Kama -cena życia

Rozdział VI

Kama pozałatwiała szybko sprawy urzędowe. Od kilku dni pracowała już w pieczarkarni w Kobylej Wólce. Właściciel zgodził się, żeby zamieszkała w hoteliku dla pracowników. Pokoje były zajmowane głównie przez Ukrainki, ale ona dostała pokój z nieco starszą od siebie Polką. Kobieta miała na imię Renata i dzielili podobne, trudne przejścia życiowe.Pracowały po kilka, a czasami nawet kilkanaście godzin dziennie. W hali czuć było wilgoć zmieszaną z zapachem ziemi i grzybów, ale musiały do tego przywyknąć. Zależało im na tej pracy. W czasie przerw trzymały się blisko siebie i rozmawiały o swoim życiu. Renata uciekła od męża tyrana. Nie miała dzieci. Kama myślała często o Adasiu, ale nie powiedziała koleżance, że oddała synka do okna życia. Była smutna, rzadko się uśmiechała. Miała jednak jasny cel. Musiała zarobić tyle, by chociaż przez pierwszy miesiąc utrzymać się w Warszawie – mieście, z którego pochodziła, zanim przez długi ojca cała rodzina wylądowała w Siedlcach.Tymczasem Damian znów mieszkał w norze na poddaszu. Sprzedał łóżeczko Adasia i ubranka, które zostawiła Kama. Nie pracował, utrzymywał się z drobnych kradzieży. Szukając Kamy, trafił w końcu do domu jej rodziców. Matka jak zwykle była w pracy, w mieszkaniu zastał tylko Pawła.– Cześć – przywitał się Damian, gdy tylko Paweł otworzył drzwi. – Szukam Kamy. Damian jestem.– Cześć, wejdź. Ja jestem Paweł, Kama to moja siostra. Po co jej szukasz? – zapytał i od razu zaprosił go w głąb pokoju.Damian omiótł pomieszczenie wzrokiem.– Bidnie tu u was – zauważył.– Ano, bidnie. Nie było mnie pięć lat i stąd to wszystko. Jakbym nie poszedł na dłuższe wakacje, toby był piękny salon, a tak to co? Mamuśka zasuwa, stary chleje, to i bogato nie jest. A ty co? Siedziałeś?– Trochę – przyznał Damian. – Trzy lata przed Kamą i parę dni przed tym, jak uciekła. Jest u was?– Nie – pokręcił głową Paweł. – Napijesz się? – zapytał nagle. – Pogadamy przy kielichu.Damianowi aż zaśmiały się oczy.– Czemu nie, ale ja goły jestem. Wiesz, co ci będę ściemniał.Paweł nic nie odpowiedział. Postawił na stole butelkę wódki i dwie szklanki. Przyniósł z kuchni kawałek kaszanki i dwie kromki chleba.– To na zagrychę – wyjaśnił. – Matka będzie zła, ale zanim wróci, to już mnie nie będzie. A Kamy to ja nie widziałem ponad pięć lat. Byłeś z nią czy co, że jej szukasz? – nalał po pół szklanki wódki.– Mieszkała u mnie. Dbałem o nią, a ta zabrała dzieciaka i uciekła. Nigdzie jej nie ma – odpowiedział Damian.– Jakiego dzieciaka? – Paweł był szczerze zaskoczony wieścią o dziecku.– No naszego, Adasia! Mówię ci, Paweł, cudo chłopak. Dwa... nie, już teraz trzy miesiące ma. A ona mi go zabrała. Nie daruję jej tego.Paweł rozlał do szklanek resztę wódki. Po wypiciu obu mężczyznom mocno zaszumiało w głowach. Głosy stały się bełkotliwe. Patrzyli na siebie tak, jakby zaraz mieli się pobić, ale do niczego takiego nie doszło.Paweł nagle uderzył pięścią w stół.– Pomogę ci – czknął. – Pomogę jej szukać. Ale jak ta smarkata teraz wygląda?Zapytał nie wiadomo kogo, bo Damian, zmorzony alkoholem, zasnął z głową na stole.– Śpij, bracie, śpij – poklepał go po ramieniu Paweł. – Ja też się chyba położę. – Chwiejnym krokiem udał się w stronę łóżka.W czasie gdy obaj spali, do domu wróciła matka Kamy i Pawła. Rozebrała się w przedpokoju i zajrzała do pokoju. Podeszła do śpiącego przy stole Damiana i mocno nim potrząsnęła.– Kim ty jesteś? – krzyknęła. – Co robisz w moim domu?Hałas obudził Pawła. Spojrzał na matkę i machnął lekceważąco ręką, żeby sobie poszła. Kobieta bała się syna, więc nic już nie powiedziała. Wycofała się pospiesznie do kuchni. Siedziała na małym taborecie przez około pół godziny, oparta plecami o ścianę. Właśnie przysypiała, kiedy Paweł wyszedł z pokoju.– Matka! – wrzasnął. – Gdzie jest jakiś obiad? Gościa mamy, a ty siedzisz i nic nie ugotowałaś?– Synku... – spojrzała na niego z lękiem w oczach. – Ja niedawno z pracy wróciłam. Zmęczona jestem.– Czym? Wielka mi praca! – wyśmiał ją. – Sprzątanie w barze, ojojoj, pani zmęczona! Obiad ma być i to szybko!– Zaraz, synku, zaraz coś zrobię, tylko nie krzycz i nie złość się.– No to biegusiem, z pośpiechem, głodni jesteśmy! Damian! – krzyknął w głąb pokoju. – Obudź się, bracie, matka obiad zrobi!Kobieta zakrzątała się wokół kuchni. Z kredensu wyjęła opakowanie jajek, usmażyła im jajecznicę na oleju, bo nie miała innego tłuszczu, i podała z chlebem.– Pawełku, a gdzie jest ojciec? – odważyła się cicho zapytać.– A bo ja wiem? – wzruszył ramionami. – Szlaja się gdzieś i tyle. A wiesz, matka, kim jest ten kolega? – zapytał z drwiną.Teraz dopiero kobieta przyjrzała się Damianowi. Nie znała go wcześniej, ale szybko domyśliła się, że to ten mężczyzna, z którym była Kama.– Nie wiem – odpowiedziała. – Ale twarz pana nie jest mi tak zupełnie obca.– Szukam Kamy, Damian jestem – przedstawił się. – Zabrała dzieciaka i zniknęła.– Była tu niedawno... Stała pod oknem, wieczorem – powiedziała cicho kobieta.– Jak to była?! – poderwał się Paweł. – I nic nie gadałaś?– Uciekła, jak mnie zobaczyła – skłamała matka.– Znajdziemy ją, Damian. Zabierzemy małego i niech zobaczy, po co jej była ta ucieczka. Stłukę na kwaśne jabłko – obiecywał wściekły Paweł.Damian tylko kiwał potakująco głową. Wódka nie do końca wyparowała mu z mózgu, bo w pewnym momencie zaczął płakać i żalić się na Kamę.– Miała wszystko... Pokój, to co, że na poddaszu, ale miała. Dbałem o nią i o dzieciaka – chlipał. – Kochałem, a ona tak? Tak ze mną zrobiła? Paweł, bracie, chodź ze mną, będziemy jej szukać.Zalękniona matka nic się nie odzywała. Nie protestowała również, kiedy obaj w końcu wyszli z domu. Odetchnęła z głęboką ulgą. Dopiero teraz mogła się położyć i w miarę spokojnie odpocząć.

Rozdział V

Kama pracowała w pieczarkarni już od kilku tygodni. Nie narzekała, choć bywało ciężko. Zarobiła pierwsze pieniądze, które skrzętnie odkładała. Na jedzenie wydawała mało, ale nie chodziła już głodna. Spokojna kładła się spać i spokojnie budziła. Nic nie zakłócało jej bezpiecznej rutyny. Miała dach nad głową i wiedziała, że może mieszkać w hoteliku tak długo, jak zechce.Ten spokój został jednak brutalnie przerwany. Do pracy przyjęto kilka nowych osób z Siedlec, które dowożono pracowniczym busem. Kamie nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś może ją rozpoznać. A jednak została zdemaskowana przez jedną z dojeżdżających dziewczyn, która zaczepiła ją podczas przerwy.

– Cześć, ty jesteś z Siedlec? – zapytała.– Jak do tego doszłaś? – mimo lęku Kama odpowiedziała hardo.– Znam cię. Byłaś z Damianem, macie dziecko.– Chyba mnie pomyliłaś z jakąś inną dziewczyną – szła w zaparte.– Nie, nie pomyliłam. Masz dziecko.– Nie mam dziecka – powiedziała cicho Kama. – Jestem sama.– Mów sobie, co chcesz – odparła tamta. – Mogę ci udawać, że wierzę, bo widzę, jak bardzo ci na tym zależy. Ale i tak wiem, że coś ukrywasz.Już do końca dnia Kama nie odzyskała spokoju. Była przerażona. Po skończonej pracy, gdy zamknęła się w pokoju razem z Renatą, natychmiast opowiedziała jej o tej rozmowie.

– Masz dziecko? – zdziwiła się Renata.– Miałam synka... – Kama spuściła głowę, a powieki zapiekły ją od łez. – Oddałam go.– Nie pytam, dlaczego to zrobiłaś – odezwała się ciepło Renata. – Musiałaś mieć bardzo ważny powód. Myślę jednak, że powinnaś teraz przeczekać. Na razie nigdzie się nie pokazuj, nie wychodź poza teren hotelu. W razie czego obronimy cię. Pogadaj z żoną szefa, to równa babka, na pewno nie odmówi pomocy. A z tą nową dziewczyną w ogóle nie gadaj, bo nie wiadomo, kim tak naprawdę jest.– Renia, boję się. Tak bardzo się boję... A już myślałam, że powolutku wychodzę na prostą.– Nie bój się – Renata podeszła i mocno ją objęła. – Jak zajdzie taka potrzeba, to wyjedziesz stąd gdzieś dalej. Na razie pracuj na miejscu.

Kama posłuchała rad przyjaciółki. Pod presją ciągłego strachu przetrwała w pieczarkarni kolejne dwa tygodnie.Pewnego dnia, stojąc w hali, z daleka dostrzegła kolejnych nowych pracowników. Wśród nich momentalnie rozpoznała Damiana. Obok niego stał jej brat, Paweł. Szybko się cofnęła i uciekła, nim zdążyli ją zauważyć. Pobiegła prosto do pokoju, zamknęła drzwi na klucz i trzęsąc się z przerażenia, czekała na powrót Renaty. Ta pojawiła się już w czasie przerwy śniadaniowej. Zapukała w umówiony sposób. Kama otworzyła, wpuściła ją i natychmiast ponownie przekręciła klucz w zamku.– Kama, szukają cię – powiedziała zdyszana Renata. – Dwóch wysokich facetów. Wyglądają, jakby dopiero co wyszli z więzienia. Nie wychodź z pokoju, zamknij się i nikomu nie otwieraj. Gdy będę wracać, zapukam trzy razy. Później coś wymyślimy.Kama zrobiła dokładnie to, co doradziła jej Renata, ale serce waliło jej jak oszalałe. Wprawdzie hotel mieścił się w osobnym budynku, kawałek drogi od hali z pieczarkami, ale strach i tak paraliżował każdy jej ruch.Po skończonej pracy Renia nie wróciła sama. Przyprowadziła właścicielkę pieczarkarni, panią Marię, której wcześniej pobieżnie nakreśliła całą sytuację. Kobieta bardzo przejęła się losem dziewczyny i od razu zapytała, jakiej pomocy potrzebuje.

– Muszę stąd wyjechać – odpowiedziała Kama łamiącym się głosem. – Oni nie mogą mnie złapać. Nie chcę wracać do tego piekła.– Rozumiem cię, dziecko, i postaram się coś wymyślić – odpowiedziała ciepło właścicielka. – Porozmawiam z mężem, on też coś doradzi. Pamiętaj, że są na świecie ludzie, którzy chcą ci pomóc, a widzę, że bardzo tej pomocy potrzebujesz. Jutro nie przychodź do pracy. Po południu dam ci znać ja albo pani Renata, co udało nam się ustalić.– Dziękuję pani bardzo... Za wszystko – Kama zmusiła się do lekkiego, wdzięcznego uśmiechu.Gdy pani Maria wyszła i dziewczyny znów zostały same, Renata zapytała Kamę, czy jadła cokolwiek. Ta tylko pokręciła głową. Strach dosłownie ją zżerał i odbierał apetyt. Nie miała pojęcia, co przyniesie jutro, ale jednego była pewna: nie da się złapać ani Damianowi, ani Pawłowi.

Noc była koszmarna. Kama budziła się z krzykiem, zlana zimnym potem. Śnił jej się Adaś i Damian, który we śnie bił ją pięściami po głowie, krzyczał i wyzywał, a Paweł tylko mu wtórował. Rano obudziła się zmęczona i obolała, jak po prawdziwej walce. Zgodnie z umową nie poszła do pracy. W napięciu czekała na wiadomości.Po południu w pokoju zjawiła się pani Maria. Na jej twarzy gościł łagodny uśmiech.– Mam dobre wieści. Rozmawiałam z mężem i wymyśliliśmy coś, co może cię zainteresować.– Tak? – Kama spojrzała na nią z nagłą ufnością.– Chciałaś jechać do Warszawy, prawda? A gdybyśmy załatwili ci bezpieczną pracę na peryferiach, w Aninie? Zgodziłabyś się?

– Tak! – Kama gorliwie pokiwała głową. – A... co musiałabym robić?– Nasi znajomi prowadzą tam małą restaurację i poszukują kogoś do sprzątania. Oferują też pokój. Nie wiem jeszcze tylko, czy odpłatnie, czy w ramach obowiązków. To kwestia dogadania się na miejscu. Powiedz mi, masz skończoną jakąś szkołę?– Podstawową, gimnazjum i dwie klasy liceum – odpowiedziała cicho.– Zawsze możesz uczyć się zaocznie i dokończyć szkołę. Ale to temat na przyszłość. Jeśli się nie rozmyślisz, jutro osobiście zawiozę cię do Anina. Tam nikt cię nie znajdzie, będziesz bezpieczna. Tyle na razie możemy dla ciebie zrobić.– Bardzo, bardzo pani dziękuję... – Kama nagle rozpłakała się z nadmiaru emocji.Pani Maria podeszła do niej bez słowa i mocno, matczynie ją przytuliła.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania