Poprzednie części:  Czarna śmierć - część 8

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Czarna śmierć - część 10

Czarna śmierć - część 10

 

" Przypadek lektury przemyśleń "

 

Księżyc ponawiając obecność, obliczem nocy srebro rzucawszy, zdawał się przysennym charkotem nieżywych gardeł rzężenia, dłońmi ich, wrót dobiciem nie opuszczawszy: głodu zaspokojenia żądny: niczym sfora wilcza, zwierza przestrachem żywić się chcąca. Akompaniament rumoru, myśli jego werblował: niczym pochód piekielnych legionów, rozkazem w bój zmierzający. Marszu nie zaprzestawszy, przemyślenia jego wiedli: jak z Piekła przybyli, cel ku temu obrali. Dal wzroku utkwiwszy, wobec Wampira pochyłu, miednicą wyzbywającego, zaleg trupiego dotyku. Brzytewny złoczyńca, oblicze ugalając, zwykł wzrokiem tafli, spojrzenia zostawać pozbawionym. Nie inaczej rozumiawszy, blaskiem kaganu wiedziony, dłonią zaczerpnął Księgi, pytalczo uznając kaligrafię.

 

Treść jak mistyczna: niewiadomą głoszona. Ryciną wymowna: młyna Diablego obrazem. Jeśli droga tam wiedzie: trupami ziemią żyzną, tak muszkiety salwą przebrzmiawszy, kulą kierunek wskazują...

 

Okno kratą bronione: fortu nieustępliwie, wzrok jego smutkiem spowiło, jak szkapy legiem rzucone: truchłem szargliwym, strzępami rozrzucone leżą.

 

Gierma nie miewszy, Wampira w piwnicę zbrojewszą odprawił. Naftę lejąc w pochodnię, kroku pewność zaznając. Po wrót ościeży, galop jak kopytny przybiorą: śmierć o włos mijawszy: życie miedziorytne ujrzeć zmierzając...

 

" Młyn Wrót Piekielnych "

 

Myśliwskich ogarów dyszeniem, strumień zawitali: szkarłatem zgonu płynący, majacząc kołem w nieopodali. Kamienista budowla: ciosem urobku łożona, wzniosła ku spadzistości, przeciągiem skrzypnu morzona. Ramienia Wampirzego dobywszy, kroku zwolnić pozwoleniem nie zaznał: izby wrota witając: niewiedze rozwiać pragnąwszy...

 

Gnejsowe koło młynne, bezmączem ruchu brnąwszy: jazgot przerażliwie uciągły, mozołem życia wiodło. Jak wzrok strachliwy mrozem okuwszy: na sobie niewięcej tkwiło. Ręce bezradem rozłożywszy, twarz niemal łzawą ukryć w dłoniach raczył: gdy Wampir niosem pocieszenia brnący, nie indziej jak głuchością kroku nalazł. Wór lniany z mielu próżny, kopem siarczystym odprawił: na piwnicza uklapiu zaległy: kutej okręgiem obręczliwości rdzawej strzegąc. Rad widoku bezmiarem, udźwigu zatęchłego zaznał: gdzie stopni próchlina: wiodła poza wzniosłość miasta...

 

" Ofiara Kostuszej Przeprawy "

 

Wampira zponagliwszy, krzesiwo dłonią jego zwyrwał: iskrę prześcigu rzucawszy, oddechem zapalni pochodni. Wtórą płomienia czerpawszy, sztabę drzwienną spojrzeniem uraczył. Jak milcząc oczekiwała: trupią dłonią życiem przemówiła. Schodów śródziemnych dobywszy, zdziwieniem krzyk w gardłach zamarli: bezwiedem runięcia ciśnięci: w czeluść mroczną, zaznając upadku.

 

" Powitanie Czeluści "

 

Ustąpu mgliwia wzroku zaznawszy: girę Dawiadową tuleniem uznał. Przestrachem przyżegawszym pchnięty, równością powstając. Most nad lawą płynący, innym jak bezmiar dziwu nie został: kpiną blasku księżyca: wznosząc wzrok drogą powrotną.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania