Poprzednie części:  Gra pozorów 1

Gra pozorów 3

Ojciec Agaty mieszkał w willowej dzielnicy Mokotowa.

Willa była starym, ale pięknym domem wybudowanym jeszcze przed wojną, a odrestaurowana wyglądała jak mały pałacyk.

To był jego dom rodzinny, który cudem przeżył wojenną pożogę. Starszy, blisko siedemdziesięcioletni pan mieszkał w tym domu razem z gosposią, która zajmowała pokój w tak zwanej oficynce i robiła w domu wszystko, włącznie z gotowaniem.

Często do willi przyprowadzał co rusz to młodsze panie i zupełnie młode dziewczyny. Jako dobrze zarabiający biznesmen miał pieniądze, którymi chętnie dzielił się ze swoimi kochankami, a one za to zaspokajały różne jego żądze i fantazje erotyczne.

Agata wpadła do niego jak burza, zdyszana, ale roześmiana.

– Cześć, tatku, mów, o co chodzi, bo dzisiaj mam mało czasu – pocałowała go w nadstawiony policzek.

– Piękna jesteś, córuś – uśmiechnął się. – Pewnie masz dużo adoratorów?

– Nie, tato, nie mam – odpowiedziała.

– A może byś coś zjadła? Pani Stasia tak dobrze gotuje.

– Tatku, mam mało czasu, mów, o co chodzi?

– Przelałem ci na konto pięć tysięcy, żebyś miała na swoje wydatki, bo twoja mama chyba cię nie rozpieszcza finansowo?

„Jeszcze nie – pomyślała – ale może niedługo będzie też to robiła”.

– Coś jeszcze, tato?

– Proszę. – Podał jej małą torebeczkę. Zajrzała do środka, wyjęła pudełeczko, otworzyła je i zobaczyła zegarek, o którym marzyła od dawna – drogi, luksusowy.

– Dziękuję, tatku, o takim marzyłam! – rzuciła mu się na szyję.

– Cieszę się, że trafiłem w twój gust – przytulił ją tak ciepło, po ojcowsku.

– Pamiętaj, córciu, to wszystko będzie twoje: ten dom, obrazy, porcelana i te inne duperelki. To będzie twój majątek.

– Dziękuję i już uciekam, tatuś, odezwę się. Kocham cię! – pożegnała się i już jej nie było.

Pobiegła na przystanek autobusowy i stamtąd wróciła do domu.

Cieszyła się, że ma ojca, który o nią dba, że kiedyś przejmie ten ogromny majątek po nim i będzie niezależna, ale w tej chwili bardziej niż te wszystkie dobra interesowało ją uwiedzenie Karola.

W mieszkaniu nie było nikogo. Poszła do swojego pokoju, założyła na rękę zegarek i długo się mu przyglądała.

„Dziewczyny z klasy będą mi go zazdrościć” – pomyślała.

Karol wrócił niespodziewanie wcześnie. W obszernym przedpokoju wpadł na Agatę, która akurat szła do łazienki.

– Cześć, idę umyć włosy – powiedziała.

– Tylko włosy? – zapytał.

– Może też plecy, ale samej mi ciężko sięgnąć tam dalej – zaczęła pomaleńku wdrażać w życie swój plan. – Pomożesz mi ?

– Jak ładnie poprosisz?

– Poproszę – przechyliła głowę.

– Nie ma sprawy, umyję ci te plecki.

Weszła do łazienki i szybko się rozebrała. Stanęła pod prysznicem, odkręciła wodę. Nie zdjęła kusych majtek, ale była bez biustonosza.

Karol wszedł pięć minut po niej. Był w obcisłych bokserkach. Widziała go kątem oka, jak wchodził pod prysznic. Odwróciła się do niego gwałtownie.

– Plecy miałeś mi umyć – powiedziała.

– Wiem. – Zaczął dotykać jej ciała, małych, kształtnych piersi, całował ją po szyi, a jego ręce błądziły.

Agata drżała i prężyła ciało, ale w końcu kazała mu wyjść.

– Karol, ja jestem niepełnoletnia i jeszcze nie byłam z żadnym chłopakiem – powiedziała.

– Rozpaliłaś mnie, maleńka, i teraz odrzucasz? A widziałaś, miałaś kiedyś w ręce męskie narzędzie rozkoszy? – pytał.

– Dotknij, poczuj, a wtedy sama będziesz chciała.

– Idź już, w każdej chwili może wrócić mama – wypchnęła go spod prysznica.

Wyszedł niepocieszony. „Znów będę musiał zaspokajać tę starą wiedźmę” – pomyślał o Joannie.

Agata po umyciu i wysuszeniu włosów, ubrana w krótką spódniczkę i wydekoltowany topik, weszła do salonu. Spojrzała na siedzącego w fotelu Karola, podeszła, stanęła naprzeciw niego, podniosła nogę i gołą stopę postawiła na jego kolanie. Zaskoczony spojrzał na nią.

– To, co jest w środku, pod spódniczką, kiedyś zdobędziesz, Karolku, jak ci pozwolę. Ale do tego czasu musi ci wystarczać moja matka – roześmiała się i zostawiła go samego.

Zarzuciła na siebie krótką kurteczkę, na nogi włożyła modne adidasy na podwyższonej platformie i opuściła mieszkanie. Umówiła się z koleżankami, Sandrą i Olgą. Pobiegła do nich do parku, gdzie już na nią czekały.

– Co tak długo? – zapytały prawie jednocześnie.

– Dziewczyny, idziemy do galerii, kupię wam coś. Ojczulek przelał mi na konto trochę kasy i zobaczcie. – Wyciągnęła rękę, na której pysznił się superdrogi i modny zegarek.

– O, ale ty masz dobrze – mruknęła z żalem Olga. – Moi starzy nigdy mi nie kupią czegoś takiego.

– Wystarczy, że pójdziesz do galerii, pokręcisz dupą przed jakimś nadzianym staruchem i będziesz też miała – odpowiedziała jej Sandra.

– Nie, dziękuję, stare pierniki mnie nie interesują, fuj – wzdrygnęła się Olga.

– Dobra, dziewczyny – włączyła się Agata. – Idziemy czy zostajemy na tej ławce?

Poszły do galerii, jednej z wielu w Warszawie. Pokręciły się po sklepach, ale nic nie kupiły i każda wróciła do swojego domu.

Joanna siedziała w salonie i jak zawsze paliła papierosa.

– Agata? Gdzie byłaś? – zapytała.

– Z kumpelami, bo co?

– Nie, nic. – Matka wzruszyła ramionami. – Karola nie ma, myślałam, że z nim byłaś.

– Nie widziałam go dzisiaj – skłamała. – Byłam u taty, zobacz, jaki zegarek mi kupił. Fajny, prawda?

– Tak, rozpieszcza cię. Ciekawe, co nim kieruje? Może ma wyrzuty sumienia?

– A może po prostu mnie kocha, mamo? – odpowiedziała.

– Na pewno cię kocha, jesteś jego jedynym dzieckiem. Idę pod prysznic, jestem zmęczona.

– Ja pójdę do siebie, trochę się pouczę.

Zostawiła matkę i poszła do swojego pokoju. Nie miała żadnych zaległości, bo nauka akurat nie była dla niej problemem.

Chciała tylko położyć się i snuć swoje wizje dotyczące uwodzenia Karola – to stało się jej obsesją.

Te rozmyślania przerwał jej podniesiony głos matki. Podeszła pod drzwi i nadstawiła uszu.

– Ty mnie już nie kochasz! Czy w ogóle kiedykolwiek kochałeś? Czy tylko jesteś ze mną dla własnych korzyści?!

– Nie bądź niemądra, Asiu, przecież wiesz... – To był głos Karola.

– Co wiem? No co? Zdradzasz mnie cały czas!

– Nieprawda, nie zdradzam.

– To dlaczego mnie unikasz? Nie chcesz się ze mną już kochać, dlaczego? – zaczęła płakać.

Agata wycofała się w głąb pokoju. Było jej szkoda matki, ale też miała do niej żal za to, że bardziej dbała o wszystkich swoich kochanków niż o nią samą.

Usiadła na brzegu łóżka, a płacz matki wciąż dobiegał z przedpokoju, tłumiony przez zamknięte drzwi. Agata spojrzała na swój nowy, luksusowy zegarek. W blasku nocnej lampki tarcza lśniła zimnym, czystym światłem. Słowa Joanny: „Czy tylko jesteś ze mną dla własnych korzyści?” wciąż dźwięczały jej w uszach.

Joanna była żałosna w swoim błaganiu o miłość faceta, który i tak rano patrzył na jej nastoletnią córkę pod prysznicem.

Żal do matki szybko zmienił się w chłodną satysfakcję. Karola nie trzymały tu uczucia, tylko pieniądze lub wygoda.

A skoro tak, Agata miała nad nim całkowitą władzę. Dotknęła palcem swoich ust, uśmiechając się do własnego odbicia. Karol należał do niej, nawet jeśli jeszcze o tym nie wiedział. Musiała tylko poczekać, aż Joanna doszczętnie go do siebie zrazi.

A wtedy ona go uwiedzie , pozna smak rozkoszy i porzuci , dla innego , z którym będzie się kochała nie tylko fizycznie .

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania