Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Fantomy nad Ribalguentą #2
Po zakończeniu dyżuru miał przed sobą trzy dni wolnego.
Richard obudził się półnagi na żelaznym łóżku polowym, w skromnym wynajmowanym domku parterowym – przerobionym naprędce z dawnej ruiny i wyposażonym jedynie w to, co naprawdę niezbędne.
– Dzień dobry państwu. Tu Ribalguenta Mira–Journal. 24 września, Rok Wniebowstąpienia Świętego Króla 522 Przekazujemy poranne wiadomości.
Na ścianie skrzypiał wentylator oscylacyjny, który przy każdym ruchu wydawał cichy zgrzyt i rozdmuchiwał słaby podmuch powietrza.
Na tanim, czternastocalowym telewizorze kineskopowym widać było elfkę–prezenterkę, tak idealnie gładką, że pozbawioną jakichkolwiek barw. Z monotonnym głosem, w mono, odczytywała kolejne wiadomości.
– Friedrich Film Amusement City obchodzi pierwszy rok działalności i osiągnęło milion odwiedzających. Po kwietniowej premierze filmu „Speculum" w reżyserii Carla Poppe, która odniosła sukces...
Richard odkręcił kurek i zaczął napełniać wannę wodą.
Nalał trochę z pełnym strumieniem do szklanki, przepłukał szerokie świńskie usta z wystającymi kłami i od razu zaczął myć zęby.
A teraz wiadomość następna.
– Działania na rzecz ochrony Góry Arkadrak otrzymały wsparcie ze strony Fundacji Diliiba z Magokracji Lang, a opracowano plan odbudowy Świątyni Srebrnego Smoka.
Na miejsce przybyli przedstawiciele fundacji, archeolodzy z Magokracji, a także Święty Cesarz Katla z frakcji pojednawczej Państwa Świętego Króla, aby rozpocząć uzgodnienia z naszym rządem i środowiskiem naukowym.
– W odpowiedzi Zjednoczone Królestwo Arkadraku, podczas rozmów o współpracy gospodarczej z Ludową Republiką Drakagentu w Zachodnim Arkadraku, wydało wspólne oświadczenie potępiające naszą Ribalguentę...
Zadzwonił toster i cienka kromka chleba wyskoczyła lekko przypieczona.
Richard wyjął z lodówki schłodzone masło i rozsmarował je na gorącym toście. Przy każdym dotknięciu słychać było ciche syczenie, które nadawało prostemu posiłkowi nutę przyjemności, podnosząc jego apetyt.
– Minister Kultury Falk z Magokracji Lang złożył rezygnację. Minister Falk wielokrotnie powtarzał nieodpowiednie wypowiedzi dotyczące wyboru podręczników historii w krajach sąsiednich, w tym w naszej Ribalguencie. Nasz rząd oraz Republika Nova Elwandia wystosowały w tej sprawie oficjalne protesty, jednak...
Do gorącej kawy rozpuszczalnej Richard dokładnie wmieszał mleko w proszku.
– Projekt redukcji budżetu Sił Powietrznych, wzmocnienia Policji Wojskowej oraz ulgi podatkowej dla kapitału zagranicznego ma zostać odrzucony z powodu sprzeciwu wszystkich partii opozycyjnych, z wyjątkiem Partii Świętego Króla, a także buntujących się posłów rządzącej Unii Obywateli Ribalguenty.
– Następnie – umowa o imporcie wody i energii. Opinia publiczna Magokracji Lang odrzuciła zaproponowaną przez naszą Ribalguentę kwotę i domaga się dalszego zwiększenia stawek.
Na patelni pękniętą, grubo mieloną kiełbaskę położył razem z jajkiem sadzonym na kopczyku suszonej kapusty.
– A teraz prognoza pogody. Po wschodniej stronie, od Zatoki Ribalguenty aż po Halbo–Mabze, ogłoszono alarm suszy oraz ostrzeżenie przed smogiem fotochemicznym. Wychodząc z domu prosimy zakładać maseczki i gogle, a także unikać prac na świeżym powietrzu. Zaleca się również natychmiastowe schowanie prania.
– Front deszczowy, który nawiedził południową Nova Elwandię, przesuwa się teraz w kierunku zachodniej Zanadynii...
Podczas śniadania, oglądając niedbale ekran telewizora, Richard pogrążał się w rozmyślaniach, które towarzyszyły mu już od wczoraj.
Od dawna zastanawiał się, dlaczego on i jemu podobni, będąc tułaczami bez więzi z Ribalguentą, nigdy nie zapominali o salucie wobec Srebrnego Smoka, który od wieków zamieszkiwał te ziemie.
Nie kwestionował tego, że ludzie i elfy czynili to odruchowo, ani tego, że mogło im to dawać poczucie dumy i wspólnoty – zapewne było w tym coś dobrego.
A jednak, jako ork, nie potrafił przestać myśleć o tym, co naprawdę kryło się u źródeł tego gestu i jakie uczucie w nim samym wzbudzało.
Po śniadaniu posprzątał, zawiązał worek na śmieci, skorzystał z toalety i zanurzył się w ciepłej wodzie wanny. Udając obojętność, pocierał zieloną skórę z brudu i starannie układał wąsy pod świńskim nosem, a mimo to nie potrafił się od tego uwolnić.
– Hmm...
Richard postanowił, że w ciągu trzech dni wolnych znajdzie odpowiedź.
Na nogi masywne dla człowieka, choć szczupłe jak na orka włożył cywilne spodnie chino, a rozpinającą się kamizelkę bez rękawów z trudem zapiął na guziki. Dowód osobisty, odbiornik rozkazów, aluminiowe etui na cygara, zmięte banknoty wysokich nominałów i garść monet wrzucił byle jak do kieszeni, po czym nacisnął przycisk automatycznej sekretarki w wielofunkcyjnym telefonie stojącym na stole.
Założył okulary przeciwsłoneczne, wsunął stopy w sandały i wsiadł do małego samochodu osobowego, aby dla odprężenia i z myślą o zakupach wyjechać z domu – z nadzieją, że znajdzie odpowiedź.
W supermarkecie mieszczącym się w największym w kraju centrum handlowym Mercatus Ribalguenta Richard zrobił tygodniowe zakupy i zapakował je do srebrnego Suzuki Wagon R, wysokiego hatchbacka. Teraz ciężkim krokiem przemierzał łącznik prowadzący prosto z parkingu wielopoziomowego do kompleksu kinowego.
Po drodze minął salon gier. Nie było tam szczególnego tłoku – tylko głośne automaty bijatyk. Jednak znajomy dźwięk żółtych przekleństw, zupełnie nieprzystających młodej dziewczynie, oraz huk kopniętej obudowy sprawiły, że czoło orka zmarszczyło się gniewnie.
– No bo on ciągle te swoje tanie chwyty odwala... A do tego ta ksywa – wkurza mnie, serio.
Postać online o nicku Miumira – taka typowa księżniczka z anime, nadęta i wyniosła – wciąż prowokowała, nawet kiedy walka była już rozstrzygnięta, drwiąc z ulubionego przez Minervę postapo koksa, czyli napakowanego mięśniaka rodem z końca świata.
Połysk czarnej, skórzanej gorsety podkreślał, że nawet przy smukłej sylwetce ciemna elfka miała wyraziste kształty.
Ale sama świadomość, że ta niesforna dziewucha była jego nawigatorką w kokpicie, sprawiała, iż Richardowi bardziej pękała głowa, niż miałby ulec jej powabowi.
Minerva, siedząc po turecku na taborecie obitym suknem, zerkała na Richarda jeszcze bardziej zakłopotana niż wczoraj.
– No weź... panno Minerva Dankenk, przecież ci już gadali, że jak znowu będziesz rozrabiać na mieście, to się nie skończy na samej obniżce pensji.
