Poprzednie części:  Gra pozorów 1

Gra pozorów 2

Butik, którego właścicielką była Joanna, prosperował bardzo dobrze. Zatrudniała dwie pracownice – młode dziewczyny – a sama też spędzała w nim po kilka godzin dziennie.

Nie lubiła, kiedy Karol tam przychodził. Adorował przy niej pracownice, a to nie bardzo jej się podobało.

Była po prostu zazdrosna. Mieszkał u niej od blisko dwóch lat, korzystał ze wszystkiego, ale do niczego się nie dokładał. Mówił, że pracuje, ale gdzie i co robi – nie wiedziała.

Pieniądze miał swoje. „W jaki sposób zarabia?” – myślała nie raz i nie dwa.

Tego dnia przyjechała do butiku wcześniej niż zwykle. w mieszkaniu został Karol i Agata. On miał zaraz wychodzić, a córka miała później zajęcia w szkole.

Zapukał do drzwi pokoju Agaty. Otworzyła mu, będąc w samych stringach i kusej podkoszulce opadającej na ramiona.

Zrobiła zaskoczoną minę.

– Och, myślałam, że to mama – odezwała się niby przerażona, a on lustrował ją wzrokiem pełnym pożądania.

– Nie wstydź się – odpowiedział. – Nic ci nie zrobię – a w duchu dopowiedział: „Jeszcze nic, dopóki nie osiągniesz pełnoletności”.

Uśmiechnęła się niby zawstydzona, ale nie zamknęła drzwi. Nie kazała mu odejść, pozwoliła, żeby na nią patrzał i napawał się jej zgrabnym, młodym ciałem.

Odwrócił się i odszedł. Zamknęła drzwi i cicho powiedziała:

– Czas zacząć tę grę pozorów.

Miała już w głowie rozpisany plan, jak to zrobić. Będzie go uwodzić stopniowo, ale to musi być tak rozegrane, żeby matka jej nie podejrzewała.

„A jak skończę osiemnastkę, to ten pierwszy raz zrobię z nim” – planowała.

Tego dnia nie poszła wcale do szkoły. Włączyła laptopa i oglądała filmy erotyczne w internecie, przygotowując się do swojej roli.

Joanna wróciła do domu razem z Karolem. Sprawdziła, czy Agata jest u siebie.

– Byłaś w szkole? – zapytała.

– Nie byłam, źle się czułam. Boli mnie głowa i mam dreszcze.

– Pani Maria była? – zapytała o pomoc domową.

– Tak, powiedziała, że jedzenie jest na kuchni, bo było jeszcze gorące, więc nie wstawiała do lodówki. Coś tam jeszcze na kolację zostawiła.

– A ty jadłaś?

– Jeszcze nie, przyjdę zaraz, bo już jestem trochę głodna.

– Dobrze.

Przy kuchennym stole zasiedli, jak prawie zawsze, we troje. Przechodząc koło Karola, Agata w prawie niewidoczny sposób otarła się o niego.

„Daje mi jakieś znaki czy co?” – pomyślał, ale udał, że niczego nie poczuł

Wieczór im się trochę dłużył. Agata poszła do siebie, a Joanna z Karolem zostali w salonie.

– Jak myślisz? Czy Agata jest chora, czy tylko udaje? – zapytała.

– Pewnie się przeziębiła – odpowiedział. – Niech może zostanie jutro w domu, poleży do niedzieli i wykuruje się.

– Może tak. Idę do łazienki, chyba że ty chcesz pierwszy? Albo razem? – zaproponowała nieśmiało.

– Nie, nie, idź, ja jeszcze posiedzę. – Wiedział, że w łazience spędzi godzinę albo i dłużej. Po cichutku wślizgnął się do pokoju Agaty, do którego drzwi celowo zostawiła otwarte, licząc na to, że przyjdzie.

Leżała na łóżku, oglądała jakieś zdjęcia. Skinęła ręką, żeby podszedł.

– Zobacz – powiedziała cichutko. – Chciałbyś tak, prawda?

Zdjęcie przedstawiało parę: młodą dziewczynę i starszego od niej o co najmniej dwadzieścia lat mężczyznę.

– Skąd to masz? – zapytał równie cicho.

– Mam, nieważne skąd. Podjarałeś się? Bo ja tak.

– Agata, stąpasz po cienkiej linii.

– A co? Fajny ten staruszek – uśmiechnęła się.

– Tak – pokiwał głową i wyszedł w ostatniej chwili, bo zaraz potem z łazienki wyszła Joanna.

– Zapalę papierosa i pójdę do łóżka – oznajmiła. – Poczekam na ciebie.

Wiedział, że będzie chciała się z nim kochać. Była nienasycona, a on dzisiaj akurat nie miał ochoty jej zaspokajać.

Poszedł jednak do łazienki, wziął szybki prysznic i w samym szlafroku usiadł w salonie, w ulubionym fotelu Joanny.

Czekała na niego, ale zasnęła, nim przyszedł do łóżka

W niedzielę po obiedzie Agata spotkała się z kolegą ze szkoły, starszym od niej o dwa lata Sebastianem. Chłopak podkochiwał się w niej, ale nie miał śmiałości, żeby jej to powiedzieć. Dzień był ciepły, wiosenny. Poszli na spacer nadwiślańskim bulwarem.

– Sebek – wzięła go za rękę. – Czy ty byłeś już z jakąś dziewczyną? – zapytała.

Spojrzał na nią z góry. Był wyższy o głowę, a może i więcej.

– A dlaczego chcesz to wiedzieć?

– Ale byłeś?

– Tak – odpowiedział niezbyt chętnie. – A pytasz o to w jakimś konkretnym celu?

– Chodź, usiądziemy – poprosiła i pierwsza usiadła na ławce, pociągając go za sobą. – Bo wiesz, ja jeszcze nigdy, ten tego... wiesz, o co mi chodzi?

– Domyślam się. Agata, ty tak na poważnie?

– No tak. Powiedz, jak trzeba podniecić chłopaka?

Jego twarz poczerwieniała, zawstydził się.

– Nie wiem, co mam ci odpowiedzieć. I po co? Masz kogoś, że pytasz?

– Mogę mieć, ale nie wiem, czy on będzie chciał.

– Znam go?

– Tak, ma na imię Sebastian – roześmiała się mimo lekkiego zawstydzenia.

Spojrzał na nią. Domyślił się, że mówi o nim, ale miał wątpliwości co do jej słów.

– Mówisz o mnie? – zapytał.

– Tak. Chciałbyś, żebym była twoją dziewczyną?

– Agata, to niemożliwe – zaczął. – Ja za miesiąc mam maturę, a potem wyjeżdżam z rodzicami do Wielkiej Brytanii.

Nie wiem na jak długo. Tam będę studiował i mieszkał. Podobasz mi się i chciałbym, ale wiem, że nie bylibyśmy sobie wierni.

– Rozumiem. Trudno, nie przejmuj się – odpowiedziała z uśmiechem.

Wstała z ławki, nachyliła się nad Sebastianem i pocałowała go lekko w usta. Nie oddał pocałunku, po czym również wstał.

– To ja już sobie pójdę – powiedział tylko i odszedł, zostawiając ją samą.

– Och, Karol, chyba jednak ty mi pokażesz wcześniej, co i jak – uśmiechnęła się do siebie.

Poczuła, że jej telefon zawibrował w tylnej kieszeni spodni. Wyjęła go i spojrzała na wyświetlacz. To był ojciec, z którym miała cały czas świetny kontakt, mimo że rozwiódł się z Joanną, gdy córka miała dwa lata. Oddzwoniła.

– Cześć, tato. Dzwoniłeś.

– Agatko, długo się nie widzieliśmy. Zapominasz o swoim staruszku – odpowiedział jej.

– Jesteś w domu? Sam? Przyjadę, tato.

– Nie ma mnie, córeńko, ale tęsknię już za tobą. Musimy się spotkać i pogadać. Zadzwonię, skarbeczku – rozłączył się.

Jej ojciec miał już prawie siedemdziesiąt lat i był biznesmenem. Agata była jego jedynym dzieckiem. Zmieniał partnerki tak samo często, jak matka partnerów, a jego wybranki były niewiele starsze od córki. Nie leciały na niego samego, ale robił z nimi, co chciał – miał pieniądze i czuł się jak pan i władca każdej z nich.

„Chyba mam kurestwo w genach” – myślała często Agata, chociaż jeszcze nie wiedziała, co to słowo tak naprawdę znaczy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria godzinę temu

    Witaj
    Zanosi się na historię z pieprzykiem😀

  • Grażyna

    Chciałabym żeby tak było ,ale co wyjdzie nie wiem . Pozdrawiam .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania