Interesująca poezja

D4wid
22.02.2017
Ostatnio zakochałem się w poezji 20 lecia, a szczególnie w ,,Pokolenie 43" Baczyńskiego. Również wiersz ,,Ocalony" Różewicza mi się spodobał i tutaj mam jest czas na moje pytanie. Jakich twórców i konkretne utwory polecacie mi do przeczytania? Najlepiej w podobnym stylu jak te dwa wymienione. Proszę was o nie robienie gównoburzy w tym temacie... :)
Amy
22.02.2017
No to więcej wierszy Baczyńskiego i Różewicza :) Zresztą z tego co mi wiadomo, to podane przez Ciebie tytuły powstały w czasie wojny. Chociaż nie pamiętam, jak było z wierszem Różewicza.
Johnny2x4
22.02.2017
Baczyński... genialny twórca. Mimo wszystko wolę Mirona Białoszewskiego :)
Amy
22.02.2017
Tak, Białoszewski świetny. :) Poczytaj jeszcze na przykład Gajcego, Borowskiego i w ogóle poszukaj wśród twórców pokolenia kolumbów
Okropny
22.02.2017
Bukowski
detektyw prawdy
22.02.2017
wszyscy poeci na B
O-Ren Ishii
22.02.2017
Czechowicz!
pasja
22.02.2017
Stanisław Barańczak
Philip Larkin
Edward Stachura
pasja
22.02.2017
Jeszcze ciekawy jest Rafał Wojaczek
D4wid
22.02.2017
Jutro w drodze do szkoły poczytam :D Dzięki za te wszystkie propozycje.
Ritha
22.02.2017
Iłłakowiczówna :)
D4wid
23.02.2017
Przeczytałem parę wierszy Borowskiego i to właśnie one mi się głównie spodobały. Teksty Białoszewskiego do mnie nie przemówiły tak samo jak Gajacego :)
Amy
23.02.2017
A Trzebiński? Chyba nikt go w sumie nie polecił
D4wid
23.02.2017
Amy już się zakochałem w poezji Trzebińskiego!
Amy
24.02.2017
Hmm, coś mi się tak zdawało, że może Ci się spodobać. Ogólnie to w Młodej Polsce poszukaj. Ja wiem, że to nie w tej epoce się zakochałeś, ale tam są dekadenci.
Amy
24.02.2017
Hmm, coś mi się tak zdawało, że może Ci się spodobać. Ogólnie to w Młodej Polsce poszukaj. Ja wiem, że to nie w tej epoce się zakochałeś, ale tam są dekadenci.
Neurotyk
24.02.2017
Może Grochowiak, Dawidzie:

Ta czarna kobieta - wąska - na niebotycznych obcasach,
Ta podnosząca ręce jak dwa srebrne narzędzia,
To ta właśnie kobieta w zamierzchłych bardzo czasach
Kochała moją głowę - ostrożnie (!)... jak łabędzia.

O, była wtedy brudna... I mogła mówić: m i ł o ś ć,
I nawet chodzić w deszczu też jej wypadało -
A teraz ta kobieta to Jej kłopotliwość,
Która nosi sobą eleganckie ciało.

I tylko, gdy śnieg spadnie - och, szczypiący śnieżek -
I tylko kiedy deszcze, kiedy deszcze w krąg,
Ta kobieta wraca do moich atramentowych rąk
I wysuwa języka waniliowy brzeżek.
D4wid
24.02.2017
Interesujące, ale jednak nie przemawia to do mnie aż w takim stopniu. Jednak pochylam się w kierunku dekadentów
zuyy
25.02.2017
Ja czytam wierwsze tylko na Opowi xd
maga
27.02.2017
Czytałeś ,,Białą Magie" Baczyńskiego? Moim jak najbardziej ulubionym twórcą jest Krzysztof Przerwa Tetmajer i polecam właśnie go.

Część postów została ukryta (13)

Zaloguj się, aby przeglądać cały wątek

Neurotyk
dwa lata temu
Jeden stażemstary user ceni Staffa wśród poetów, nawet być może stawia jego twórczość wyżej od współczesnej.

Tyle podejrzeń.

Baj
Canulas
dwa lata temu
Niee, on dla mnie, bo szukam czegoś podobnego do Leśmiana.
Margerita
dwa lata temu
Wow Can ty zacząłeś się interesować poezją
Neurotyk
dwa lata temu
Czyli pomyleczka
Zaciekawiony
dwa lata temu
Też lubię Leśmiana i też kiedyś szukałem czegoś podobnego, Staff miał trochę podobne poszukiwania poetyckie, zwłaszcza od trzeciego tomiku, choć wychodził z nurtu dużo bardziej klasycyzującego i realistycznego. Zwróć uwagę zwłaszcza na "Na ruinie" gdzie czuć takie pre-leśmianowskie ukłucie.
Canulas
dwa lata temu
Obadam. Dziękuję bardzo
Canulas
dwa lata temu
Jarosław Borszewicz — Dobrze, że jesteś



Dobrze, że jesteś,
bo wczoraj znowu bolało mnie serce,
a ciągle nie mam pomysłu na życie.

Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.

Miałem iść do dentysty,
ale przybłąkał mi się wiersz o tobie,
no i nie mam go z kim zostawić w domu.

Dobrze, że jesteś,
bo w zeszłym tygodniu "U Fukiera"
śmierć znowu pytała o mnie szatniarza.

Dzwoniłem dzisiaj do ciebie,
ale słuchawka ugryzła mnie w rękę
i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi.

Musisz mi pomóc,
bo jestem zmęczony jak Bóg,
który harował przez tydzień -
i nie stworzył świata...
pkropka
dwa lata temu
To bardzo ładne. Dzięki że wrzuciłeś.
Canulas
dwa lata temu
Też uważam, że ładne.
Canulas
dwa lata temu
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę


idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch


ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo


bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy


a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych


niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys


i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie


strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych


strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy


czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę


powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku


a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku


idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów


Bądź wierny Idź
Canulas
dwa lata temu
Oj, tytuł to: Przesłanie Pana Cogito — Zbigniewa Herberta (Najlepsza, kapitalna wręcz treść, jaką mi poleciła Betti)
Canulas
dwa lata temu
Charles Bukowsky
choroba?



owszem, romantyk ze mnie, przesadnie sentymentalny,

uprawiam cos w rodzaju kultu bohaterów

i nie będę się za to

kajał.

ale wielbię Hemingwaya

gdy u kresu wytrzymałości

wtyka sobie

lufę strzelby w drżące

usta;

i myślę,

jak Van Gogh odciął sobie kawałek ucha

dla kurwy

a potem wykończył się

w szczerym polu;

a znów Chatterton wypił truciznę

na szczury (nadzwyczaj bolesna śmieć

nawet dla

plagiatora);

Ezre Pounda wleczono

zakurzonymi ulicami Włoch w klatce

a później zamknięto w

domu wariatów;

Celine'a okradali, wygwizdywali, dręczyli

Francuzi;

albo Fitzgerald: kiedy wreszcie przestał pić, zaraz

padł martwy;

Mozart skończył w zbiorowej mogile;

Beethoven ogłuchł;

Bierce znikł wśród meksykańskich pustkowi;

Hart Crane skoczył przez reling prosto w

śrubę napędowa;

Tolstoj uznał Chrystusa i rozdał

majątek

biedakom;

T. Lautrec

z tym swoim niekształtnym ciałem

karla

i doskonale rozwiniętym

duchem

rysował wszystko, co

widział

i jeszcze dużo więcej;

D.H. Lawrence

umarł na gruźlicę

i sam sobie zbudował Statek Śmierci

pisząc swoje

ostatnie

wspaniale wiersze;

Li Po

swoje wiersze

podpalał

i puszczał z prądem

rzeki



Sherwood Anderson umarl



na zapalenie otrzewnej

połknąwszy

wykałaczkę

(na przyjęciu

pil

martini

kiedy nagle

wpadła mu w gardło oliwa

razem z wykałaczka);

Wilfred Owen zginął

na pierwszej Wielkiej Wojnie

próbując

ocalić świat dla Demokracji;

Sokrates z uśmiechem

wypił

cykutę;

Nietsche oszalał;

De Quincey wciągnął się w opium;

Dostojewski stanął z zawiązanymi oczami przed

plutonem egzekucyjnym;

Hamsun zjadł kawałek własnego

ciała;

Harry Crosby i jego kurwa

popełnili samobójstwo

trzymając się za ręce

Czajkowski próbował

uciec przed własnym homoseksualizmem

żeniąc się z prima-

donna;

Henry Miller na starość

opętany był

młodymi

Azjatkami;

John Dos Passos z



zajadłego lewicowca

stal się ultrakonserwatywnym

republikaninem;

Aldous Huxley po

narkotykach miewał

wizje i

zgarniał

urojone bogactwa;

Brahms za młodu

pracował nad swoim ciąłem

żeby było

potężne

bo uważał

ze sam umysł

to nie

dość;

Villonowi zakazano wstępu do Paryża

nie za to, co myślał

tylko za to, ze był

złodziejem;

Thomas Wolfe uważał, ze nie może

wrócić do domu

póki nie

zdobędzie

sławy;

albo Faulkner:

kiedy rano odbierał pocztę

oglądał kopertę pod

światło

i jeżeli nie widział

czeku

to ja

wyrzucał;

William Burroughs

zastrzelił

własna

żonę

(nie trafił w

jabłko

na jej

głowie);

Norman Mailer swoja

dźgnął nożem; obeszło

się bez jabłka;

Salinger nie wierzył

ze dla świata warto

pisać;



Jean Julius Christian Sibelius



dumny I piękny Czlowiek

kompozytor potężnej muzyki

po czterdziestych urodzinach

ukrył się i odtąd

rzadko go

widywano;

nikt nie wie na pewno

kim był

Szekspir;

życie nocne zabiło Trumana

Capote;

Allen Ginsberg

poszedł w profesor;

William Saroyan ożenił się 2 razy

z ta sama kobieta

(ale wtedy już i tak

zmierzał

donikąd);

z Johna Fante nóź

chirurga odkrawał

plasterki

na moich

oczach;

Robinson Jeffers

(najnudniejszy z poetów)

pisał

błagalne listy do wpływowych osobistości.





oczywiście można by tak dalej

wyliczać

mógłbym mnożyć

przykłady

lecz nawet ja

(chociaż romantyk)

pomału zaczynam się

męczyć.





ale wszyscy ci ludzie

- dawniej i teraz – tworzyli i tworzą

nowe światy dla

reszty z nas

mimo ognia i mimo lodu

mimo

wrogości rządów

mimo wrodzonej nieufności mas

tylko po to, żeby umierać

pojedynczo

i zazwyczaj

w osamotnieniu.

należy ich podziwiać

za odwagę

za cały ten trud

za to, co w nich najlepsze i

najgorsze.

niezła banda!

to z nich bije światło!

to z nich bije radość!





wszystko to są

bohaterowie

za których możesz dziękować losowi

i podziwiać ich z daleka

budząc się co rano

ze swoich zwyczajnych snów.
Zaciekawiony
dwa lata temu
Jest w tym wierszu coś, co mnie rozczula:

Czesław Miłosz, "Postój zimowy"
A kiedy ręka uchyla zasłony,
I świat po nocy jawi się widzialny,
Na śnieżnych wieżach kołyszą się dzwony
I stoją w oknach szronu białe palmy,
I puch opada pazurkiem strącony.

Łaskawa zima codziennie nam sprzyja
Pośrodku ogni niepewnego wieku,
Zwierzęta dziwne mróz w niebie rozwija,
Gwiazda osiada na biednym człowieku
I tając grzeje, już blisko Wigilia.

Idziemy w nasze wysokie pokoje,
Dzwonki czy skrzydła za oknami brzęczą
I słońce pada, siostrzyczko, na twoje
Włosy, i zjeżdża jak chłopak poręczą,
Ale ty inną jasność masz na czole.

Przyjmij ode mnie tę gałązkę małą
Mimozy, w nasze przywiezionej sniegi.
Bo gdyby ciebie wszystko nie kochało,
Tobym nie myślał, zamknąwszy powieki,
Że piękne jest to, o czym się milczało.

O Boże, jak niepewne nasze losy,
Jaka potężna siła nami toczy,
Ile złych godzin serca nam spustoszy,
Zanim ty, wierna, zamkniesz moje oczy,
Ty, przychodząca do mnie szarym rankiem,
Jak matka senna z kopcącym kagankiem.

Ogromne wody, zamglone stolice,
Mroźny znak wojen, co w niebie się pali -
Ale ja niczym siebie nie nasycę
I tak oboje będziemy czekali
Na promień ostry, który nas otwiera,
Nie wiem, czy gdy się żyje, czy umiera.

Zimo dobra, bielą otul nas,
Bo każda nasza chwila przebudzenia czeka,
Z dawnych smutków oczyść naszą twarz,
Bo mamy jechać razem, a droga daleka.
I niech się spełni złotej łaski czas.
(1936)
Florian Konrad
dwa lata temu
a ja poleecę...

https://nieszuflada.pl/menu.asp?rodzaj=1&idautora=12267
Enchanteuse
dwa lata temu
Odkopalam wpis Cana sprzed miesiąca, ale warto, bo to dobry. Szczególnie to:

"Musisz mi pomóc,
bo jestem zmęczony jak Bóg,
który harował przez tydzień -
i nie stworzył świata..."
Canulas
dwa lata temu
yeap - uwielbiam <3
pasja
dwa lata temu
Julian Tuwim

Całujta mnie w dupę

Apsz­ty­fi­kan­ci gru­bej Ber­ty
I ka­to­wic­kie wę­glo­ko­py,
I bo­ry­sław­skie naf­to­wier­ty,
I lo­dzer­men­sche, by­cze chło­py,
War­szaw­skie bub­ki, ży­go­la­ki
Z szaj­ką wy­twor­nych pind na kupę,
Rę­baj­ły, fran­ty, za­bi­ja­ki,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

Izra­elic­cy dok­tor­ko­wie,
Wid­nia, ży­dow­skiej Mek­ki, flan­ce,
Co w Boch­ni, Stry­ju i Kra­ko­wie
Sze­rzy­cie kul­tu­ral­ną fran­cę!
Któ­rzy chli­pie­cie z Naje Fra­je
Swą in­te­lek­tu­al­ną zupę,
Mą­dra­le, oczy­ta­ne faje,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

Item aryj­skie rze­czo­znaw­ce,
Wy­pier­dy ger­mań­skie­go du­cha
(Gdy swo­ją krew i wa­szą spraw­dzę,
Wierz­cie mi, jed­na bę­dzie ju­cha),
Kar­ne pę­ta­ki i sztur­mow­cy,
Zu­chy z Ma­ka­bi czy z Owu­pe,
I re­kor­dzi­ści i spor­tow­cy,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

So­cja­ły nud­ne i po­nu­re,
Pe­de­ki, neo­ka­to­li­ki,
Pod­ska­ki­wa­cze pod kul­tu­rę,
Czci­cie­le ra­dia i fi­zy­ki,
Uczo­ne mał­py, ści­sło­wie­dy,
Co oglą­da­cie świat przez lupę
I wszyst­ko wie­cie: co, jak, kie­dy,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

Item ów bel­fer szko­ły żeń­skiej,
Co dużo chciał­by, a nie może,
Item pro­fe­sor Cy... wi­leń­ski
(Pan wie już za co, pro­fe­so­rze!)
I ty za mło­du nie­do­rż­nię­ta
Me­gie­ro, co masz taki tu­pet,
Że szczu­jesz na mnie swe szcze­nię­ta,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

Item Sy­jont­ki pa­le­styń­skie,
Ha­lu­ce, co le­je­cie tkli­wie
Sta­ro­za­kon­ne łzy kre­tyń­skie,
Że szu­mią jo­dły w Tel-Avi­vie,
I wszech­sło­wiań­scy ma­rzy­cie­le
Ze­bra­ni w ma­low­ni­czą tru­pę,
Z byle mi­stycz­nym kpem na cze­le,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

I ty for­tun­ny skur­wy­sy­nu,
Gów­nia­rzu uper­fu­mo­wa­ny,
Co splen­dor oraz sple­en Lon­dy­nu
No­sisz na gę­bie za­ka­za­nej,
I ty, co miesz­kasz dziś w pa­ła­cu,
A srać cho­dzi­łeś pod cha­łu­pę,
Ty, wy­pa­sio­ny na Ika­cu,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

Item glę­dzia­rze i baj­du­ry,
Cią­gną­cy z nie­ba gru­bą ren­tę,
O, ła­pi­du­chy z Ja­snej Góry,
Z Góry Kal­wa­rii par­chy świę­te,
I ty, księ­żu­niu, co ku­ta­sa
Za­wią­za­ne­go masz na su­peł,
Żeby ci cza­sem nie po­ha­sał,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę.

I wy, o któ­rych za­po­mnia­łem,
Lub po­mi­ną­łem was przez li­tość,
Albo dla­te­go, że się ba­łem,
Albo, że taka was ob­fi­tość,
I ty, cen­zo­rze, co za wiersz ten
Za­pew­ne ska­rzesz mnie na ciu­pę,
Iżem się stał świń­tu­chów hersz­tem,
Ca­łuj­cie mnie wszy­scy w dupę!
kigja
dwa lata temu
Umiera piękno

Płonie muzeum. Jak słoma
pali się piękno
czczone przez pokolenia.
Bezcenne
jak ciało człowieka.

Człowiekowi, który żył na śeiecie
tylko po to, żeby strzec muzeum,
udało się przybiec na czas.

Jeśli przeżyje zaświadczy
dla przyszłych pokoleń,
jak pięknie umierało w płomieniach
piękno.

Anna Świrszczyńska, poetka,
sanitariuszka AK.
Canulas
dwa lata temu
Ładne
Orchid.Solma
dwa lata temu
Bezkresny ocena rozpaczy.
Dorian zasiał zamęt na ciele.
Zmiotl wszystkie emocje.
Kraina rozpaczy.
Orchid.Solma
dwa lata temu
Nieograniczony szał wpadł do mojej głowy
Piszę jak szalona
Umieram przy biurku z rozpaczy
Bolą mnie palce
Ale nie umiem odpuścić
Nie chce jej
Zabierz ja
Wyzwól mnie
Pozwól odpocząć
Enchanteuse
rok temu
Rzadko na moich wargach
Niech dziś to warga ma wyzna
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

Widziałem, jak na rynkach
Gromadzą kupczykowie,
Licytujacy się wzajem,
Kto ją najgłośniej wypowie.

Widziałem, jak między ludźmi
Ten się urządza najtaniej,
Jak poklask zdobywa i rentę
Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan -
Wstręt dotąd serce me czuje -
Z pokłonem się cisną i radą
Najpospolitsi szuje.

Widziałem rozliczne tłumy
Z pustą, leniwą duszą,
Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej
Resztki sumienia głuszą.

Sztandary i proporczyki,
Przemowy i processyje,
Oto jest treść Majestatu,
Który w niewielu żyje.

Więc się nie dziwcie - ktoś może
Choć milczkiem słuszność mi przyzna -
Że na mych wargach tak rzadko
Jawi się wyraz: Ojczyzna.

Kasprowicz, Księga Ubogich.
betti
rok temu
No, i to jest przykład na to, że nie musowo pisać ''jak ja kocham tę moją Ojczyznę'', można to wyrazić subtelnie, delikatnie, a mocniej działa...
Enchanteuse
rok temu
Tak. Uderzyło mnie to, jak pięknie podana na tacy prawda, i to w dodatku jeszcze sklamrowana. Cudo. Księga ubogich to jest prawdziwy diament.
Zaciekawiony
rok temu
Jan Twardowski "Który stwarzasz jagody"
Ty który stwarzasz jagody
królika z marchewką
lato chrabąszczowe
cień wielki małych liści
zawilec półobecny bo uwiędnie zanim go się przyniesie do domu

czosnek niedźwiedzi dla trzmieli
smutek roślin
wydrę na krótkich nogach
ślimaka co zasypia na sześć miesięcy
niezgrabny śnieg co ma wdzięk zanim zacznie tańczyć
serce choćby na chwilę

spraw
niech poeci piszą wiersze prostsze
od wspaniałej poezji
betti
rok temu
Dwie krople
Zbigniew Herbert

Lasy płonęły —
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów —
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs

do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni

jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy
Enchanteuse
rok temu
Herbert <3
bogumil1
rok temu
Ten wiersz Kasprowicza jest w swej wymowie idiotyczny. Promuje tzw. patriotyzm bezobjawowy. Często przytaczają go ci, to akurat nie jest do Ciebie Ench, którym Polska zwisa kalafiorem, jako usprawiedliwienie dla swojej letniości lub wręcz wrogości do Ojczyzny. Bardzo złą przysługę zrobił Ojczyźnie Kasprowicz.
Zaciekawiony
rok temu
Mieczysław Jastrun
fragment wiersza "Pora życia" z cyklu Intermezzo
Dzień obnażony z pokrowców, aleje
Przewiewa błękit, przestrzeniami dnieje,
Już przelśnionymi ałunem,
I tylko odblask dalekiej łuny
Jeszcze w nich pragnie pozoru
Neurotyk
rok temu
Z wiadomej okazji.

Cyprian Kamil Norwid, "Opłatek"

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

Ten biały kruchy opłatek, pszenna kruszyna chleba,
a symbol wielkich rzeczy, symbol pokoju i nieba.

Na ziemię w noc wtuloną, Bóg schodzi jak przed wiekami.
Braćmi się znowu poczyńmy, przebaczmy krzywdy, gdy trzeba.

Podzielmy się opłatkiem, chlebem pokoju i nieba.
Dariusz
rok temu
Siedzę przy stole z 15-ma ciotkami babciami i wujkami barszcz czerwony leci z uszkami. Gromnica jakaś się kopci na stroiku kurwa pierdolnieta babcia zrobiła ?! i chuj . Jakiś chyba ?? Pies żebrak ssie mi palca u nogi ??! Prezent idzie dostać w te święta. Trzymajcie się na tej wigilii !!!
AlaOlaUla
rok temu
Pies żebrak ssie mi palca u nogi ??!
???
Ozar
rok temu
Święta Bożego Narodzenia

Ukochanej Matce - Krzysztof

Nie patrz w tył - to dziecięctwo taka otchłań,
a na płacz jej za wiele.
Jakby kantyczki dziecinnej odgłos znów cię napotkał,
kantyczki śpiewanej w którąś śnieżną niedzielę.
To dławi - te święta świerkowej pieśni,
śnieży śnieg, po którym przeszło już tyle ludzi.
Omotany w śnieżyce innych aniołów, śmiertelnych, nie śnij,
W dniach, w kopułach blaszanych nagle się zbudzisz.
Pieśń prymitywna - kto ją obudzi, nie budź.
Odpadły skrzydła nocy świętej, odpadły bogom.
Inne już gwiazdy - z lodu - przyprawione niebu.
To tekturowy smok zwęglony od łez
ciągnie z szelestem sypiący popiołem ogon.

Krzysztof Kamil Baczyński
Orchid.Solma
rok temu
Siedzę w domu, obijam się o ściany.
Klnę i krzyczę.
- Ile jeszcze? Jak długo? Kiedy to się skończy?
Brak odpowiedzi.
Kaszlę, mam gorączkę, w głowię roi się lawina chorych, popapranych myśli.
Chyba umrę. Co jeśli umrę?
Nic nie wiem. Patrze na jego ciało, leży nieruchomo na łóżku, trącałam nim kilkukrotnie.
Brak reakcji. Nie oddycha.
Dlaczego?
Obydwoje mnie opuścili.
Skonam dusząc się własnym oddechem.
Zaciekawiony
rok temu
Bardzo szczery "Testament" Kaczmarskiego. Dziś rocznica jego śmierci.

"W trzydziestym ósmym roku życia
Pod koniec dwudziestego wieku,
Co nic już chyba do odkrycia
Nie ma ni w sobie, ni w człowieku
Za czarne pióro i atrament
Chwytam, by spisać swój testament.

Za mną, już liczba chrystusowa
Ofiarnym kozłom przypisana,
Kiedy niewinna spada głowa
Za cudze grzechy - czyli za nas,
By z życia się wymknąwszy sideł
Uschnąć w relikwie wśród kadzideł.

Przede mną dziesięć lat niepewnych,
Gdy każdy zmierzch mężczyznę miażdży,
Od wewnątrz pośpiech szarpie gniewny,
A z nieba mu znikają gwiazdy.
Który to przetrwa ten - dożyje
Zaszczytu, że sędziwie zgnije.

Mniej ważne - ile czasu trawisz,
Niż - z jakim trawisz go wynikiem.
Niejedną twarz mi los przyprawił:
Byłem już zdrajcą i pomnikiem,
Degeneratem, bohaterem,
A wszystkie twarze były szczere.

Patrzono na mnie przez soczewki
Miłości, złości, interesu.
Przeinaczano moje śpiewki
By się stawały tym, czym nie są.
Tak używano mnie w potrzebie
Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie.

Poza tym zresztą mam niewiele.
Wpływy przejadłem i przepiłem.
Co nieco w duszy tkwi i w ciele
(Co duszy wstrętne - ciału miłe),
Więc nie zostawiam potomności
Kont, akcji ani posiadłości.

Pierwszej małżonce mojej, Ince,
Nim się wyrazi o mnie szpetnie,
Zostawiam nasze wspólne sińce -
Pamiątki z wojny wieloletniej.
Ja się przeglądam w tych orderach,
Bo to co boli nie umiera

Zaś drugiej mojej połowicy
Niczego nie zapiszę za nic,
Bo choćbym nie wiem jak policzył -
I tak mnie za rozrzutność zgani;
Więc nim się zrobi krótkie spięcie -
"Kocham cię" - piszę w testamencie.

Także synowi memu, Kosmie
Niewiele mam do zapisania.
Nie wiem co będzie, gdy dorośnie:
Czy zada cios mi, czy pytania
I próżno mi się dzisiaj biedzić,
Czy znajdę na nie odpowiedzi.

Paci zabawek nie pomnożę,
A zapisuję jej przestrogę.
Że choć się wiecznie bawić może -
Nie taką jej wyśniłem drogę.
Lecz snem nie będę córki dręczył;
Zjawi się drań, co mnie wyręczy!

Przykra to myśl, że - gdy czterdziestkę
Poranny wieszczy reumatyzm -
Tak łatwo w ten testament mieszczę
Wszystkie me lary i penaty;
Gitarę, książki i zapiski,
Butelkę po ostatniej whisky.

Nic nie zapiszę więc Wałęsom,
Pawlakom, Strąkom i Urbanom,
Co codziennością naszą trzęsą,
A ja ich muszę strząsać rano.
I przyjaciółki mej Grabowskiej
Grę z nimi biorę za słabostkę.

Zostały jeszcze pieśni. One
Już, chcę czy nie chcę, nie są moje.
Niech cierpią los swój - raz stworzone
Na beznadziejny bój z ustrojem.
Sczezł ustrój, a słowami pieśni
Wciąż okładają się współcześni.

Ja z nimi nic wspólnego nie mam
(To znaczy z ludźmi, nie z pieśniami)
Niech sobie znajdą własny temat
I niech go wyśpiewają sami.
Inaczej zdradzą wielbiciele
Że nie pojęli ze mnie wiele.

Partnerzy także źródłem troski -
Ciąży przyjaźni kamień młyński:
Niezbyt wysilał się Gintrowski,
Nazbyt wysilał się Łapiński.
Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw -
Rozeszliśmy się bez melodii.

W ten czas tak marny, hałaśliwy,
Gdy szybki efekt myśl połyka,
Chóralne plączą się porywy,
Muzyka wszelka w zgiełku znika.
Lecz, chociaż z nieuchronnym smutkiem
Każdy niech swoją nuci nutkę.

O, nie samotne to nucenie!
Ani obejrzy się pustelnik -
Zjawią się wielcy ocaleni
Z historii rusztów i popielnic
By szydzić wprzód a potem kusić
I do sprostania im prymusić

Bo nie przypadkiem przeszli czyściec
Odsiani z mód wartkiego ścieku
Po to by istnieć (a nie błyszczeć)
I wieść dysputę o człowieku.
W przepyszne wciągną cię katusze
Niebylejakie łby i dusze.

Dyskusja z nimi więc jest czysta.
Podstępna tylko z naszej strony.
Czym grozi nam antagonista
Co przed wiekami pogrzebiony?
A dodam jeszcze myśl, że i my
Niedługo już będziemy z nimi.

To samo pod rozwagę daję
Kochankom moim bez wyjątku:
Jakże do syta tym się najeść
Co końcem było od początku?
Imion rozkoszy więc nie podam,
Bo życia mało, czasu szkoda.

Dlatego też się kończyć godzi...
Nie wiem, czy jeszcze co napiszę,
Lecz tylem już wierszydeł spłodził,
Że jest czym okpić po mnie cisze.
Zwłaszcza, że póki słońce świeci
Wciąż będą rodzić się poeci.

Jak ja bezczelni i bezradni
Spragnieni grzechu i spowiedzi
I jedną nogą już w zapadni -
Dociekający - co w nich siedzi
Co wciąż nieuchronności przeczy.
Że może życie jest do rzeczy! "
Neurotyk
rok temu
Błysk samoświadomości. Z wiekiem (czytać: doświadczeniem) tych błysków więcej i więcej. Samo źródło, światło, jest po drugiej stronie.
Pan Buczybór
7 miesięcy temu
Jeden optyk mieszkał z synem
A ten syn był synoptykiem
I ten syn miał konkubinę
Ożenioną z pewnym prykiem.
Pryk okazem był sceptyka
Jak po cichu mawiał optyk,
A pryk mawiał do optyka
Że sceptykiem jest synoptyk.

Raz objadłszy się papryką
Poszedł w miasto syn z patykiem
I zerwawszy z synoptyką
Zajął się wyłącznie prykiem.
Wtedy dwaj posterunkowi
Przyskrzynili syna za to
I donieśli optykowi:
- Syn synoptyk tkwi za kratą!

Biedny optyk chcąc być z synkiem
Nie rozmyślał ani szczypty,
Tylko jął się skradać rynkiem
By z muzeum ukraść tryptyk.
Lecz gdy tryptyk kładł do kosza
I czas tracił przy tryptyku,
Nagle słyszy głos kustosza:
- Tryptyk kradniesz, ty optyku???

Prokurator rozgryzł problem
Bez sięgania do detali:
Złapał skobel i tym skoblem
Zamknął wszystkich w dużej sali.
Siedzi optyk razem z prykiem,
Konkubina i synoptyk,
Oraz kustosz wraz z tryptykiem
Tym, co go chciał ukraść optyk.

Wprawdzie kupy się nie trzyma
przedstawiona tutaj fikcja
I pointy wcale nima,
Ale za to jaka dykcja!

Andrzej Waligórski
Zaciekawiony
5 miesięcy temu
Przykład wiersza najnowszej noblistki (przekład nie jest idealny, ale oddaje sens)
https://nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=104771&rodzaj=1
Tjeri
5 miesięcy temu
Zaciekawiony, u nas co niektórzy już by krzyczeli, że "to nie wiersz, tylko co najwyżej proza poetycka" ?
Neurotyk
5 miesięcy temu
Nie lubię. Takie flaki z olejem ten wiersz. Nuda.
Orchid.Solma
2 miesiące temu
Czy wciąż czujesz smutek?
Czy zmieniłeś go na radość?
Czy dziś jesteś szczęśliwy, o tym zawsze marzyłeś?
Dziś się pojawiasz, stoisz na zewnątrz mróz szczypie twoje policzki i nos.
Mam ochotę wyrwać ci głowę z karku, patrzeć jak bordowa rzeka twojej egzystencji spływa chodnikami i ulicą. Zapamiętam twoje oczy, wypełnione agonią i będę patrzeć z bólem jak znika w nich życie.
To koniec, koniec. Słyszysz do cholery!
To pieprzony koniec.
Kulę się na podłodze.
To pieprzony koniec! - szepcze po raz ostatni.
Pseudoartystycznie
2 miesiące temu
Witam, polecam wszystkim Czechowicza. Świetny!
laura123
2 miesiące temu
Juliusz Słowacki

Testament mój

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami;
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny:
Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami,
A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny.
Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni, ani dla imienia:
Imię moje tak przeszło, jako błyskawica,
I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.
Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył, siedziałem na maszcie,
A gdy tonął, z okrętem poszedłem pod wodę…
Ale kiedyś, o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny, pozna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami moich dawnych przodków świetny.
Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą:
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie…
Niech przyjaciele moi siędą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb — oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg mnie uwolni od męki, nie przyjdę…
Lecz zaklinam: niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie, przez Boga rzucane na szaniec!
Co do mnie — ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą Bożą służbę,
I zgodziłem się tu mieć niepłakaną trumnę.
Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść?… taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi
I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata?
Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic, tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.
Celina
2 miesiące temu
To jest przepiękny wiersz. A Słowacki był podobno ateistą. Ale pięknie pisał o Bogu.
Zaciekawiony
2 miesiące temu
Znalazłem ciekawego bloga z wierszami:
"Mitologia wewnętrzna"
chyba byłam ulubiona
bo tylko mnie brałeś na kolana aż twoje stopy zapadały się mokry piasek.

Obiecywałeś bryzę i zawsze była.
czy dlatego moje siostry i brata zostawiłeś w domu?
wiedziałeś, że nie ucieknę ani nie trzeba będzie mnie wiązać.
na samym końcu uciekłeś wzrokiem jakbyś się wstydził
tak mi się zdaje. Wszak
nigdy nie patrzyłeś w moje oczy
tylko ponad. Twa broda muskała czubek mojej głowy a dłonie miałeś większe od moich.

Nie uderzyłeś mnie nigdy. Teraz też
sztylet wręczasz słudze świątyni
a ja wolałabym żebyś nie odchodził. Tak pięknie mówiłeś o Achillesie i jego ciemnych oczach
że niemal je widzę. Morze na zewnątrz jest ciche ale

wkrótce będzie
bryza. Tak jak obiecałeś
https://sploszenie.blogspot.com/2020/10/mitologia-wewnetrzna.html
Taviani
miesiąc temu
Halina Poświatowska

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

Serce

Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
I lekkomyślnie dałem słowo,
że kwiat kwitnie księżycowo, a liście mrą srebrzyście.
Pani zdziwiona mówi: "Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż."
Tak, rzeczywiście. Więc cóż Ci dam?
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego.
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Stara baba za staraganem wyrzuciła wielki kosz.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii.
A pani? Cóż, nie chce tych róż.
Że takie brzydkie, że czerwone i że z kolcami
Więc cóż Ci dam?
Dam pierścionek z koralikiem.
Ten niebieski jak twe oczy.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"

Autor tekstu:
Liliana Wiśniowska, Andrzej Nowicki
Kompozytor:
Jan Kanty Pawluśkiewicz
Wykonanie oryginalne:
Marek Grechuta

Halina Poświatowska

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

Serce

Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
I lekkomyślnie dałem słowo,
że kwiat kwitnie księżycowo, a liście mrą srebrzyście.
Pani zdziwiona mówi: "Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż."
Tak, rzeczywiście. Więc cóż Ci dam?
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego.
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Stara baba za staraganem wyrzuciła wielki kosz.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii.
A pani? Cóż, nie chce tych róż.
Że takie brzydkie, że czerwone i że z kolcami
Więc cóż Ci dam?
Dam pierścionek z koralikiem.
Ten niebieski jak twe oczy.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"

Autor tekstu:
Liliana Wiśniowska, Andrzej Nowicki
Kompozytor:
Jan Kanty Pawluśkiewicz
Wykonanie oryginalne:
Marek Grechuta
Orchid.Solma
miesiąc temu
Patrzę i nie dowierzam, może zamknę oczy wtedy nie będę niczego dostrzegać.
Przecież "Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal".
To takie płytkie i niepotrzebne, stoisz zastanawiasz się jak wytrzeć rozlane piwo spływające z blaty, a wystarczy się nachylić i wylizać blat do cna nie marnując więcej bąbelków.
Zabieram się do zlizywania, a ty zejdź mi z oczów.
Celina
3 tygodnie temu
A gdy już przyszli po mnie mamo
a ty leżałaś na operacyjnym stole
to dziś Ci się przyznam, za niebieską bramą,
że się bałem o Ciebie, ja - nierozkwitłe pacholę

Udawałem, że byłem mniejszy niż te trzy miesiące
I wierzyłem, że może się wyrok nade mną odwlecze
(że tak jak chłopczyk żydowski na paluszki się wspinał
i przez oczy straceńcze dzielnie truchlejące
udawał, że jest starszy, by zostać w szeregu)
tak ja skurczyć się chciałem, kupując czas do ,,zabiegu’’

Nie chcę Ci powiedzieć jak mnie to wszystko bolało
gdy mi chrząstki łamały posrebrzane szczypce
jak mi nagle w mój świat grozą śmierci powiało
a niemy krzyk łapali anieli na skrzypce

Wiem, że najtrudniej im było zmiażdżyć moją głowę
I Ty chyba wtedy drgnęłaś w uśpionej rozpaczy
I chyba mnie jakimś pożegnałaś słowem
które tylko sam Bóg rozpoznać w ziemskiej matni raczy

Lekarz Ci powiedział, że byłabyś miała
udanego syna w mej małej osobie
Ciekaw tylko jestem czyś mi imię wybrała
i czy Ci się śniło, że wciąż rosnę w Tobie?

Koledzy mi mówili, że i oni się bali –
przemocą urodzeni, wszyscy tacy mali
Ale każdy się modli za swą biedną mamę
By ją Bóg mu wpuścił za niebieską bramę

Ja już dziś mam osiem latek, plus te trzy miesiące
I Matka Boża nas jak może co wieczór matuli
Tylko jak się domyślasz nas tu jest tysiące
Więc nie sposób każdego z osobna utulić

Krystyna Dulak-Kulej
yanko wojownik 1125
3 tygodnie temu
Dariusz Brzóska Brzóskiewicz - Cielaczek

Brudne nogi cielaczka wygięły się wpół
Kobiecina doi go dziś trzeci raz
Nie ciągnij kobiecino tak mocno
To boli cielaczka
Pan Buczybór
3 tygodnie temu
Ten kwiat, co leci w górze i wieje skrzydłami,
To motyl. Słowo obce, nie wiesz, co to znaczy,
Teraz nie ma motyli. Ten jest jedynakiem.
Za chwilę może i jego nie będzie.

Nie myśl o tym. Patrz, niebo jest takie niebieskie,
Po niebie chmurki lecą, to jasne, to ciemne.
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada.
Świat będzie zawsze piękny, Ludko. I beze mnie.

Jarosław Iwaszkiewicz, "Do prawnuczki"

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji