Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Akademia Sztormu i Burzy Rozdział 3

Pierwszy tydzień nauki nie był łatwy. Nie tylko za względu na całkiem nieznane mi dotąd zasady magii, ale między innymi przez otaczających mnie ludzi.

Większość pochodziła z rodzin o wielopokoleniowych korzeniach magicznych. Wychowani w magicznym świecie otoczeni byli magią.

 

-Sam! Już nie mogę- powiedziałam.- Nie ma przykładowo jakiegoś czaru, dzięki któremu wiedza wsiąknie mi do mózgu?

 

- Gdybyś przeczytała rozdział dziesiaty Białej magii wiedziałabyś, że mieszanie w psychice jest surowo zabronione- westchnęła.- I karalne.

 

- Czym?- zmarszczyłam brwi.

 

- Śmierć magiczna- powiedziała krótko.

 

- Co?- zmarszczyłam brwi.

 

Samantha przyzwyczaiła się do moich ciągłych pytań. Czasem mam wrażenie, że przez to traktuje mnie, jak dwuletnie dziecko.

 

- Mówi się, że czarodzieje umierają dwa razy. Zazwyczaj pierwsza przychodzi śmierć magii, czyli moment, kiedy twoje magiczne moce zanikają. Zwykle dzieje się to, kiedy siła witalna maga zmaleje do prawie zera. Jednak pośród nas znajdują się magowie prastarych źródeł magii: księżyca, słońca, wody i powietrza, którzy potrafią manipulować magią innych, którzy są na tyle potężni, że potrafią odcinać innych magów od ich mocy.

 

Na moją zagubioną minę zareagowała cmoknięciem. Chwyciła ołówek do ręki i zaczęła rysować coś co miało przypominać krajobraz.

 

- Są trzy pierwotne źródła magii.- Wskazała na rysunek.- Słońce, Księżyc oraz Żywioły.

 

- Czyli jeżeli ktoś posiada talent do wszystkich żywiołów może pozbawić przykładowo maga wody jego zdolności?

 

- Dokładnie.

 

- Czyli żeby czerpać moc z pierwotnego źródła trzeba władać wszystkimi żywiołami?

 

- Tak, albo Słońcem lub Księżycem.

 

- Ah.

 

- Jednak nie wiele Magów włada wszystkimi żywiołami, z tego co mi wiadomo aktualnie żyjących jest trzech. Jeżeli chodzi o Słońce i Księżyc w naszej Szkole znajduje się parę osób, należą do Kręgu Zmroku. Elita naszej szkoły magowie słońca- syn arcykapłana Saule- potrafi naginać rzeczywistości, tworzyć iluzje, Klara- z światła słonecznego tka metal, z którego tworzone są najsilniejsze i najtrwalsze bronie, Jannine- nagina światło słoneczne w takim stopniu, że staje się niewidzialna, oprócz nich jeszcze jeden mag księżyca- Gabriel- potrafi spytać na ludzki umysł obłęd, a oprócz tego Flynn- mag żywiołów, nie wiele wiadomo na temat jego mocy. Bardzo się z tym kryje.

 

Flynn.

 

- Potrzebują jeszcze jednego maga do zamknięcia kręgu.

 

Przez ostatnie parę dni spędzone z Samanthą dowiedziałam się, że pochodzi ona z szanownanej rodziny Tkaczy Ziemi. Tak na dobrą sprawę można by nazwać ich architektami. To oni wybudowali najwspanialsze zamki na tych ziemiach, całkiem sami, w tym budynek Akademii.

 

Jednak pomimo niezwykłej sławy jej rodu dziewczyna wcale nie wydawała się być lubiana. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest znienawidzona.

Wiele dziewczyn wyśmiewa ją za plecami, szepcze, jednak nie odważyłam się jej zapytać dlaczego. Nie to mnie interesowało.

 

Wraz z Sam siedziałam przy długim drewnianym stole. Właśnie odrabiałyśmy zadania domowe z zastosowań kamieni w białej magii, gdy nagle do uszu wszystkich obecnych dotarł ogromny huk.

 

- Co tam się wyrabia?- mruknęła bibliotekarka.

 

Podeszła do ogromnych dębowych drzwi i powoli otworzyła.

Wstałam z krzesła i zaczęłam przyglądać się wlewajacej się do pomieszczenia czarnej cieczy.

Zmarszczyłam brwi niedowierzając temu co widzę. Czy była to norma w tej szkole?

 

- Nie nie nie- zaczęła powtarzać nauczycielka.

 

Parę sekund wystarczyło by jej kolana zostały całe oblepione w substancji.

 

- Uciekaj!- krzyknęła biegnąca Sam.

 

Obejrzałam się za siebie. Kompletnie zdezorientowana pobiegłam w stronę regałów z książkami i zaczęłam wspinać po drewnianej drabinie.

Po chwili do moich uszu dobiegły krzyki, nie agonii, lecz rozbawione męskie nawoływania.

 

- Dajesz Carter!- krzyknął jeden z głosów.

 

Już po chwili oczom wszystkich ukazał się chłopak. Wysoki blondyn o łobuzerskim wyrazie twarzy. Zamrugałam oczyma z niedowierzania. Chłopak przepływał przez ciecz za pomocą deski surfingowej. Nauczycielka już prawie całkowicie znajdowała się pod powierzchnią cieczy.

 

- Panie Carter- krzyknęła.- Proszę pozbyć się tego potwora, natychmiast.

 

Chłopak wywrócił oczyma i wyciągnął różdżkę.

 

- Illuminare mendacium- machnął ręką tuż nad cieczą.

 

Cała sala wróciła do normy. Powoli zaczęłam schodzić po drabince na ziemię.

 

"Co za burak"

 

- Panie Carter- zaczęła kobieta.

 

- Serdecznie zapraszam Pana do gabinetu Dyrektor Brown- chłopak dokładnie słowo w słowo powiedział to co bibliotekarka nieudolnie próbując naśladować ton jej głosu.

 

- Oczywiście- powiedział śmiejąc się.

 

Jednak nim obrocił się w stronę drzwi spojrzał w moją stronę. Uniósł rękę i pomachał. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam za siebie. Tuż za moimi plecami stał moją współlokatorka.

 

- Witaj żłówiku Sammy- powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.

 

Twarz dziewczyny zrobiła się cała czerwona. Sam odwróciła się w stronę drzwi i pociągnęła mnie za sobą.

 

- Czy wy...- zaczęłam, ale nie było dane mi dokończyć.

 

- Błagam nie mówmy o tym na głos- powiedziała nadal ciągnąc mnie przez pusty korytarz.- Ale dla sprostowania sytuacji odpowiedź brzmi niestety tak.

 

- A więc stąd tyle wiesz o kręgu- podsumowałam.

 

Dziewczyna przez całą drogę do jadalni nie powiedziała ani słowa. Po prostu w ciszy ruszyłyśmy na obiad.

 

--------------------

Zostawiajcie komentarze i oceny!Pierwszy tydzień nauki nie był łatwy. Nie tylko za względu na całkiem nieznane mi dotąd zasady magii, ale między innymi przez otaczających mnie ludzi.

Większość pochodziła z rodzin o wielopokoleniowych korzeniach magicznych. Wychowani w magicznym świecie otoczeni byli magią.

 

-Sam! Już nie mogę- powiedziałam.- Nie ma przykładowo jakiegoś czaru, dzięki któremu wiedza wsiąknie mi do mózgu?

 

- Gdybyś przeczytała rozdział dziesiaty Białej magii wiedziałabyś, że mieszanie w psychice jest surowo zabronione- westchnęła.- I karalne.

 

- Czym?- zmarszczyłam brwi.

 

- Śmierć magiczna- powiedziała krótko.

 

- Co?- zmarszczyłam brwi.

 

Samantha przyzwyczaiła się do moich ciągłych pytań. Czasem mam wrażenie, że przez to traktuje mnie, jak dwuletnie dziecko.

 

- Mówi się, że czarodzieje umierają dwa razy. Zazwyczaj pierwsza przychodzi śmierć magii, czyli moment, kiedy twoje magiczne moce zanikają. Zwykle dzieje się to, kiedy siła witalna maga zmaleje do prawie zera. Jednak pośród nas znajdują się magowie prastarych źródeł magii: księżyca, słońca, wody i powietrza, którzy potrafią manipulować magią innych, którzy są na tyle potężni, że potrafią odcinać innych magów od ich mocy.

 

Na moją zagubioną minę zareagowała cmoknięciem. Chwyciła ołówek do ręki i zaczęła rysować coś co miało przypominać krajobraz.

 

- Są trzy pierwotne źródła magii.- Wskazała na rysunek.- Słońce, Księżyc oraz Żywioły.

 

- Czyli jeżeli ktoś posiada talent do wszystkich żywiołów może pozbawić przykładowo maga wody jego zdolności?

 

- Dokładnie.

 

- Czyli żeby czerpać moc z pierwotnego źródła trzeba władać wszystkimi żywiołami?

 

- Tak, albo Słońcem lub Księżycem.

 

- Ah.

 

- Jednak nie wiele Magów włada wszystkimi żywiołami, z tego co mi wiadomo aktualnie żyjących jest trzech. Jeżeli chodzi o Słońce i Księżyc w naszej Szkole znajduje się parę osób, należą do Kręgu Zmroku. Elita naszej szkoły magowie słońca- syn arcykapłana Saule- potrafi naginać rzeczywistości, tworzyć iluzje, Klara- z światła słonecznego tka metal, z którego tworzone są najsilniejsze i najtrwalsze bronie, Jannine- nagina światło słoneczne w takim stopniu, że staje się niewidzialna, oprócz nich jeszcze jeden mag księżyca- Gabriel- potrafi spytać na ludzki umysł obłęd, a oprócz tego Flynn- mag żywiołów, nie wiele wiadomo na temat jego mocy. Bardzo się z tym kryje.

 

Flynn.

 

- Potrzebują jeszcze jednego maga do zamknięcia kręgu.

 

Przez ostatnie parę dni spędzone z Samanthą dowiedziałam się, że pochodzi ona z szanownanej rodziny Tkaczy Ziemi. Tak na dobrą sprawę można by nazwać ich architektami. To oni wybudowali najwspanialsze zamki na tych ziemiach, całkiem sami, w tym budynek Akademii.

 

Jednak pomimo niezwykłej sławy jej rodu dziewczyna wcale nie wydawała się być lubiana. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest znienawidzona.

Wiele dziewczyn wyśmiewa ją za plecami, szepcze, jednak nie odważyłam się jej zapytać dlaczego. Nie to mnie interesowało.

 

Wraz z Sam siedziałam przy długim drewnianym stole. Właśnie odrabiałyśmy zadania domowe z zastosowań kamieni w białej magii, gdy nagle do uszu wszystkich obecnych dotarł ogromny huk.

 

- Co tam się wyrabia?- mruknęła bibliotekarka.

 

Podeszła do ogromnych dębowych drzwi i powoli otworzyła.

Wstałam z krzesła i zaczęłam przyglądać się wlewajacej się do pomieszczenia czarnej cieczy.

Zmarszczyłam brwi niedowierzając temu co widzę. Czy była to norma w tej szkole?

 

- Nie nie nie- zaczęła powtarzać nauczycielka.

 

Parę sekund wystarczyło by jej kolana zostały całe oblepione w substancji.

 

- Uciekaj!- krzyknęła biegnąca Sam.

 

Obejrzałam się za siebie. Kompletnie zdezorientowana pobiegłam w stronę regałów z książkami i zaczęłam wspinać po drewnianej drabinie.

Po chwili do moich uszu dobiegły krzyki, nie agonii, lecz rozbawione męskie nawoływania.

 

- Dajesz Carter!- krzyknął jeden z głosów.

 

Już po chwili oczom wszystkich ukazał się chłopak. Wysoki blondyn o łobuzerskim wyrazie twarzy. Zamrugałam oczyma z niedowierzania. Chłopak przepływał przez ciecz za pomocą deski surfingowej. Nauczycielka już prawie całkowicie znajdowała się pod powierzchnią cieczy.

 

- Panie Carter- krzyknęła.- Proszę pozbyć się tego potwora, natychmiast.

 

Chłopak wywrócił oczyma i wyciągnął różdżkę.

 

- Illuminare mendacium- machnął ręką tuż nad cieczą.

 

Cała sala wróciła do normy. Powoli zaczęłam schodzić po drabince na ziemię.

 

"Co za burak"

 

- Panie Carter- zaczęła kobieta.

 

- Serdecznie zapraszam Pana do gabinetu Dyrektor Brown- chłopak dokładnie słowo w słowo powiedział to co bibliotekarka nieudolnie próbując naśladować ton jej głosu.

 

- Oczywiście- powiedział śmiejąc się.

 

Jednak nim obrocił się w stronę drzwi spojrzał w moją stronę. Uniósł rękę i pomachał. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam za siebie. Tuż za moimi plecami stał moją współlokatorka.

 

- Witaj żłówiku Sammy- powiedział z łobuzerskim uśmieszkiem.

 

Twarz dziewczyny zrobiła się cała czerwona. Sam odwróciła się w stronę drzwi i pociągnęła mnie za sobą.

 

- Czy wy...- zaczęłam, ale nie było dane mi dokończyć.

 

- Błagam nie mówmy o tym na głos- powiedziała nadal ciągnąc mnie przez pusty korytarz.- Ale dla sprostowania sytuacji odpowiedź brzmi niestety tak.

 

- A więc stąd tyle wiesz o kręgu- podsumowałam.

 

Dziewczyna przez całą drogę do jadalni nie powiedziała ani słowa. Po prostu w ciszy ruszyłyśmy na obiad.

-------------------------------

 

Zostawiajcie komentarze i oceny!!!!!!

Wasza Arkadia

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania