Drogą Prawdą i Życiem.
Pan Jezus nieodłącznie i niezmiennie jest moją Drogą Prawdą i Życiem.
Nie mogłabym i nie chcę się od Niego odłączyć nigdy. On cały czas Jest że mną ,zresztą tak jak powiedział w 2019 r,, Powiedz im że teraz Jestem tutaj z wami" kiedy usłyszałam głos w duchu albo kiedy usłyszałam głos do ucha ,który mnie zbudził kiedy zasnęłam na kanapie .Głos brzmiał ,,On tu Jest" ale kto? Odruchowo spojrzałam na komodę a na niej obraz Pana Jezusa z gorejącym sercem, do którego modliłam się zanim zasnęłam .Albo jak wtedy gdy, zobaczyłam twarz w Koronie cierniowej w oknie szyby, po modlitwie Koronką do Bożego miłosierdzia i przepłakanej nocy. Lub wtedy, gdy pokazując Teresie tapetę mojego telefonu z twarzą Pana Jezusa miłosiernego która Go nie rozpoznała a zapytała ,,Kto to ? czy to Twój mąż"? Tak ucieszyłam się wtedy bardzo! i powiedziałam że właśnie będę składać profesje wieczystą. Tak samo wtedy kiedy zniknęła mi rana na dłoni po gwoździu, rana z której płynęła krew.
On cały czas jest ze mną wiem to a ja cały czas jestem z Nim.
Marzec i połowę kwietnia spędziłam w dwóch szpitalach, leżąc i nie bardzo coś z tego okresu pamiętam. W Cieszynie tylko raz z Komunią Święta przyszedł szafarz ale wtedy byłam już w dość dobrym stanie., Ze szpitala wypisano mnie w wielką sobotę i przewieziono karetka do rodziców bo kręciło mi się w głowie, byłam bardzo chuda i nie miałam żadnych mięśni ,wszystko opadło ...wisiała sama skóra na łydkach na rękach. Mięśnie do chodzenia bardzo potrzebne. Nogi bardzo bolały i były słabe. Nie chciałam chodzić ale rodzina naciskała. Podczas pobytu, zaraz po powrocie poprosiłam o księdza z namaszczeniem chorych, Komunią i ze Spowiedzią.
Ksiądz przyszedł ale dopiero po Świętach...polecił spisać wszystko i powiedział że to cud
.Jest pani wielkiej wiary " powiedział...ledwie wszedł do pokoju.
Po tygodniu uparłam się że w niedzielę muszę iść do kościoła choć mama i tata mi zabraniali .W ich opinii byłam słaba.
Syn wysłuchał mojej prośby i zawiózł mnie do domu a tam zaraz na drugi dzień poszliśmy oboje do kościoła naszego
Byłam bardzo wzruszona, wreszcie po takim czasie mogłam być w swoim kościele i mogłam przyjąć Eucharystię.
29.04 przyjęto mnie na oddział rehabilitacyjny .Z początku nie wolno mi było chodzić, kręciło mi się w głowie i nadal miałam słabe nogi. Posiłki dostawałam do pokoju.
W pokoju miałam współlokatorkę która od początku wyglądała na osobę fałszywą. Wszystko co u mnie zobaczyła ,ubrania ,kosmetyki skarpetki które podarowała mi córka czy koszulki jakie mi córka zamówiła kurierem ..dosłownie wszystko musiała mieć .
Ile mogłam to dzieliłam się .Jednego razu zadzwoniła koleżanka ze wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym i powiedział że przyniesie mi miód i książki. Maria od razu dorwała się do miodu jakby chciała zjeść cały litr.Stradznie była pazerna ale to jeszcze nic. Nagle zaczęła mi robić wyrzuty i zabraniać kiedy potajemnie chciałam pójść na Eucharystię w niedzielę do kościoła .,,Doktor nie pozwoli,wyrzuca cię " Nie przejmowałam się tym. Dwie niedziele w maju poszłam a dwie opuściłam. Przeważnie oglądałam Mszę Świętą w tv ,transmisja z Jasnej Góry
Oficjalnie nie było wolno nikomu wychodzić poza teren ośrodka.
Raz jedna pielęgniarka powiedziała że będzie sprawdzać czy nie idę i faktycznie mnie pilnowała a raz inna nakrzyczała namie kiedy oficjalnie w niedzielę zapytałam czy mogę iść do kościoła? Tym też się nie przejęłam ale do godziny tak się okropnie rozpadało że chyba przesiaklabym do suchej nitki. Nie miałam ani kapucy ani parasola i wtedy faktycznie nie poszłam. Marysi się to podobało bo cały czas powtarzała że nie wolno.KAZDA Niedzielę przez cały maj wlańczalam transmisje Mszy Świętej ale oprócz tego dwie niedzielę się zbuntowałam i po cichu wyszłam.Przed wejściem już stała Maryśka która nie miała zamiaru iść do kościoła ale chciała mnie zakapować Przyprowadziła lekarza z kardiologii podchodząc szarpnęła mnie za rękaw mówiąc ,,gdzie ty idziesz ? Lekarz nie pozwolił " Wtedy przy tym lekarzu powiedziałam do Maryśki ,,A co mi zrobią? Eucharystia jest ważniejsza"! i poszłam.
Codziennie on -linowo słuchałam przez telefon Mszy Świętej ze swojej Parafii oraz co rano słuchałam rozważania z dwóch kanałów ,,SMS z Nieba " oraz O. Szustaka.
W czwarty czwartek 2,5 h siedziałam na telefonie i na słuchawkach. Zawsze musiałam mieć słuchawki mojej współlokatorce wszystko przeszkadzało. Kiedy syn czy córka przychodzili do mnie ( syn codziennie) to mówila żebyśmy wyszli na korytarz albo ona wychodziła ....Kiedy rozmawiała z kimś w pokoju to na cały głos a kiedy ja chciałam porozmawiać z dziećmi przez telefon to mówiła ,,ty nie masz słuchawek"? Załóż! To było perfidne. W nocy chrapała jak traktor a kiedy się obudziła to mi powiedziała ,,ty chra piesz"! choć ja wtedy całą noc nie spałam .Przeważnie w nocy ,po cichu ,modliłam się .Bóg to wie i widzi ,to mi wystarczy. Maryśka zarzucała mi ,,ty się wcale nie modlisz" ale czy ja mam modlić się na pokaz? Powiedziałam jej że modlę się kiedy nikt nie widzi, nie modlę się przecież na pokaz...wystarczy że On widzi i słyszy...To wystarczy.W Jaworzu ksiądz z Komunia przyszedł dwa razy ( dwie soboty) raz przyjęłam a raz kiedy wszedł to akurat wszyscy mieliśmy w buzi mój tort urodzinowyi ksiądz wyszedł ale zaraz w niedzielę poszłam do kościoła .Raz spotkałam szafarza na chodniku kiedy poszłyśmy oglądać kolarzy, poprosiłam o Komunie. Cieszyłam się gdy przechodził i właściwie sama go zaczepiłam.:-) To dla mnie bardzo ważne.
Bóg Sam wystarczy ,On moja Droga,Prawda i Życie.
Komentarze (7)
Miałam o tym wszystkim nie pisać ale poniekąd zostałam przymuszona do złożenia świadectwa.
Oczywiście w Boże Ciało też byłam na Mszy Świętej i poszłam do Spowiedzi.:-)
Zakonnik zapytał czy podczas tych dwóch niedziel uczestniczyłam w transmisji Mszy Świętej
powiedziałam że tak.:-) Jasna Góra w tv transmituje Mszę Świętą co niedzielę.🙏♥️
Nie chciałam też narzekać na Marysię ani się skarżyć bo i po co?
Chciałam tylko podkreślić że ci którzy mówią o chorych w szpitalach wlepionych w telefony i ne reagujących na księdza z Komunią, to nie ja..Ja do takich nie należę...nie mogłabym.
Bóg jest w sercu mym
Autor: realista.
Szukasz bezowocnie, gdzie jest Bóg?
Poszukujesz jego niezawodnych dróg?
Wystarczy, że spojrzę we własną duszę
I mam pewność , że tam GO znaleźć muszę.
Wspominasz, napisz coś konkretnie o Bogu
A ja ci mówię, wyjdź ze swego barłogu.
Bo Bóg, jest na stałe w sercu mym
To ON w moim życiu wiedzie prym.
ON kształtuje nasze jestestwo na Ziemi
Abyśmy przez złego, nie zostali zwiedzeni.
To że Bóg jest ze mną, to ja czuję
Szczególnie, gdy MU za Opiekę dziękuję.
ON jest najjaśniejszym światłem w ciemności
ON jest cementem w rodzinnej miłości.
ON powiedział, otrzymasz wszystko poza swawolą
O co poprosisz, jeżeli jest to zgodne z Moją wolą.
Zawsze usłyszysz Jego głos przepotężny
Jeżeli umysł swój, na Jego szept wytężysz.
Bo tylko ten, może GO usłyszeć w ciszy
Kto serce swe, na zgiełk innych wyciszy.
👍
Super budujące świadectwo. Pozdrawiam.
Dziekuję bardzo.
Mimo zakazu opuszczałaś ośrodek.
Egoistycznie narażałaś odpowiedzialnych za ciebie a także inny pensjonariuszy. Pomyślałaś co stałoby się z odpowiedzialnymi, w tym lekarzem dyżurnym gdyby anioł stróż się zagapił i np. zginęłabyś w wypadku albo jeszcze gorzej wyszłabyś z niego całkowicie sparaliżowana?!
O tym, że zrządzeniem losu zaraziłabyś się jakimś świństwem którymi bóg licznie darzy i zawlokła się z nim do ośrodka!!!
Licznie, w taki nieodpowiedzialny, egoistyczny sposób wiele zakonnic zarazilo kilka klasztorów.
Nie wstyd ci?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania