczekam na jego krok. Kilka razy podnosiłam smartfona ze stołu i z powrotem odkładałam go na blat. Korciło mnie, aby wystukać SMS-a do Mateusza, ale bałam się, że chłopak pomyśli sobie zbyt wiele… A ja nie chciałam budzić w nim nadziei… Prawda?

 

Podskoczyłam jak oparzona, gdy mój telefon postanowił się odezwać. Westchnęłam jednak ciężko, gdy stwierdziłam, że to ty jesteś nadawcą wiadomości. Zapytałeś mnie, jak minęły mi zajęcia i że postarasz się potem zadzwonić. Dodałeś, że mocno mnie kochasz i okrutnie za mną tęsknisz.

 

Poczułam wobec siebie wstręt. Choć pozornie nic się nie wydarzyło, dręczyło mnie poczucie winy. Nie mogłam powiedzieć ci o Mateuszu. Nie chciałam, abyś pomyślał, że flirtuję za twoimi plecami z obcymi mężczyznami. Prowadząc wewnętrzną walkę, pochyliłam się nad dotykowym wyświetlaczem i powoli pisałam wiadomość, co rusz ją kasując i pisząc od nowa. Gdy SMS nabrał wreszcie ostateczny kształt, przeczytałam go jeszcze dwa razy w poszukiwaniu literówek. Następnie wysłałam go tobie.

 

Odpisałeś błyskawicznie. Cieszyłeś się, że jestem zadowolona z pierwszego dnia kursu. Podzielałeś moją radość, że znalazłam wreszcie ciekawe, rozwijające zajęcie. Że nie siedzę już z założonymi rękami i nie przyglądam się, jak życie przecieka mi przez palce. W odpowiedzi na moje pytanie o twoje samopoczucie napisałeś, że masz istne urwanie głowy. Że nie możesz się doczekać, aż to się skończy i wreszcie będziesz mógł wrócić do mnie, do domu.

 

Wymieniliśmy jeszcze kilka SMS-ów. W pewnym momencie oznajmiłeś, że musisz wracać do pracy. Powtórzyłeś, że mocno mnie kochasz (ja również zapewniłam cię o swoich uczuciach) i przyrzekłeś, że zadzwonisz, jak tylko znajdziesz chwilę wytchnienia. Z nietęgą miną odłożyłam smartfona na stół i ukryłam twarz w dłoniach. Po chwili wybuchłam głośnym płaczem. Czułam, że muszę wypłakać całą frustrację i pogardę względem siebie. Wciąż nie mogłam przestać myśleć o Mateuszu. Nienawidziłam siebie za to, że nie opowiedziałam ci o nim. Czy można było nazwać to zdradą? Zdradą emocjonalną?

 

Mazałabym się jeszcze długo, gdyby mój smartfon ponownie się nie odezwał. Bez większego entuzjazmu sięgnęłam po niego.

 

Moje serce zabiło mocniej, gdy zobaczyłam, że SMS pochodzi od Mateusza.

 

Chłopak przepraszał mnie, że był wobec mnie tak natrętny. Równocześnie dziękował, że zgodziłam się zostać jego koleżanką. Na koniec wiadomości dodał, że nie ma na świecie drugiej tak cudownej dziewczyny. Cieszył się, że jutro znów się zobaczymy.

Następne częściŁzy duszy IV  Łzy duszy I  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 4 miesiące temu
    Mateuszku, Mateuszku chodź podrapać mnie po brzuszku...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania