Rozmowy przy szklance do połowy pustej - Pożegnanie

Rafał skończył mówić, a cisza która zapadła w pokoiku była tak gęsta, że wręcz wywierała nacisk na piersi utrudniając oddychanie. Nawet deszcz i wiatr ucichły, jak gdyby przejęte opowieścią młodego mężczyzn. Kiedy ten przemówił ponownie, jego głos stał się na powrót suchy i wyprany z emocji, które wcześniej towarzyszyły każdemu jego słowu.

 

– Próbowałem z nią porozmawiać, wyjaśnić, ale bez skutku, więc zrezygnowałem. Może za wcześnie się poddałem, może zabrakło jednej próby, aby przebić się przez tę barierę, którą sam zbudowałem? Wierzę, że ona potrafiłaby mi wybaczyć, ale ja… Ja nie potrafiłem wybaczyć sobie samemu. Za każdym razem gdy zamykałem oczy, widziałem twarz dziewczyny, obok której się obudziłem, widziałem swoją zapuszczoną twarz w lustrze. Widziałem jej twarz. Jej oczy przepełnione łzami i bólem… Możesz myśleć, że to głupie i samolubne z mojej strony, że zaprzepaściłem jedyną okazję na szczęście i możesz mieć rację. Ale ja po prostu inaczej wtedy nie potrafiłem. Wyrzuty sumienia nie pozwoliłyby mi żyć z nią, a miłość – bez niej. A skoro tak, to znalazłem inne wyjście.

 

Rafał zamilkł na dobre i poruszył się niespokojnie na krześle.

 

– Czułbyś się lepiej, gdyby się nie obudziła? – zapytał Adam głosem wypranym z uczuć.

 

Młody mężczyzna poderwał się z fotela w nagłym zrywie, jak rażony gromem. W moment dopadł do drugiego mężczyzny, złapał go za koszulę i uniósłszy z fotela, przyparł do ściany.

 

– Coś ty powiedział?! – krzyknął gniewnie.

– Czy czułbyś się lepiej, gdyby się nie obudziła? – powtórzył Adam niewzruszony całą sytuacją.

– Teraz przegiąłeś. Za kogo ty się do diabła masz, co?! – Rafał nadal unosił głos. – Kim do ciężkiej cholery jesteś, że pozwalasz sobie na takie słowa?!

– Jestem nikim – odpowiedział mu spokojnie Adam. – Przeciętnym nauczycielem polskiego. Miernym poetą. Samotnym ojcem, którego żona zmarła przy porodzie. – Adam dostrzegł błysk zaskoczenia w oczach Rafała, ale jego pięść nadal pozostawała uniesiona, gotowa do zadania ciosu. Mówił jednak dalej. – A wiesz kim ty jesteś? Dzieciakiem, który myślał, że świat się na niego uwziął. Że jest nieśmiałym chłopcem, podczas gdy nie zna prawdziwego oblicza nieśmiałości. Który zamiast zostać przy ukochanej w być może jej ostatnich chwilach poszedł się upić i wylądował w łóżku z pierwszą lepszą dziewczyną, a następnie zrobił z siebie ofiarę i postanowił się zabić. Myślałeś, co ona by czuła, gdyby się dowiedziała, co zrobiłeś? Nie. Myślałeś tylko i wyłącznie o sobie. Dlatego pytam się ciebie, czy miałbyś mniejsze wyrzuty sumienia, gdyby ona nadal spała? – ostatnie pytanie Adam zadał kładąc nacisk na każde kolejne słowo.

 

Rafał uderzył. Pięść zrobiła wgniecenie w ścianie pokoiku. Pokruszona farba i gips posypały się na podłogę. Mężczyzna puścił Adama i odsunął się. Najpierw o krok. Potem o dwa. Nauczyciel wygładził koszulę i przyjrzał się Rafałowi z uwagą. Strach? Zaskoczenie? Ból? Ujrzał te i jeszcze inne emocje targające nim, tak jak wichura jeszcze niedawno targała gałęziami drzew za oknem.

 

– Nic tak nie boli, jak prawda powiedziana prosto w oczy. Żaden uraz fizyczny ani psychiczny. Żadne złamane serce, czy utrata bliskiego. Prawda, którą odrzucamy, której nie przyjmujemy i spychamy w głąb naszych umysłów, skąd nie wypłynie na światło dzienne, a jedynie będzie wypełzać w bezsenne noce. To ona zaboli nas zawsze najbardziej. Ale ból może oczyszczać. I nauczyć. Dobrze wiesz, czemu o to zapytałem. Odpowiedź jest dla mnie nieistotna. Istotne jest to, żebyś zdawał sobie sprawę, że to pytanie powinieneś był sam zadać, a odpowiedź może ci przynieść istotną wiedzę o sobie. Wiedza ta bowiem jest chyba najbardziej przydatną w życiu. W końcu z samym sobą spędzamy najwięcej naszego czasu, a wypada dobrze znać kogoś takiego. Ktoś, kto nie zna samego siebie, swoich słabości, swoich wad, swojej mrocznej strony, ale i zalet, tych dobrych cech, będzie prowadził pustą egzystencję, nie znając własnych możliwości, a więc nie wykorzystując ich w pełni. Nie żyjąc w pełni. A wtedy szklanka z pewnością będzie w połowie pusta. Powiedz mi, Rafale. – Adam zrobił wymowną pauzę. – Czy nadal chcesz umrzeć?

 

Mężczyzna nie odpowiedział.

 

– Czy chcesz zostawić za sobą tę biedną dziewczynę? – zapytał Adam, ale ponieważ drugi mężczyzna nadal nic nie mówił, kontynuował. – Masz wybór. Możesz zabrać ze sobą wszystkie te słowa, które zostały tutaj dziś wypowiedziane i pójść spróbować odbudować swoje życie. Możesz też zapomnieć o całej rozmowie i dokończyć swoje zamiary. Jak już mówiłem, nie będę cię zatrzymywał. Jednak zanim wyjdziesz, zadaj sobie jeszcze jedno, ostatnie pytanie. Czy chcesz, żeby twoja szklanka już zawsze była do połowy pusta?

 

Rafał mimo woli spojrzał na stojącą na stole szklankę. Kiedy wzburzony wstał, zahaczył kolanem o stół i wylało się z niej więcej rozwodnionej herbaty, tak że znów była w połowie… no właśnie. Przyglądał się jej przez dobrą chwilę, a kiedy z powrotem przeniósł wzrok na Adama, ten dostrzegł w jego oczach błysk czegoś, co można by uznać za determinację, postanowienie, a może nawet przemianę.

 

– Nie – powiedział cicho. – Nie chcę.

– Nie słyszę.

– Nie chcę – tym razem głos Rafała był głośny i dało się w nim słyszeć zdecydowanie. – Moja szklanka od dziś będzie w połowie pełna.

– Piękne postanowienie – powiedział Adam i pozwolił sobie na nieznaczny uśmiech. – Obyś go tylko dotrzymał.

 

Również twarz Rafała nieco wypogodniała. Miał wrażenie, że wypowiedzenie tych kilku słów zrzuciło z jego pleców cały ciężar, a czarne chmury, które nad nim wisiały zaczęły się rozwiewać.

 

– Ja… - zaczął, ale słowa uwięzły mu w gardle. – Chcę ci podziękować, przeprosić, powiedzieć, że mi przykro i... Ale nie potrafię tego ubrać w słowa.

– Nie musisz mi nic mówić. Nie musisz dziękować, bo nic nie zrobiłem. Nie musisz przepraszać, bo ty też nic nie zrobiłeś. Nie widzę też powodu, z którego miałoby ci być przykro. A przynajmniej nie bardziej niż mi. Musisz tylko zrobić krok naprzód. Jeden, drugi, trzeci. Zanim się obejrzysz, będziesz już biegł, zostawiwszy ten dzień daleko za sobą.

 

Rafał niespodziewanie uścisnął starszego mężczyznę. Zaskoczony Adam przez chwilę trzymał ręce w powietrzu, ale odwzajemnił uścisk i poklepał go po plecach.

 

Kiedy Rafał schodził na parter oświetlając sobie drogę latarką przyczepioną do kluczy, spotkał po drodze dziewczynę, zaledwie kilka lat młodszą od siebie. Była wysoka, szczupła i miała długie kręcone blond włosy, skryte pod kapturem ciemnozielonej jesiennej kurtki. Szła po ciemku, jakby doskonale znała każdy stopień. Uśmiechnęła się do niego, kiedy się mijali, a z jej szmaragdowych oczu biło autentyczne ciepło. Wydawała mu się dziwnie znajoma, ale nie potrafił powiedzieć, dlaczego. Gdy wyszedł na ulicę, zorientował się, że wichura dobiegła końca. Woda płynęła strumieniami wzdłuż chodników niosąc ze sobą zerwane, pożółkłe liście, ale z nieba nie leciała już nawet kropla deszczu, a wiatr osłabł niemal zupełnie. Pozostał jedynie chłód, wilgoć i zapach jesieni. Rafał skulił się i wsadził ręce głęboko w kieszenie kurtki, opuszczając uliczkę, w której znajdowała się kamienica.

 

Adam ledwie zdążył wrócić do pokoju, kiedy ktoś znów zapukał do drzwi. Z westchnieniem podniósł się z fotela i znów ruszył do przedpokoju. Po drodze jak zwykle jego oczy powędrowały do wiszącego na ścianie zdjęcia ślubnego jego i żony. Uśmiechnął się mimo woli.

 

Przekręcił zamek w drzwiach i otworzył je na oścież. Jego córka zawołała „Niespodzianka” i rzuciła mu się na szyję, obejmując tak mocno, że wydusiła mu powietrze z płuc.

 

– Spotkałam na klatce dziwnego faceta – powiedziała, kiedy już go puściła. – Schodził z tego piętra i uśmiechał się, sam do siebie. Nie wiesz kto to?

 

Adam nie odpowiedział, ale uśmiechnął się. Gdy szli do salonu, jego spojrzenie padło na stolik. Znów stały na nim tylko dwie rzeczy. Prosta świeca osadzona w metalowym, posrebrzanym świeczniku, z której wosk znów zaczynał powoli skapywać na podstawkę i która była jedynym, wątłym źródłem światła w pomieszczeniu; obok równie prosta szklanka, bez żadnych ozdób, ani uchwytów, w połowie pełna.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    "Prawda, którą odrzucamy, której nie przyjmujemy i spychamy w głąb naszych umysłów, skąd nie wypłynie na światło dzienne, a jedynie będzie wypełzać w bezsenne noce. To ona zaboli nas zawsze najbardziej. Ale ból może oczyszczać. I nauczyć."

    Dokładnie.
    Bardzo szkoda, bo rozumiem, że kończysz "Rozmowy przy szklance do połowy pustej". Pocieszająca (bardzo) jest wymowa zmiany widzenia niezapełnionej szklanki. I to zarówno w myśleniu Rafała, jak i nauczyciela (córka a śmierć żony).
    Pięknie, rozważnie, z talentem epickim, psychologicznym - napisany tekst, minipowieść.
    5.
    Serdecznie pozdrawiam.
  • Fanifur pół roku temu
    Wielkie dzięki za przeczytanie całości i tak przychylne opinie pod kolejnym częściami. Niestety, to prawda, że rozmowy w tym miejscu się kończą. Uznałem że zbytnie przedłużanie tej historii mogłoby wyjść wyłącznie na jej nie korzyść. A i tak jej kierunek i długość znacznie odbiegła od pierwotnych zamiarów. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam!
  • Wrotycz pół roku temu
    Satysfakcja po mojej stronie. Dziękuję i rozumiem decyzję.
    Mam nadzieję na inną historię.
  • Fanifur pół roku temu
    Wrotycz Zapewne z czasem pojawi się coś jeszcze, jeśli uznam, że poziom jest wystarczający, żeby warto było to upublicznić :) Na razie pozostaną jednak tylko te dwa opowiadania.
  • Ozar pół roku temu
    Ciekawy tekst z przesłaniem. Sam sens jest bardzo mądry. Przeczytałem i jestem pod wrażeniem sensu, prawdy i przesłania. Bardzo dobry tekst dla mnie. Przeczytam na spokojnie poprzednie części, bo widzę że warto. 5 dla mnie
  • Fanifur pół roku temu
    Dzięki :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania