Poprzednie częściDżej Dżej
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Dżej Dżej. Chłopaki też płaczą

Oto nasi bohaterowie:

 

Romek (Mikołaj Roznerski) - oficer ABW do zadań specjalnych. W chwilach, gdy nie rozpracowuje siatek zagranicznych agentur, gra nerwami i strzela z fochów. Codziennie ogląda Ekipę.

 

Bolo (Tomasz Karolak) - warszawski biznesmen koło pięćdziesiątki. Właściciel ciekawych upodobań erotycznych i psa imieniem Burek. Weteran walk z kosmitami i Illuminatami, którzy chcieli przejąć jego biznes - na pamiątkę została mu przerwa w uzębieniu. Nudził się na Powidokach Wajdy.

 

Zibi (Borys Szyc) - stary kawaler, absolwent filozofii. Dawniej sprzedawał chińskie patelnie, obecnie pracownik wypożyczalni filmów porno. W wolnym czasie ogląda Kubę Wojewódzkiego.

 

Krzychu (Piotr Adamczyk) - legenda polskiego wywiadu, obecnie szef Romka. W przeszłości oskarżany o korupcję, pranie brudnych pieniędzy i bezprawne podsłuchiwanie sąsiada Ryśka z drugiego piętra. Zarzuty umorzono, gdy świadkowie po prostu rozpłynęli się w powietrzu. Kocha serial Leśniczówka.

 

Morfeusz (Piotr Cyrwus) - oficjalnie wiceminister rolnictwa, po godzinach szef organizacji terrorystycznej Zielone Pomidory. Potajemnie próbuje przejąć władzę w Polsce, a potem reszcie świata. Jego ulubionym filmem jest Totem, a ulubioną komedią Porady na zdrady.

 

Tłuszcz (Ernest Ivanda ps. Red) - przyjaciel Bola, lokalny mafioso. W młodości mama mu powtarzała, że jest lepszy od innych, dlatego rzucił szkołę i spędzał czas w pączkarni, co było jednym z powodów jego tuszy. Obecnie, dzięki układom z banksterami, jest liczącą się postacią na Wawrze oraz Włoszech. W latach 2004 - 2014 siedział za zabicie człowieka poprzez przygniecenie własnym ciałem. Lubi słuchać Nagłego Ataku Spawacza.

 

Poniedziałek, godzina 7:56

 

Krzychu właśnie przeglądał akta, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

- Wlazł! - zawołał, zamykając teczkę i przygładzając jasne włosy.

Do środka wszedł nonszalancko Romek, po czym usiadł tuż przed szefem.

- Pozwoliłem ci się uwalić na krzesło? - wytrzeszczył oczy Krzychu. - Jak jesteś w gościach to też kurwa nie interesują cię zasady sawar wiwir?

- Przepraszam, ale jestem zbyt przystojny, żeby się tym przejmować - Romek poruszył brwiami.

- Ja pierdolę... dobra, nieważne. Twoim dzisiejszym zadaniem jest śledzenie Morfeusza Sram, wiceministra rolnictwa. Jeden z naszych oficerów operacyjnych podejrzewa, że Sram planuje dokonać zamachu stanu. Masz przyjrzeć się temu bliżej, jasne?

- Oczywiście - Romek wstał - Pana słowo jest dla mnie roz...

- Spierdalaj już do kurwy nędzy!

 

Tymczasem kilkanaście kilometrów dalej w jednym z biurowców na Śródmieściu trwało spotkanie biznesowe prezesów firm Sebix sp.z.o.o oraz Tytus de Zoo sp.z.o.o, należącej do Bola.

- Dziękuję za to randewu, pani Olgo. Mam nadzieję na owocną współpracę. - Bolo poprawił okulary, rozmawiając z kontrahentką.

- Prawidłowa forma brzmi rendez vous. Powinien się pan trochę podszkolić, jeśli chce być uważany za dżentelmena - skwitowała kobieta, lekko uśmiechając się.

- Oh, wie pani, moje umiejętności leżą w trochę innej dziedzinie. Chce się pani przekonać?

Kilkanaście minut później Bolo kochał się razem z Olgą w jednym z pomieszczeń biurowych. Tego dnia kobieta nie spodziewała się, że wychodząc do pracy może skończyć w łóżku z prawie obcym mężczyzną. Jednak rzeczywistość lubi zaskakiwać.

- Chcę ci dać klapsa... - szepnął jej do ucha Bolo, po czym rozmasował skórę na pośladku i uderzył z całej siły. - Lubisz to, suko!

- Gdy pierwszy raz pana zobaczyłam, nie sądziłam, że ma pan aż tak bujne życie erotyczne... nie wygląda pan..

- Lubię mieć władzę. Zarówno w pracy, jak i po godzinach. Najbardziej w seksie lubię zabawę w pana i niewolnicę. Chwila... przyniosę coś.

Po kilku minutach Bolo wrócił z obrożą oraz smyczą.

- Mam psa Burka, to jego. Ale może też służyć do innych celów.

Założył kobiecie obrożę, po czym zaczął prowadzić po całym pomieszczeniu. Gdy widział, że jest zmęczona, uderzał w tył głowy.

- Nie śpimy, kurwa! Nie śpimy!

Po chwili do środka wszedł dyrektor ds. marketingu. Spojrzał oniemiały na zabawy szefa.

- Przepraszam... ja...

- Spokojnie, Głowacki. Doskonale wiem, że twoja żona nie pozwoliłaby ci na aż tak ekstremalne doznania łóżkowe. Ale sam widzisz... ty to ty, a ja to ja. Suko, przywitaj się z panem Głowackim. Daj łapkę!

Olga spełniła polecenie.

- No, grzeczna jesteś, grzeczna. I jak, Głowacki, spodobało ci się?

Dyrektor pokiwał głową z uśmiechem.

- Mogę coś zaproponować? - spytał prezesa.

- Oczywiście. Mi perra es tu perra, czy jakoś tak, nie znam włoskiego.

- Ale musimy zaprowadzić ją pod prysznic.

- A, oczywiście, to na drugim końcu piętra. Idziemy, suczko!

Zaprowadzili Olgę pod prysznic mieszczący się w biurowej łazience. Kazali jej się położyć brodziku, po czym Głowacki rozpiął spodnie, a następnie obsikał ją od stóp od głów. Później dokładnie umyli kobietę i zdecydowali, że na dziś koniec.

 

Godzina 14:32

 

- Tylko dwa nowe podatki, a te kurwy psioczą? Co oni se myślą, że Polska to jakiś Dubaj i na wszystko nas stać? - zdenerwowany minister finansów wziął kolejny łyk wina. - No, ale przynajmniej wino i ośmiorniczki pierwsza klasa. Ostatnie takie jadłem... hmm... chyba jeszcze za Marcinkiewicza. Swoją drogą, słyszałeś, że Kaziu chce w boksie teraz walczyć?

Do Morfeusza Srama zadzwonił telefon.

- Przepraszam na moment - polityk wyszedł z restauracji. - Tak, słucham?

- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Morfeuszem Sram z ministerstwa rolnictwa?

- Nie, pomylił pan numery.

- Aha, dobrze, przepraszam. Do widzenia.

- Do widzenia.

Romek pokręcił głową, po czym zadzwonił na inny numer.

- Dzień dobry.

- Czołem.

- Czy dodzwoniłem się do...

- UMIESZ SIĘ KURWO PRZEDSTAWIĆ?

- Um... no... Romek jestem.

- To ciesz się, że gość w Urzędzie Stanu Cywilnego się pierdolnął, bo ty miałeś się nazywać Rowek, a nie Romek, ale urzędnik nie wiedział jak się daszki od m pisze.

- Dobra, widzę, że dodzwoniłem się do Tworek. Żegnam.

- Ale gorzko! Gorzko , gorzko, gorzko... Heja gorzko, heja UPA HA UGA CZAGA UGA UGA CZAGA...

Zażenowany agent rozłączył się i próbował dalej.

- Dzień dobry, czy to wiceminister Morfeusz Sram?

- Jakbym dostał tę kurwę, to bym jak psa zajebał gołymi rękami! JEBAĆ DZIWKI Z WIEJSKIEJ!

- Dzień dobry, wiceminister Morfeusz Sram?

- No ja właśnie teraz sram. Czego do cholery chcesz, pajacu? Nie, nie jestem zainteresowany tą waszą ciula wartą ofertą. W dupę se ją wsadźcie! O! I przestańcie, gnoje, dzwonić do porządnych ludzi, którzy zapierdalają od rana do nocy za najniższą krajową, by wyżywić roszczeniową kurwę i wrzeszczące bachory!

- Dzień dobry, wiceminister Sram?

- Sorry, don't speak Russian.

- Dzień dobry... a zresztą, chuj...

- Jaki chuj?! Wiesz, kim ja jestem?

- Świętym Mikołajem?

- Nie, jestem wicemini...

Romek rozłączył się, po czym odłożył telefon i westchnął.

- Dobra, napiszę w raporcie, że póki co brak postępów w misji. Pora na fajrant.

Tymczasem Zibi leniwie spędzał czas za kasą w wypożyczalni. Od pół godziny nie przyszedł żaden klient, toteż mężczyzna zastanowił się, czy czasem by się nie zdrzemnąć. Lecz wtem ktoś otworzył drzwi.

- Dzień dobry.

- Dzień dobry. Co dla pana?

- Poproszę... hm... klamry na sutki... skórzane kajdany... na razie chyba tyle... ohohoh! - klientowi aż ślina ciekła, gdy wymieniał swoje życzenia.

- Przykro mi, mamy tylko filmy... a zaraz, ja chyba pana skądś znam. Pan czasem nie gra Ludwika w Rodzince.pl?

- Oszalał pan? Jestem biznesmenem, nie aktorem. Przykro mi, że nie macie w asortymencie produktów do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Może nawet złożę na was skargę. Chyba, że jakoś mi to pan zrekompensuje.

- Co ma pan na myśli?

- Lubisz bawić się siuśkiem?

- Proszę...?

Klient, którym był Bolo, podszedł z uśmiechem do Zibiego i zaczął rozpinać mu spodnie.

- Popierdoliło cię, gościu? Nie jestem pedałem! - sprzedawca próbował odepchnąć Bola, na próżno.

- Lubię, jak suczka stawia opór. Nie martw się. A teraz daj mi pobawić się twoim wackiem. Zrobię ci loda.

- Natychmiast przestań, posrańcu!!!

- A może ty mnie chcesz opierdolić lachę? Trzeba było tak od razu! Lubisz ser spod krasnoluda?

Wtem do sklepu wbiegł Romek i powalił Bola na ziemię.

- Widziałem przez okno, co odwalasz. Będziesz spokojny, albo złamię ci rękę. Zrozumiano?!

- Tak. Przepraszam!

- Dobra, zjeżdżaj stąd.

Romek puścił klienta, który natychmiast uciekł. Podszedł do niego Zibi.

- Dzięki, stary.

- Od tego jestem. Jakby ten gość wrócił, od razu dryndnij na milicję. Trzymaj się.

 

Poniedziałek, 20:39

W domu Bola rozległ się dzwonek, a następnie powolne stąpanie po drewnianych schodach. Wykończony dzisiejszym dniem mężczyzna padł jak kłoda na łóżko, gdzie była już jego żona, Agata.

- Jak w pracy? - spytała.

- Jak zawsze... eh...

- Dzwonił Paweł. Podobno dostał propozycję pracy w Porsche.

- Widzisz, kochana dzieci rosną... a co z nami?

- Powinniśmy być na starość tylko we dwoje... w końcu sami po tylu latach.

- Moglibyśmy kupić sobie domek nad morzem. No i w końcu będziemy mieć dla siebie dużo czasu. Spełnię wszystkie twoje fantazje erotyczne. Będę cię z pejczem gonił po pokoju.

- Ta... może jutro.

- No co?

- Ty już swoje marzenia realizujesz... z panią Olgą.

Bolo zerwał się.

- Kto ci powiedział?

Agata pokazała mu na telefonie nagranie, jak Bolo *tresuje* Olgę. W tle leciało *Oooooh, you touch my tralala. Mmmm, my ding ding dong.*

- Od kogo kurwa to masz? Zaraz... chyba wiem. Niech no ja dopadnę tego gnoja... tą gnidę parszywą...!

- Zostaw go w spokoju!

- Nie będziesz mi mówiła, co mam robić, tępa szmato! Idę znaleźć Głowackiego.

 

Wtorek, 5:08

 

Głowacki z trudem wygrzebał się w płonącego auta. Ostatkiem sił spojrzał do góry. Stał nad nim uśmiechnięty Bolo z siekierą strażacką.

- Witaj, cwaniaczku. Taki z ciebie filmowiec?

- Pierdol się...

Bolo zabił Głowackiego celnym ciosem w plecy.

- Iiiihaaaaa! Iiiiihaaaaa! - wrzeszczał, odrąbując kolejne fragmenty ciała.

Pół godziny później był już na komendzie.

- Nie macie prawa mnie zamknąć! - wrzasnął do przesłuchującego go aspiranta. - Jestem weteranem walk z elitami. W wieku 14 lat, gdy pan jarał szlugi za szkołą, ja uczyłem się składać kałasznikowa i wytwarzać prowizoryczne ładunki pirotechniczne. Widzi pan tę przerwę w uzębieniu? Dostałem od reptilian z działka laserowego. A teraz chcecie mnie zamknąć, bo wącha kwiatki od spodu koleś, który rozbił moje małżeństwo?

- Kolego... - zaczął funkcjonariusz. - Wrzuciliśmy sobie ciebie na bęben. W wieku 14 lat, zamiast szkolić się na partyzanta do walki z nowym porządkiem świata, pasałeś krowy w Wąchocku. A przerwa to pamiątka po tym, jak dostałeś wpierdol na Żylecie. Jeszcze jedno. Przejrzeliśmy twoją historię przeglądania i znaleźliśmy sporo ciekawych rzeczy. Tortury cipki, uległa sado maso, pas cnoty się popsuł plis help !!!!11!... jest tego więcej. Jesteś uzależniony od seksu?

- Kłamstwa! Illuminaci chcą mnie oczernić! Zniszczyć mnie!

- Powtórzysz to w sądzie. A teraz żegnam. Maciek, zabierz go.

- NIEEEEEE!!! NIE MACIE PRAWA!!! HWDP! POLICYJNE KUUUUUUURWYYYYYYYYY! SZMACIARZE NA USŁUGACH KOSMITÓW! JEBAĆ WAAAAAS!!!

- Albo mam lepszy pomysł. Dzwoń po psychiatrę.

- Nie, nie, nie czekaj! Będę grzeczny!

- Na pewno?

- Tak, obiecuję.

- Dobra. Zabrać go na dołek.

- A jak zrobię ci laskę, to mnie puścisz?

- Psychiatra.

 

Wtorek, 8:19

 

Romek od kilkunastu minut śledził Morfeusza Srama w pobliżu Marszałkowskiej. Gdy była do tego dogodna okazja, chował się i dokładnie obserwował polityka przez lornetkę.

Nagle przez przypadek wpadła na niego jakaś kobieta. Lornetka z trzaskiem upadła na beton.

- Oj... najmocniej przepraszam! - spojrzała na Romka wielkimi oczami. Agent podniósł lornetkę, jednak była już do niczego. - Nie zauważyłam pana i...

- W porządku. To ja powinienem był bardziej uważać - uśmiechnął się. - Jak się nazywasz?

- A... jestem Magda. A ty?

- Roman. Bardzo mi miło, Magdo - agent podał jej rękę.

- Znajomi czasem się śmieją z mojego imienia. No bo wiesz... Magdalena, gdy popije...

- Ta, wiem, co czujesz, bo ze mnie też się śmiali. Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek... wiesz. Ale nie powinniśmy chyba się tym przejmować. Tym bardziej, że mamy ładne imiona. W sensie... dobrze brzmią. Rozumiesz.

- A czym się zajmujesz, Romek?

- Jestem agentem... ubezpieczeniowym.

- O, ja za to jestem rzeźbiarką.

- Artystyczna dusza, widzę.

- Nie przesadzajmy - Magda wywróciła oczami, ale po chwili znów uśmiechnęła się do Romka - Może przeszlibyśmy się na spacer? W Warszawie jest bardzo ładnie w czerwcu.

- No problemo. Akurat dzisiaj mam dzień wolny.

Przeszli się na Łazienki, następnie skierowali w stronę ścisłego centrum. Rozstać się zaplanowali na Patelni.

- Dzięki za miłe spędzenie czasu. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za lornetkę? - spytała.

- A skąd, było minęło. Nie kosztowała jakiejś kosmicznej fortuny.

- Możemy się wymienić numerami, żeby w razie czego móc się spotkać, pogadać...

- Jasne.

W tym samym czasie Zibi wracał do domu po ciężkim dniu pracy. W jego głowie pojawiła się myśl, by w jakiś sposób odwdzięczyć się Romkowi za pomoc. Domyślał się już nawet, co konkretnie chciałby mu podarować.

Gdy wrócił do mieszkania na Mokotowie, brat grał w Minecrafta na konsoli.

- Kurwa, pierdolony creeper! Miałem diaxy i stack żelaza! Co za cwel!

- Dobra, młody, wynoś się! - powiedział stanowczym tonem Zibim.

- Ale ja...

- Won!!!

Zibi rozpoczął nową grę i zasiadł przed telewizorem. Ujrzał kwadratowe niebo, chmury, owce... Odwrócił padem postać i ujrzał skrzynkę. W środku był żelazny miecz. Zibi podszedł do telewizora, chwycił i wyciągnął przedmiot ze świata gry. Obejrzał ze wszystkich stron i uśmiechnął się.

Po odbębnionym zadaniu Zibi wyszedł z mieszkania z postanowieniem, by zaczepiać przypadkowe osoby na ulicy. Było już ciemno, lecz na szczęście nie mieszkał w żadnej z dzielnic dresiarskich.

Nie minęło parę minut, a zauważył dziewczynę stojącą obok przystanku autobusowego, piszącą coś na telefonie.

- Zibi... jak się... jak się... - mężczyzna nie wiedział, co powiedzieć. Kobieta dziwnie mu się przyglądała. Po chwili nadjechał jej autobus i skierowała się do niego bez słowa. Zibi ciężko westchnął.

 

Romek po powrocie ze spotkania szybko położył się spać. Lecz nie mógł zmrużyć oka. Cały czas myślał o Magdzie. Co chwilę spoglądał na telefon z nadzieją, że może coś jeszcze napisała. Ciężko mu było samemu się przed sobą przyznać, jednak zauroczył się w niej.

Wtedy pomyślał o sobie - wykonywał zawód wysokiego ryzyka, a przecież chciał chronić Magdę. Nie mógł tego tak zostawić, mimo, że do tej pory było mu dobrze. Teraz musiał myśleć jeszcze o drugim człowieku.

 

Środa, 7:59

 

- Szefie - powiedział Romek po wparowaniu do biura - Odchodzę. Zdecydowałem.

Krzychu najpierw przyglądał się Romkowi, a potem parsknął śmiechem.

- Człowieku, gdzie ty pracujesz? W sklepie budowalnym? Stąd nie da się tak po prostu odejść. Jesteś w posiadaniu wiedzy, która nie może wyjść na zewnątrz.

- Więc...?

- Przykro mi, ale muszę się ciebie pozbyć.

Do gabinetu weszło dwóch agentów. Wycelowali w Romka pistolety z tłumikami.

- Zmów pacior - uśmiechnął się Krzychu.

- Człowieku, dlaczego ty jesteś taki brutalny? To pewnie przez te gry komputerowe - Romek bez trudu oszołomił dwóch zabójców.

Przerażony szef ewakuował się katapultą. Po chwili rozległa się eksplozja i do budynku wbiegł Zibi uzbrojony w miecz z Minecrafta. Otrzepał się z pyłu i rzucił broń Romkowi.

- Mam jeepa na zewnątrz. Spieprzamy stąd! - zawołał.

Obydwaj mężczyźni udali się do samochodu i z piskiem opon odjechali. Po kilku kilometrach zaczęło ich śledzić czarne BMW.

- Psia mać! To Krzychu!

Szef Romka otworzył drzwiczki i wycelował z zaawansowanej wyrzutni rakiet w uciekinierów. Pocisk minął jeepa Zibiego.

- Hehehe! Ma cela jak baba z wesela! - roześmiał się Romek.

Pocisk okrążył całą kulę ziemską i po pewnym czasie dotarł do Teatru Narodowego w Warszawie. Akurat grana była sztuka *Zawiośnie*.

- Nie uwierzysz, drogi Leszku, co dziś odmieniło moje życie!

- Mów, waćpan!

- Obserwowałem domostwo panienki Franciszki. Gdy tylko zajrzałem... gdy tylko zajrzałem...

- Mów, waść, ciekaw jestem!

- Ujrzałem piękną kobiecą sylwetkę... a na samym dnie... tego nie da się ująć słowami... na samym dnie zobaczyłem.... zjawiskową cipeczkę...

- Niebywałe!

- Ale tak właśnie było, Leszku!

- Czy zostały poczynione... jakieś kroki?

- Postradałeś zmysły, mój drogi? Książę Radziwiłł kazałby mnie stracić, gdybym zbliżył się do niewiasty!

W tym momencie odezwał się Tłuszcz z widowni.

- Buuuu! Co za gówno! Pierdolony teatr zanudza ludzi na śmierć!

Aktor grający Leszka odwrócił się i spojrzał z groźną miną.

- Może pozwoli pan innym w spokoju obejrzeć spektakl?

- Te, synek, wiesz, kim ja jestem?! Wiesz, kim jestem, pieprzony lamusie?!

Wtem, niszcząc sufit, do środka wleciał pocisk z rakiety Krzycha. Spadał tuż nad Tłuszczem i jako, że gangster miał otwarte usta, wleciał wprost do środka.

- Foffątu...mfff w faffff.... - bełkotał Tłuszcz. Przerażeni widzowie wyrzucili go z teatru, po czym zaczął się turlać w nieokreślonym bliżej kierunku. Po kilkunastu kilometrach dotarł do Romka i Zibiego, którzy akurat zatrzymali się na papierosa na Orlenie.

 

KONIEC

Średnia ocena: 2.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Targówek 4 dni temu
    Prosiłbym o uzasadnienia dla ocen...
  • Shogun 4 dni temu
    Weź Bordo zminimalizuj ilość "entrów" bo się tego czytać nie da. Oczy bolą, takie to rozjechane.
  • Targówek 4 dni temu
    Z grubsza zminimalizowałem
  • Shogun 4 dni temu
    Targówek no i zdecydowanie lepiej.
  • Targówek 4 dni temu
    Shogun Ergo jaka jest twoja opinia?
  • Shogun 4 dni temu
    Targówek szczerze jeszcze nie czytnąłem, przez to wcześniejsze rozstrzelenie, ale przeczytam i dam znać co sądzę.
  • Ellie Victoriano 6 godz. temu
    "Bolo kochał się razem z Olgą" - chyba raczej rżnął Olgę
    "po czym Głowacki rozpiął spodnie, a następnie obsikał ją od stóp od głów" - poddaję się w czytaniu
  • Onyx 6 godz. temu
    Bordo... Ja pierniczę, co to jest?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania