Poprzednie częściBrama - 1 - Przyjazd na wieś

Brama - 3 - Ratunek

Wokół nas panowała cisza. Nie było słychać nawet ptaków, które spłoszyło wycie piły motorowej.

Dziewczyna stała w swojej białej sukience i patrzyła wprost na mnie. Ręce miała opuszczone, jej spojrzenie było zimne, beznamiętne. Cerę miała bladą i gładką. Wydawała się zmęczona, pod jej oczami były cienie.

– To... To pani...

Serce ciągle mi waliło, ale czułem, że szok zaczyna mijać i zaraz się uspokoję.

– Nie mogę znaleźć... – zawahała się.

– Czego nie może pani znaleźć?

– Czy nie widział pan...

W tym momencie dostrzegłem, jak nogi pod nią uginają się, a jej ciało zaczyna bezwładnie opadać na ziemię. Próbowałem odruchowo doskoczyć do niej, by ją złapać, ale nie zdążyłem.

Leżała teraz nieco na boku z lekko ugiętymi kolanami. Jej głowa skierowana była w tę samą stronę, co rozprostowana prawa ręka. Wyglądało to, jakby leżąc w trawie, chciała wskazać jakiś kierunek albo sięgnąć po coś.

– Jezus Maria! Proszę pani!

Podbiegłem do niej spanikowany. Nie wiem skąd, ale nagle zjawił się przy niej też Bruno, który zaczął trącać nosem i obwąchiwać jej twarz.

– Bruno, uciekaj! Idź stąd do cholery!

– Proszę pani! – moje wołanie odbiło się krótkim echem.

Kompletnie nie wiedziałem, co robić. Klęknąłem przy niej i poprawiłem jej pozycję tak, aby leżała całkowicie na plecach. Zacząłem delikatnie, ale stanowczo klepać ją otwartą dłonią po policzku.

– Halo! Słyszy mnie pani?

Przypomniałem sobie, że podobno osobom, które straciły przytomność, należy podłożyć coś pod nogi, najlepiej unieść je do góry. Nie wiem skąd to wiedziałem. Ale w tym momencie wydawało mi się, że trwałoby to za długo. Poza tym, co miałem jej podłożyć? Byliśmy na łące, za mną leżało tylko ścięte drzewo, a dalej stał traktor z przyczepą.

Wezwać karetkę? Też długo to potrwa. Najpierw pierwsza pomoc!

Kiedy tak nachylałem się nad nią i panicznie próbowałem ją ocucić, jej oczy zaczęły drgać. Najpierw lekko, pod zamkniętymi jeszcze powiekami, a za chwilę nieśmiało otworzyły się.

Co za ulga!

– Halo! Wszystko w porządku?

– Co... Co się stało?

– Zemdlała pani.

Dziewczyna zaczęła biegać nerwowo oczami, próbując zorientować się, w jakim jest położeniu. Potem lekko obracała głową, aby rozejrzeć się nieco szerzej.

– Ja... Może już pójdę – powiedziała zdezorientowanym głosem.

– Nie ma mowy! Proszę tu jeszcze chwilę poleżeć.

Zdjąłem z siebie niebieską koszulę w kratę, złożyłem ją w mało elegancką kostkę i podłożyłem jej pod głowę.

– Zaraz przyniosę pani wody, proszę zaczekać.

Kiedy odchodziłem, dziewczyna dostrzegła psa, który stał kilka kroków od nas. Na jego widok jęknęła, a jej ciało lękliwie się naprężyło.

– Proszę się nie bać, on jest zupełnie niegroźny. Bruno, chodź tu do mnie!

Pies posłusznie podążył za mną.

Wziąłem butelkę wody leżącą na siedzeniu traktora i przyniosłem dziewczynie. Wyraźnie dochodziła do siebie. Odchyliła się lekko i wzięła kilka łyków, a potem podziękowała.

– Już lepiej? Nieźle mnie pani nastraszyła.

– Przepraszam... Ja nie chciałam.

– Proszę jeszcze chwilę poleżeć.

– Nie, nie trzeba. Już mi lepiej.

Nieznajoma spróbowała pomału wstać, ale zatrzymała się jeszcze w pozycji siedzącej. Wydawała się jeszcze nieco oszołomiona.

– Spokojnie, niech pani jeszcze posiedzi. Może wezwę karetkę?

Dziewczyna spojrzała na mnie surowo.

– Nie! – odpowiedziała stanowczo, jakby chciała gwałtownie obronić się przed tym pomysłem.

– Na pewno?

– Na pewno... – to już powiedziała łagodnie.

– Jestem Piotr. A jak pani na imię?

– Elza.

Kusiło mnie, by zapytać, czego właściwie szuka, ale kiedy ostatnim razem próbowała to powiedzieć, straciła przytomność.

Postanowiłem więc zaczekać z tym pytaniem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania