Interesująca poezja

D4wid
22.02.2017
Ostatnio zakochałem się w poezji 20 lecia, a szczególnie w ,,Pokolenie 43" Baczyńskiego. Również wiersz ,,Ocalony" Różewicza mi się spodobał i tutaj mam jest czas na moje pytanie. Jakich twórców i konkretne utwory polecacie mi do przeczytania? Najlepiej w podobnym stylu jak te dwa wymienione. Proszę was o nie robienie gównoburzy w tym temacie... :)
Amy
22.02.2017
No to więcej wierszy Baczyńskiego i Różewicza :) Zresztą z tego co mi wiadomo, to podane przez Ciebie tytuły powstały w czasie wojny. Chociaż nie pamiętam, jak było z wierszem Różewicza.
Johnny2x4
22.02.2017
Baczyński... genialny twórca. Mimo wszystko wolę Mirona Białoszewskiego :)
Amy
22.02.2017
Tak, Białoszewski świetny. :) Poczytaj jeszcze na przykład Gajcego, Borowskiego i w ogóle poszukaj wśród twórców pokolenia kolumbów
Okropny
22.02.2017
Bukowski
detektyw prawdy
22.02.2017
wszyscy poeci na B
O-Ren Ishii
22.02.2017
Czechowicz!
Pasja
22.02.2017
Stanisław Barańczak
Philip Larkin
Edward Stachura
Pasja
22.02.2017
Jeszcze ciekawy jest Rafał Wojaczek
D4wid
22.02.2017
Jutro w drodze do szkoły poczytam :D Dzięki za te wszystkie propozycje.
Ritha
22.02.2017
Iłłakowiczówna :)
D4wid
23.02.2017
Przeczytałem parę wierszy Borowskiego i to właśnie one mi się głównie spodobały. Teksty Białoszewskiego do mnie nie przemówiły tak samo jak Gajacego :)
Amy
23.02.2017
A Trzebiński? Chyba nikt go w sumie nie polecił
D4wid
23.02.2017
Amy już się zakochałem w poezji Trzebińskiego!
Amy
24.02.2017
Hmm, coś mi się tak zdawało, że może Ci się spodobać. Ogólnie to w Młodej Polsce poszukaj. Ja wiem, że to nie w tej epoce się zakochałeś, ale tam są dekadenci.
Amy
24.02.2017
Hmm, coś mi się tak zdawało, że może Ci się spodobać. Ogólnie to w Młodej Polsce poszukaj. Ja wiem, że to nie w tej epoce się zakochałeś, ale tam są dekadenci.
Neurotyk
24.02.2017
Może Grochowiak, Dawidzie:

Ta czarna kobieta - wąska - na niebotycznych obcasach,
Ta podnosząca ręce jak dwa srebrne narzędzia,
To ta właśnie kobieta w zamierzchłych bardzo czasach
Kochała moją głowę - ostrożnie (!)... jak łabędzia.

O, była wtedy brudna... I mogła mówić: m i ł o ś ć,
I nawet chodzić w deszczu też jej wypadało -
A teraz ta kobieta to Jej kłopotliwość,
Która nosi sobą eleganckie ciało.

I tylko, gdy śnieg spadnie - och, szczypiący śnieżek -
I tylko kiedy deszcze, kiedy deszcze w krąg,
Ta kobieta wraca do moich atramentowych rąk
I wysuwa języka waniliowy brzeżek.
D4wid
24.02.2017
Interesujące, ale jednak nie przemawia to do mnie aż w takim stopniu. Jednak pochylam się w kierunku dekadentów
zuyy
25.02.2017
Ja czytam wierwsze tylko na Opowi xd
maga
27.02.2017
Czytałeś ,,Białą Magie" Baczyńskiego? Moim jak najbardziej ulubionym twórcą jest Krzysztof Przerwa Tetmajer i polecam właśnie go.

Część postów została ukryta (47)

Zaloguj się, aby przeglądać cały wątek

Zaciekawiony
10.04.2020
Bardzo szczery "Testament" Kaczmarskiego. Dziś rocznica jego śmierci.

"W trzydziestym ósmym roku życia
Pod koniec dwudziestego wieku,
Co nic już chyba do odkrycia
Nie ma ni w sobie, ni w człowieku
Za czarne pióro i atrament
Chwytam, by spisać swój testament.

Za mną, już liczba chrystusowa
Ofiarnym kozłom przypisana,
Kiedy niewinna spada głowa
Za cudze grzechy - czyli za nas,
By z życia się wymknąwszy sideł
Uschnąć w relikwie wśród kadzideł.

Przede mną dziesięć lat niepewnych,
Gdy każdy zmierzch mężczyznę miażdży,
Od wewnątrz pośpiech szarpie gniewny,
A z nieba mu znikają gwiazdy.
Który to przetrwa ten - dożyje
Zaszczytu, że sędziwie zgnije.

Mniej ważne - ile czasu trawisz,
Niż - z jakim trawisz go wynikiem.
Niejedną twarz mi los przyprawił:
Byłem już zdrajcą i pomnikiem,
Degeneratem, bohaterem,
A wszystkie twarze były szczere.

Patrzono na mnie przez soczewki
Miłości, złości, interesu.
Przeinaczano moje śpiewki
By się stawały tym, czym nie są.
Tak używano mnie w potrzebie
Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie.

Poza tym zresztą mam niewiele.
Wpływy przejadłem i przepiłem.
Co nieco w duszy tkwi i w ciele
(Co duszy wstrętne - ciału miłe),
Więc nie zostawiam potomności
Kont, akcji ani posiadłości.

Pierwszej małżonce mojej, Ince,
Nim się wyrazi o mnie szpetnie,
Zostawiam nasze wspólne sińce -
Pamiątki z wojny wieloletniej.
Ja się przeglądam w tych orderach,
Bo to co boli nie umiera

Zaś drugiej mojej połowicy
Niczego nie zapiszę za nic,
Bo choćbym nie wiem jak policzył -
I tak mnie za rozrzutność zgani;
Więc nim się zrobi krótkie spięcie -
"Kocham cię" - piszę w testamencie.

Także synowi memu, Kosmie
Niewiele mam do zapisania.
Nie wiem co będzie, gdy dorośnie:
Czy zada cios mi, czy pytania
I próżno mi się dzisiaj biedzić,
Czy znajdę na nie odpowiedzi.

Paci zabawek nie pomnożę,
A zapisuję jej przestrogę.
Że choć się wiecznie bawić może -
Nie taką jej wyśniłem drogę.
Lecz snem nie będę córki dręczył;
Zjawi się drań, co mnie wyręczy!

Przykra to myśl, że - gdy czterdziestkę
Poranny wieszczy reumatyzm -
Tak łatwo w ten testament mieszczę
Wszystkie me lary i penaty;
Gitarę, książki i zapiski,
Butelkę po ostatniej whisky.

Nic nie zapiszę więc Wałęsom,
Pawlakom, Strąkom i Urbanom,
Co codziennością naszą trzęsą,
A ja ich muszę strząsać rano.
I przyjaciółki mej Grabowskiej
Grę z nimi biorę za słabostkę.

Zostały jeszcze pieśni. One
Już, chcę czy nie chcę, nie są moje.
Niech cierpią los swój - raz stworzone
Na beznadziejny bój z ustrojem.
Sczezł ustrój, a słowami pieśni
Wciąż okładają się współcześni.

Ja z nimi nic wspólnego nie mam
(To znaczy z ludźmi, nie z pieśniami)
Niech sobie znajdą własny temat
I niech go wyśpiewają sami.
Inaczej zdradzą wielbiciele
Że nie pojęli ze mnie wiele.

Partnerzy także źródłem troski -
Ciąży przyjaźni kamień młyński:
Niezbyt wysilał się Gintrowski,
Nazbyt wysilał się Łapiński.
Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw -
Rozeszliśmy się bez melodii.

W ten czas tak marny, hałaśliwy,
Gdy szybki efekt myśl połyka,
Chóralne plączą się porywy,
Muzyka wszelka w zgiełku znika.
Lecz, chociaż z nieuchronnym smutkiem
Każdy niech swoją nuci nutkę.

O, nie samotne to nucenie!
Ani obejrzy się pustelnik -
Zjawią się wielcy ocaleni
Z historii rusztów i popielnic
By szydzić wprzód a potem kusić
I do sprostania im prymusić

Bo nie przypadkiem przeszli czyściec
Odsiani z mód wartkiego ścieku
Po to by istnieć (a nie błyszczeć)
I wieść dysputę o człowieku.
W przepyszne wciągną cię katusze
Niebylejakie łby i dusze.

Dyskusja z nimi więc jest czysta.
Podstępna tylko z naszej strony.
Czym grozi nam antagonista
Co przed wiekami pogrzebiony?
A dodam jeszcze myśl, że i my
Niedługo już będziemy z nimi.

To samo pod rozwagę daję
Kochankom moim bez wyjątku:
Jakże do syta tym się najeść
Co końcem było od początku?
Imion rozkoszy więc nie podam,
Bo życia mało, czasu szkoda.

Dlatego też się kończyć godzi...
Nie wiem, czy jeszcze co napiszę,
Lecz tylem już wierszydeł spłodził,
Że jest czym okpić po mnie cisze.
Zwłaszcza, że póki słońce świeci
Wciąż będą rodzić się poeci.

Jak ja bezczelni i bezradni
Spragnieni grzechu i spowiedzi
I jedną nogą już w zapadni -
Dociekający - co w nich siedzi
Co wciąż nieuchronności przeczy.
Że może życie jest do rzeczy! "
Neurotyk
10.04.2020
Błysk samoświadomości. Z wiekiem (czytać: doświadczeniem) tych błysków więcej i więcej. Samo źródło, światło, jest po drugiej stronie.
Pan Buczybór
dwa lata temu
Jeden optyk mieszkał z synem
A ten syn był synoptykiem
I ten syn miał konkubinę
Ożenioną z pewnym prykiem.
Pryk okazem był sceptyka
Jak po cichu mawiał optyk,
A pryk mawiał do optyka
Że sceptykiem jest synoptyk.

Raz objadłszy się papryką
Poszedł w miasto syn z patykiem
I zerwawszy z synoptyką
Zajął się wyłącznie prykiem.
Wtedy dwaj posterunkowi
Przyskrzynili syna za to
I donieśli optykowi:
- Syn synoptyk tkwi za kratą!

Biedny optyk chcąc być z synkiem
Nie rozmyślał ani szczypty,
Tylko jął się skradać rynkiem
By z muzeum ukraść tryptyk.
Lecz gdy tryptyk kładł do kosza
I czas tracił przy tryptyku,
Nagle słyszy głos kustosza:
- Tryptyk kradniesz, ty optyku???

Prokurator rozgryzł problem
Bez sięgania do detali:
Złapał skobel i tym skoblem
Zamknął wszystkich w dużej sali.
Siedzi optyk razem z prykiem,
Konkubina i synoptyk,
Oraz kustosz wraz z tryptykiem
Tym, co go chciał ukraść optyk.

Wprawdzie kupy się nie trzyma
przedstawiona tutaj fikcja
I pointy wcale nima,
Ale za to jaka dykcja!

Andrzej Waligórski
Zaciekawiony
dwa lata temu
Przykład wiersza najnowszej noblistki (przekład nie jest idealny, ale oddaje sens)
https://nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=104771&rodzaj=1
Tjeri
dwa lata temu
Zaciekawiony, u nas co niektórzy już by krzyczeli, że "to nie wiersz, tylko co najwyżej proza poetycka" ?
Neurotyk
dwa lata temu
Nie lubię. Takie flaki z olejem ten wiersz. Nuda.
Orchid.Solma
dwa lata temu
Czy wciąż czujesz smutek?
Czy zmieniłeś go na radość?
Czy dziś jesteś szczęśliwy, o tym zawsze marzyłeś?
Dziś się pojawiasz, stoisz na zewnątrz mróz szczypie twoje policzki i nos.
Mam ochotę wyrwać ci głowę z karku, patrzeć jak bordowa rzeka twojej egzystencji spływa chodnikami i ulicą. Zapamiętam twoje oczy, wypełnione agonią i będę patrzeć z bólem jak znika w nich życie.
To koniec, koniec. Słyszysz do cholery!
To pieprzony koniec.
Kulę się na podłodze.
To pieprzony koniec! - szepcze po raz ostatni.
Pseudoartystycznie
dwa lata temu
Witam, polecam wszystkim Czechowicza. Świetny!
laura123
dwa lata temu
Juliusz Słowacki

Testament mój

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami;
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny:
Dziś was rzucam i dalej idę w cień — z duchami,
A jak gdyby tu szczęście było, idę smętny.
Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni, ani dla imienia:
Imię moje tak przeszło, jako błyskawica,
I będzie, jak dźwięk pusty, trwać przez pokolenia.
Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył, siedziałem na maszcie,
A gdy tonął, z okrętem poszedłem pod wodę…
Ale kiedyś, o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny, pozna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami moich dawnych przodków świetny.
Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą:
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie…
Niech przyjaciele moi siędą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb — oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg mnie uwolni od męki, nie przyjdę…
Lecz zaklinam: niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie, przez Boga rzucane na szaniec!
Co do mnie — ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą Bożą służbę,
I zgodziłem się tu mieć niepłakaną trumnę.
Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść?… taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi
I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata?
Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic, tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.
Celina
dwa lata temu
To jest przepiękny wiersz. A Słowacki był podobno ateistą. Ale pięknie pisał o Bogu.
Zaciekawiony
dwa lata temu
Znalazłem ciekawego bloga z wierszami:
"Mitologia wewnętrzna"
chyba byłam ulubiona
bo tylko mnie brałeś na kolana aż twoje stopy zapadały się mokry piasek.

Obiecywałeś bryzę i zawsze była.
czy dlatego moje siostry i brata zostawiłeś w domu?
wiedziałeś, że nie ucieknę ani nie trzeba będzie mnie wiązać.
na samym końcu uciekłeś wzrokiem jakbyś się wstydził
tak mi się zdaje. Wszak
nigdy nie patrzyłeś w moje oczy
tylko ponad. Twa broda muskała czubek mojej głowy a dłonie miałeś większe od moich.

Nie uderzyłeś mnie nigdy. Teraz też
sztylet wręczasz słudze świątyni
a ja wolałabym żebyś nie odchodził. Tak pięknie mówiłeś o Achillesie i jego ciemnych oczach
że niemal je widzę. Morze na zewnątrz jest ciche ale

wkrótce będzie
bryza. Tak jak obiecałeś
https://sploszenie.blogspot.com/2020/10/mitologia-wewnetrzna.html
Taviani
dwa lata temu
Halina Poświatowska

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

Serce

Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
I lekkomyślnie dałem słowo,
że kwiat kwitnie księżycowo, a liście mrą srebrzyście.
Pani zdziwiona mówi: "Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż."
Tak, rzeczywiście. Więc cóż Ci dam?
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego.
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Stara baba za staraganem wyrzuciła wielki kosz.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii.
A pani? Cóż, nie chce tych róż.
Że takie brzydkie, że czerwone i że z kolcami
Więc cóż Ci dam?
Dam pierścionek z koralikiem.
Ten niebieski jak twe oczy.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"

Autor tekstu:
Liliana Wiśniowska, Andrzej Nowicki
Kompozytor:
Jan Kanty Pawluśkiewicz
Wykonanie oryginalne:
Marek Grechuta

Halina Poświatowska

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny

Serce

Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
I lekkomyślnie dałem słowo,
że kwiat kwitnie księżycowo, a liście mrą srebrzyście.
Pani zdziwiona mówi: "Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż."
Tak, rzeczywiście. Więc cóż Ci dam?
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego.
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj sie "Dlaczego?"
Stara baba za staraganem wyrzuciła wielki kosz.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Za smutek mój, a pani wdzięk
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii.
A pani? Cóż, nie chce tych róż.
Że takie brzydkie, że czerwone i że z kolcami
Więc cóż Ci dam?
Dam pierścionek z koralikiem.
Ten niebieski jak twe oczy.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Popatrz jak na złotą drogę
twój cukrowy konik skoczył.
Dam Ci srece szczerozłote.
Dam konika cukrowego
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"
Weź to serce, wyjdź na drogę.
I nie pytaj się "Dlaczego?"

Autor tekstu:
Liliana Wiśniowska, Andrzej Nowicki
Kompozytor:
Jan Kanty Pawluśkiewicz
Wykonanie oryginalne:
Marek Grechuta
Orchid.Solma
dwa lata temu
Patrzę i nie dowierzam, może zamknę oczy wtedy nie będę niczego dostrzegać.
Przecież "Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal".
To takie płytkie i niepotrzebne, stoisz zastanawiasz się jak wytrzeć rozlane piwo spływające z blaty, a wystarczy się nachylić i wylizać blat do cna nie marnując więcej bąbelków.
Zabieram się do zlizywania, a ty zejdź mi z oczów.
Celina
dwa lata temu
A gdy już przyszli po mnie mamo
a ty leżałaś na operacyjnym stole
to dziś Ci się przyznam, za niebieską bramą,
że się bałem o Ciebie, ja - nierozkwitłe pacholę

Udawałem, że byłem mniejszy niż te trzy miesiące
I wierzyłem, że może się wyrok nade mną odwlecze
(że tak jak chłopczyk żydowski na paluszki się wspinał
i przez oczy straceńcze dzielnie truchlejące
udawał, że jest starszy, by zostać w szeregu)
tak ja skurczyć się chciałem, kupując czas do ,,zabiegu’’

Nie chcę Ci powiedzieć jak mnie to wszystko bolało
gdy mi chrząstki łamały posrebrzane szczypce
jak mi nagle w mój świat grozą śmierci powiało
a niemy krzyk łapali anieli na skrzypce

Wiem, że najtrudniej im było zmiażdżyć moją głowę
I Ty chyba wtedy drgnęłaś w uśpionej rozpaczy
I chyba mnie jakimś pożegnałaś słowem
które tylko sam Bóg rozpoznać w ziemskiej matni raczy

Lekarz Ci powiedział, że byłabyś miała
udanego syna w mej małej osobie
Ciekaw tylko jestem czyś mi imię wybrała
i czy Ci się śniło, że wciąż rosnę w Tobie?

Koledzy mi mówili, że i oni się bali –
przemocą urodzeni, wszyscy tacy mali
Ale każdy się modli za swą biedną mamę
By ją Bóg mu wpuścił za niebieską bramę

Ja już dziś mam osiem latek, plus te trzy miesiące
I Matka Boża nas jak może co wieczór matuli
Tylko jak się domyślasz nas tu jest tysiące
Więc nie sposób każdego z osobna utulić

Krystyna Dulak-Kulej
yanko wojownik 1125
dwa lata temu
Dariusz Brzóska Brzóskiewicz - Cielaczek

Brudne nogi cielaczka wygięły się wpół
Kobiecina doi go dziś trzeci raz
Nie ciągnij kobiecino tak mocno
To boli cielaczka
Pan Buczybór
dwa lata temu
Ten kwiat, co leci w górze i wieje skrzydłami,
To motyl. Słowo obce, nie wiesz, co to znaczy,
Teraz nie ma motyli. Ten jest jedynakiem.
Za chwilę może i jego nie będzie.

Nie myśl o tym. Patrz, niebo jest takie niebieskie,
Po niebie chmurki lecą, to jasne, to ciemne.
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada.
Świat będzie zawsze piękny, Ludko. I beze mnie.

Jarosław Iwaszkiewicz, "Do prawnuczki"
Celina
ponad rok temu
Оксана Стефанівська
24 tmalSidpjeonsooioa riS2ff02e0ofdm ·
Słuchaliście jak deszcz płacze cicho?
Knocks spada w okno...
A tymczasem ślizga się. I choć-nie-choć -
Już tęsknisz za słońcem.
Oto kwiaty ugięte do ziemi
Pod ciężarem niebiańskiej rozrywki.
Z jakiegoś powodu czuję smutek na duszy,
A ja chcę wesołości, zachęty.
I wiem: nostalgia - tylko na chwilę,
Łzy przestaną lewać niebo.
I niech się okapuje na dworze,
Płacze deszcz, a my go nie potrzebujemy!
Wszystko w przyrodzie jest zawsze na swój sposób,
I jesteśmy podlegli jej wszelkim prawom.
Melodia ′′ cap-cap ′′ pęka w rytmie.
Wiosna pływa w niebieskich cudach...
Autor: Oksana Stefanovskaya
24.05.2020
Aisak
4 miesiące temu
By poić trawy

Tego nie robi się w tych czasach,
To trzeba duszę mieć szaleńca,
By z ziemią równać wsie i miasta
I strzelać ludziom prosto w serca.
By poić trawy krwią poległych,
By z czarnych szaf mundury wyjąć
I grać kartami z lat odległych,
By wskrzesać czas, co dawno minął.
Aby przeganiać wolne ptactwo
Ze swoich gniazd, ze swego miejsca...

Tak się nie robi, to wariactwo
To trzeba duszę mieć szaleńca.

---
Michał Matejczuk 2022
Aisak
4 miesiące temu
HOTEL UKRAINA
****

czy wpuściłbyś pod swój dach
uchodźcę z Ukrainy? –
pyta internetowy portal

Andrija Bondara i Sofijkę
nawet z dzieckiem
i z teściami
tak

ale czy także
z dwoma psami
tego nie wiem

Bojczenków
całą trójkę

Hałynę Kruk
nawet z nowym facetem

Katię Babkinę
nawet starszą o dwadzieścia lat

Dmytra Pawłyczkę
nawet osiemdziesięciopięcioletniego

Lubow Jakymczuk
nawet w ciąży

Dzwinkę Matijasz nawet z siostrą Bohdaną
i Bohdanę Matijasz nawet z siostrą Dzwinką

Saszkę Irwancia z Oksaną
Natałkę Biłocerkiweć z Mykołą
Mykołę Riabczuka z Natałką
Pawła Szczyrycię nawet z wrzodami
na żołądku

Wierę Meniok i małą Wierkę
z Drohobycza
i Lonię Goldberga również stamtąd
choć niech nie liczy że mu potwierdzę
na Linkedinie że jestem
jego znajomym

Serhija Żadana
choć jest z Charkowa
Saszkę Kabanowa
choć pisze rymowane wiersze
i robi to po rosyjsku

Andrija Lubkę
bez zastanowienia

i Neboraka Kijanowską Beleja
Strongowskiego i Sływynskiego
Semenczuka i Wynnyczuka
Łyszehę i Danę Pinczewską
i kobietę która się ukrywa pod
nickiem verandabalkonova
i w księgarni E
w 2010 dostałem od niej
liścik

i Maryjkę Martusewicz Igora Biełowa Wasyla Machnę

no nie Maryjka to Białorusinka Igor to Rosjanin
a Machno od czternastu lat
mieszka nie w Tarnopolu a w Nowym Jorku
więc najpierw niech Amerykanie
zniosą dla Polaków wizy

***

z lewej strony ekranu napis:
na żywo: krwawe starcia w Kijowie

wchodzę na espreso.tv
a właściwie jego retransmisję
strzały
barykady
płonące opony
morze głów
z hotelem Ukraina w tle
przemówienia
od czasu do czasu
zagłuszane
przez reklamy pasty do zębów

w hotelu Ukraina
późną ciepłą jesienią
2012 przez dwa dni
mieszkałem na piątym piętrze
z widokiem na Majdan
późnym wieczorem
wracałem z Arsenału
ulicą Instytucką
w barku przy recepcji
piłem z kimś koniak zakarpacki
kto to był może Leś Belej
nie pamiętam
ale z lotniska odbierała mnie
i odwoziła do Boryspola
Ola Bratczuk
i ją też bym wpuścił
pod swój dach
oglądam zdjęcia w internecie
ten hol na dole
gdzie wtedy prócz recepcjonistki
nas dwóch i jakiejś kobiety
gotowej zająć się
czyjąś samotnością
nie było nikogo
zamieniony
na polowy szpital
i kostnicę

**

w puławskim mieszkaniu
dobiegają mnie głosy z podwórka
harmider krzyki jakieś śpiewy trzaski

podchodzę do okna
wychodzę na balkon
na trawniku pod oknami dwóch
sąsiednich klatek
schodowych
tłum

kilkadziesiąt osób

to uchodźcy z Ukrainy

domagają się by ich wpuszczono
do mieszkań
są agresywni
krzyczą

sława Ukraini herojam sława

nikt do nich nie wychodzi
nikt im nie otwiera

dziwi mnie

że wybrali tylko
dwie pierwsze klatki
zupełnie nie zainteresowani
tą w której mieszkam

budzę się w warszawskim mieszkaniu
słyszę te same głosy co we śnie
na ekranie telewizora
prjama translacja z Majdanu

*

wstyd mi kochani
że tym bardziej
jestem z wami
im bardziej nie słyszę
waszych przywódców
i wszystkich
którzy mówią
do was ze sceny
również po polsku

---
Bohdan Zadura
Aisak
4 miesiące temu
Ponadto:

https://magazynwizje.pl/aktualnik/ukrainskie-poetki-o-wojnie/
Aisak
4 miesiące temu
Odezwa do Putina

Co powiesz temu chłopcu,
Którym kiedyś byłeś?
Czy jeszcze żyje w tobie,
Czy już go zabiłeś?
A miało być tak pięknie:
Pałac, złoto, sława,
A teraz jest ci milsza
Najkrwawsza zabawa.
Metalowe żołnierzyki
Ludźmi się stały
I innych żołnierzyków
Pozabijały.
A ty się cieszysz
I ręce zacierasz,
Nie czujesz tego,
Że już umierasz?!
Bo spadają na ciebie
Łzy dziecięce
I podnoszą wrogo
Zaciśnięte pięści.
Opamiętaj się lisie!
Niech się otworzy jama twa
Uderz się w piersi
Nim spłynie
Ostatnia dziecięca łza.
Jeżeli masz jeszcze
Resztki sumienia
Wstrzymaj agresję
I wszelkie zniszczenia.
Do tego małego chłopca
Co mieszka w tobie wołam:
Zdepcz mężnie szatana,
Wyzwól anioła.
Uklęknij, świat przebłagaj
Jeszcze masz minutę,
Jeszcze nie jest za późno
Na skruchę, pokorę, pokutę!

Stanisława Celińska 2022
Ellie Victoriano
4 miesiące temu
Hoh, nie wiem, co putin musiałby zrobić, by to odpokutować
słone paluszki
4 miesiące temu
Umarłych nie wskrzesi
Shogun
4 miesiące temu
Nic nie zrobi, bo to do odkupienia nie jest
Aisak
4 miesiące temu
Bez tytułu / без назви

Niczego się nie bój, chłopczyku, mamy dla ciebie trumienkę,

Na kuli o nazwie życie zaciśnij drobną rękę,

Bo kto by wierzył w śmierć… Widzisz? – z pazłotka krzyżyki,

Słyszysz? – wszystkie dzwonnice wyrwały sobie języki.

Nie zapomnimy o tobie, wierzysz nam? Czy nam wie…

Wiara wraz z krwią na ziemię ścieka po bluzy szwie,

I nagle więzną w krtani modlitwy, pieśni, psalmy,

I jest już tylko piekielna zima koloru khaki.

Czarny od atramentu luty wybucha płaczem,

Na stole dopala się świeca. Wypala się, nie gaśnie.

IJA KIWA
Pan Buczybór
4 miesiące temu
"Podnoszę wzrok na ciebie prześladowco
A co to znaczy podnieść wzrok – sam najlepiej wiesz
Bo niewolnika wzrok przykuty jest do rąk
A niewolnika rąk się strzeż!
Podnoszę wzrok na ciebie prześladowco
Kiedy z balkonu do nas łagodne słowa ślesz

Podnoszę głos na ciebie prześladowco
Od niego zadrży z próchna mur i ciała twego pleśń
Bo niewolnika głos prawdę ci powie wprost
A takiej prawdy wprost się strzeż!
Podnoszę głos na ciebie prześladowco
Kiedy w posłusznej pracy rytmiczną śpiewam pieśń

Podnoszę dłoń na ciebie prześladowco
A moja podniesiona dłoń jest uzbrojona w gniew
I tarczę mam i miecz i pewność dziś mam też
Że zaraz poleje się krew
Podnoszę dłoń na ciebie prześladowco
Gdy w brawach patrzysz na mnie z trybun i głodny czeka lew"

Jacek Kaczmarski
1980
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu
Aisak
4 miesiące temu


***
Rankiem, dość wcześnie, przed świtem jeszcze
Ziemia zadrżała, krew w nas zawrzała,
Rakiety z nieba, kolumny czołgów
I ryczał w gniewie stary Dniepr

Nikt nie myślał, nikt nie widział
Czym może stać się ukraińska złość
Dla tych najeźdźców nie ma litości
Dla Ukrainy sił mamy dość

Przepiękni chłopcy, nasi żołnierze
Każdy bohater, nikt nie popuści
I Javeliny i Bayraktary
Za Ukrainę biją dziś rusniu*

A nasi ludzie, Ukraińcy wszędzie
Przeciwko rusni* jednoczą świat
I kiedy rusni więcej nie będzie
Będzie znów pokój na całej ziemi

*Rusnia - to ukraiński slang dla agresywnych, ksenofobicznych
Rosjan, pod wpływem kremlowskiej propagandy rosyjskiego
imperialnego nazizmu

https://demotywatory.pl/5126645/Ukrainska-wersja-Bella-Ciao
Aisak
4 miesiące temu
Taras Szewczenko - TESTAMENT

Kiedy umrę, prochy moje
Złóżcie na mogile,
Pośród stepu szerokiego,
W Ukrainie miłej:
Niechaj widzę łany, pola,

Dnieprowe urwiska,
Niechaj słyszę, jak Dniepr huczy,
Wre i pianą ciska!
A gdy spłynie z Ukrainy
Ku morzu krew wroga, —

Wszystko rzucę i polecę
Do samego Boga
Na modlitwy. A póki co —
Nie uznaję Boga!
Pochowajcie i wstawajcie,

Pozrywajcie pęta,
Niechaj wrażą krwią skropiona
Wstanie wolność święta!
A wówczas mnie w tej rodzinie
Wielkiej, wolnej, nowej,

Chciejcie wspomnieć choć cichemi,
Lecz dobremi słowy.

25.XII.1845
Aisak
4 miesiące temu
Wasyl Stus - Bez tytułu / без назви

Ludziom
skazanym na śmierć
wydano strzelby
(wykonując ich ostatnią wolę).
A oni zaczęli strzelać
do innych skazanych na śmierć,
żeby pogodzić się
ze swoją.

4 stycznia 1971

https://www.opowi.pl/kolory-dla-poety-a75498/
Aisak
4 miesiące temu
Wasyl Stus - wiersze

*
Ani się spodziewasz już, ani czekasz.
Nareszcie jesteś wolny, wolny, wolny.
Wygnaniec z własnej woli, czemu zwlekasz?
Niech listy spłoną w ogniu, w ogniu, w ogniu.
Niech wiersze spłoną, spal je bez litości,
niech się spopieli górny duch zuchwały.
A teraz - ruszaj. Kurzem bezdomności
wędrówka twoje przyprószy sandały.
Co jutro? Jakiś dzień i strawa jakaś.
A co, jeśli nie będzie dnia i strawy?
Zginiesz, wygnańcze, na swych krętych szlakach,
do śmierci włócząc się na chybił trafił.

przełożył Wiktor Woroszylski

*
Przepych Łysej Góry zapada się w mrok i niebyt
i jesienne listowie dogasa w zgęstniałym niebie.
A ja zapomniałem, gdzie ta Łysa Góra, i nie wiem,
czy przyjęłaby, czy poznałaby jeszcze mnie.
Wieczorowa poro, złych rozstań posępna poro!
Nie pamiętam, nie wiem, pojęcia nie mam,
czy umarłem, czy żyję, czy żywcem umieram,
bo odegrzmiało, odkwitło, oddźwięczało wszystko wokoło.
Tylko dotąd pachną twoje dłonie smutne,
dotąd pachną wargi, takie gorzkie są, że aż słone.
I życie zatracone przefruwa jak ptaszysko spłoszone,
i głucho jak krew w aortach słowiki huczą okrutne.

przełożył Wiktor Woroszylski
Aisak
4 miesiące temu
Ignacy Krasicki - Przyjaciele

Zajączek jeden młody
Korzystając z swobody
Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie
Z każdym w zgodzie.
A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,
Bardzo go inne zwierzęta lubiły.
I on też, używając wszystkiego z weselem,
Wszystkich był przyjacielem.
Raz gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,
Słyszy przerażające
Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.
Stanął... Słucha... Dziwuje się...
A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,
Zając w nogi.
Wspojźrzy się poza siebie; aż tu psy i strzelcel
Strwożon wielce,
Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.
Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił:
"Weź mnie na grzbiet i unieś!"
Koń na to: "Nie mogę
Ale od innych będziesz miał pewną załogę".
Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!"
Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu
Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,
Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.
A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże".
Kozieł: "Żal mi cię, niebożę!
Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi:
Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,
Będzie ci miętko siedzieć". Owca rzecze:
Ja nie przeczę,
Ale choć cię uniosę pomiędzy manowce,
Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę.
Udaj się do cielęcia, które się tu pasie". -
"Jak ja ciebie mam wziąć na się,
Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło;
I uciekło. Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

Niektórzy uważają, że wiersz Krasickiego jest odzwierciedleniem obecnej sytuacji lub przyszłej... (03.2022)
Aisak
4 miesiące temu
Dwie Matki - Zygmunt Jan Rumel

Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę -
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos,
Druga rafy porohów piorąc koralowe,
Zawodziła na lirach dolę ślepą - los…

Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,
Czerep drugą obijał - pijany jak trzos -
Jedna boso garnęła smutek za błękitem -
Druga kurem jej piała buntowniczych kos.

Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy -
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros -
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy -
By serce rozdwojone płakało - jak głos…

Lipiec 1941
_________
Zygmunt Jan Rumel[1] ps. „Mały”, „Krzysztof Poręba” (ur. 22 lutego 1915 w Piotrogrodzie, zg. w nocy z 10 na 11 lipca 1943 koło wsi Kustycze – Wołyń) – polski dowódca wojskowy; komendant VIII Okręgu Wołyń BCh, oficer Armii Krajowej. Poeta nawiązujący do tradycji polskiego romantyzmu, autor m.in. poematu „Rok 1863” i wiersza zatytułowanego Dwie matki, w którym wyraża swoje przywiązanie do dwóch ojczyzn – Polski i Ukrainy.
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Aisak
3 miesiące temu
Mała odskocznia od wojennych tekstów i propozycja dla tych, którzy chcieliby zobaczyć swój wiersz na ścianie kamienicy przy Brackiej...

https://lifeinkrakow.pl/w-wolnym-czasie/4399,wyjatkowe-wiersze-o-wojnie-na-scianie-przy-brackiej-kazdy-moze-wyrazic-co-czuje

Swoją drogą podobne inicjatywy powinny być uruchomione również w innych miastach i miasteczkach ;)
Antoni Grycuk
3 miesiące temu
Ktoś poleci jakąś dobrą książkę o pisaniu poezji?
Florian Konrad
2 tygodnie temu
Odpowiadając przedmówcy - nie wiem, nie ja :)

Ja chciałbym polecić jedną z najjaśniejszych gwiazd na moim poetyckim firmamencie : Ryszarda Milczewskiego-Bruno, jego poezję, jego zmutancenie języka. No to, co on w wierszach zrobił z komunikatem, ze słowem, z przekazem... chapeau bas!
Miron Białoszewski to przy nim grafoman i podskakiwacz.
Skany tekstów śp Ryszarda - do poczytania :

https://polona.pl/search/?filters=public:1,creator:"Milczewski--Bruno,_Ryszard_(1940--1979)"

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji