Mój Adamie - cz. 5 - Andrew Bevins

Jest to rozdział rozpoczynający serię przesłuchań. Od tego momentu rozbudowanie opisów (których jak zauważyliście brakuje) będzie zależało od charakteru przesłuchiwanej postaci. Pozwoli to (moim zdaniem) nadać specyficzny klimat, który związany będzie z konkretną osobą. Mam nadzieję, że taki zabieg się spodoba :D

 

John Lewis przyprowadził pana Bevinsa do gabinetu i kazał mu usiąść na krześle. Sam zajął swoje miejsce, wziął kartkę i długopis i spojrzał na lokaja. Z dostojną, pełną powagi miną patrzył to na jednego to na drugiego.

-Pan Andrew Begins, prawda?

-Zgadza się.

Proszę nam powiedzieć - zaczął komendant - Czym dokładnie zajmował się pan w domu?

-W zasadzie, dbałem o ogólny porządek - powiedział pewnie - Jeśli pan Williams nie był w stanie (wyjechał na przykład, czy źle się czuł) wydawałem polecenia służbie. Jak już wspomniałem, pracuję tu od piętnastu lat, jestem najstarszym pracownikiem stażem.

-Czy pan Williams zachowywał się jakoś inaczej minionego wieczoru?

-Nie zauważyłem nic takiego.

-O której godzinie poszedł spać?

-Zawsze o dziewiętnastej przynosiłem mu kolację, a po niej pan Williams nie wychodził już z pokoju. Myślę, że jestem ostatnią osobą, którą widział.

-Ale mimo wszystko, istnieje inna ewentualność? - spytał Lewis patrząc na kartkę. Bevins zatrzymał się na chwilę, po czym kontynuował.

-Nie sądzę - rzekł - Nawet jeśli musiał wyjść z pokoju, na przykład do łazienki, to i tak dziwne byłoby, gdyby z kimś się wtedy zobaczył.

-Dlaczego?

-Pan Williams jako jedyny miał pokój na pierwszym piętrze. Nie wydaje mi się więc, by ktoś chciał mu przeszkadzać. Poza ... mordercą oczywiście.

-O której pan zasnął?

-Około dwudziestej pierwszej.

-Niczego pan nie słyszał? Mowa oczywiście o pierwszym piętrze.

-Żadnych dźwięków, więc uznałem, że pan Williams rzeczywiście śpi.

-Dobrze ... - powiedział Lewis tworząc notatki - Proszę nam opisać wieczór, i starać się podawać godziny oraz wszystkie szczegóły.

-Oczywiście. Pan Williams codziennie przed szesnastą wychodził na kort tenisowy za domem wraz z żoną. Tym razem nie było inaczej. Wrócili za kwadrans siedemnasta. Po wzięciu prysznica, udał się do swojego gabinetu.

-Wtedy widział się z księgowym? - spytał Saunders.

-Najpewniej. Jeśli pan Parker był na stanowisku oczywiście.

-Co to znaczy?

-Cóż, z nim od początku były problemy. Pracuje tu dopiero pół roku, a już wiele razy słyszałem jego kłótnie z gospodarzem. Ciągle zapominał czegoś zrobić, i często wyjeżdżał w godzinach pracy bez uprzedzenia.

-Dlaczego pan Williams go nie zwolnił?

-Nie miał zwyczajnie serca. Ja już wiele razy to doradzałem, jednak wcale nie chciał słuchać.

-Jak rozumiem, nie słyszał pan więc żadnej rozmowy w gabinecie?

-Nie słyszałem. W czasie gdy pan Williams tam przebywał, ja byłem na kuchni. Pan Adam zawsze prosił, bym dowiadywał się wcześniej co będzie na kolację.

Lewis zrobił pauzę, a Saunders spojrzał na niego.

-Proszę kontynuować.

-Z gabinetu wyszedł około pół do osiemnastej. Spotkałem go wtedy na korytarzu by poinformować o kolacji.

-Potem?

-Poszedł do swojego pokoju. Nie wychodził już z niego do końca dnia. Jak już mówiłem, o dziewiętnastej zaniosłem kolację i życzyłem dobrej nocy.

 

Lewis zanotował wszystko na kartce, a Saunders spoglądał na nią niezauważalnie. Następnie komendant zadał pytanie.

-Czy pan Williams miał jakieś problemy? Finansowe, rodzinne ?

-Nic mi o takich nie wiadomo - rzekł po krótkiej chwili namysłu - Firma przynosiła duże zyski, a z żoną pan Adam miał udać się do Europy w te wakacje.

-A wrogowie? Może ktoś chciał przejąć jego majątek? - wtrącił John.

-Jeśli pan Williams wiedział o jakimkolwiek zagrożeniu, musiał doskonale to maskować - odparł sucho Bevins.

-Rozumiem. Czy ostatnimi czasy zachowanie gospodarza nie uległo zmianie?

-Pytał pan o to - zauważył Bevins - Nie zauważyłem niczego podobnego. Był taki jak zawsze - powiedział, po czym opuścił wzrok.

-A gdy widział go pan ostatni raz?

-Podziękował i również życzył dobrej nocy. Przypomniał mi jeszcze abym poprosił Parkera o przygotowanie dokumentów na jutro.

-Wie pan o jakich dokumentach konkretnie mowa?

-Nie zajmowałem się tym. Jedynie pan Williams i Parker mieli w tym pojęcie. Spotkałem Parkera przy schodach, gdy chciał już wychodzić. Zawróciłem go, a on jak zwykle niezadowolony poszedł do gabinetu.

-Widział go pan jeszcze później?

-Nie ... nie widziałem - odchrząknął Bevins i przygładził włosy.

-Co pan zrobił potem?

-Udałem się do własnego pokoju i przeglądałem gazetę.

 

Lewis i Saunders nie mówili nic przez chwilę. W tym czasie, Bevins przerzucał wzrok z jednego na drugiego. Nie był tak spokojny jak na początku.

-Proszę nam jeszcze powiedzieć, kto ze służby mieszka w domu na stałe?

-Wszyscy poza Parkerem. Pan Adam oferował mu pokój, jednak ten odmówił. Ma już swoje mieszkanie, więc pan Williams nie nalegał.

-Rozumiem ... Mówi pan, że nie słyszał absolutnie żadnych dźwięków tej nocy?

 

Bevins zmarszczył brwi i zamyślił się przez chwilę.

-Z całą pewnością. Czy coś się stało?

-Owszem ... - zaczął Saunders

-Ależ nie, to rutynowe pytanie - wtrącił szybko Lewis z uśmiechem - Chcemy spytać o ostatnią rzecz - wskazał dłonią na wiersz w kieszeni Saundersa. Ten nadal zdumiony zachowaniem detektywa wyjął kartkę - Poznaje pan może, kto to napisał?

Bevins wyjął z kieszeni marynarki grube okulary, nałożył je i zaczął czytać.

-Wielkie nieba ... Niestety, nie wiem kto mógł to napisać. Ale przyznam, że nieprzyjemnie się to czyta - odparł Bevins.

-Ma pan rację ... - przyznał Lewis przykładając pięść do ust - Dziękujemy panu. W razie, gdyby coś się panu przypomniało, proszę nas poinformować. Niech jeszcze - John wyjął czystą kartkę i długopis - tutaj się pan podpisze.

 

Bevins po podpisaniu się, wstał, pożegnał się z mężczyznami i wyszedł jak zwykle dostojnie.

-Czemu nie pozwoliłeś mi spytać o te wystrzały? - spytał zirytowany Saunders od razu gdy wyszedł.

-Gdyż potrzebna nam prawda - odparł Lewis patrząc w oczy Saundersa - Jeśli Bevins powiedziałby teraz o broni palnej innym, których mamy przesłuchać, nie musieliby być z nami szczerzy. Na siłę próbowaliby doszukiwać się jakichś dźwięków, i wmawiać sobie i nam, że coś słyszeli. Niektórzy chcą po prostu zbyt pomóc - skwitował.

-Mhm - bąknął Saunders niezadowolony - Racja. A co sądzisz o Bevinsie? Wydawał się konkretny.

-Tak ... zbyt konkretny.

-Co masz na myśli?

-Zawsze był w stanie podać godzinę. Oczywiście, nie mówię, że od razu musi kłamać ale ...

-Przestań, Lewis - machnął ręką Saunders - Jest lokajem i jak sam powiedział dba o wszystko w tym domu. Moim zdaniem po prostu taki jest.

-Coś jeszcze mi się nie podobało. Dlaczego otwarcie zrobił z siebie podejrzanego? Nie musiał przecież dopowiadać, że był ostatnią osobą, która widziała Williamsa żywego.

-Cóż ... może chce być po prostu w pełni szczery?

-Może ... Ale nie możemy niczego wykluczać - rzekł twardo Lewis. Po chwili ciszy, powiedział - No dobrze. Weźmy się za następnego.

-O kim mowa?

-Zakała całej służby - stwierdził Lewis z lekkim uśmiechem.

-Pan Parker - odparł Saunders - Idę po niego.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kamiś 2 miesiące temu
    Opowiadanie bardzo ciekawe, aczkolwiek mam jedną małą uwagę: fajnie byłoby, gdybyś przed każdym dialogiem stosował półpauzy, zamiast zwykłych myślników. Wtedy wyglądało by to nieco bardziej estetycznie. No i po każdej półpauzie, powinien być lekki odstęp.
    Daję 5 — za udany rozdział :)
  • Lincoln 2 miesiące temu
    Dziękuję!!!
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kilka sugestii:
    Jeśli dajesz notkę od autora dla czytelników, to dobrze jest dać ją w nawias, a najlepiej w nawias kwadratowy. Wtedy od razu rzuca się w oczy i wiadomo, że nie jest częścią tekstu. Taka tylko sugestia, bo miałem problem, aby się połapać.

    "jestem najstarszym pracownikiem stażem". - w tym fragmencie zmieniłbym szyk, bo trochę mi się to gryzie.

    "pół do osiemnastej" - pewnie miało być " wpół do osiemnastej" choć lepiej mym zdaniem było by " wpół do szóstej wieczorem" coś w ten deseń.

    A ogólnie rozdział bardzo ciekawy, dobrze napisany, jak i samo przesłuchanie dobrze poprowadzone. Przyjemnie się czytało :D
    Pozdrawiam ;)
  • Lincoln 2 miesiące temu
    Dziękuję bardzo!
    Jeśli chodzi o "pół do" jest to chyba forma poprawna. Wychwyciłem ją w mowie mojej polonistki oraz książkach Christie :D
  • Shogun 2 miesiące temu
    A to przepraszam i zwracam honor ;D
  • DEMONul1234 2 miesiące temu
    Całkiem niezłe ^^
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    No kilka szczegółów, które nie trzymają się kupy znalazłem, ciekawe czy to te, o których wcześniej wspominałeś, żeby je wyłapywać?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania