Lumi Ty nie możesz być Tośką
Lata '90te gdzieś pod Łowiczem Świętojańskim.
Pierwszy dzwonek z gatunku już wakacyjnych, gdy noga świeżbi, by z kolegami pójść w letni tan... I nagle – marsowe miny, a wychowawca klasy przejmująco poważny.
– Zaginął dziennik ósmej klasy...
Ech, wiecie, „Szatana z siódmej klasy”, tego obczytanego, to znałam, a Tosią w tej całej historii byłam ja. Ale gdzie podziała się drewniana deska z tego ostatniego? Fascynacja strachem i cały ten post-PRL-owski flow i tak już poleciały, gdy nowina na cały głos, mocno śmierdząco wybrzmiała:
– Leży na samym wierzchu kupy tego ludzkiego gnoju w szkolnym ustępie...
Wtedy nie było Domestosu z chlorem, covid siedział głęboko w ukryciu, a o patyczkach zapachowych od Szelągowskiej nikt nawet nie słyszał. Smród uderzał bez żadnej amortyzacji. Kto tam był, ten wie, że dziura była jak kalejdoskop, a czerwcowy gnój iście „pachnący”mocznikiem podkręcał nastrojowość.
Kto pod tę niewypolerowaną deskę zaglądnął, że na dnie odchodów wypatrzył szkolny dziennik?
Nie wiem komu nos się chciało tam wsadzić !
Czy ktoś go wyłowił przed końcem roku – tego też nie wiem.
Ale za dwa dni świadectwo z czerwonym paskiem jakiś geniusz jednak zdobył.
Czy śledztwo się powiodło?
Też już nie pamiętam.
Ale to były czasy – gównem pachnące i mocznikiem obsiakane, coby tylko zmiękczyć ten szorstki papier toaletowy!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania