Poprzednie częściHrabia Ghuli [1]

Hrabia Ghuli [4]

"Ghul jest to szczytowy padlinożerca bezrozumny, wir kłów bez problemu przegryza skorupy, łuski a kości w szczególności, ozór na podobieństwo ożoga do ostatniej grudki szpiku je osusza. Szpony, będące w rzeczywistości wiecznie rosnącymi w szpic tasakami, równych sobie nie mają śród wielu mieczy a maczet. Segmentowe ich ciało plugawe, nosi w sobie całe pułki kwasów i jadów dzięki którym nawet miejski ściek stanowi dla nich znaczną pożywkę. Bestie to nieulęknione i zuchwałe szalenie, znane są bowiem przypadki z Gór Karlich, gdzie to pojedyncze ghule podkradały ciała ze smoczych zdobyczy."

 

~ Wszelkich Bestii Spis Tom Drugi, Kostan Świecorz, człowiek

 

***

 

Hałaśliwa masa jaka nadciągała z Szarej Sawanny wyglądała jak parujący a cuchnący szlam nieprzerwanie wylewający się z przewróconego wiedźmiego kotła. Księżyce, Szrama i Posłaniec, wiszące wysoko u nieboskłonu zdawały się lękliwie stronić od oświetlania pochodu ghuli. Srebro lunarnego blasku rozstępowało się, uciekało wręcz znad całej sawanny a wraz z postępem mrocznej armii, znikało także z okwieconego łąkami płaskowyżu na którym stał Perkalgard.

 

Z wysokości drewnianych krenelaży murów wzniesionych ze sjenitowych menhirów przeplatanych wałami sporych, żółtych cegieł, widać było doskonale jak masa ghuli pochłania kolejne przedproża i wartownie, opłotki i wsie. W bezksiężycowej czerni zniknęły Ratnel skąd słychać było nieboskie wrzaski zarzynanego bydła, wygasły ognie umyślnie spalonego Wietrznego Młynu, przepadł wreszcie Zakątek Ietry gdzie uchodźcy porzucili zbyt starych i chorych na ucieczkę do Perkalgardu. Dzika horda z Hongweur Zachrd okryła to wszystko całunem grobowym.

 

Znać było też, że nawet największy fort, Żagiel Anbaynk nie wytrzymał naporu. Na nic zdały się szalonym obrońcom zasieki z wykarczowanego do cna lasku, na nic im były wilcze doły rozsiane wokół jak plamy trądu, nic nie wskórała nawet potężna, dwustrzałowa balista jaka niechybnie obalona została z wysokości bastionu. Przez okular okrętowej lunety szło zobaczyć też jak bodaj ostatni obrońca, szamocząc się na wieżycy z obficie broczącym kikutem po prawej ręce, próbuje opuścić flagę Dwukrólestwa z masztu.

 

Lunetę tą złożył z trzaskiem i schował za pazuchą postawny elf rasy wysokiej, jak i niemal wszyscy zgormadzeni na murach Perkalgardu. Oblicze srogie, naznaczone krzyżowymi bliznami, śnieżne brwi jak i loki włosów wypadające spod żelaznej salady o uniesionej przyłbicy. Elf pogładził się po kirysie półzbroi, potem złożył dłoń na rękojeści katany u pasa.

 

- Szybkie są. Słusznie się obawiałem tego ich komasowania na sawannie o brzasku - powiedział ściszonym głosem.

 

Stojący obok niego, uzbrojony w długą halabardę i kord w postrzępionej pochwie, jaszczur o szczerbatym łbie krokodyla przewrócił ślepiami. Dwunogi gad mocno zaciągnął się palonym zielnym zawijasem i migocząc błonami migawkowymi, wraz wypuścił dym. Ciężki opar spadł na grubą, pikowaną kurtę i ozdobione żelaznymi płytkami szpony łap.

 

- Gadasz o nich jakby to była regularna armia, Ellefae. Chcesz bucha? - spytał osobnik rasy jaszczuratów kiwając ogonem na boki.

 

Elf kiwnął głową i wziął skręta. Wciągnął sporą ilość dymu w płuca i bardzo powoli wypuścił gryzący obłoczek przez szparkę ust.

 

- O to chodzi Szisza - powiedział Ellefae oddając zawijas łuskowatemu. - Tam na sawannie jest zamek, a na zamku demon co im jak jerenał jest. A pan radca samemu nie wie do czego on zdolny.

 

- Ten z zielonym łbem? No, niby tak. Ale jednak siłę chłopa zgromadził żeby straszydło ukatrupić. Nie ino naszego Hetmana wynajął, z sąsiednich szogunatów ciągnął to kompanie najemnicze. Całe kompanie!

 

- A widzisz ich tu, jaszczurze? - wtrącił się do rozmowy rozgorączkowany głos jednego z miejskich strażników.

 

Najemnicy obrócili się w jego stronę. Szisza przerzucił skręta na drugą stronę paszczy mlaskając jęzorem. Był to starszy elf, wyraźnie styrany życiem, palce miał zaciśnięte na cięciwie łuku a prostą zbroję z cienkich blach porysowaną od podpierania ścian podczas patroli.

 

- Pytam się, widzisz jeden z drugim, jakieś posiłki? - podjął stróż. - Prócz waszej garstki i nas, nikogo. Niech przeklęci będą te kurwy z rady miejskiej, a w szczególności Aknullot Anbaynk! To jemu się pono zachciało szturchać śpiącego cyklopa. Tyle lat był pokój a teraz co? Sprowadził takich obdartusów i Hrabia wlot się połapał że chcemy łeb podnieść. Zginiemy. Wszyscy.

 

Ellefae już chciał przypomnieć pobratymcowi, że z rozkazu kapitana straży milicja ma się zwracać do najemników Hetmana z szacunkiem. Ubiegł go jednak szczerzący wybrakowane uzębienie Szisza. Jak zwykle roześmiany bez względu na okoliczności.

 

- Nie bój żaby szpicouchy! Tutaj to myśmy są bociany! Hetman przygotowywał obronę, tak? Tak. On może nie za duży chłop, ale już za bachora dusił węże gołymi łapskami! Na zabijaniu potworów zna się on jak mało kto, wszystko wie, wszystko widział. Nasza będzie racja. Bo czymże innym jest ten wasz Trupojad jak nie padlinożercą? He!? Zwykłe czupiradło co wystarczy mocno i celnie trzepnąć a się przekręci na druga stronę. Tak więc żołnierzyku, zamknij pysk po cię ogonem po pęcinach strzelę.

 

***

 

Hetmańscy pancerni tłoczyli się w napięciu, rozłożeni szeregami po głównej ulicy o rzut oszczepem od bramy. Przed samymi wrotami wznosiła się bowiem prowizoryczna zagroda z żerdzi, nie za mała i licha by utrzymać kłębiące się tam świniaki, lecz nie nazbyt wytrzymała by najemnicy mogli spokojnie przebić się w drodze na bój.

 

Wieprze chrumkały, ciamkały a piszczały polewane suto oliwą a szczecina ich stawała się błyszcząco przesiąknięta. Pancerni zaś szemrali, charkali a żarty czerstwe opowiadali. Też się polewali, ukradkiem gorzałką a szczodrze alchemicznym specyfikiem z rozdanych im flakonów.

 

- Ino się Młody nie omyl i tego nie wyżłop! Na zbroję lej, i w szpary i po trosze na topór - instruował jednego z nowych, osiwiały ork o wydatnych kłach guźca.

 

- A cóż to za cholerstwo? Wali jak rynsztok. Ghuli to taki zapach nie przyciąga? - zdziwił się człowiek gołowąs.

 

Zielonoskóry skrzywił się i o mało co nie myląc się samemu w naczyniach, opróżniwszy manierkę z alpagą, dobył flakonu. Wylał lepką zawartość na swój napierśnik, puklerz i pordzewiały z lekka falchion. Wyrzucił pusty flakon gdzieś hen w boczną uliczkę.

 

- To jest wyciąg z welesnyla. Bestii strasznej co w naturze żre ghule jak lis kury - wyjaśnił kiwającemu głową człekowi.

 

- Nie żre, ino się żrą. Szkoda żeśmy z północy nie przywlekli żadnego żywego - ozwał się potężnie zbudowany elf w wielkim hełmie garnczkowym.

 

- A to strach byłby! Zresztą, co ci jeden ten parchaty dałby przeciw tylu? Trza sie cieszyć że tyle Hetman odoru załatwił - wtrącił się inny ork, odziany w dwie kolczugi naraz i z kolczastym nadziakiem w łapie.

 

Ktoś z przodu szeregu syknął i zaklął jak rasowy marynarz. Inny jął uskarżać się na pieczenie w oczach. Rozległy się szeptane prośby o dolewkę gorzałki dla animuszu, kolejne narzekania na smród, poleciało kilka wulgarnych przytyków pod adresem straży miejskiej i ich tchórzostwa.

 

- Walić po pyskach? - dopytał się Młody.

 

- Po pyskach - zagulgotał wciśnięty w wyglądającą jak nakrycie wozu, przeszywanicę ogr.

 

- W jęzor ich najbardziej boli? - kontynuował człowiek.

 

Ogr nie odpowiedział od razu, oparłszy się ciężko na sporym młocie, pierw skończył oblewać się wyciągiem z welesnyla. Na jego otyłe acz silne cielsko poszły aż dwa flakony. Widząc iż pobratymiec pilnie potwierdzenia potrzebuje, inny człek na tyłach stojący odpowiedział:

 

- Właśnie tak. Jak uda się tą kichę odciąć, to zwijają cię jak żmija. Bydlaki, nie mogę się doczekać żeby potańcować. Nowy miecz kupiłem, i nawet amulet z Boginią Matką na szczęście.

 

Wtem z wysokości murów dobiegł najemników skrzek jaszczurzy. To dowódca ich, trzeci w kolejności po Ellefae i Hetmanie, Szisza. Wspiąwszy się na skrzynię ze strzałami energicznie wymachiwał halabardą.

 

- Baczność łajzy! Gotuj broń! Skurwysyny się zbliżają!

 

***

 

Kordegarda była dusznym miejscem, zamkniętym na głucho, zapchanym pajęczynami i dywanami kurzu. Ponury nastrój wzmagały rozkazy z murów i ulic przesączające się przez ściany i pustota wnętrza. W głównej sali znajdowali się tylko kapitan straży i Hetman.

 

Ten pierwszy, kompletnie łysy elf z religijnym tatuażem Drzewa Życia na szyi, siedział zgarbiony nad stołem i tępo wbijał wzrok w odręczną mapę z nakreślonym grafitem planem obrony. Hetman zaś stał parę kroków dalej, dopinał ostatnie rzemyki swej zbroi.

 

A piękny był to pancerz, szmelcowane blachy u skrajów ozdobione warkoczykami inkrustu. Wielki, srebrny ryngraf z wyżłobionym wilczym pyskiem rozwartym w ataku. Nakolanniki kolczaste, takoż samo jak i nakarczek czy naplecznik. Ostrogi umocowane z tyłu butów zbrojnych w brzytwy na czubach, w formie delikatnych kulek.

 

Najbardziej jednak imponujący był hełm. Miniaturowa wieża, osnowa typu żabi pysk o cienkim wizjerze u góry. Sam hełm był wysoki li iluzją wydłużał postać Hetmana, dodatkowo najemnik miał ten pancerz dostrojony diademem. Żelazne żyły bijące na sztorc jak krzew dzikiej róży, zdawały się zaraz pouginać pod ciężarem kryształów szlifowanego selenitu, błyszczącego pięknym, czystym blaskiem.

 

- Mam nadzieję żeś się nie wystroił tak do pogrzebu - sarknął kapitan chwytając się za głowę. - Płonący chlew, psia krew. Oby się chaszcze w fosie nie zajęły, ona taka sucha, wodę ostatnio widziała chyba za współkrólowej Ajkosu, tej co ją otruli dwa razy winem a trzy igłą krawiecką.

 

- Nie biadolcie. Jesteście chłop czy baba? Mamy wojnę, bierz więc dupę w troki - zganił elfa Hetman głosem metalicznie burczącym spod hełmu.

 

- Łatwo tak gadać jak jest się najmitą! - Znów sarknął kapitan wstając od stołu. - Wy po skończonej robocie weźmiecie kiesę i w siną dal! Ja zostanę i będę musiał cały ten bajzel sprzątać.

 

- Osobiście mam inne plany - rzucił rozbawiony Hetman ważąc w dłoniach szeroki miecz o wielkim kamieniu selenitu wprawionym pośrodku głowni.

 

Patrząc się na najmitę spod byka, kapitan skierował krok ku wyjściu. Gdy już dotykał mosiężnej klamki, zatrzymał go głos, upiornie rezonujący w zamkniętym hełmie.

 

- Możesz przekazać radcy Aknullotowi moje podziękowania.

 

- Słucham? Za cóż to? - zdziwił się łysy.

 

- Że wczoraj poszedł do Hongweur Zachrd i przyśpieszył nieuniknione.

 

Zimny dreszcz zagryzł elfa w segmenty kręgosłupa. Przełknął ślinę z największym trudem. Tak zwyczajnie, od niechcenia zdradzona najmroczniejsza tajemnica Perkalgardu i sztandaru Anbaynk.

 

- S... skąd? Bogini Matko... jak? - zdołał wydukać.

 

Nie widział jeszcze jak Hetman wygląda, ciągle chodził albo w masce albo hełmie, lecz był przekonany że oblicze tego czarta krzywi się w złym grymasie drżącym na granicy rechotu.

 

- Ja wszystkie kreatury świata znam - odrzekł herszt najemników.

 

Z zewnątrz dobiegł ich przytłumiony wrzask i kawalkada krzyków. Zaczęło się, ghule przyszły na Perkalgard.

Następne częściHrabia Ghuli [5] Hrabia Ghuli [6]

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Geralt12 9 miesięcy temu
    Świetnie się czytało.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania