Wciąż i wciąż od nowa - Rozdział 7 uwielbiam twój uśmiech

Oczami Mateusza 10 styczeń 2016 ( kilka godzin wcześniej )

 

" Będę za 15min"

 

Wysyłam ostatniego smsa do Weroniki wsiadając do samochodu. Przez te kilka dni zastanawiałem się jak to wszystko będzie wyglądać kiedy się spotkamy i wreszcie się dowiem. Odjeżdżam z parkingu i jadę w jej stronę.

Ręce trzęsą mi się jak oszalałe. Chyba nigdy jeszcze tak się nie stresowałem przed spotkaniem z jakąkolwiek dziewczyną, ale Weronika nie jest "jakaś". Od naszego ostatniego spotkania gadaliśmy całe dnie i noce - jedynie z przerwami na krótki sen. Aż sam się dziwię, że oboje tak się w to wszystko wciągnęliśmy.

Z tego, co się o niej dowiedziałem, nie jest do końca taka święta jakby się mogło wydawać. Nie mam pewności jednak czy powinienem wierzyć w te plotki - niektóre wydają się dosyć przerysowane. A to, że przyjaźni się z dziewczyną o jeszcze "lepszej" reputacji, nie wpływa zbytnio na jej korzyść. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać.

Obiecałem Weronice przed tym spotkaniem, że będziemy się dobrze bawić, ale miała to być też niespodzianka gdzie ją zabieram. Co prawda strasznie się o to wkurzała, że nic nie chcę jej powiedzieć, że jestem bezduszny, czy jakoś tak, ale było to przy tym takie słodkie, że musiałem się ostro powstrzymywać, żeby się serio nie wygadać. Było ciężko przyznaję, ale udało się!

Chciałem wymyślić coś, co oboje lubimy. Myślałem, że będzie to trudne, bo do tej pory chyba ani jedna dziewczyna nie interesowała się żadną taką samą rzeczą, co ja. Albo przynajmniej tak mi się wydawało, bo innych nie chciałem poznać tak naprawdę. No może oprócz Dominiki. Ale o niej nie mam ochoty myśleć. Od kiedy mnie zostawiła nic już nie było takie samo. Czasem tylko się zastanawiam czy będę potrafił pokochać równie mocno kogoś kto nie będzie nią. Nie wiem...

Ale dosyć tego myślenia. Wyjeżdżam zza zakrętu i widzę już dom Weroniki. Zatrzymuję się na podjeździe. Ale nawet nie zdążam wysłać smsa kiedy zauważam ją na ścieżce i już otwiera drzwi. Łał... Wygląda pięknie!

- Hej - wyrywa mnie z zamyślenia jej głos. Chyba się na nią zapatrzyłem.

- Witaj piękna istoto - śmieje się, a do tego jeszcze czerwieni, chyba ją odrobinę zawstydziłem.

- Przestań sobie ciągle żartować, tylko powiedz mi wreszcie gdzie jedziemy bo już nie wytrzymuję.

Śmieję się słysząc te słowa. Pewnie myślała o tym całą noc. Nie zdradziłem jej przecież nawet odrobiny z tego, co zaplanowałem. Takie niespodzianki są chyba romantyczne, chociaż nie jestem pewny, czy ona lubi takich chłopaków, ale to nic.

Nie odpowiadając ani słowem, z uśmiechem na ustach odjeżdżamy spod jej domu. Przez całą drogę praktyczni nie rozmawiamy, ale widzę, że Weronika ciągle rozgląda się przez szybę. Obstawiam, że sama próbuje dojść do tego gdzie ją zabieram, skoro już wie, że nie wyciągnie ode mnie nic. Bardzo mnie to bawi. Mówiła, że jest strasznie niecierpliwa, ale żeby aż tak ?

Chciałem jechać na miejsce najdłuższą drogą, żeby jeszcze bardziej ją wkurzyć, ale chyba już wystarczy. Czas wjechać na parking przy kręgielni.

- OK, jesteśmy na miejscu - informuję, ale jej reakcja powoduje we mnie niepokój

- Kręgle, serio? - unosi brwi do góry, ale chyba nie wygląda na zadowoloną. O boże... Chyba coś zjebałem...

- Myślałem...

- Jesteś świadom swojej dramatycznej porażki? - śmieje się nie dając mi skończyć. A to mała spryciula, już miałem szukać czegoś zupełnie innego, a przecież stolik w małej knajpce mamy zarezerwowany dopiero za godzinę.

Wysiadamy z samochodu i razem udajemy się w stronę drzwi. Przepuszczam ją w nich jak prawdziwy dżentelmen. Tak zostałem w końcu wychowany. Weronika zdejmuje kurtkę i siada przy naszym miejscu, podczas gdy ja podchodzę do baru i płacę za wszystko. Od razu biorę też dla nas buty na zmianę i colę. Jestem samochodem więc nie mogę pić alkoholu, a Weronika sama mówiła, że spożywa go jedynie do towarzystwa.

- Serio wpisałeś się jako "Góral" - Weronika nie może powstrzymać się od śmiechu kiedy to zauważa, ale nie wiem co jest w tym dziwnego - to dlaczego ja nie jestem "Góraleczną" ? - pyta podchodząc do mnie. Boże patrzy mi prosto w oczy, dlaczego ona mi to robi, przecież ma je takie piękne!

- Jeszcze nie mogę cię tak nazwać - jejku dlaczego ja to powiedziałem? Wszystko przez te oczy. Czy ja serio już myślę o niej jakby miała być moją dziewczyną? Nie znamy się przecież praktycznie w ogóle - Yyy, to znaczy... - próbuję uratować jakoś sytuację, ale chyba bez skutecznie.

- Dobra nie było pytania. To co ja pierwsza Góralu ? Super - wyrywa się, zabiera kulę i to co potem robi zaskakuje mnie jeszcze bardziej. Za pierwszym razem i już 9? - Wszystko ok ? Masz taką minę jakbyś ducha zobaczył - Chyba serio nie mam z nią szans. Co ze mnie za facet...

- Tak, tak. Yyy, jest ok. Po prostu nie sądziłam, że jesteś serio aż taka dobra.

- Tak szczerze, to po prostu mi się udało, ale nie mów nikomu - mówi ściszonym głosem, jakby to była wiadomość warta życia lub śmierci.

Oboje się śmiejemy. Dobrze wiem, że to nie prawda, ale miało mnie to chyba odrobinę pocieszyć i można powiedzieć, że podziałało.

Weronika ubrała się dzisiaj tak jak powinna w stosunku do pogody. Nie udaje, jak te wszystkie słodkie idiotki, że na dziesięcio stopniowym mrozie jest jej gorąco w sukience ledwo zakrywającej tyłek. Nie twierdzę, co prawda, że nie podoba mi się jak dziewczyna pokaże to czy tamto, jestem w końcu facetem i zwracam w pierwszej kolejności na to uwagę, ale czasem to już przesada... Nie oszukujmy się mężczyźni - tak już zostaliśmy zaprojektowani.

Werka ma na sobie obcisłe jeansy i błękitną koszulę w kropeczki. Wygląda pięknie. Kiedy tylko oddaje rzut kulą ,czy jak to się tam nazywa, nie mogę powstrzymać się żeby nie spojrzeć na jej tyłek. I to kurcze za każdym razem. Aż robi mi się gorąco. Jest piękny jak cała reszta. I ten szyderczy uśmiech, kiedy wygrywa kolejną rundę, jest jeszcze bardziej cudowny niż ten naturalny. Nie mam pojęcia, co mam o tym wszystkim myśleć. Zawróciła mi w głowie.

- Poddajesz się ? Nie masz jeszcze dość- pyta

- Ja? Nigdy! - protestuję. Przecież prowadzę całym jednym punktem - wskazuje na tablicę, z ogromny uśmiech na twarzy.

Widzę, że wywraca oczami. Oboje dobrze wiemy, że zaraz może się to zmienić, ale do cholery jestem facetem i nie mogę tak łatwo dać się ograć dziewczynie. Jak to o mnie świadczy. Chyba dopada mnie urażona męska duma, ale nic nie mogę na to poradzić. To ja zawsze dawałem wygrać, a tu nagle role się odwróciły i osobą, która właśnie mnie ogrywa nie jest Dawid, tylko dziewczyna o prześlicznych oczach. Aa, to już wiem. Po prostu nie mogę się skupić, dlatego idzie mi nie tak dobrze jak zwykle. Wszystko jej wina.

- Góral, a co ty tutaj robisz? - słyszę znajomy głos. Ale aż boję się odwrócić, nie chcę żeby był to jeden z moich kumpli, który był wtedy ze mną w barze, gdy poznałem Weronikę. Boję się, że się wygada. Nie mogę jednak udawać, że nie do mnie kierowane są te słowa i z ogromną niechęcią odwracam się.

- Krystian! - Boże tylko nie on - A co ty tutaj robisz? - patrzę ze zdziwioną mina, jego się tutaj nie spodziewałem.

- Mogę zapytać o to samo ciebie. Nie mówiłeś, że masz nową dziewczynę - podchodzi do Weroniki, a mnie ogarnia strach i niemoc. " Błagam tylko nic jej nie mów" - próbuję dotrzeć do jego podświadomości - Cześć! Jestem Krystian. Nie chciałem przeszkadzać, ale nie wiedziałem, że mój przyjaciel ma jakieś tajemnice przede mną - wita się, ale nie przestaje ogarniać jej całej wzrokiem. Czuję jak wszystko we mnie buzuje.

- Hej, Weronika. - podaje mu rękę i miło uśmiecha się - jednak nie do niego, a w moim kierunku, co uspokaja mnie w odrobinę. Wiem jednak, że muszę go stąd wygonić.

Nie wiem czemu ogarnęła mnie taka złość. Ufam Krystianowi prawie tak jak Dawidowi, wiem że nigdy nie zrobiłby czegoś przeciwko mnie. Dociera jednak do mnie w sekundzie, że muszę coś z tym wszystkim zrobić. Ten zakład to była największa głupota w moim życiu. Jedynym usprawiedliwieniem może być to, że nie wiedziałem jaka Weronika jest naprawdę. A czuję się przy niej jakbyśmy się znali całe życie. Chyba rozumiemy się bez słów. I dlatego pożądliwy wzrok Krystiana wywołuje u mnie po prostu zazdrość, że ktoś inny mógłby być w tym miejscu gdzie teraz jestem ja.

- Wiesz Krystian - odzywam się wreszcie po chwili ciszy - nie chcę cię wyganiać , ale chyba twoja koleżanka już się ubrała i na ciebie czeka - kiwam głową w jej kierunku. - Tyle za nią latałeś, szkoda żeby ci teraz uciekła z innym nie sądzisz? - śmieje się do niego. Krystian już wie o co chodzi.

- Ej ej, uważaj sobie kolego. No dobrze nie będę wam przeszkadzać - zbija ze mną piątkę, po czym odwraca się do Weroniki i macha na pożegnanie - Miło było cię poznać - nie czekając na odpowiedź odchodzi, a ja czuję jakby właśnie głaz spadł mi z serca. Powiedziałbym, że był nawet porównywalny do jakiejś góry lodowej...

Muszę stąd wyjść, chcę z nią pogadać na spokojnie, proponuję więc restaurację.

- Nie masz już dosyć tego wygrywania? Daj mi zakończyć chociaż wygraną - robię oczy małego szczeniaczka i widzę, że podziałało, bo Weronika zanosi się ze śmiechu.

- Zgadam się, ale pod jednym warunkiem.

- Wszystko czego zechcesz księżniczko - kłaniam się przed nią, a ona śmieje się jeszcze bardziej, nie mogąc wydusić z siebie słowa. - To jaki ten warunek?

- W zasadzie to są dwa - schodzi z toru i zaczyna zdejmować buty i zakładać swoje. Widząc, że kiwam głową zgadzając się na wszystko kontynuuje - Więc tak, po pierwsze nie jedziemy jeszcze do domu, a po ...

- Ha! - przerywam jej - Łatwizna! Nawet nie zamierzałem cię jeszcze odwozić. Jedna niespodzianka to za mało jak na jeden dzień. Poza tym, nic się jeszcze o tobie nie dowiedziałem. Skąd mam wiedzieć, że ktoś za ciebie nie pisał tych wszystkich smsów przez ostatnie dni? - widzę jak próbuje powstrzymać uśmiech na twarzy, ale jej oczy tak błyszczą, że nigdy jej się to nie uda - Mam dla nas zarezerwowany stolik, ale gdzie dokładnie to dowiesz się na miejscu.

- Zamęczy mnie! - Weronika komentuje pod nosem, ale wywołuje to u mnie salwę śmiechu, którą ledwo jestem w stanie powstrzymać, gdy zaczyna mówić dalej - Nie śmieszne. Ok, to teraz po drugie, bo wcześniej nie dałeś mi dokończyć... - zanim kończy jednak zdanie, oddaje buty, zakłada kurtkę i zabiera torebkę, chyba mści się na mnie za to, co ja jej robiłem. Uwielbiam ją coraz bardziej ! - Jutro to ja wybieram, co robimy. Jeśli oczywiście masz czas.

Tak strasznie mnie tym zaskoczyła! Stoję jak wryty i nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. To znaczy wiem. Moja dusza sama krzyczy : " Zapytaj jak ona, niech powie tylko gdzie i o której". Ale w takim razie nie mam pojęcia, dlaczego nie wypowiadają tego moje usta. Mój rozum kalkuluje czy mogę to zrobić jeśli wiem, że prędzej czy później dowie się o tym zakładzie. Nie chcę jej skrzywdzić, ale wiem też, że działa na mnie jak magnez. Przyciąga mnie do siebie wciąż i wciąż od nowa. Jakby to ona była słońcem, które nie tylko rozświetla całego mnie, ale także krążę w około niej, tak jak robi to ziemia.

- Czekałem aż to zaproponujesz - odpowiadam w końcu widząc jej zakłopotanie gdy wychodzimy z kręgielni. Mam nadzieję , że się nie pomyliłem. - Ale dzisiaj jest jeszcze mój dzień, więc zapraszam do samochodu i już bez pytań - rozkazuję - Resztę opowiemy sobie na miejscu. Jeszcze przegapiłabyś jakąś mroczną tajemnice związaną ze mną i co by było? - obejmuje ją, mocno wdychając powietrze do płuc. Moje serce bije mocniej. "TAK, DOKONAŁEŚ DOBREGO WYBORU!" - mówi teraz do mnie dusza.

Jednego się tylko nie spodziewałem. Sms od Krystiana:

 

" Może wymienimy się koleżankami? Niezła dupa z tej twoje Werki"

 

Robi mi się gorąco czytając tego smsa. Kretyn... Ale nie chcę zepsuć sobie tego pięknego dnia, więc wciskam "USUŃ " i odjeżdżam, żeby zabrać Weronikę na kolejną część randki. Uwielbiam ją !

 

W ulepszonej wersji wpisy będą się pojawiać na moim blogu : http://wciazodnowa.blog.pl/

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Franek 2 miesiące temu
    super

Napisz komentarz