Zapłacił resztą z zakupów sprzedawcy, który już miał zamiar zgłosić sprawę do Policji Wojskowej, i wrzucił Minervę – nagle potulną jak kot pożyczony – do kawiarni po drodze do kina.
Od kelnerki, która przyjęła zamówienie, dostali lekką, porcelanową popielniczkę.
Sięgnęli po papierosy – Richard wetknął go w zielone, świńskie usta orka, a Minerva w różowe, miękkie wargi ciemnej elfki.
Obok, w bocznej kieszeni stolika, Richard znalazł wczorajszą gazetę.
W gazecie widniał artykuł:
– Z krwawego frontu w Zanadynii zbiegły oddziały Szulawi. Teraz, pod eskortą Gildii Poszukiwaczy Przygód działającej na zlecenie rządu Magokracji Lang, przechodzą kwarantannę na granicy z Arkadrakiem. Według doniesień, za tydzień mają zostać sprowadzeni do stolicy, Halbo–Mabze, gdzie przewidziano audiencję u prezydenta Ribalguenty oraz przedstawiciela Magokracji Lang.
Richard zsunął gazetę z kolan, westchnął ciężko i mruknął pod nosem:
– No nie wiem...
Naprzeciwko niego Minerva, zajadając się schłodzonym deserem lodowym, oblizywała łyżeczkę z wyraźną satysfakcją.
Richard, przeżuwając pilaw kłami świńskich ust orka, czuł zadowolenie z odpowiedniej słoności i sprężystych, drobnych krewetek, a jednak wciąż miał w głowie artykuł z gazety. Przez niego jeszcze mniej rozumiał, dlaczego to wszystko wymagało takiego oddawania honorów.
– Co jest?
Minerva, z resztkami płatków kukurydzianych przy ustach, zapytała o powód tej miny Richarda – tak skrzywionej, jakby właśnie ugryzł w cytrynę.
Richard odpowiedział tylko, wskazując palcem na złożoną gazetę z artykułem na pierwszej stronie.
– Święte Państwo Króla i cała ta Rekonkwista to jedno wielkie przegięcie, ale Zanadynia to już totalna masakra. Nawet w Mrocznym Królestwie, nawet u Szulawi, jak ktoś ma w sobie choć trochę ludzkiego serca, to kończy się właśnie tak.
– No tak, niby racja... ale, wiesz...
Minerva uniosła szklany puchar i wylizała do końca ostatnią kroplę kremu, po czym z szerokim uśmiechem rzuciła:
– Dzięki za poczęstunek!
Na co Richard od razu zgasił jej entuzjazm:
– Hola, to nie ja stawiam.
– Ribalguenta to przecież dosłownie pustka, więc dla Langu to wygodny wasal jak mało który. Nic dziwnego, że tak się to kończy – stwierdził Richard.
– No właśnie. – Minerva skinęła głową, przytakując i dodając swoje myśli do jego słów.
– Pod tym niebem, którego bronimy, tak naprawdę jest tylko pustka, zwykłe śmietnisko „nicości". I choćbyś to mnożył przez tysiąc, zawsze wyjdzie zero. Do tego skończyłam Oficerską Szkołę w Nova Elwandii na samym dnie listy i po tej wpadce trafiłam do tutejszych sił powietrznych.
– Jasne, cieszę się, że mnie przyjęli... ale to, co robimy, jest po prostu strasznie puste.
Talerz po pilawie był już pusty, a ciężka, orcza prawa dłoń odłożyła łyżkę z wyraźnym stuknięciem.
Nie zwracając uwagi na słomkę, Richard pociągnął spory łyk zimnego koktajlu mlecznego, a na świńskich ustach z kłami pojawił się biały wąs.
– Bronić kraju... a w szerszym sensie zapewniać bezpieczeństwo obywatelom Ribalguenty. Na tym przecież polega nasza robota.
Oficjalnego stanowiska, które przedstawił Richard, nawet Minerva nie mogła podważyć.
A jednak wciąż miała wątpliwości.
Dlatego postanowiła je wyłożyć wprost.
– To, co mają ci całi obywatele Ribalguenty, to przecież głównie infrastruktura postawiona przez Lang, trochę kasy z ropy i parków rozrywki zrobionych przez Złoty Sojusz... i tylko własna skóra na karku.
– Ja tych ludzi tutaj naprawdę lubię i kumam, że dla ich ochrony dalej latamy w siłach powietrznych, że Phantom wciąż idzie w górę… ale wiesz...
– To chcesz powiedzieć, że nie musi to być Ribalguenta? Że równie dobrze mogłoby to być Lang? – w głosie Richarda zabrzmiała wyraźna złość.
Minerva z powagą gwałtownie potrząsnęła głową, a mimo to rzuciła swoje pytanie.
– Rozumiem jeszcze, kiedy ktoś broni czegoś, co myśli, że istnieje, choć tego nie ma.
– Ale dlaczego można przyznać, że czegoś w ogóle nie ma, a mimo to wsiąść do samolotu i lecieć? ...Tego naprawdę nie pojmuję.
– ...Masz rację. To naprawdę dziwne – przyznał Richard z pełnym przekonaniem.
On sam, po ukończeniu z przeciętnymi wynikami tej samej Akademii Lotniczej w Langu, trafił do Ribalguenty jeszcze przed jej uniezależnieniem.
– Serio, czemu ta cała Ribalguenta w ogóle zachowała tę starą nazwę? To co, jakiś problem papierkowy?
– Nie chcę tak o tym myśleć, wiesz? – uciął Richard, jakby zamykając temat.
Przy kasie Minerva, z wymuszonym uśmiechem, pokazała pusty portfel. Richard tylko parsknął śmiechem i lekko pacnął ją otwartą dłonią w srebrne, krótkie włosy – żartobliwy „cios karate" – po czym bez wahania zapłacił za wszystko.
– Do wypłaty masz jeszcze ze dwa tygodnie, wiesz? – rzucił Richard.
– E tam, pożyczę od kapitana albo od dowódcy, a jak nie, to chłopaki się zrzucą. – Machnęła ręką Minerva.
– Ty to naprawdę... – pokręcił głową Richard z niedowierzaniem.
Na parkingu dla motocykli Richard czternaście razy kopnął starter taniego, mrocznego Minśka MMBZ–3.111, całego oklejonego naklejkami, zanim dwusuwowy silnik 125 cm³ zaskoczył i zapiszczał ostrym tonem.
Minerva, unosząc daszek półkasku, rzuciła radośnie:
– No to do następnego dyżuru!
I zanim Richard zdążył odpowiedzieć, ruszyła na swojej Minśce, a zamiast przepalonego kierunkowskazu użyła ręki, by skręcić w lewo na główną drogę.
***
Ze względu na obecną sytuację dalsze pisanie kontynuacji wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, dlatego zawieszam ją. Spotkajmy się, gdy znów zapanuje pokój.
Komentarze (3)
/że tak się to kończy. - stwierdził Richard./ – usuń kropka
/włosy - żartobliwy „cios karateką" - po czym/ – tak dziwnie – wystarczy – karate
/to chłopaki się zrzucą. - machnęła ręką Minerva./ – tutaj narrację należy dużą literą
Sam nie trzymam się ścisłych zasad, lecz jakieś pozory wypada...
Irytują dywizy, które stawiasz zamiast półpauzy.
cul8r
Dziękuję za uwagi. Poprawiłem tekst w takim zakresie, w jakim potrafiłem. Zdaję sobie sprawę, że zasady pisania w języku japońskim i w języku polskim znacznie się różnią, dlatego przy takiej lokalizacji niezwykle cenne są osoby takie jak Pan/Pani.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania