Poprzednie częściKama -cena życia

Kama-cena życia

Rozdział VI

Minęło kilka tygodni. Kama była bardzo zadowolona z nowej pracy. Pracodawczyni wynajęła jej mały, ale przytulny pokoik w swoim domu. Mogła swobodnie korzystać z łazienki i kuchni. Pokój był wyposażony w tapczan, szafę oraz komodę, na której stał telewizor. Znajdował się tam również mały stolik i dwa krzesła, a na podłodze leżał dywanik. W końcu czuła, że to jest jej własne królestwo na dłuższy czas. Starała się jak mogła, żeby wszystko było idealnie i żeby nikt nie miał powodów do narzekań.Pani Irena była z niej bardzo zadowolona. Tego dnia Kama jak zwykle od razu zabrała się za sprzątanie, ale już po chwili pracodawczyni poprosiła ją do siebie.Kiedy weszła do biura, pani Irena wskazała jej krzesło. Kama, lekko przestraszona, usiadła w milczeniu, spoglądając na kobietę z lękiem w oczach.

– Pani Kamilo, mam dla pani propozycję – zaczęła pani Irena. – Jestem bardzo zadowolona z pani pracy, dlatego pomyślałam o awansie.– Awansie? – zdziwiła się Kama. – Nie bardzo rozumiem.– Jest pani młoda, ładna… Czy chciałaby pani zostać u nas kelnerką?– Tak, ale czy dam radę?– Oczywiście, że sobie pani poradzi – uśmiechnęła się ciepło pracodawczyni. – Pensja na początek będzie taka sama. Mogą dojść do tego napiwki, choć teraz mało kto je zostawia, ale to nieważne. Jutro wyjdzie pani na salę, poduczy się pani i zastąpi Jolę, bo ona właśnie rezygnuje. Maria coś mi wspominała, że chodziła pani do liceum i go nie skończyła. Może chciałaby pani uczyć się dalej?

– Bardzo bym chciała, ale w grę wchodzą tylko studia lub szkoła zaoczna.– Dobrze. – Pani Irena pokiwała głową. – Pomogę pani i mam nadzieję, że wykorzysta pani tę szansę w dobrym kierunku.– Przysięgam, że tak. Bardzo dziękuję! – Kama uśmiechnęła się szeroko.– I mam prośbę: proszę mi mówić po imieniu, po prostu Kama.– Miło mi, Kamo. No i witam nową kelnerkę! Jutro zgłoś się po ubranie pracownicze. A dzisiaj jeszcze posprzątasz. Mamy nową pracownicę, więc pokażesz jej, co i jak. Dobrze?Obie wyszły na korytarz, gdzie czekała już nowa kobieta. Pani Irena przedstawiła je sobie

– To jest pani Joanna, która zajmie twoje miejsce. Kama, pokaż pani wszystko, co trzeba. Zostawiam was teraz i wracam do papierków.Joanna była starsza od Kamy o kilka lat. Podczas wspólnego sprzątania szybko nawiązały rozmowę.– Długo już tu pracujesz? – zapytała Joanna.– Nie, kilka tygodni. Ale od jutra będę pracować jako kelnerka.

– A powiedz, jak tu jest? Atmosfera w miarę dobra?– Tak – skinęła głową Kama. – Wszyscy są bardzo sympatyczni, a pani Irena to dusza człowiek.– A ty jesteś stąd? – dopytywała Joanna.– Tak, jestem stąd. A ty?– Ja dojeżdżam z Falenicy, to kilka stacji pociągiem.Pracując we dwie, szybko uporały się ze sprzątaniem. Nie wiedziały, co mają robić dalej, ale pani Irena dała im wolne na resztę dnia. Joanna szybko pobiegła na stację w Aninie, a Kama postanowiła pójść na spacer.Chodziła ulicami i dziwiła się, że prawie wszystkie w okolicy mają w nazwie słowo „Poprzeczna” (I Poprzeczna, II Poprzeczna...). Anin był niezwykle zieloną częścią Warszawy, należącą do dzielnicy Wawer. Przy ulicy Czecha Kama zauważyła przystanki autobusowe i obiecała sobie, że w którąś wolną niedzielę pojedzie zwiedzić centrum.Spacer mocno ją zmęczył, więc wróciła do swojego pokoiku.„Żeby się uczyć, muszę kupić laptopa” – pomyślała. – „Na pewno bardzo mi się przyda”.

Rozdział VII

Nastała zima, zbliżały się święta Bożego Narodzenia. To był smutny czas w życiu Kamy. Co z tego, że pracowała i zarabiała, skoro nie miała przy swoim boku nikogo bliskiego? W domu rodziców w Siedlcach święta też zawsze były biedne, ale przynajmniej nie spędzała ich sama.Po skończonej pracy często siadała przy nowym laptopie i rozmawiała z Renią przez kamerkę. Kama założyła też profil na Facebooku, ale pod fikcyjnym imieniem; nie wstawiała zdjęć i poza Renią nie miała tam żadnych znajomych. Od przyjaciółki dowiedziała się, że Damian i Paweł szybko zrezygnowali z pracy przy pieczarkach. Szukali jej jeszcze przez jakiś czas po zakładzie, ale w końcu dali spokój. Renia wyznała, że ona też ma już dosyć zbierania pieczarek i po świętach planuje przyjechać do Warszawy.– Mam trochę odłożonych pieniędzy. Wynajmę jakiś pokój, poszukam innej pracy – mówiła. – Będziemy się spotykać… Mam przynajmniej taką nadzieję?

– No pewnie! – odpowiadała Kama.Ich rozmowy nie były długie, ale dla Kamy miały ogromne znaczenie.Pewnego wieczoru, po skończonej pracy, siedziała z laptopem na kolanach. Przeglądała różne profile i czytała wiadomości, gdy coś tknęło ją, by wejść na lokalną stronę Siedlec. Przeglądając portal, od razu natrafiła na kronikę policyjną. Z ciekawości otworzyła link. Pierwszy komunikat dotyczył znalezienia zwłok starszego mężczyzny. To był jej ojciec.„Więc nie żyje?” – pomyślała. – „No cóż, mama przynajmniej nie musi już na niego pracować”.Jeszcze raz przeczytała informację, że przyczyną zgonu było wysokie stężenie alkoholu w organizmie. Wzruszyła tylko ramionami. W końcu musiało do tego dojść. Nie było jej żal, że ojciec zmarł. Poczuła raczej coś w rodzaju ulgi.

Dzień przed Wigilią pracowała jak zwykle. Klientów było niewielu, więc zgodziła się zostać na sali sama. Dwie kelnerki, które z nią pracowały, dostały wolne. One miały dzieci i rodziny, a ona była przecież sama. Lokal został zamknięty; ponowne otwarcie zaplanowano dopiero po świętach.Gdy sprzątała salę, podeszła do niej pani Irena i wręczyła jej kopertę.– To jest premia za twoją pracę – powiedziała. – Należy ci się. I jeszcze jedno… Zostaję sama na święta, więc pomyślałam, że mogłybyśmy spędzić je razem. Co ty na to? Wszak mieszkamy w jednym domu.Kama spojrzała najpierw na kopertę, później na panią Irenę. Coś w środku podpowiadało jej, żeby się nie zgadzać, żeby odmówić, jednak ostatecznie przyjęła propozycję.

W pokoju sprawdziła zawartość koperty. To była pokaźna suma – równy tysiąc złotych. Ta hojność i nagłe zaproszenie zrodziły w jej głowie pytania. Czy pani Irena…? Nie, to chyba niemożliwe. Ale z drugiej strony, szefowa nigdy nie mówiła o mężu ani o dzieciach. Wprawdzie współwłaścicielem restauracji był jakiś mężczyzna, ale czy mąż? Kama nigdy nie natknęła się na niego w domu. Zresztą, kiedy nie pracowała, rzadko wychodziła ze swojego pokoju. Mimo narastających podejrzeń postanowiła sprawdzić, co kryje się za tym zaproszeniem.W dzień Wigilii, dokładnie o godzinie siedemnastej, pani Irena zapukała do jej drzwi.– Kama, jesteś gotowa? Zapraszam do salonu.

Obie zeszły na dół. Salon był duży i elegancko urządzony. Stała w nim piękna, ogromna choinka, kolorowa niczym z amerykańskiego filmu. Na środku nie było jednak tradycyjnego stołu, a jedynie ława przysunięta do dużej kanapy, naprzeciwko której stały dwa fotele. Przygotowano dwa nakrycia i mnóstwo jedzenia – zdecydowanie zbyt dużo jak na dwie osoby.Pani Irena zapaliła dwie czerwone świece stojące w mosiężnym świeczniku. Elegancko ubrana, podeszła do Kamy z opłatkiem w dłoni.– Wszystkiego dobrego, Kamilo – powiedziała jakoś inaczej niż zwykle.Kama odwzajemniła życzenia. Nie uściskały się ani nie pocałowały. W powietrzu wisiało coś sztucznego. Coś, czego Kama obawiała się od wczorajszego dnia.– Częstuj się, Kamo. – Pani Irena dziwnie na nią patrzyła. – Może wina? Lubisz wino?

– Dziękuję, ale nie – odpowiedziała cicho. – Kiedy pani to wszystko przygotowała? – dodała, chcąc zmienić temat.– To nasze panie kucharki przygotowały. Jedz, mamy zapas na całe święta.– Nigdzie pani nie wyjeżdża?– Nie, będziemy we dwie. Ty i ja.Nie zważając na opór Kamy, Irena nalała ciemnego trunku do dużych kieliszków. Podniosła swój do góry.– Nasze zdrowie, Kamo. Porozmawiamy? Poczekaj, puszczę jakąś kolędę.Po chwili z głośników popłynęła cicha melodia, ktoś śpiewał Cichą noc. Pani Irena, jakby niechcący, dotknęła dłoni Kamy.

– Nie bój się mnie, Kamilo. Nic złego ci nie zrobię, a mogę ci bardzo pomóc – uśmiechnęła się wieloznacznie.– Ale pani już i tak mi dużo pomogła. Jestem naprawdę bardzo wdzięczna.– Mogę więcej, jeśli tylko zechcesz. Tylko bądź dla mnie miła.– Czy nie jestem? – Kama upiła spory łyk wina, by dodać sobie odwagi. – A tak naprawdę… czego pani ode mnie oczekuje?Postanowiła grać w tę samą grę, co jej szefowa. Teraz była już całkowicie pewna intencji kobiety. „Nie dam się jej omotać” – myślała chaotycznie, zmuszając się jednocześnie do uśmiechu.

– Jesteś inteligentna, ale bardzo wystraszona – zauważyła Irena. – Wiesz, Kamo, każdy diament da się oszlifować. Jesteś takim diamentem, a ja zrobię z ciebie brylant. Jeśli tylko zgodzisz się na moje warunki.– Jakie warunki, pani Ireno?– Och, nie mów do mnie „pani”. Jestem Irena. Dla ciebie tylko Irena, przynajmniej tu, w domu.– Ja tak nie mogę, różnica wieku mi na to nie pozwala.– Kama, jaka różnica? Ja mam pięćdziesiąt lat, a ty? No, ile masz lat?– Dwadzieścia, proszę pani.

– Tym lepiej. Ja też tyle miałam, kiedy… Byłam taka jak ty: młoda i naiwna. Dzięki jednak temu, co zrobiłam, wyszłam na ludzi. Tak, zdobyłam to, o czym zawsze marzyłam: dobrobyt, pieniądze, wykształcenie. Ty też tego pragniesz, ale wszystko ma swoją cenę. Dla mnie to była cena życia. Dla ciebie też może być.Kama, nie wiedząc, jak wyrwać się z salonu, udała, że nagle źle się poczuła. Irena domyśliła się, że dziewczyna symuluje, ale postanowiła nie naciskać. Powiedziała tylko, że porozmawiają jutro po śniadaniu i że Kama powinna przemyśleć wszystko na spokojnie.Dziewczyna szybko uciekła do swojego pokoiku i natychmiast przekręciła klucz w zamku. Była zdecydowana – nie ulegnie Irenie. Postanowiła, że jak najszybciej skontaktuje się z Renatą i zapyta, czy mogłyby wspólnie coś wynająć. Odejść z tej pracy i poszukać czegoś zupełnie innego stało się teraz jej priorytetem.

Następne częściKama-cena życia -rozdział VIII

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania