Poprzednie częściKama -cena życia

Kama-cena życia -rozdział VIII

Po świętach zaczęły się przygotowania do Sylwestra. W restauracji miała się odbyć kameralna zabawa. Kama, ze względu na to, że Renata nie mogła jeszcze przyjechać do Warszawy, postanowiła zostać w pracy. Pani Irena była w stosunku do niej miła, ale w powietrzu wisiało wyraźne napięcie. Żadna z nich nie wracała do rozmowy z Wigilii.Trudno było jednak o tym myśleć, bo trzydziestego pierwszego grudnia sala restauracyjna musiała być w pełni przygotowana na przyjęcie gości. Wydzielono nawet miejsce na parkiet, a z głośników sączyła się cicha muzyka. Panie kucharki oraz kelnerki, w tym Kama, uwijały się jak w ukropie.O godzinie osiemnastej zaczęli przybywać pierwsi goście. W sumie zebrało się około dwudziestu osób. Wszyscy przyszli w parach – oprócz jednego, eleganckiego mężczyzny w średnim wieku. Był bardzo przystojny i bawił się sam. Jak tylko przekroczył próg lokalu, od razu podeszła do niego pani Irena.– Cieszę się, że przybyłeś – powitała go, cała w skowronkach.– Oczywiście. Wieczór spędzimy razem – przytaknął, po czym rozejrzał się po sali. – To kiedy zaczynamy zabawę?– Są już wszyscy, zaraz przywitam gości.Pani Irena wyszła na środek sali. Prezentowała się pięknie w długiej, czerwonej sukni, z włosami upiętymi w elegancki kok.– Witam państwa serdecznie i zapraszam do wspólnej zabawy. Nasze grono jest małe, ale możemy wszyscy świetnie się bawić! – zakończyła przemówienie.Kelnerki natychmiast zaczęły podawać dania do stołów. Pani Irena nachyliła się do swojego gościa i dyskretnie wskazała wzrokiem Kamilę.– Nowy narybek – powiedziała cicho. – Młodziutka, niedoszlifowana, ale może jeszcze coś z niej być.– Myślisz? – odpowiedział mężczyzna, przyglądając się dziewczynie.– Tak, tylko trzeba podchodzić do niej ostrożnie, powoli.Kama nie słyszała ich rozmowy, ale intuicyjnie wyczuwała, że to ona jest tematem ich szeptów. Postanowiła mieć oczy dookoła głowy. Coś podpowiadało jej, że musi bardzo uważać.Nagle pani Irena przywołała ją gestem dłoni. Dziewczyna podeszła i z wymuszonym uśmiechem zapytała, czego sobie życzą.– Będziesz obsługiwała tylko nasz stolik. To jest pan Andrzej, a to Kama – przedstawiła ich sobie właścicielka.– Pani Ireno, ale na sali jesteśmy tylko we trzy – zauważyła przytomnie Kama. – Dziewczyny same nie dadzą rady, będą zmęczone. Powinnam im pomóc.Jej odpowiedź wyraźnie nie spodobała się Irenie, ale kobieta opanowała grymas.– Dobrze, ale kiedy pan Andrzej będzie czegoś potrzebował, masz być na każde jego zawołanie. No i na moje też, bo spędzamy ten wieczór razem.Kama spojrzała na nich pytająco.– To znaczy…?– To nic nie znaczy, Kamo. Po prostu masz być do naszej dyspozycji.Dziewczynie bardzo się to nie spodobało, ale zacisnęła zęby i z uśmiechem na twarzy odeszła od stolika. Od razu skierowała się do kuchni. Postanowiła podpytać jedną z kucharek, która pracowała tu od lat.– Pani Stasiu, kim jest ten pan Andrzej?– A dlaczego pytasz? – Pani Stasia wyraźnie unikała odpowiedzi.– Tak z ciekawości, pani Stasiu. Przystojny jest – skłamała Kama, udając zainteresowanie.– Przystojny i bogaty, ale on nie dla ciebie, kochana. Lubi młode dziewczyny. Tyle ci mogę powiedzieć.– Pani Stasiu, ja naprawdę tak tylko…– To niech tak zostanie, jak mówisz – ucięła pani Stasia i nie chciała dodać nic więcej.– Kama, szefowa cię wzywa! – Do kuchni zajrzała jedna z kelnerek.Kama szybko wyszła na salę i podeszła do stolika.– Słucham? Mam coś podać?– Tak, Kamo. Podaj nam… No właśnie, Andrzeju, co ma nam podać? – zaśmiała się zalotnie Irena.Andrzej wpatrywał się w Kamę jak urzeczony. Była naprawdę ładna i miała w sobie tę niewinność, która podobała mu się najbardziej na świecie.

„Żebyś ty wiedział, jaka jest prawda o mnie” – pomyślała o nim Kama. „Uciekłam od Damiana, tobie też się nie poddam. Ani tej starej Irenie. Gram z wami w waszą grę, ale to wy będziecie na końcu przegrani, nie ja”.Zabawa rozkręcała się w najlepsze. Z głośników leciała głośna muzyka – stare przeboje, których wielu młodych już nie pamiętało. Część gości ruszyła do tańca, a wśród nich Irena obściskująca się z Andrzejem. W pewnym momencie mężczyzna nachylił się do partnerki i coś jej szepnął. Irena natychmiast skinęła na Kamę.– Andrzej chce z tobą zatańczyć.– Ale ja jestem w pracy – zaprotestowała dziewczyna.

– Jesteś do naszej, a teraz do jego dyspozycji. Zdejmij ten fartuch i zatańcz z nim.Kama niechętnie, ale wykonała polecenie. Z głośników płynęła właśnie wolna, nastrojowa piosenka. Andrzej mocno objął ją jedną ręką w pasie, a drugą zaczął gładzić jej plecy. Chcąc go zniechęcić, Kama celowo kilka razy nastąpiła mu na buty.– Nie rób tego, maleńka – szepnął jej prosto do ucha.– Tego, to znaczy czego?– Nie depcz mnie. Robisz to bardzo nieudolnie.– Bo nie umiem tańczyć – odszepnęła chłodno.– Umiesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz.Tańczyła z nim jeszcze kilka razy. Uśmiechała się na zawołanie, ale przez cały czas zachowywała absolutną czujność.Impreza nabierała tempa, a do północy zostało zaledwie kilkanaście minut. Większość gości była już mocno zmęczona albo pod wyraźnym wpływem alkoholu. W końcu zegar wskazał północ. Wybił Nowy Rok. Na sali wystrzeliły korki szampanów, a ludzie zaczęli składać sobie życzenia.Pani Irena była wesoła jak nigdy dotąd. Nagle poprosiła Kamę, by ta przeszła za nią do gabinetu, w którym siedział już pan Andrzej.

– Kamilo, chcieliśmy oboje życzyć ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Niech się spełnią twoje marzenia. Andrzej jest tobą absolutnie oczarowany.– To oczarowanie ma jakiś konkretny powód? – Kama podjęła grę, starając się brzmieć naturalnie.– Tak, ty jesteś tym powodem – odezwał się dotąd milczący mężczyzna.– Rozumiem. A dlaczego akurat ja?– Masz wszelkie zadatki na pracę w moim klubie.– A co to za klub? Bo wie pan, chciałabym wiedzieć, zanim cokolwiek zrobię.– Klub go-go. Taniec, obsługa gości, bardzo dobre zarobki. Praca jest nocna.

– A, to muszę przemyśleć, zanim podejmę jakąkolwiek decyzję – odpowiedziała Kama, ani na chwilę nie tracąc reuszu. – Proszę dać mi kilka dni, dobrze?Irena spojrzała na Andrzeja i porozumiewawczo mrugnęła, a mężczyzna bez problemu przystał na tę prośbę.Kama wróciła do sali. Gości szybko ubywało. Pomogła koleżankom w najgorszym sprzątaniu, po czym uciekła do swojego pokoiku w domu szefowej. Od razu przekręciła klucz w zamku. Zaledwie po kilku minutach usłyszała, że ktoś delikatnie naciska klamkę od zewnętrznej strony. Zamarła i udawała, że w pokoju nikogo nie ma albo że już mocno śpi.„Irenę sobie zatrudnij w tym swoim klubie!” – krzyczała w myślach, czując, jak serce bije jej jak oszalałe. „Mnie do piątego stycznia już tu nie będzie!”.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania