Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Czarna śmierć - część 9
Czarna śmierć - część 9
" Portowa Niewiadoma "
Ująwszy pstrykniętą w palcach monetę, przełożył ją między kolejnymi knykciami palców, ściskając dłoń irytacją bezwiedu własnych przemyśleń, na bitej Królewskim Wizerunkiem, sztuce srebra. Kojąc umysł notorycznym przypluskiem wobecportowo przypienistych zfalowań, odczuł nagle mrowielny pochód bólnej tępiny, niczym miliardy: na rozkaz królowej, walczące pod skórą na miecze. Przysyknąwszy stonowalnie, udrapał delikatnością napawu dotykiem księżniczą falbaną sukni, rantem metalu wilkołaczego, szyte grubą dratwą ranisko: które jak zadane sztyletem, wieść nieomieszkało po łydce, od kolana, nieopodal kostki: brnąc różowiną ugojennej męki bitewnej, niczym węży jęzor: kopem odsyłany jadowitością przeciągu nieprzerwanej kąsalności. Myśl nie dawała mu spokoju zaznać: że jak zdrowienie bólem o świadomość życia wsparte: nieustępliwie, Kostucha łapskami sięga... obecnie: żądna memorialnego postumentu, krzyżowo przeplecionymi trupami mieszczan, oczekiwaniem pochówku, ciążących tonowane bryzą powietrze: rwącym wymioty odorem, rozkładłych ciał trupów: zdających się licznieć, w miarę upływu życiodajnego eliksiru. Jak postanowił Wampira objaśniwszy: medycznej izby do portu przybyłych, wieść będą kolejno: niepomni zalegu olazłej z mięsa twarzy umarłych: aż ostatni z nich odejdzie. I jako lęku nietrwożliwi, ujrzeć im dane było: że zmarli pozorem, gdy doba minąwszy: na kolana powstawali: bruk doizdebny śmiercią wiedzionymi dłońmi orząc, niczym spragnieni wizerunku Diabła. Milczeli spytani: krwawopłaczące spojrzenia, mgłą szklistości zawierzając swym palcom: tartym sześcieniem granitu, aż zdawały się urąg świadomości opuszczać... Niezwykli następnie upadać, nim kurant kwadransu słuchu zagościł: krwią uszeptując słowa prośbielne: " otwórzcie mi... pozwólcie mi przyjść... ": jakby pod włośćmi pańskimi konać raczyli. Niepomni odegnania, żyjąc niewiadomą portową: gdy sił zaznawszy, kolebu kroków dobycia... wieść ich nieszczędzili: ku miastu trwodze przeżycia...
" Czarne Żaglowce "
Nim niedziela wtórem przybyła, zagoszczenia nieomieszkały: smołą czernione łajby żaglowe, uwozu handelnego wyzbyłe: pochylnie portowe cumami żegnając: jak brama sądu ostatu, dogorywających wyrokiem rejsu śmierci niknące: gdzie mgła spojrzenie okryła: niczym szmata żaglowa, wyzbyłem kostuszym fale racząca: oddalą dmuchnięta słowami dekretu, szlachetnego pobytu umarłych odejścia. Powracawszy samotnością, tchem śmierci przesiąkłe: bezsłownością bujane, pochodu zgonów oczekujące: banderą dziobem mewim szarganą, wśród szaty kostuszej gałganem.
" Wolna wola Kostuchy "
Ranka pamiętnego, konna jazda ciężka, bruku przyizbnego rżeniem ogierczym zawitała. Dekretem słowa głoszone, obwieszczając umarłych majaczeniu. Nim kopyto o czaszkę zgruchotaną truchnęło, bosaki rybołowom wyzbyłe: rozkładem umokłe odzienie ciągnęły: na głowy mieszczańskie spadając: Króla nakazem zadane. Gruchotani razami zbrojennymi, powstania nakazani: wstając chwiejem stóp bezwiedu: na łajby kruczoczarne zesłani...
Niewielu dzisiaj powstało: garścią dziesiątek liczone: strażej reprymendy ciosami wiedzione, bydelnym pochodem, na portu przybicia oczekiwaniem... wnet krzykiem wybrzmiewszy, pomocy nie zaznając: gdy trupielne oblicza, zbroi wyzbywszy: wśród trzewi szkarłatem ocieku, agonią kryć się raczyły.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania