Miraculum: Biedronka, Czarny Kot i Pantera / Początek

- Dobrze, mamo. Tak, już jestem na miejscu i zaraz przywołam taksówki.... - zachichotałam i przewróciłam oczami - Mamo, mam 16 lat i umiem o siebie zadbać. Obiecuję, że będę do was dzwonić codziennie. Pozdrów tatę. Później porozmawiamy...No cześć.

Rozłączyłam się i pokręciłam z niedowierzeniem głową. Tak, rodzice są kochani, ale czasami męczący. Długo ich przekonywałam, że chcę sama zamieszkać we Francji, by rozpocząć nowe życie. Dokładnie 2 tygodnie. Dopiero pod koniec tamtego tygodnia usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy równe 3 godziny. Ale zgodzili się, kiedy pokazałam im swoje zdjęcia i profesjonalny sprzęt fotograficzny.

Przywołałam taksówkę, do której wsiadłam. Podałam mu swój adres zamieszkania i pojechaliśmy. Miałam ze sobą 5 toreb, w tym 2 ze sprzętem. Wyciągnęłam z małej torebki lusterko i przyjrzałam się uważnie. Tak, miętowe włosy nie są rozczochrane, a pod niebieskimi oczami nie ma oznak zmęczenia. To był już gigantyczny plus. Spojrzałam na swoje ubranie. Czerwona sukienka jest czysta, tak samo jak skórzana czarna kurtka. A czerwone baleriny nie zdeptane przez pasażerów. Czyli jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej, ponieważ taksówka się zatrzymała i zobaczyłam, że mieszkanie mam naprzeciwko szkoły. Wysiadłam, wzięłam swoje rzeczy i weszłam na 3 piętro. Otworzyłam drzwi do swojego mieszkania i zobaczyłam, że mam dwa pokoje, salon, łazienkę i kuchnię. Tyle mi do szczęścia potrzeba. Położyłam rzeczy na łóżku i otworzyłam jedno okno, by był tu duży zaduch. Kiedy to zrobiłam, od razu w moje nozdrza uderzył zapach świeżych bułeczek i innych smakołyków. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam małą piekarnię koło szkoły. Tak, świeże smakołyki każdego dnia. Wzięłam torebeczkę, telefon, klucze i zeszyt z ołówkiem i wyszłam. Zamierzam pozwiedzać i coś porysować. Ze mnie jest delikatny artysta, ale nie lubię się tym chwalić. Zbiegłam na dół i wyszłam na dwór. Miałam zamiar już tam pójść, ale zobaczyłam mały park w pobliżu, a w nim bardzo piękną fontannę. Dobra, albo dusza artysty lub dusza smakołyków. Zerkałam co jakiś czas na park. Tak, pora coś porysować. Weszłam tam pewnym krokiem i usiadłam na przeciwko tej fontanny. Było tutaj parę osób, ale nie zwracałam na to uwagi. Otworzyłam zeszyt i zaczęłam rysować. Starałam się nie ominąć żadnego szczegółu, ponieważ chcę, by wyszło perfekcyjnie. Byłam tak skupiona, że nawet nie zauważyłam, że ktoś koło mnie siada. Dopiero to zrobiłam, kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki gitary. Automatycznie przestałam rysować i spojrzałam na tego chłopaka, co grał. Miał podobny styl co ja. Niebieskie włosy, trochę rockowy strój. Był też leworęczny jak ja. Nie widziałam jego oczów, ponieważ miał zamknięte, by lepiej wyczuć melodię. Ona przez mnie przemawiała. Była spokojna, opanowana, ale czasami można wyczuć delikatne drżenie. To było moje wahanie, czy dam radę sama w takim dużym mieście. Przerwał i spojrzał na mnie z uśmiechem. Miał niebieskie oczy. Tak, do tego chłopaka świetnie pasuje.

- To wyczytałem z twojego serca i zachowania - zagadał do mnie.

- Aż tak widać? - spytałam z uśmiechem.

- Widać w twoich ruchach. Starasz się myśleć o czymś innym niż to, co będzie jutro, pojutrze, za tydzień. Skupiasz się na tym, co teraz - zauważył opierając gitarę o ławkę.

- To prawda - przyznałam zamykając zeszyt i chowając w nim ołówek - Lepiej skupić się na tym, co teraz się dzieje, a nie myśleć o tym, co wydarzy się w przyszłości.

- Święte słowa.... - przerwał na chwilę wyczekując mojej odpowiedzi.

- Maya.

- Luka. Jesteś tutaj nowa? - spytał zaciekawiony.

- Tak. Przed chwilą tutaj przyleciałam z Londynu. Znudziły mi się deszcze - zażartowałam.

Zachichotał.

- Masz ochotę na spacer? Chętnie cię oprowadzę. - zaproponował z uśmiechem.

- Z przyjemnością.

Pomógł mi wstać i zaczął mnie oprowadzać. Najpierw poszliśmy pod Luwr, wieżę i pochodziliśmy trochę po uliczkach. Szczerze, zamiast zwiedzać, to cały czas rozmawialiśmy. Dowiedzieliśmy się różnych rzeczy o sobie. Dowiedziałam się, że ma tyle lat co ja. No, jest starszy może o 4 miesiące, ale to dość mało ważne. Ma młodszą o dwa lata siostrę, Julekę i mamę. Mieszkają razem na łodzi i każdy ma taki rockowy styl. Mają ze sobą dobry kontakt. Opowiedział mi o swoich zainteresowaniach muzycznych, o gitarze. Pochwalił się, że kolekcjonuje kostki do gry. Ja mu za to opowiedziałam o tym, że lubię fotografię, że kiedyś ćwiczyłam grę na gitarze, ale to było dawno i prawie zapomniałam jak się gra. Powiedziałam, że jestem jedynaczką i że jestem wolnym duchem. Dużo mamy wspólnego, trzeba przyznać. Chodziliśmy tak z 4 godziny, kiedy trochę się zmęczyliśmy. Byliśmy na moście zakochanych, gdzie jakiś pan sprzedaje lody.

- To Andre. Sprzedaje bardzo pyszne lody. Niektórzy mówią, że jego lody łączą w pary na zawsze. Ma bardzo dobre oko i gust - wyjaśnił mi Luka.

- Wierzysz w to? - spytałam zaciekawiona patrząc na niego.

- Trochę. Masz ochotę na deser? Ja stawiam - zaproponował.

- Chętnie.

Podeszliśmy do niego. Właśnie dał jednego loda jednej mulatce, która podeszła do ciemnoskórego chłopaka w czerwonej czapce. Kiedy Andre nas zauważył, to bardzo się ucieszył.

- Zapraszam was na pyszne desery. Niech no spojrzę na nową twarz - spojrzał uważnie na mnie i powiedział - Twoje uczucia są otwarte jak księga. Białe jak jego koszulka, niebieskie jak jego oczy i ciemnoniebieskie jak jego włosy. To o tobie mowa, kolego - szepnął do niego mrugając.

Od razu pokryłam się rumieńcem.

- Teraz ty, młodzieńcze. Czerwone jak jej sukienka, niebieskie jak jej oczy i miętowe jak jej włosy.

Podał mu lody i zapłacił. Spojrzeliśmy na siebie z rumieńcem i odeszliśmy w ciszy. Czułam na sobie wzrok mulatki, ale teraz nie zwracałam na to uwagi. Po dość ciężkiej ciszy Luka powiedział.

- No, to się dość sporo dowiedzieliśmy o sobie.

- To prawda. Ale trzeba przyznać, że ten deser jest pyszny - przyznałam jedząc je ze smakiem.

- Zgadza się. To, co chcesz teraz porobić?

Wzruszyłam ramionami.

- Nie wiem. Chyba zwiedziliśmy wszystko. Tylko czeka mnie jutro szkoła.

- Może spotkasz moją siostrę - pomyślał - Posłuchaj, tak mi się z tobą dobrze rozmawia, to może podałabyś mi swój numer telefonu? -zaproponował.

 

Kiwnęłam głową i podał mi telefon. Wpisałam swój numer i oddałam. Od razu wysłał mi wiadomość z uśmiechniętą buzią i lody. Zachichotałam na ten widok.

- Niestety, muszę już iść. Zadzwonię do ciebie jutro lub przyjdę pod szkołę - powiedział zamyślony.

-Dobrze, będę czekać - odparłam.

-To do zobaczenia.

Pocałował mnie w policzek i poszedł w swoją stronę. Poczułam rumieńce i motyle w brzuchu. Czyżbym się zauroczyła? W pierwszy dzień? Nie, to niemożliwe. Chyba. Cicho westchnęłam i poszłam w stronę parku. Zauważyłam, że ktoś chce pobić jakiegoś staruszka. Szybko wyrzuciłam papierek do kosza i pobiegłam tam. Dałam z prawego sierpowego w twarz tego chłopaka, który zatoczył się i upadł na glebę.

- Radzę ci stąd uciekać. Chyba że chcesz jeszcze oberwać od dziewczyny - powiedziałam zimno przybierając bojową pozę.

Szybko wstał i uciekł. Odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się do tego pana. Pomogłam mu wstać i usiąść. Kiedy chwyciłam jego rękę, coś wbiło mi się w dłoń, z której poleciało trochę krwi. Miał na sobie czerwoną hawajską koszulkę.

- Nic panu nie jest? - spytałam z ciepłym uśmiechem.

- Nic. Dzięki tobie - odparł - Ty krwawisz. - zauważył wskazując na dłoń.

-To nic takiego. Ważne, że panu nic nie jest.

Chwycił moją dłoń i starł z niej chusteczką trochę krwi.

- Dziękuję. Zaprowadzić pana do domu? - zaproponowałam.

- Nie, dziękuję. Sam dam radę. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.

Uśmiechnęłam się do niego ciepło i wróciłam do domu. Bardzo miły pan, ale trochę dziwny. Weszłam do pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. W połowie dostałam wiadomość od Luki. Będzie jutro pod szkołą. Uśmiechnęłam się i odpisałam, że kończę jutro o 14 zajęcia. Odpisał, że zabierze mnie jeszcze na spacer. Dostałam delikatnych rumieńców i kontynuowałam się rozpakowywać.

 

PERSPEKTYWA MISTRZA FU

Kiedy wszedłem do mieszkania, od razu podszedłem do gramofonu, gdzie trzymam Miracula. Weyzz od razu wyleciał z kieszeni i powiedział.

- Mistrzu, czuję od niej potężną moc. Okiełzna wszystkie Miracula. Nawet....

-Wiem, Weyzz - powiedziałem poważnie - Przyszła pora na TO Miraculum.

Mówiąc to otworzyłem szkatułę, gdzie je wszystkie trzymam. Po środku Yin i Yang była mała dziurka. Przyłożyłem do niej chusteczkę z jej krwią. Po chwili wyleciało z niej czarna rękawiczka bez palców.

- Przyszła pora na ciebie, nauczycielu - szepnął z szacunkiem Weyzz kłaniając mu się.

- To prawda - przyznałem biorąc delikatnie to stare i potężne Miraculum - Oboje muszą się od siebie nauczyć. On nauczy się od niej nowej tradycji i zwyczajów, a ona nauczy się od niego kontrolować moce. Przyjdzie czas, że przybędą do nas. Będziemy na nich czekać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 4 miesiące temu
    No więc tak:
    16 musi być w formie słownej szesnaście
    2 tygodnie - dwa tygodnie
    3 godziny - trzy godziny
    ***Wszystkie liczebniki słownie.
    *na przeciwno - naprzeciwko
    *albo albo, nie albo lub: albo dusza artysty, albo dusza...
    *Miał niebieskie oczy. Tak, do tego chłopaka świetnie pasuje. - pasują
    *Byliśmy na moście zakochanych, gdzie jakiś pan sprzedaje lody. - sprzedawał

    spojrzał uważnie na mnie i powiedział - Twoje uczucia są otwarte jak księga. Białe jak jego koszulka, niebieskie jak jego oczy i ciemnoniebieskie jak jego włosy. To o tobie mowa, kolego - szepnął do niego mrugając.
    Od razu pokryłam się rumieńcem.
    --- to o kim w końcu mowa?

    Podał mu lody i zapłacił. - ?

    ***
    Nobel dla komentujących szczegółowo!!!
    Ja już się zmęczyłam :-/

    ***
    Prue, przeczytaj to jeszcze raz i popraw, jeśli chcesz, by opowiadanie było profesjonalnie napisane.
    Powodzenia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania