Konflikt miłosny cz. III
Wiatr wzmagał się z każdą upływającą minutą, a część gwiazd skryła się za gęstymi chmurami. Zanosiło się na burzę, która idealnie oddawała atmosferę panującą między nami.
- Co teraz? – spytała w końcu, patrząc przed siebie udręczonym wzrokiem.
Zawsze podziwiałam ją za spokój i opanowanie, lecz i tak nie mogłam wyjść z podziwu, że nawet w takiej sytuacji potrafiła utrzymać nerwy na wodzy. Zazdrościłam jej tej cechy. Wielokrotnie okazała się przydatna, lecz zdawałam sobie sprawę, że teraz stanowiła jedynie zasłonę dymną przed prawdziwym bólem, jaki zawładnął jej sercem i umysłem.
- Mówiłam ci już, co o tym wszystkim myślę – odparłam, puszczając powoli jej nadgarstek.
– Moim zdaniem powinnaś czasowo ograniczyć kontakt zarówno ze mną, jak i z nim. Teraz musisz skupić się na sobie.
- Myślisz, że to takie proste? – spytała z wyrzutem, piorunując mnie wymownym spojrzeniem.
- Nie, wcale tak nie myślę – mruknęłam, spuszczając wzrok. – Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i nie zamierzam udawać, że wiem dokładnie, co czujesz. Mogę się tylko domyślać.
- Lepiej tego nie rób – parsknęła gorzkim śmiechem. – Jeszcze ci się udzieli.
- Nie, raczej nie – pokręciłam głową ze smutkiem.
Nagle oparła dłonie na siedzisku ławki i powoli się z niej podniosła.
- Pójdę już – oznajmiła.
Nie zamierzałam jej zatrzymywać. Zamiast tego lekko przytaknęłam.
- Słuchaj, jeśli…
- Tak, wiem – przerwała mi niemal natychmiast. – Jeśli poczuję, że jest mi ciężko i sobie nie radzę, zawsze mogę się do ciebie zwrócić. Słyszałam to już milion razy.
- Bo to prawda – westchnęłam cicho
.
Po raz ostatni spojrzała mi prosto w oczy. Robiła tak, kiedy chciała, aby jej słowa dotarły do umysłu słuchacza.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie – podjęła. – Nie możesz mi w niczym pomóc, rozumiesz? Ani ty, ani on, ani… nikt inny. Sama muszę sobie z tym poradzić, choć powoli tracę nadzieję, że tak się stanie. Nie płaczcie nad moim losem. Takie jest życie i nic na to nie poradzicie. Cieszcie się swoim pieprzonym szczęściem, a mnie zostawcie w spokoju!
Po tych słowach obróciła się na pięcie i ruszyła szybkim tempem przed siebie. Odprowadziłam ją wzrokiem, modląc się w duchu, by nie doszło do tragedii, która z każdym kolejnym dniem zaczynała nabierać coraz wyraźniejszych kształtów.
c. d... n?
L. A. T.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania