Gra pozorów 1
Joanna z rozmachem otworzyła drzwi swojego luksusowego mieszkania i wbiegła do salonu, nawet nie zdejmując tych swoich niebotycznie wysokich pantofli na szpilce.
Z twarzą wykrzywioną złością spojrzała na włączony telewizor, przed którym nikt nie siedział. Rozejrzała się wokół – nikogo nie było.
Wyszła z salonu i udała się do łazienki, w której światło było włączone i słychać było szum wody. Ktoś brał prysznic. Ciekawa, kto?
Nacisnęła klamkę, drzwi się otworzyły. Pod prysznicem stał on – jej mężczyzna, młodszy o kilka lat.
Był przystojny, miał piękne ciało i zachęcający uśmiech. Ona miała siedemnastoletnią córkę, która nie akceptowała jej partnera.
A może tylko oboje udawali, że się nie lubią? Była zazdrosna o niego i zła na córkę, która nie chciała się uczyć w szkole z internatem.
Agata była ładną nastolatką o wielkich błękitnych oczach i wydatnych, pięknie wykrojonych ustach. Na dodatek była blondynką o długich, wijących się włosach i zalotnym uśmiechu. Karol na jej widok oblewał się rumieńcem i zaczynał głośno oddychać.
Podeszła w płaszczu i na tych swoich szpilkach do kabiny prysznicowej, odchyliła zasłonę, a on stał nagi, piękny i uśmiechnął się do niej.
Zamknął dopływ wody i taki mokry, niezasłonięty ręcznikiem, stanął przed nią.
— Jesteś? Nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie — oblizał językiem wargi.
— Agata jest w domu? — zapytała.
— Nie wiem, nie widziałem jej dzisiaj.
— Dobrze, ubierz się.
Zamknęła za sobą drzwi i dopiero teraz zdjęła pantofle i płaszcz.
Poszła do salonu, usiadła w głębokim fotelu, z paczki papierosów leżącej na stoliku wyciągnęła jednego i zapaliła.
Głęboko zaciągnęła się dymem. Palenie ją uspokajało, chociaż Karol tego nie lubił.
Wszedł już ubrany tak jak do wyjścia – młodzieżowo, seksownie.
— Wychodzę — powiedział tylko.
— Dokąd idziesz? — zapytała.
— Będę niedługo — uśmiechnął się, ale nie powiedział, dokąd idzie.
„Wymyka się” — pomyślała i zapaliła następnego papierosa.
Siedziała w tym fotelu ponad godzinę, sama, i rozmyślała o swoim życiu. Za mąż wyszła wcześnie. Dopóki nie urodziła Agaty w wieku trzydziestu lat, jej życie było sielanką.
Mąż, starszy od niej biznesmen, kochał ją, obsypywał prezentami, dawał pieniądze, kiedy i ile potrzebowała. Ale zostawił ją z dzieckiem, kiedy mała skończyła dwa latka.
Była samotną matką – owszem, zabezpieczoną finansowo, z wysokimi alimentami na córkę. Zostawił jej mieszkanie i auto, pieniądze na koncie i złożył pozew rozwodowy. Zapowiedział, że jak się nie zgodzi, to zostanie z niczym, no to się zgodziła.
Zmieniała partnerów jak rękawiczki, a Agacie myliły się imiona wujków. Za to Joanna była szczęśliwa, a partnerzy byli coraz młodsi.
Karol miał trzydzieści sześć lat, był młodszy o jedenaście. Byli ze sobą już od dwóch lat, sypiali ze sobą, kochali się, ale on coraz częściej spoglądał na Agatę.
Znużyło ją to siedzenie w fotelu. Wstała i stanęła przy oknie. Spojrzała w dół – na chodniku stał Karol i z kimś rozmawiał przez telefon.
Z kim? O czym? — zastanawiała się. Poszła do kuchni, zajrzała do lodówki i zaraz ją zamknęła. Nie miała ochoty na samotne spożywanie posiłku.
Po kilku minutach wrócił Karol.
— Myślałem, że śpisz — odezwał się.
— Nie, siedziałam cały czas w fotelu, czekałam na ciebie.
Zaczął się jej przyglądać i w myślach analizował jej urodę.
Zadbana, ale na szyi już było widać oznaki starzenia się. Nie była specjalnie urodziwa: małe oczy, lekko wklęsłe, usta wąskie, włosy farbowane na czarny kolor, zaczesane do góry.
Była szczupła, niezbyt wysoka, ale pociągająca już nie bardzo.
Karola pociągały jej pieniądze i Agata.
— Czemu mi się tak przyglądasz? — zapytała.
— To znaczy?
— Jakbyś mnie widział pierwszy raz.
— Może cię kocham i dlatego? — kłamał, bo miał z tego korzyści.
Uśmiechnęła się. Wierzyła w to, co mówił, albo po prostu chciała wierzyć.
Spojrzała na zegarek – dochodziła dziewiętnasta, za wcześnie na sen. Zaczęła przygotowywać kolację. Pani, którą zatrudniła jako pomoc domową, zrobiła sałatkę, upiekła paszteciki z mięsem i kapustą, kupiła wędlinę i ser żółty. Joanna wszystko wyjęła, porozkładała na talerze i poprosiła Karola do stołu. Usiadł z nią, ale nie jadł. Powiedział, że nie jest głodny.
— Skoro nie, to zjem sama — wzruszyła tylko ramionami.
Nie jadła jednak sama, bo akurat wróciła Agata. Wołając, że jest strasznie głodna, usiadła przy stole.
Jadła z apetytem i spoglądała raz na matkę, raz na Karola. Patrząc na niego, uśmiechała się. Nie zauważyła, że matka ją obserwuje.
Po kolacji Agata poszła do swojego pokoju, Karol do salonu, a Joanna do łazienki.
Długo się kąpała pod prysznicem, potem nacierała ciało balsamem, wklepywała krem w twarz, przeglądała się w lusterku.
— Mamo! — Agata pukała do drzwi. — Mamo, długo tam jeszcze będziesz siedzieć?
— Już wychodzę — otworzyła drzwi.
— Ile można się pucować — syknęła córka.
— Tyle, ile trzeba — odpowiedziała i poszła do sypialni.
Karol leżał w łóżku i przeglądał jakieś czasopismo. Zdjęła z siebie szlafrok, pod którym nic nie miała, i położyła się przy nim. Odchyliła kołdrę – on też był nagi.
— Chcesz? — zapytała cicho.
— A ty chcesz?
— Tak.
— No to nie czekaj, bierz. Rób ze mną, co ci się podoba, bylebyś nie połamała.
Leżał biernie, a ona go pieściła. Nie zamknęła drzwi na klucz.
Agata chciała ją o coś zapytać, uchyliła cicho drzwi do sypialni matki i zobaczyła ją nagą, pochylającą się nad równie nagim Karolem.
Zamknęła drzwi tak cicho, jak je otworzyła, i odeszła.
„Ja ci go, mamo, i tak odbiję” — pomyślała. „Będę się z nim kurwić pod twoim bokiem, tak jak ty to robisz”.
Komentarze (3)
Widzę, że nie próżnujesz 😀 Ciekawy początek✌️
Dziękuję . Mam nadzieję ze bedzie ciekawie . Pozdrawiam .
Dziękuję . Mam nadzieję ze bedzie ciekawie . Pozdrawiam .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania