Brama Piąta
BRAMA V: STRATY
Człowiek przez większość życia wierzy, że największą tragedią jest utrata innych ludzi.
A potem przychodzi moment, w którym odkrywa coś znacznie trudniejszego:
można stracić także samego siebie.
Nie od razu. Nie dramatycznie.
To dzieje się powoli.
W kolejnych kompromisach. W odkładaniu marzeń „na później”. W relacjach, w których człowiek coraz mniej przypomina siebie. W latach przeżytych bardziej z obowiązku niż z obecności.
Są straty, których nie da się pokazać na pogrzebie.
Nikt nie widzi: wersji Ciebie, która nigdy nie miała odwagi zaistnieć. Słów, których nie powiedziałeś. Miłości, której zabrakło kilku miesięcy. Drzwi, obok których przeszedłeś ze strachu.
I może właśnie dlatego Brama Straty jest jedną z najcichszych.
Nie krzyczy. Nie wybucha.
Ona siedzi wieczorem obok człowieka i pyta spokojnie:
„Czego już nie odzyskasz?”
Niektórych strat nie można naprawić. Niektórych ludzi nie można zatrzymać. Niektórych lat nie da się przeżyć jeszcze raz.
I właśnie to boli najbardziej: świadomość, że czas nie pyta, czy jesteś gotowy.
Ale istnieje też druga strona tej bramy.
Bo strata nie zawsze oznacza wyłącznie koniec.
Czasem coś musi umrzeć:
iluzja,
fałszywa wersja siebie,
relacja oparta na lęku,
potrzeba ciągłego udowadniania swojej wartości.
Niektóre rzeczy odchodzą nie dlatego, że świat jest okrutny. Tylko dlatego, że człowiek nie mógłby dalej rosnąć, trzymając je kurczowo przy sobie.
Najtrudniejsze jest jednak co innego.
Pogodzić się z tym, że życie nie składa się wyłącznie z rzeczy, które zdążyliśmy ocalić.
Ale również z tych, które nauczyły nas, jak ważne były, dopiero gdy zniknęły.
Komentarze (1)
lub ominąłeś ze strachu
Przegadane jak manifest desperata. Adjustuj do czytelnego formatu np. A5.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania