Rozmowy przy szklance do połowy pustej - Przeszłość

Rzeczywiście milczeli, lecz Adamowi wbrew jego słowom, wcale nie było to obojętne. W istocie, ostatnimi laty obojętna mu była większość rzeczy, które działy się dookoła niego. Żył z dnia na dzień, rzadko rozpamiętując przeszłość i jeszcze rzadziej myśląc o przyszłości. Miał swój określony światopogląd, którego nie zmieniał i który mu odpowiadał. Nigdy nie miał jednak okazji spotkać kogoś, z kim mógłby na ten temat naprawdę podyskutować. Czekał więc na to, co powie Rafał, nie wierzył bowiem, że mężczyzna będzie milczał długo. Nie mylił się.

 

– Jest sporo prawdy w tym, co mówisz – przyznał gość niechętnie. – Kiedy teraz spoglądam wstecz, odnoszę wrażenie, że zwłaszcza fragment o absolutyzacji jest istotny i trafiający w sedno. Nie zanosi się na zmianę pogody, więc równie dobrze mogę ci o tym opowiedzieć. Nie ma to dla mnie znaczenia. Zapewne nie spotkamy się już więcej, więc co mi szkodzi. – Rafał rozłożył ręce, a zaraz potem uniósł palec wskazujący. – Ale chcę czegoś w zamian. Powiesz mi, dlaczego ty jesteś pesymistą. Bo jesteś, skoro na początku naszej rozmowy przyznałeś, że dla ciebie szklanka jest częściej do połowy pusta. Co ty na to?

 

Adam zgodził się, nie widział powodów do ukrywania swoich poglądów przed nieznajomym, obawiał się jednak, że jego odpowiedź może nie zadowolić Rafała.

 

– Miłość – powiedział młody mężczyzna. Adam uśmiechnął się nieznacznie, z ledwie dostrzegalnym pobłażaniem, które nie umknęło jednak jego rozmówcy. – Tak, wiem. Motyw typowy, że tak powiem, oklepany i zupełnie nieoryginalny. Czasami myślę jednak, że w dzisiejszych czasach trudno o oryginalność. Dziś, po tysiącach lat udokumentowanego rozwoju cywilizacji, można by pokusić się o stwierdzenie, że wszystko już było. Na każdy temat powstały książki, wiersze, piosenki i filmy. Każda możliwa kombinacja poglądów połączyła się w jakiś jeden filozoficzny koncept. Każdy ustrój został przetestowany, a każde życie przeżyte. A nam pozostało tylko powielanie tego wszystkiego, co było przed nami. Pozostało nam wtórne życie. Nawet kiedy zdarzają nam się chwile, kiedy myślimy, że jesteśmy pierwsi, oryginalni, to niemal zawsze świat pokazuje nam, że to nic innego, jak czcze urojenia. Marzenia ściętej głowy, jak to niektórzy mawiają.

Rafał wziął spory łyk gorącej herbaty, co wykorzystał Adam, żeby wypowiedzieć się na ten temat.

– Jeśli pozwolisz, chciałbym coś wtrącić. Nie jestem pewien, czy możemy powiedzieć, że wszystko już było. Bo czy Grecy tez tak nie myśleli? Czy rzymianie i feudalni wasale i seniorzy, a później ludzie renesansu aż po ludzi współczesnych nie mieli takiego wrażenia? Czy tak naprawdę wszyscy nie myśleli ze wszystko już było? Ważne jest to, dlaczego tak sądzimy. Może każdy uważa ze wszystko już było, bo jesteśmy mało kreatywni i nie umiemy sobie wyobrazić niczego ponad to, co nas otacza i tylko czasem, bardzo rzadko, jakaś jednostka ma przebłysk, przebija tę zastygłą skorupę naszej wiedzy, wybija się ponad to, co uważamy za pewne, stare i stale powracające, i tworzy coś zupełnie nowego. Coś, co po pewnym czasie staje się zwyczajne i znów uważamy, że nie ma niczego nowego, a świat i życie są zaklętą pętlą, w której jesteśmy uwięzieni.

– Jak w Dniu Świstaka?

– Tak, albo jak w teorii wiecznego powrotu. W dużym uproszczeniu, czas płynie cyklicznie i zatacza koło. To co nam się przytrafiło, przytrafi nam się znów i znów, i tak bez końca. Już w starożytności ludzie przyjmowali taki pogląd, ale również współcześni filozofowie, jak na przykład Nietzsche.

– Hmm… – Rafał zadumał się rozważając słowa Adama. – Przypomina mi to teorię wszechświata pulsującego. Wszechświat narodził się w Wielkim Wybuchu i zmierza do Wielkiego Krachu, po którym narodzi się na nowo. Wygląda na to, że nauka i filozofia nie są od siebie tak oddalone, jak mogłoby się wydawać. – Na twarzy mężczyzny pojawił się nikły uśmiech, pierwszy od dłuższego czasu. – Nie to jednak miałem na myśli. Nie mówiłem o tym, że nasze życia się powtarzają w pewnym nieskończonym cyklu odradzania się całego świata, lecz raczej o tym, że komuś już przytrafiło się to, co nam. Ktoś przeżył to, co my. Ktoś wpadł na podobny pomysł, co my. Na świecie są miliardy ludzi. Gdyby prawdopodobieństwo pewnego zdarzenia było naprawdę znikome, wynosiło jedną dziesięciotysięczną część procenta, to statystycznie w grupie tylko miliarda ludzi, przytrafiłoby się ono aż tysiącowi. A ilu ludzi było przed nami? Zliczając wszystkich ludzi, którzy żyli i żyją, wydaje się, że nie powinno być rzeczy, które jeszcze się nie przydarzyły. Ale nie możemy być tego pewni. Ta wiedza pozostaje poza zasięgiem nas i kogokolwiek innego. – zrobił pauzę. – Zboczyliśmy trochę z tematu.

– Nieznacznie – zgodził się z uśmiechem Adam. – Ale to nie szkodzi. – To prawda, nie szkodzi… – Rafał zaśmiał się krótko. – Nie wiem prawdę mówiąc, jak miałbym to ubrać w słowa, bo wciąż biją się we mnie różne emocje i odczucia i żadna ze stron nie zyskuje przewagi. Jeszcze jakiś czas temu nigdy bym nie podejrzewał, że może mnie coś takiego spotkać. Dziś rano nie podejrzewałbym, że z kimkolwiek bym o tym rozmawiał. A teraz, oto jesteśmy, a ja opowiadam o tym wszystkim obcemu, jak gdyby to nie było moje życie. Gdy człowiek nabiera dystansu do własnego życia, wszystko staje się inne niż było. Pytanie tylko, czy bardziej prawdziwe? Ale znów mówię nie na temat. Nieświadomie próbuję go ominąć, uniknąć, ale w końcu i tak musiałbym stanąć naprzeciw niego, spojrzeć mu w oczy i się z nim zmierzyć. W innym wypadku nie miałby sensu cały ten wieczór, ta rozmowa i fakt, że nie spływam teraz rzeką… – Mężczyzna milczał przez chwilę. Odetchnął głęboko i zaczął mówić dalej. – Jestem głupcem. Być może zawsze nim byłem, nie wykluczam tego. Ale poza tym nie różniłem się aż tak od innych ludzi. Mówiłem na początku, że jestem nieśmiały, ale ty poprosiłeś, żebym wysłuchał cię i powiedział, do jakiego wniosku doszedłem. I, niech to, miałeś rację. Wiele o sobie mógłbym powiedzieć, ale nie to, że jestem nieśmiały. Nie tak naprawdę. Od najmłodszych lat z łatwością znajdowałem przyjaciół, ale nigdy na stałe. Moi koledzy z podstawówki, z którymi spędzałem czas, z którymi grałem w piłkę na przerwach i w gry komputerowe po szkole, zapominali o mnie, a ja o nich, gdy tylko skończyliśmy szkołę. W szkole średniej przyjaźniłem się praktycznie ze wszystkimi z mojej klasy i z ludźmi z klas równoległych. Chodziłem z nimi na pierwsze imprezy, pierwszy raz z nimi się napiłem i pierwszy raz zapaliłem. Wtedy też pierwszy raz się zakochałem. Przez kilka miesięcy nawet chodziłem z tamtą dziewczyną, na imię miała Maria, choć wszyscy i tak nazywali ją Marysią. Niektórzy wręcz Sierotką Marysią. Jednemu chłopakowi, który tak powiedział podbiłem oko w szatni. Sam skończyłem z rozbitym nosem, ale od tamtej pory nikt już nie powtórzył tego przezwiska. To była pierwsza miłość, ale zdawało nam się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Przyjaciele nazywali nas papużkami nierozłączkami. Nie przywiązywaliśmy do ich słów zbyt dużej uwagi. Wierzyliśmy, że dopóki mamy siebie, to wszystko dookoła jest nieistotne. To było jeszcze zanim przyjąłem pogląd, że w istocie wszystko jest nieistotne. Byłem zakochanym nastolatkiem, a to niemal to samo, co powiedzieć, że byłem głupcem.

Kiedy kolejna szkoła się skończyła, wraz z nią zerwały się wszystkie moje relacje z moimi przyjaciółmi, nawet tymi najbliższymi. Wina leżała po obu stronach, nie zaprzeczam. Oni nie nawiązywali ze mną kontaktu, ani ja z nimi. Dopóki widywaliśmy się codziennie, odnosiliśmy wrażenie, że jesteśmy sobie bliscy. Ale kiedy tylko minęły pierwsze tygodnie wakacji po maturach, zrozumiałem, że tak nie było. Ale wtedy wciąż jeszcze miałem przecież Marysię. Pojechaliśmy razem za granicę do pracy. Wtedy też wszystko się zmieniło. Ta namiastka wspólnego życia uświadomiła nam, że jednak to, co nas łączyło nie było niczym wyjątkowym. W ogóle nie było niczym. W końcu pewnego dnia moja dziewczyna oświadczyła mi, że poznała kogoś i że chce spróbować czegoś nowego. Dodała oczywiście, że to nie moja wina i że po prostu nam nie wyszło. Być może miała rację, nie wyszło nam i że to nie moja wina. Jakby nie patrzeć powiedziała to po tym, jak przez miesiąc przymykałem oko na to, że spotyka się z naszym współpracownikiem.

Wraz z końcem wakacji zaczęły się studia. Przez pierwszy miesiąc chodziłem struty, wciąż pusty po rozstaniu. Próbowałem jednak te pustkę zapełnić życiem studenckim i nowymi przyjaciółmi. Słyszałem wiele razy, jak ludzie mówią, że przyjaźnie ze studiów pozostają na całe życia. Mając w pamięci przyjaciół ze szkół, szczerze wtedy w to wątpiłem, ale było mi to obojętne. Chodziłem na imprezy integracyjne, ale nie bawiłem się tak dobrze, jak kiedyś, choć cały akademik wiedział, że nasz pokój umie się rozerwać. Zrywałem się z nowymi kolegami i koleżankami z nudnych wykładów. Uczyłem się, ale nie tak pilnie jak wcześniej. Wystarczająco jednak, żeby zaliczać kolejne semestry. Licencjat obroniłem niecały półtora roku temu… Wtedy już jednak moje myśli należały do innej dziewczyny. Poznałem ją w autobusie. Chodziła na tę samą uczelnię, ale była na innym kierunku. Tak się jednak złożyło, że co rano siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Na początku nic nie czułem. Była tylko jedną z setek twarzy, które mijałem każdego dnia, czy to na ulicy, czy na przerwach między zajęciami. Aż do dnia, kiedy spóźniłem się na ten autobus. Pamiętam, że był zimowy ranek, mnóstwo śniegu, więc byłem przekonany, że autobus na pewno się spóźni. Otóż tego dnia przyjechał punktualnie, a na przystanku siedziała tylko ona. Też spóźniona. Wtedy się poznaliśmy. Nie czekaliśmy na następny autobus, bo i tak już nie zdążylibyśmy na pierwsze zajęcia, więc poszliśmy na piechotę. Maja, bo tak miała na imię, studiowała medycynę. Nigdy nie wcześniej, ani później nie spotkałem kogoś o tak rozległych zainteresowaniach i wiedzy. Od razu bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Okazało się, że mamy podobny gust, poglądy, charakter i przeżycia. Każdy następny poranek w autobusie spędzaliśmy na rozmowach, żartach i wzajemnym przekomarzaniu się. Wiem, że niektórzy z naszych wspólnych znajomych byli przekonani, że idealnie do siebie pasujemy, ale my wzbranialiśmy się przed wchodzeniem w jakikolwiek poważniejszy związek, choć zapewne czuliśmy to samo.

Pewnego dnia, pod koniec pierwszego roku studiów magisterskich, nagle nie było jej w autobusie. To wydało mi się dziwne, bo zawsze dawała mi znać, że jej nie będzie. Uznałem jednak, że zaspała, albo zachorowała. Ale następnego dnia też jej nie było. Ani kolejnego. Nie odbierała telefonu. Nie odpisywała na wiadomości. Rodzina u której wynajmowała pokój, miłe starsze małżeństwo, również nie wiedziało gdzie jest. W końcu znalazłem kontakt do jej rodziców i dowiedziałem się wszystkiego. – Rafał mówił coraz ciszej, aż w końcu przerwał. Odchrząknął, ale kiedy znowu zaczął mówić, głos mu się łamał. – Była w szpitalu. Poważnie chora. Być może śmiertelnie.

Spadło to na mnie niczym nagła lawina. Potężna, przerażająca i niespodziewana. Pamiętam tamten okres jak przez mgłę. Całe dnie spędzałem w szpitalu. Robiłem wszystko, żeby podtrzymać ją na duchu, tak jak lekarze robili wszystko, żeby podtrzymać ją przy życiu. Wiesz, najgorsza w takiej sytuacji jest ta wszechogarniająca cię bezsilność.

Twarz Adama nie zdradzała, czy faktycznie to wie. Jego usta jednak były zaciśnięte, a wzrok jakby nieobecny. Słuchał jednak z uwagą historii Rafała. Zdawał sobie sprawę, że teraz właśnie tego potrzebuje ten młody mężczyzna.

– Bezsilność, kiedy na twoich oczach uchodzi życie z najdroższej ci osoby, a ty nie możesz absolutnie nic zrobić, tylko obserwować. Jej organizm długo się opierał, ale w końcu musiał się poddać… Nie, nie umarła. Pewnego dnia gdy przyszedłem, lekarze powiedzieli mi, że zapadła w śpiączkę i tylko aparatura, do której jest podłączona, utrzymuje ją przy życiu. Powiedzieli też, że szanse na jej wybudzenie maleją z każdym dniem. A ja pamiętałem aż nazbyt dobrze, co ona opowiadała mi o śpiączkach i o tym, że sama nie chciałaby nigdy żeby jej pozbawione nadziei ciało zajmowało w nieskończoność miejsce w szpitalu. Wówczas coś we mnie pękło. Mimo że nie wiedziałem, czy jej rodzice znają jej poglądy i je podzielają, nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że mogą ją odłączyć. Ostatni raz spojrzałem na jej twarz. Wychudzoną i pogrążoną we śnie, pozbawioną grymasu bólu, który towarzyszył jej gdy jeszcze była przytomna. Wyglądała zupełnie jak gdyby… jak gdyby nie… – Rafał przerwał i milczał przez kilka sekund. – Wieczorem tamtego dnia poszedłem do baru z jednym tylko zamiarem – zapomnieć. I niech los będzie przeklęty, udało mi się. Kolejny tydzień jest absolutną pustką. Ziejącą czarną dziurą w mojej pamięci, pozbawioną choćby najmniejszego skrawka wspomnienia. Nie mam pojęcia, co robiłem przez ten czas, ani gdzie i z kim byłem. Cokolwiek to jednak było, żal i wstyd doskwierają mi do dziś. Dość powiedzieć, że w końcu obudziłem się w obcym domu, w obcym łóżku i przy obcej mi kobiecie. Również człowieka, który spoglądał na mnie z lustra nie poznawałem. Przerażony i z poczuciem winy ciążącym mi jak kilkutonowy głaz wróciłem do swojego mieszkania, doprowadziłem do względnego porządku. Następnie oczywiście poszedłem do szpitala. To była jedyna rzecz na której mi zależało. Modliłem się w duchu, żeby nadal tam była, spała sobie spokojnie z twarzą nie wyrażającą bólu. Ale kiedy wszedłem do jej sali, na ułamek sekundy moje serce się zatrzymało. Wybudziła się. Siedziała na łóżku otoczona rodziną, przyjaciółmi i bukietami kwiatów. Wyzdrowiała, ocknęła się ze snu, a mnie przy niej nie było. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja już wiedziałem. Mogłem nie pamiętać wszystkiego z tamtego tygodnia, ale wiem, że ona wszystko to, co zrobiłem ujrzała w moich oczach. A ja w jej oczach widziałem tylko ból i wyrzut. Stałem przez chwilę w progu, nie wiedząc, co powinienem zrobić, ale spojrzenia jej bliskich mi powiedziały. Odwróciłem się i wyszedłem, zostawiając za sobą płaczącą miłość mojego życia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Zaskoczenie. A więc nieśmiałość nie była powodem zamknięcia się w sobie Rafała.
    Piękna, wyważona, spokojna narracja. Wątek filozoficzny.
    Czyżby pocieszenie w tym, że wszystko co nas złego spotkało, zdarzyła się innym już wiele razy?
    Kolejna część na pewno wyjaśni.
  • Aisak 7 miesięcy temu
    Jestem pod ogrymnym wrażeniem.
    Narracja cudowna, stoicki spokój, jaki towarzyszy opowiadaniu udziela się również czytelnikowi, ale również ciężar towarzyszący do ostatniego słowa.
    Mogłabym czytać w nieskończoność.
  • Bożena Joanna 7 miesięcy temu
    Ciekawy wątek o tym, że wszystko już było. Zapewne tak, ale każdy przeżywa to inaczej, a życie może nas zaskoczyć tak jak Rafała w twoim opowiadaniu, które przeczytałam z zainteresowaniem. Pięknie opisana historia, chociaż bez happy endu. Pozdrowienia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania