Poprzednie częściŁzy duszy II  Łzy duszy III  

Łzy duszy IV

Mateusz i ja wymienialiśmy SMS-y przez cały wieczór. Podziękowałam mojemu nowo poznanemu koledze za komplementy i odprowadzenie do domu. Chłopak odpisał, że nie będzie mógł zasnąć dzisiejszej nocy, gdyż zakochał się w moim głosie. Mateusz nie byłby sobą, gdyby nie zadał osobliwego pytania. Tym razem zaciekawił się, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tym, że pewnego dnia umrę. Zaczęłam wertować myśli, usiłując przypomnieć sobie, kiedy miał miejsce ten dzień, ale nie udało mi się to. Mateusz odpisał, że on pierwszy raz usłyszał o śmierci od nauczycielki przyrody w podstawówce. Z początku nie umiał sobie wyobrazić, jak to jest, że człowiek nagle pogrąża się w niebycie i tak po prostu przestaje istnieć. Mateusz przyznał, że ta informacja sprawiła, że nie mógł pozbierać się psychicznie przez długi czas. Jego rodzicie pytali, dlaczego chodzi taki przybity, lecz on nie chciał z nimi o tym rozmawiać. Musiał w samotności przetrawić fakt, że pewnego dnia jego życie tak po prostu się zakończy.

 

Skończyliśmy pisać ze sobą dopiero około północy, kiedy Mateusz stwierdził, że musi choć na chwilę się zdrzemnąć przed jutrzejszymi zajęciami. Musiałam przyznać, że mi również chce się mocno spać, bo nie potrafiłam przestać ziewać. Mateusz życzył mi dobrej nocy. Nie dodał nic więcej.

 

Gdy piętnaście minut później leżałam na wznak na łóżku, z dłońmi wetkniętymi pod potylicę, nie mogłam przestać myśleć o Mateuszu. Pisząc z nim SMS-y miałam wrażenie, jakbym… jakbym pisała z samą sobą. Czułam się, jakbym niewyjaśnionym sposobem cofnęła się do czasów, kiedy mieszkałam samotnie w kawalerce i nie miałam ani jednej bliskiej osoby. Kiedy trawiła mnie bezdenna depresja. Dlatego też doskonale rozumiałam dziwne pytania Mateusza. Sama kiedyś zadawałam podobne sobie i innym.

 

Czułam, jak powieki zaczynają mi ciążyć, kiedy nagle głęboką ciszę w sypialni przerwał dzwonek mojego smartfona. Hm, czyżby Mateusz o czymś sobie przypomniał? Sięgnęłam po smartfona, leżącego na szafce nocnej. Okazało się, że to telefon od ciebie. Z dotykowego wyświetlacza odczytałam godzinę – nieuchronnie zbliżała się pierwsza. Pomyślałam, że u ciebie musi trwać dzień, gdyż była u ciebie inna strefa czasowa. Ciężko wzdychając, odebrałam połączenie.

 

Gdy usłyszałam twój melodyjny, spokojny głos, zabolało mnie coś pod mostkiem. Przywitałeś się i powiedziałeś, że mocno mnie przepraszasz, ale nie mogłeś odezwać się wcześniej. Wiedziałeś, że o tej porze pewnie słodko śpię, ale tak bardzo chciałeś usłyszeć mój głos…

 

Ból w okolicach klatki piersiowej nie mijał. Wręcz przeciwnie – nasilił się, kiedy zapytałeś mnie, jak minął mi wieczór i jak się czuję. Gdy mówiłam, że wieczór spędziłam na czytaniu podręcznika od fotografii, poczułam pod powiekami nieprzyjemne pieczenie. Po chwili po mojej twarzy spłynęły łzy. Cieszyłam się, że nie możesz ich zobaczyć. Wyczułeś jednak, że coś mnie dręczy, bo upewniłeś się, czy na pewno dobrze się czuję. Tak, zapewniłam, jak najbardziej. Wszystko jest w jak najlepszym porządku…

 

Gdy uwierzyłeś moim słowom, opowiedziałeś mi o dzisiejszym koncercie. Jak zwykle, na waszych występach zjawiły się tysiące ludzi. Sala pękała w szwach. Wasi fani trzy razy błagali o bis. Nie pamiętałeś, kiedy ostatnio na wasz koncert przyszło tak wielu ludzi. Nie dało się ukryć, że byłeś z tego powodu niewymownie szczęśliwy. A ja cieszyłam się wraz z tobą.

 

Porozmawialiśmy sobie jeszcze przez kilka minut. W końcu oznajmiłam, że jestem kompletnie wyczerpana dzisiejszym dniem i muszę zdrzemnąć się na kilka godzin. Chciałam być w miarę wypoczęta podczas jutrzejszych zajęć. Zrozumiałeś mnie, bo odrzekłeś, że zadzwonisz do mnie jutro po południu. Życzyłeś mi spokojnej nocy. Oczywiście, zapewniłeś mnie, że mocno mnie kochasz. Odparłam, że również bardzo cię kocham, po czym rozłączyłam się. Chwilę później tonęłam we łzach.

 

***

 

Kiedy obudziłam się następnego dnia, miałam mocno spuchnięte, zaczerwienione oczy. Dowód na to, że szlochałam nieustannie przez kilka godzin. Choć nie znosiłam się malować, musiałam położyć na powieki odrobinę fluidu, by wszyscy myśleli, że wszystko jest w porządku. Gdyż zdecydowanie nie było…

 

Postanowiłam udać się na zajęcia na piechotę. Wiedziałam, że taka przechadzka dobrze mi zrobi. Miałam czas, aby jeszcze raz się nad wszystkim zastanowić. Próbowałam zapanować nad chaosem w moich myślach. Usiłowałam uspokoić rozbestwione emocje. Kilka razy usiłowałam się nie rozpłakać; powstrzymywałam się jednak, gdyż nie chciałam, aby spłynął mi makijaż. Wtedy wszyscy by wiedzieli, że przepłakałam pół nocy przez niejakiego Mateusza, który w ciągu jednego dnia przewrócił do góry nogami całe moje uporządkowane, spokojne życie…

 

Mateusz. Serce uderzyło mi mocniej, gdy zdałam sobie sprawę, że lada moment go zobaczę. Usiłowałam rozpaczliwie uciec przed tą myślą, ale nie potrafiłam. Pamięcią wracałam do wiadomości, którą wysłałeś mi dzisiejszego ranka. Życzyłeś mi dobrego dnia. Wiedziałam, że u ciebie trwa właśnie noc, więc odpisałam, życząc ci miłych snów. Wciąż nie wiedziałeś nic o Mateuszu. Czy powinnam ci o nim powiedzieć? Oznajmić ci, że znalazłam sobie przyjaciela? Z tego, co wiedziałam, nie wierzyłeś w przyjaźnie damsko-męskie, więc pewnie byłbyś mocno zazdrosny. Nie potrafiłam jednak tak po prostu zapomnieć o Mateuszu. Mogłam wprawdzie zrezygnować z kursu, ale nie chciałam tego, gdyż pierwszy dzień zajęć bardzo mi się spodobał. Nie miałam innego wyjścia, jak na razie nie mówić nikomu, że zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, który przynależy do subkultury emo.

 

Zanim się obejrzałam, dotarłam pod drzwi budynku, w którym odbywały się zajęcia. Odetchnęłam głęboko, usiłując uspokoić rozpędzone serce. Gdy wspięłam się po schodach na pierwsze piętro, mój żołądek wywinął koziołka. Mateusz czekał już pod salą, jak zwykle z dala od pozostałych ludzi. Na mój widok się rozpromienił. To był chyba trzeci raz, kiedy się do mnie uśmiechał. Wyjąwszy dłonie z kieszeni czarnych rurek, Mateusz podszedł do mnie i z błyskiem w oku zapytał, jak minęła mi noc. Najwyraźniej nie zauważył moich spuchniętych powiek, co sprawiło, że odetchnęłam z ulgą. Wahałam się jednak, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Wtedy Mateusz uniósł rękę i po raz pierwszy dotknął mojego policzka. Następnie wyszeptał, że marne są moje próby oszukania go. Zdziwiłam się, co ma na myśli, lecz spodziewałam się odpowiedzi… Chłopak stwierdził, że musiałam płakać przez kilka godzin. Prosto z mostu zapytał, czy to z jego powodu. Nie, nie, oczywiście, że nie, zaczęłam się tłumaczyć. Po prostu… po prostu rozmawiałam z mężem.

 

Gdy Mateusz usłyszał słowo „mąż”, opuścił rękę i odwrócił wzrok. Ja także unikałam patrzenia w fiołkowe oczy chłopaka. Staliśmy w milczeniu; żadne z nas nie potrafiło się odezwać. W końcu Mateusz zdołał podnieść głowę. Wyszeptał, że jeśli chcę, może zniknąć z mojego życia. Choć to będzie okrutnie trudne, to nie chciał, aby przez naszą przyjaźń cierpiało moje małżeństwo. Zareagowałam natychmiast mówiąc, że absolutnie tego nie chcę; pragnę, byśmy byli przyjaciółmi. A mąż… Póki jesteśmy TYLKO przyjaciółmi, to przecież nie zdradzałam go, prawda? Miałam pełne prawo, by poznawać nowych ludzi.

 

Mój gest sprawił, że byłam zaskoczona samą sobą. Dotknęłam bowiem wątłej, chłodnej dłoni Mateusza. Stwierdziłam, że bardzo miło było mi go poznać. Nie chciałam, aby zniknął z mojego życia. Choć znaliśmy się dopiero od dwóch dni, to Mateusz zyskał sobie moją sympatię. Nie, nie, nie mogłabym o nim zapomnieć. Nie teraz…

 

Wreszcie zmitygowałam się i cofnęłam rękę. Ja i Mateusz odnaleźliśmy w sobie odwagę, by wreszcie spojrzeć sobie głęboko w oczy. Gdy przyjrzałam się jego fiołkowym źrenicom, momentalnie przypomniały mi się twoje, zielone… Na tę myśl ponownie zabolało mnie serce.

 

Wiele trudu wymagało ode mnie skupienie się na zajęciach. Oczywiście, tak jak wczoraj, ja i Mateusz zajęliśmy ławkę na samym końcu sali. W trakcie lekcji, będąc myślami daleko stąd, zaczęłam stukać długopisem w notatnik. Nie zdawałam sobie sprawy, że zdradzam w ten sposób moje wewnętrzne napięcie. W pewnej chwili Mateusz położył rękę na mojej dłoni, aby mnie uspokoić. Natychmiast się zmitygowałam i wróciłam na ziemię.

 

Gdy wykładowca ogłosił przerwę, tym razem postanowiłam wyjść z sali. Nie oglądałam się, czy Mateusz podąża za mną. Gdy wyszłam na korytarz, usłyszałam za sobą głos Mateusza, żebym zaczekała. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego za mną chłopaka. Postanowiłam nieco zwolnić kroku. Gdy Mateusz wreszcie mnie dogonił, zapytał, czy mógłby mnie o coś poprosić. Spojrzałam na niego z zaskoczeniem, bojąc cię, co może mieć na myśli. Skinęłam jednak głową, ciekawa jego słów.

 

Mateusz, miętosząc w palcach krawędź swojej czarno-białej bluzki, zapytał mnie, czy dziś po zajęciach wypiłabym z nim herbatę. Dodał, że zna uroczą kawiarenkę, do której przychodzi niewielu ludzi i w której będziemy mogli spokojnie porozmawiać.

 

Herbata? Z Mateuszem? Czyżby… czyżby chłopak zapraszał mnie na randkę? Mateusz jak zwykle odczytał moje myśli, bo zaznaczył, że będzie to spotkanie na przyjacielskiej stopie. Patrzył mi w oczy tak głęboko, tak błagalnie, że nie umiałam mu odmówić. Pokiwałam więc głową i odparłam, że nie mam nic przeciwko. Pomyślałam, że będzie to świetna okazja, aby poznać nieco bliżej Mateusza. Jak na razie, wiedziałam o nim naprawdę niewiele. Nie zaprzeczałam, że chciałabym, aby to się zmieniło.

 

Mateusz ucieszył się tak bardzo, że położył palce na swoich ustach. Oczy chłopaka zaszkliły się, jakby zamierzał się rozpłakać. Kilka razy powtórzył słowo „dziękuję”. Spoglądał na mnie tak, jakbym była jego spełnionym marzeniem. Jakbym była lekarstwem na jego udręczoną bólem duszę…

 

Choć nie chciałam się do tego przed sobą przyznać, nie mogłam się doczekać końca zajęć. Gdy wreszcie dobiegły końca, tym razem zaczekałam na Mateusza, aż ten schowa swój notatnik i długopis do torby w czarno-białą kratkę. Nic nie mówiąc, zeszliśmy po schodach i minęliśmy rozsuwane drzwi.

 

Mmm, pogoda była wyśmienita. Zapraszała wręcz do spaceru. Patrząc w oczy Mateuszowi zapytałam, gdzie znajduje się ta cudowna kawiarenka, o której wspominał. Chłopak odparł, że niedaleko stąd. Że chętnie mnie do niej zaprowadzi. Przez kilka sekund przyglądałam się swojemu odbiciu w rozszerzonych źrenicach Mateusza, po czym pozwoliłam, aby wskazał mi drogę. Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się szczerze. Lubiłam patrzeć na jego uśmiech. Szczególnie na ten dołeczek w policzku. Ty nie miałeś dołeczków w policzkach. Czym prędzej odsunęłam od siebie tę natrętną myśl.

 

Piętnaście minut później dotarliśmy do kawiarenki, o której Mateusz mi opowiadał. Faktycznie, panował w niej niepowtarzalny klimat. Światło było przytłumione, z ukrytego głośnika sączyła się przyjemna muzyka. Powietrze pachniało przeróżnymi gatunkami herbat. Tak jak obiecał Mateusz, kawiarenka była prawie pusta. Przy jednym ze stolików siedziała zakochana para. Od razu wiedziałam, że to zakochani ludzie, bo na blacie spoczywały ich splecione dłonie.

 

Mateusz zaprosił mnie gestem, żebym wstąpiła do środka. Wybraliśmy dwuosobowy stolik w głębi lokalu. Gdy usiedliśmy na drewnianych, lekko niewygodnych krzesłach, niemal od razu podeszła do nas barmanka. Zlustrowałam ją ukradkiem; dziewczyna była niczego sobie. Miała fantastyczną figurę, była wysoka, jej blond włosy – związane w kucyk – sięgały do połowy pleców. Jej migdałowe oczy przypominały do złudzenia szmaragdy. Na tobie jednak nie wywarła ona wrażenia. Kelnerka wręczyła nam menu i ponownie schowała się za kontuarem.

Następne częściŁzy duszy I  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania