Czy szkoła naprawdę uczy życia?
Szkoła ma przygotować człowieka do dorosłości. Uczymy się więc wzorów, dat, definicji ,poznajemy lektury. Zdajemy sprawdziany, egzaminy i maturę. A potem wychodzimy ze szkoły i okazuje się, że wielu rzeczy naprawdę potrzebnych w życiu nikt nas nie nauczył.
Jak zarządzać pieniędzmi? Jak rozumieć umowę? Jak podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność?
W Japonii istnieje system **Tokkatsu – Tokubetsu Katsudo**, czyli specjalnych aktywności szkolnych. Uczeń ma nie tylko siedzieć w ławce i zdobywać wiedzę, ale także uczyć się odpowiedzialności za klasę i wspólnotę. Uczniowie uczestniczą w życiu klasy, podejmują wspólne decyzje, wypełniając przy tym różne obowiązki. Ma to na celu wykształcić zalążki społeczeństwa, w którym dziecko stopniowo uczy się samodzielności.
W krajach skandynawskich większy nacisk kładzie się z kolei na samodzielność. Uczeń ma nie tylko zapamiętywać, ale również rozumieć, pytać i samodzielnie dochodzić do odpowiedzi.
A jak Polska prezentuje się na tym tle?
Polska szkoła daje szeroką wiedzę ogólną i potrafi wymagać. Problem zaczyna się wtedy, gdy ocena staje się ważniejsza od zrozumienia, a realizacja programu ważniejsza od przygotowania młodego człowieka do życia.
Można znać wzór matematyczny, a nie rozumieć oprocentowania kredytu. Można analizować lekturę, a nie wiedzieć, jak napisać oficjalne pismo. Często można też usłyszeć, że Polak powinien znać się na wszystkim. Nie wiem, czy wynika to z naszej historii, charakteru narodowego, czy może właśnie ze sposobu edukacji. Od najmłodszych lat wymaga się od nas wiedzy z wielu dziedzin, ale znacznie rzadziej uczy się nas prostego zdania: **„nie wiem, ale mogę się dowiedzieć”**.
Efektem ubocznym jest grono samozwańczych „ekspertów”.
Może więc szkoła nie powinna uczyć nas wszystkiego?
Komentarze (5)
I jak te dzieciaki uczyć, żeby poznały życie. Skoro w innych krajach jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Skad czerpać wzory? Nie mamy własnych ekspertów? Widocznie nie mamy. Skoro lewicowa idiotka została minstrem edukacji to nie wróży niczego dobrego. Ale lewackim durnium, których wszędzie pełno, nawet na opowi to widocznie pasuje.
okruszynko prawacki oze-sroze zabłysnął willami plus na słowa boże i do tego hitem dla cnót niewieścich, byle nic więcej poza kościół dzieci, kuchnia.
A ty dobranocko, jak nie chcesz się brakiem roposty zaklepać jako hejterską debilka, to wrzuć co nie tak u pani ministry. Jak do tej pory puszczasz jeno bąki, wynosisz się ze smrodu bez prostego - przepraszam
Uważam, że na poziomie szkolenia podstawowego – powinien być ogólny program przedmiotów poznawczych ale na poziomie średnim i wyższym powinna być specjalizacja w kierunku zawodowym, który jest opcją szczególną wybraną przez osoby kształcone właśnie w tej specjalizacji
Twgl. program edukacyjny jest nadal pod dużym wpływem podmiotu zwanego: Episkopat Polski, a więc nie chodzi aby uczyć samodzielności myślenia i działania...
Dopóki będzie istniała ta kolizja interesów – niewiele się zmieni 🌈🪂🦍🖕
Bardzo popularna opinia, natomiast istnieje coś takiego, jak dom, rodzice, wychowanie, just saying
skąd teza ze szkoła naprawdę uczy życia?
Gdyby tak miało być to ludzie całe życie spędzaliby w szkołach. Życie, w ujęciu egzystencjalnym to przede wszystkim świadomość i doświadczanie rzeczywistości.
Te wartoś i są dynamiczne. Szkoła, na wielu poziomach powinna nauczyć praw rządzących społecznościami, to jako podstawa do wyjścia dla wiedzy o prawach biologicznych i fizycznych.
Poza tym bardzo ważna jest w tym współpraca edukujących z edukatorami szkolnymi. W dużej mierze niedouczeni rodzice stawiają naprzeciw oświacie wyniesioną spod amnony ciemnotę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania